Budowa i ergonomia
O biocelulozie i drzewie zelkova już było, ale wyłącznie w powierzchownym ujęciu reklamowego katalogu, natomiast do samych słuchawek dołączana była obszerna instrukcja, będąca zarazem apologią, która okazuje się mieć postać niezwykłą, jako że to oprawiona w granatowe płótno, pięknie wydana książka.
Na wstępie stoi w niej ziszczona, jak się okazuje, przepowiednia, że MDR-R10 zostały wyprodukowane z myślą o uzyskaniu najlepszych słuchawek na całe pokolenia, przy czym powoływano je do istnienia w duchu nie brania pod uwagę czyichkolwiek gustów i zachcianek, tylko kierując się ideą uczynienia dźwięku prawdziwym i naturalnym, a żeby to osiągnąć użyto najlepszych materiałów jakie tylko świat mógł zaoferować. Patrząc od tej strony – dodają autorzy – słuchawki te to instrument muzyczny, a nie przyjemnościowa zabawka, czy zwykły przedmiot użytkowy; i podobnie jak prawdziwy instrument oferują dźwięk autentyczny, nic ponad to.
Następnie przechodzi się do spraw technicznych i tu na pierwszy ogień idzie diafragma.
Czytamy o niej, że jest z naturalnych włókien produkowanych przez bakterie Acetobacter aceti; włókien o grubości zaledwie 200-400 angstremów, z których wykonuje się pierwotny biocelulozowy odlew grubości dwóch milimetrów, a następnie drogą dehydratyzacji i prasowania otrzymuje ostateczny arkusz grubości dwudziestu mikronów. Okazuje się on jako materiał na membrany nieporównanie delikatniejszy i wrażliwszy na impulsy od tradycyjnych membran z tworzyw sztucznych, przewodząc dźwięk z niezrównaną szybkością i precyzją.
Kolejna rzecz to drewniane komory głośników. „Nic ponad jednolite drewniane muszle z dwustuletniej Aizu zelkova, zaprojektowane z użyciem trójwymiarowego komputerowego systemu projektowania CAD.” – brzmią słowa pochwalnego hymnu. „Ich charakterystyka akustyczna jest niezrównana, a dźwięk zyskuje dzięki nim prawdziwie trójwymiarową postać.”
Nad mordowaniem owieczek, o którym traktuje następny ustęp, nie będę się rozwodził, przejdę od razu do nagłownego pałąka. Wykonano go ze stopu zapamiętującego kształt, dzięki czemu żadne ręczne ustawianie nie jest potrzebne, a słuchawki samoczynnie zajmują idealną pozycję na głowie słuchającego, co nie tylko wpływa na wygodę i prostotę użytkowania, ale nie pozostaje ponoć bez wpływu na jakość reprodukcji dźwiękowej.
Następnie przychodzi kolej na magnezowe zawieszenie muszli, cechujące się zdolnością absorpcji dźwięku, dzięki czemu nie mamy do czynienia z żadnym dodatkowym echem czy pogłosem zarówno od strony wewnętrznej jak zewnętrznej. Dochodzi do tego specjalnie dobrany biotechnologiczny jedwab osłaniając przetworniki od strony ucha, którego gęstość i właściwości materiałowe zapobiegają rozpraszaniu i wygaszaniu przechodzących przezeń fal dźwiękowych.
Ostatni rozdział poświęcono kablowi przyłączeniowemu. Okazuje się być wykonany z beztlenowej miedzi długokrystalicznej klasy 6N w okrywie izolacji z silikonu i osłony z naturalnego jedwabiu, zapobiegając „tak dobrze, jak to tylko możliwe” utracie przewodzonego sygnału. Zwieńczeniem tej doskonałości złocony wtyk z litego rodu, którego poza wybitnymi właściwościami elektrycznymi zaletą bardzo duża trwałość.
Tyle producent, pora na kilka słów autora.
Słuchawki są rzeczywiście bardzo wygodne, a przy tym w noszeniu lekkie i faktycznie samoczynnie się układające, aczkolwiek trzeba uważać, by pałąk wylądował dokładnie na czubku głowy i żeby uszy odpowiednio spasowały się z padami, bo te są lekko wypukłe i wymagają starannego ułożenia.
Od strony estetycznej wrażenia także są pozytywne. Muszle z drzewa zelkova wyglądają niepospolicie: zdobi je delikatna rzeźba słojów, mają przyjemnie ciepłą barwę i są miłe w dotyku. Rzuca się w oczy, że nadano im podyktowany właściwościami akustycznymi wyjątkowo kunsztowny kształt, a nie bezmyślnie uformowano w jajowate osłony.
Oprawa w jakiej R10 otrzymujemy także jest wyjątkowa. To elegancka skórzana walizka wyściełana czerwonym aksamitem, zaopatrzona w tę książkową instrukcję, płyny czyszczące do muszli i padów oraz odnośną ściereczkę. To prawdziwy głęboki japoński ukłon pod adresem przyszłego nabywcy, który zechciał w imię posiadania takich słuchawek opróżnić portfel z pokaźnej kwoty.









Wspaniala recenzja,wspaniale sluchawki.Pozdrawiam audiofil.
Witam panie Piotrze .Mam pytanie .Na ebay uk można je kupić za 5000 £.Czy uważa pan, ze ta cena jest dobra czy zawyżona .
Cena jest adekwatna w sensie obecnej wyceny rynkowej. Trzeba tylko uważać na jakość sprzedawcy, bo oszustów oferujących tak drogie słuchawki nie brakuje. Warto zwłaszcza zweryfikować, czy nie miały wymienianego któregoś przetwornika, bo są spece od zastępowania oryginalnych takimi z niższych modeli. W tej sprawie polecam konsultacje z Wiktorem z forum audiohobby. Na pewno pomoże.
Witam!Czy słuchał Pan słuchawek Raal?Na ostatnim Audio Show miałem okazję.Cenowo kosmos,jakościowo też.Pozdrawiam.Paweł.
RAAL Immanis były u mnie w ostatni weekend, relację z konfrontacji już napisałem, ukaże się prawdopodobnie jutro.
Witam. Odsłuch tych słuchawek to moje wielkie marzenie – nie ukrywam. Posiadam Stax Lambda Pro, HD600, DT770Pro oraz AKGQ701 i w każdym z wymienionych mam pewne ale.. Najbliżej do mojego ideału brakuje Staxom. Sony R10 to wedłóg wielu najlepsze słuchawki elektrodynamiczne w historii – coś w tym musi być.
Zapomniałem dodać, że posiadam też AH5000 w wersji zmodowanej (marks mod). Brakuje odklejenia dźwięku od głowy oraz przesada w ekspozycji basu.
Nie jest to prawda że “Sony nie wpadło na pomysł stworzenia do R10 własnego wzmacniacza”. Otóż poza słuchawkami w serii referencyjnej R Sony wyprodukowała również inne równie wspaniale komponenty. Między innymi preamp zawierający wzmacniacz słuchawkowy dedykowany dla MDR-R10, był to model TA-ER1. Który zresztą był nazywany jednym z najlepszych przedwzmacniaczy.
Ten przedwzmacniacz był piękny oraz technicznie bardzo wysilony, ale z pewnością nie był przede wszystkim słuchawkowym wzmacniaczem.
Tu chodziło bardziej o synergię i spasowanie z MDR-R10. Zresztą ten 1W mocy którym dysponuje sekcja słuchawkowa tego pre-ampa w zupełności wystarcza do napędzenia tych 40 Ohm słuchawek. Pre-amp ten ma dwa wyjścia słuchawkowe i to umieszczone z tyłu obudowy dedykowane było dla tych właśnie słuchawek.
Nie przeczę, chodziło mi tylko o brak konstrukcji będącej stricte słuchawkowym wzmacniaczem, bo na cóż komuś używającemu tylko słuchawek aż tak rozbudowany przedwzmacniacz. Zwłaszcza że japońskie warunki, z lokalami o leciutkich na wypadek trzęsienia ziemi przepierzeniach, najczęściej wykluczają użycie kolumn.
Tak, zgadzam się jak najbardziej że stricte dedykowany wzmacniacz były lepszym rozwiązaniem choćby ze względu na cenę czy wielkość.
Tak nawiasem, kiedy już ten rzeczywiście tylko słuchawkowy wzmacniacz zrobili – Sony TA-ZH1ES (2016) – kariery on nie zrobił, nie udało się też pozyskać go do zrecenzowania. Odnośnie zaś tamtego przedwzmacniacza można usprawiedliwiająco dodać, że w czasach pojawienia się R10 słuchawki napędzano niemal wyłącznie z dziurek w głośnikowych wzmacniaczach, nawet kultowy Melos SHA-1 z 1992 roku formalnie też był przedwzmacniaczem, dopiero w tym samym roku wprowadzony Naim Headline klasycznym słuchawkowcem. A pierwowzór dużych triodowych to dopiero Moth 2A3 z 1997.
Tak czy inaczej w latach ich rynkowej świetności, czyli niestety dawno minionych, parowano najchętniej R10 ze wzmacniaczami Singlepowera, którego szczytowym osiągnięciem był model SDS-XLR.
Possiedo sia il Sony Mdr r10 che il Sony ta er1. Il ta er1 è il miglior amplificatore per cuffie di sempre had in my life and in my experience
Matteo
Thanks for your opinion. As a practical one it is exceptionally valuable.
Po tygodniu użytkowania WH-1000XM6 mogę powiedzieć jedno – komfort absolutny. Siedzą idealnie, nie uciskają, nauszniki przyjemne w dotyku. ANC mnie zaskoczyło – działa nie tylko dobrze, ale wręcz błyskawicznie adaptuje się do otoczenia. Siedząc w ogrodzie, nagle włączył się traktor sąsiada – słuchawki „odcięły” ten dźwięk w ciągu 2 sekund. Bateria trzyma długo – po 5 dniach użytkowania (po kilka godzin dziennie) mam jeszcze 50%. Dźwięk bardzo przyjemny, zrównoważony, choć delikatnie brakuje mi bardziej „otwartego” charakteru na górze. Po przesiadce z WH-1000XM3 różnica jest ogromna, przede wszystkim w ergonomii i liczbie mikrofonów. Moje wrażenia? Bardzo pozytywne.