Recenzja: Meze ELITE

    Jeżeli komuś się zdawało, jak mnie na przykład, że słuchawkowa drożyzna dostała zadyszki, to się gruntownie mylił. Albowiem znów sypnęło. Kilka modeli HiFiMAN-a, nowe flagowe Abyss z piekielnie drogim kablem, zaskakujące ZMF, też nowy gracz T+A, flagowy popis Dana Clarka, Audeze LCD-5, w ubiegłym roku limitowana Audio-Technica, cała w skórach Connolly Leather, nowy po latach flagowiec Staksa, poprawiony od Beyerdynamic, i wreszcie tytułowe Meze ELITE – istny walec flagowców przetacza się przez rynek. A jeśli tego jeszcze mało, to na dokładkę Sendy Audio Peacock, choć już nie takie drogie. Dam głowę, że to i tak nie wszystko, ale już nie chce mi się szukać. Warto jednak napomknąć o zrecenzowanych Rosson Audio i Grado GS3000, które nad Wisłę nie mogą trafić.

Trzy lata temu, w listopadzie 2018, publikowałem recenzję Meze Empyrean, które bombastycznie i z zaskoczenia prześcignęły dziesięć razy cenowo Meze 99 Classics z 2015 – najważniejsze wcześniejsze, jako następca debiutanckich Meze Classic z 2011. To było naprawdę mocne i oznaczało nawiązanie współpracy między Antonio Meze a konstruktorem Pawlo Szymanowiczem i jego firmą RINARO PARUS®, wyspecjalizowaną w produkcji magnesów. Rumuńsko-ukraińska kooperacja zaowocowała słuchawkami nie tylko high-endowymi, ale równocześnie jednymi z najpopularniejszych, co dziwić nie powinno: Antonio to światowej klasy designer, zwycięzca międzynarodowych konkursów, a ukraińskie Rinaro cieszy się patronatem państwowym i też ma światowy zasięg – opracowało min. przetworniki do słuchawek planarnych OPPO[1].

Rok obecny, rok 2021, to zatem rok dziesięciolecia – i z tej okazji, jak sądziłem, zjawiły się Meze EMPYREAN PHOENIX za godne rocznicowości $3999. To była jednak zmyłka – słuchawki wprawdzie luksusowe, ale w wymiarze wyłącznie designerskim, jako wzornicza wariacja na temat zwykłych Meze Empyrean. Napisał wprawdzie sam Antonio Meze, iż te są właśnie rocznicowe – dające widomy dowód wspaniałej estetyki i wybitnego rzemiosła – ale jeżeli ktoś w to uwierzył, został zrobiony w balona. Prawdziwe rocznicowe są bowiem tytułowe ELITE, jako nie popis designerski, tylko popis dźwiękowy. Co komu bowiem po najładniejszych, skoro to produkt do słuchania, pokłócony na dodatek z widzeniem w sensie wykluczającym. Pomijając ulokowanie przed lustrem, słuchać i widzieć jednocześnie się nie da, toteż dźwięk u słuchawek najważniejszy, ważniejszy zasadniczo. Na drugim miejscu wygoda, wygląd dopiero na trzecim. A i to pod warunkiem, że komuś nieważna cena, co rzadko kogo tyczy.

Nawiążmy zatem do tej ceny. Meze ELITE kosztują tyle samo co Meze EMPYREAN PHOENIX, ale nie poprzez ekskluzywny wygląd, a ekskluzywny przetwornik. Nie mają „ognistoczerwonego i czarnego” wykończenia aluminiowej obudowy, „w nieregularne wzory tworzącego kontrasty i grę świateł”, tylko nowe membrany, nowe magnesy i nowy dzięki temu dźwięk. Za 18 400 PLN w polskim sklepie możemy nabyć nowe wcielenie brzmieniowego luksusu ze stajni Meze & Szymanowicza w kolorze srebrno-czarnym.

– Czy warto?

– Teraz o tym.

[1] Wycofanych z rynku, a szkoda, ale OPPO skoncentrowało się na najrentowniejszej produkcji smartfonów.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

11 komentarzy w “Recenzja: Meze ELITE

  1. miroslaw frackowiak pisze:

    Widze ze ten nowy model jak i poprzedni graja podobnie, czyli bezpluciowo,dziwilem sie zawsze tobie ze je chwaliles,bo dla mnie byly strasznie przecietne,piekne dla oka,bardzo wyodne i lekkie,ale tyle tylko i nic wiecej,jak uzywasz slow
    (Nie dla zwolenników analiz.
    Nie dla lubiących mocne kontrasty.
    Nie dla lubiących sztuczne podniety.) czyli bez wyrazu,to juz nie musze ich sluchac,obym sie mylil!

    1. Piotr Ryka pisze:

      Są zwolennicy muzyki elektronicznej i są klasycznej. Jedni słuchają modern jazzu, inni kameralistyki. Dźwiękowy świat można budować różnie, a Meze ELITE starają się jak najnaturalniej. I bardzo dobrze im to wychodzi. Zarazem postęp jakościowy u nich powoduje taką różnicę, że EMPYREAN mogę sobie odpuścić, a ELITE słucham z dużą przyjemnością. Tylko trzeba się szarpnąć na możliwie najlepszy kabel.

      1. Piotr Ryka pisze:

        I jeszcze taka uwaga, że jak jakieś słuchawki wypadają lepiej od innych przy gramofonie, to z nimi jest dobrze, a z tamtymi niekoniecznie.

      2. Bartek pisze:

        Jaki kabel byłby przez Pana polecany do meze elite?

        1. Piotr+Ryka pisze:

          Podejrzewam, że najlepszy byłby Entreq Olympus z uziemieniem Olympus, ale to kabel gruby i z tym uziemieniem w cenie samych słuchawek. Trzy inne są opisane w recenzji. Jaki jest lepszy oryginalny na zamówienie, nie wiem. FAW (Forza Audio Works) ma teraz robić lepsze, a już dotychczasowe były dobre. Jeszcze innych jest cała masa. Klasyczny problem dużego wyboru.

  2. Piotr Ryka pisze:

    Przepraszam za cmentarną ciszę, ale recenzja Dan Clark Audio STEALTH przeciąga się nie z powodu mojego lenistwa, a starań o nie popełnienie błędu oceny. Słuchawki w pewnych aspektach są trudne, trzeba nad nimi popracować.

  3. Mati777 pisze:

    Cześć!

    Czy Elite najlepiej sprawdzi się ze źródłem bardziej dynamicznym czystym z bardziej agresywnym top endem?. Czy może jak Pan pisze bardziej analogowe rozdzielcze i ogólnie jakościowe źródło?. Domyślam się, że ze względu na niedobór niskich i wysokich tonów nie ma szans żeby one zagrały coś szybkiego i agresywnego jak metal?. Wiem, że to nie są nauszniki do rąbanki, bardziej chodzi o wszechstronność. Jeśli Pan może rozwinąć trochę temat. Z góry dziękuję i pozdrawiam.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      To są nauszniki uniwersalne, zatem sprawdzające się w każdym repertuarze i z każdym dobrej jakości torem, niezależnie od tego toru akcentu kładzionego na to czy tamto. Co oczywiście nie znaczy, że któryś wzmacniacz nie będzie pasował bardziej od innego, ale to już trzeba w konkretnych warunkach sprawdzać, bo tego się nie da a priori przewidzieć. I oczywiście należy poszukiwać wzmacniaczy mających równocześnie dużą moc i dużą muzykalność, bo takie są najlepsze.

  4. Mati777 pisze:

    Mógłby Pan się odnieść do zarzutu iż Elite nie są warte 4k$ i ogólnie to mają niższą rozdzielczość niż np. Utopia LCD5 czy Stealth . Czy to jest aż tak zauważalne Czy to po prostu jakieś farmazony?.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Chodzi w tym nie o brak rozdzielczości, tylko o sposób ukazywania muzyki. Co można robić kładąc nacisk na jak największą spójność i poprzez nią na uzyskanie efektu całościowego, jako czegoś wiodącego, najważniejszego, a można też kładąc większy nacisk na analizę, na wydobycie poszczególnych dźwięków i te dopiero składając tworzyć obraz z bardziej osobnych wielu. Mnie osobiście oba te sposoby się podobają, dziwi natomiast przeciwstawianie Elite focalowskich Utopii, które też bardziej uspójniają niż analizują. Podobnie Abyss 1266 czy AudioQuest NightHawk. Do analitycznych należą natomiast rzeczywiście Stealth, albo Stax SR-009. (Te nowsze SR-009, z dopiskiem S, już mniej.) Najlepsze natomiast przykłady łączenia analizy z syntezą to Sony MDR-R10 i Sennheiser Orfeusz. Właśnie dlatego te słuchawki uchodzą za najlepsze w historii.

      1. Piotr+Ryka pisze:

        Można to ująć jeszcze inaczej: brzmienie słuchawek takich jak Elite czy Utopia jest bardziej „ciekłe”, a takich jak Stealth bardziej „sypkie”. (Co oczywiście zależy też od wzmacniacza.) Ktoś powie: – I jaki problem? Lepsze będzie to, które jest podobniejsze do prawdziwego. Sęk w tym, że z bliska słuchana prawdziwa muzyka grana na dobrych instrumentach nie jest ani taka, ani taka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy