Recenzja: Meze ELITE

Wygląd, wygoda i technika

Aluminiowy kejs.

   Podobnie jak Meze Empyrean, te też dostajemy w walizce. Walizce identycznego kształtu i tak samo aluminiowej, lecz srebrnej a nie czarnej. Walizce dzięki temu bardziej inspirującej – to aluminium lśni kusząco i wygląda, że hej. We wnętrzu profil z pianki do wymoszczenia słuchawek, wraz z którymi nabywca wchodzi w posiadanie pojedynczego kabla. Do wyboru symetrycznego lub nie, tak czy tak podpinanego do obu muszli pinami mini-XLR. To dla lubiących podmianę kabli dobry znak, bo takie złącza popularne; posługują się nimi min. Audeze i HEDDphone. Sam posiadam trzy kable znanych marek z takimi przyłączami, będzie się można pobawić. Ale Meze także ma swe popisowe, już za osobny pieniądz. Ze słuchawkami dostajemy dwu i pół metrowy symetryczny lub niesymetryczny, który gdy go nabywać oddzielnie (bo się na przykład pierwszy zużył), są po $149. Natomiast popisowych dwa rodzaje:

  • Droższy, za $499 – ośmiożyłowy SILVER PLATED PCUHD, tzn. z posrebrzanej miedzi od Furukawa Electric; miedzi nowego, udoskonalonego typu o nazwie Pure Copper Ultra High Drawability.
  • Tańszy, za $349 – dokładnie taki sam, ale nieposrebrzony.

Kabel w komplecie tylko jeden, na dodatek najtańszy – i to wiadomość zła. Są za to dwa komplety padów – skórzany i z Alcantary. Tak było już u Empyrean, i dobrze, że jest nadal. Każde pady to trochę inne brzmienie i trochę inny dotyk; że wybór, to się chwali. Oprócz jednych słuchawek i pojedynczego kabla oraz dokładki drugich padów w zestawie też książeczka – małego formatu, ładnie wydana, zapoznawcza. Dużo w niej informacji – zdjęć rysunków, wyjaśnień – można się sporo dowiedzieć i poznać Antonia Meze. O kablu firmowym dodam tyle, że jest wygodny w użyciu, bowiem giętki i długi, lecz jakościowo niespecjalny. Lepiej od razu wziąć najlepszy, bo ten za $349 to też nie rewelacja, przynajmniej nie z Empyrean.

Przez te kable utyskiwania, ale z krytyką koniec. Same słuchawki to krok naprzód, i to w siedmiomilowych butach.

Wewnątrz elitarne słuchawki.

Rozpocznijmy od zmian technicznych, przez nie dojdziemy do brzmieniowych. Technicznych z zewnątrz prawie nie znać; tyle różnicy względem Empyrean, że metalowa oprawa muszli o płynnym przejściu w uchwyt pałąka stała się srebrna w miejsce czarnej, a prowadnice regulacji wysokości miedziany połysk przeistoczyły w oksydowaną czerń. Na identycznej jak u wcześniejszych flagowych skórzanej opasce pod karbonowym zwieńczeniem zamaszysty napis ogłasza „Elite”, żeby nie było wątpliwości, a wygrawerowany napis MEZE zniknął z plakietek nad muszlami, zostały same firmowe herby.

Wszystko to estetyka – nie lepsza ani gorsza; czegoś o większym znaczeniu możemy zacząć się domyślać zaglądając od wnętrza muszli. Konstrukcja osłony nad przetwornikiem i topologia magnesów nad diafragmą też nic nie uległy zmianie – poza i tu kolorów. W tym miejscu świadczących o surowcach, a nie o estetyce. Najbliższa ochronnej siateczki (we wzorek plastra miodu) polimerowa osłona przetwornika z pionowych, lekko łukowych wręg, została mocniej usztywniona, by jeszcze lepiej wytrzymywać obciążenie 12,7 N, generowane przez „hybrydową macierz magnesów”. Wzmocnienie nie zostało uściślone w surowcowym znaczeniu, natomiast kolorystycznie oznacza zamianę czerni w Empyrean na biel u sztywniejszych Elite. Pod osłonami clou zagadnienia – przetworniki. W odróżnieniu od innych planarnych, nie jako takie samo na całej powierzchni sieciowe czy serpentynowe uzwojenie cewek, tylko dwusektorowo podzielone. Na obszarze powyżej wlotu kanału słuchowego jako łukowo uginająca się serpentyna, na wprost niego jako dwa współśrodkowe pierścienie. Podział taki, obecny już u Empyrean, ma istotne uzasadnienie – dzięki niemu fala dźwiękowa lepiej wnika w głąb ucha i jednocześnie lepiej rozprasza się na małżowinach. A co jeszcze ważniejsze, zredukowane zostają opóźnienia wynikające z tych rozproszeń; w którym to celu serpentynowa cewka górna, zwana SWITCHBACK, została wyspecjalizowana w odtwarzaniu niskich częstotliwości, a pierścieniowa dolna, zwana SPIRAL COIL, w odtwarzaniu wysokich. U Empyrean efekt takiego podziału ról nie był jeszcze uderzający, u Elite tak się dzieje.

Srebrno-czarne.

Cewki wtopiono w nowego typu membranę, opisywaną jako mająca wagę 0,11 g i powierzchnię roboczą 4650 mm². A przede wszystkim powstałą z ultracienkiej, dwuosiowo zorientowanej, półkrystalicznej folii polimerowej.  W połączeniu z Hybrid Array Driver, czyli tą dwusektorowością cewki i odpowiadającemu jej dwusektorowemu ułożeniu neodymowych magnesów po obu stronach, ma to skutkować lepszą definicją i większą szybkością dźwięku w całym zakresie pasma. (Co rzeczywiście ma miejsce.) Oprócz tego Rinaro opracowało działający z aż 95% skutecznością system powstrzymujący przenikanie pola magnetycznego w obręb głowy słuchacza, poprawiający jednocześnie o 12% skuteczność.

Estetycznie słuchawki są  bez zarzutu i luksusowe, zwłaszcza że sercowate muszle to coś rzadziej spotykanego, a lepiej pasującego do ucha. Do dobrego efektu wizualnego i wygody przyczynia się oryginalnego kształtu pałąk, rozpoznawalność jeszcze wzmaga unikalny deseń maskownic i sposób łapania muszli.

Rys zasadniczy pozostał identyczny jak u Meze Empyrean, ale kolorystyka jest chłodniejsza i bardziej kontrastowa. Cieplej natomiast się robi, gdy zaglądamy w techniczne dane. Pasmo przenoszenia rozszerzono do 3 Hz – 112 kHz i stało się porównywalne z rekordowym od Sony Qualia 010-MDR1 (5 Hz – 120 kHz). Zniekształcenia harmoniczne zredukowano do 0.05%, a waga jak na konstrukcję planarną [2] okazuje się niska – to 420 g. Równocześnie skuteczność 101 dB należy do wysokich, a głośność maksymalna 130 dB przebija startujące odrzutowce. Na korzystny dodatek kable z muszlami łączą się kątowo, a sama firma stała tak sławna, że z ewentualną odsprzedażą nie będzie żadnych problemów.

Wygoda? Wygoda w pełni zadowala. Siły generowane przez pałąk dobrano z dużą starannością, pady obszerne i głębokie, a ich wymiana łatwa. Kabel w złączach trzyma się pewnie i się go łatwo odpina po naciśnięciu zwalniających zapadek, a płynna regulacja wysokości oraz wysoka skrętność należą do najlepszych. Ta skrętność taka duża, że da się kłaść na płask, co zawsze jest korzystne, chroni przed zarysowaniami.

Ze skórzaną opaską.

Poprzedni flagowiec Meze zdobył sławę i jeszcze korzystniejszą dla producenta furorę zakupową. A jak będzie tym razem? Teraz płacimy więcej, a zatem będzie trudniej. Cena skoczyła z 12 900 do 18 400 PLN, co trzeba uzasadnić dźwiękiem, skoro poziomy wygody i ładności nie zostały zmienione. O włos poprawiła się tylko użyteczność – o jedną decybelę wzrosła skuteczność i o 10 gramów spadł ciężar. Tym się nie można obronić. Temu potrzebny wielki dźwięk!

 

 

 [2] Meze posługuje się określeniem „izodynamiczna”.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

3 komentarzy w “Recenzja: Meze ELITE

  1. miroslaw frackowiak pisze:

    Widze ze ten nowy model jak i poprzedni graja podobnie, czyli bezpluciowo,dziwilem sie zawsze tobie ze je chwaliles,bo dla mnie byly strasznie przecietne,piekne dla oka,bardzo wyodne i lekkie,ale tyle tylko i nic wiecej,jak uzywasz slow
    (Nie dla zwolenników analiz.
    Nie dla lubiących mocne kontrasty.
    Nie dla lubiących sztuczne podniety.) czyli bez wyrazu,to juz nie musze ich sluchac,obym sie mylil!

    1. Piotr Ryka pisze:

      Są zwolennicy muzyki elektronicznej i są klasycznej. Jedni słuchają modern jazzu, inni kameralistyki. Dźwiękowy świat można budować różnie, a Meze ELITE starają się jak najnaturalniej. I bardzo dobrze im to wychodzi. Zarazem postęp jakościowy u nich powoduje taką różnicę, że EMPYREAN mogę sobie odpuścić, a ELITE słucham z dużą przyjemnością. Tylko trzeba się szarpnąć na możliwie najlepszy kabel.

      1. Piotr Ryka pisze:

        I jeszcze taka uwaga, że jak jakieś słuchawki wypadają lepiej od innych przy gramofonie, to z nimi jest dobrze, a z tamtymi niekoniecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy