Recenzja: Final D8000 Pro Edition

Brzmienie

Duże i ze srebrzystym kablem.

Ponieważ w skład kompletu  Final D8000 Pro Edition wchodzi półtorametrowy kabel miedziany z końcówką jack 3,5 mm (czyli niesymetryczną), sprawdzenie kooperacji z odtwarzaczem przenośnym nie mogło zostać pominięte. Do dzieła zatem.

Z Astell & Kern AK380

Zaskoczenie. Final D8000 Pro Edition radziły sobie przy odtwarzaczu przenośnym lepiej niż skonstruowane z myślą o nim MrSpeakers Aeon. Przy tych samych ustawieniach poziomu głośności dedykowane przede wszystkim aparaturze stacjonarnej wielkie japońskie planary zagrać zdołały nie tylko głośniej, ale także pompować w muzykę więcej energii. Pod oboma tymi względami nieznacznie, o jakieś dziesięć procent, ustąpiły wprawdzie puszczonym zaraz potem Ultrasone Tribute 7, ale ze sprzętem przenośnym i tak bym te Final wolał – z dwóch mianowicie powodów. Primo – i tak mogły grać głośniej niż byłbym w stanie wytrzymać; secundo – generowały mniejsze zniekształcenia.

Rozbijmy ten etap odsłuchów na porównania do innych słuchawek pomijając MrSpeakers Aeon, bo to nie ich liga. Skupmy się więc na odniesieniach do jakościowo podobnych – do tych super energetycznych Ultrasone T7, starszych Final D8000 i jeszcze starszych Grado GS1000 w ich pierwszej, najbardziej zamierzchłej wersji.

Zacznijmy może od przymiarek z protoplastą. Napisałem już, że całościowe obniżenie dźwięku jest u teraz debiutujących – srebrnych D8000 Pro, dobrze słyszalne i przy odtwarzaczu przenośnym też było to dobrze słychać. Wersja pierwotna soprany bardziej akcentowała; przy większej ich procentowej obecności wyżej je także ciągnąc i kształt ich wysmuklając. Kładło się to specyficznie sopranową urodą na cały obszar brzmienia, jako dźwięk sumarycznie cieńszy i mniej trójwymiarowy. Nie tak sopranowo ekstremalnie wyśrubowany, jak to ma miejsce u AKG K1000 czy Audio-Techniki ATH-L5000 (u których te soprany to przy okazji inna szkoła), lecz jeśli już z czegoś styl czerpiący, to prędzej z wyższych niż niższych tonów. Prócz tego względem tych teraz opisywanych Pro dwie jeszcze istotne u poprzednika odmienności: całe owo bardziej sopranami niż basem znaczone brzmienie gładsze i mniej przekazujące energii. Jako efekt końcowy – mniej się podobające. (Mniej w każdym razie mnie.) Mające wszakże jedną przewagę: lepiej chroniące przed basowymi przesterami. Te pojawiły się u bardziej basowych Final D8000 Pro Edition w jednym jedynym utworze; takim już bardzo specjalnym, którego do badania basowych przesterów poprzez przesterowane (lub nie) wibracje pudła wiolonczeli używam. (Wiolonczela może zejść poniżej 66 Hz, kontrabas do trzydziestu dwóch, ale jest przy tej częstotliwości bardzo „miękki”.) Mam ten utwór na płycie oraz w pliku, każde słuchawki i kolumny zostają nim nakarmione.

 

 

 

 

Starsze D8000 przeszły przezeń bezbłędnie, nowsze troszkę o przester dwa razy się otarły. Ale i tak bym je wolał – nawet zdecydowanie – gdyż była to jedyna i dość skromna przewaga starszej wersji. Poza nią same po stronie nowych plusy – dźwięk całościowo przyjemniejszy i tak jak lubię chropawy. Nie ślisko gładki, tylko z gruzełkowatą posypką na fakturach – a taki przysypany kruszonką wolę. Minimalne więc lecz wyczuwalne grasejacje, smyczek mniej bez oporów idący po strunach, w fortepianowych brzmieniach więcej nakładania się dźwięków, relacji z pudłem i wibracji. Ogólnie zaś to wibrowanie wszędzie niższe i w bardzo przyjemny sposób. Przy czym – co także pewnym zaskoczeniem – bez konsekwencji w postaci postarzania głosów. Te zawsze świeże, nieprzejrzałe; jedynie trochę mniej wiotkie, dalsze od popadania w sopranową histeryczność i też przyjemnie chropawe, co w całościowym kontekście zmian technicznych można by nazwać „basowym marszczeniem”.

Kolejne porównanie. I cóż z tego, że Final D8000 Pro Edition o przester w ekstremalnie trudnym teście dwa razy się otarły, skoro Ultrasone T7 bardziej? I nie dość na tym, to także w utworach innych, przez które srebrzyste Final przeszły bez zająknienia. Względem też czymś nadzwyczajnym się chwalących, także mających system rozproszeniowy dźwięku (nazwany S-Logic® Plus), podobnie też profesjonalnych, lecz całkowicie zamkniętych, popisowych słuchawek dynamicznych, wykazały nowe popisowe planary od Final wyraźnie wyższą odporność na przestery, a przede wszystkim całościowo lepsze radzenie sobie z rozstawianiem dźwięków na scenie i ich poprawną propagacją. Faktem pozostaje, że przydawały tym lepiej rozstawionym dźwiękom cokolwiek mniej energii, jednak w partiach basowych też ekstremalnie dużo. Zejścia nie oferowały aż tak maksymalnego, tąpnięcia niczym trzęsienie ziemi, niemniej bas bardzo, ale to bardzo potężny i lepszy trójwymiarowo. A przy tym całą scenę mniej skondensowaną, gdy chodzi o tych dźwięków nakładanie, w efekcie czego wprawdzie całościowo nie większą, ale na obszarach największej aktywności bardziej czytelną, bardziej transparentną brzmieniowo. Orkiestry Ultrasone brzmiały potężniej, ale te od Final D8000 Pro Edition też potężnie, a przy tym bardziej rozdzielczo – mniej jednopostaciowo i z lepszą separacją źródeł. Owo lepsze rozprowadzanie było także widoczne w muzyce rozrywkowej; relacje wokal-akompaniament Final organizowały lepiej. A przy tym trzeba o nich dodać, że fantastycznie nasycały przekaz treścią, przyoblekały tę treść w piękną formę i obdarzały wszystko głębią barw. Całe brzmienie w efekcie takie, że momentalnie sprawa jasna: „to jest to”. Szczególnie w przypadku tych, którzy lubią muzykę na dużych scenach, ale jednocześnie treściwą. Co sprowadza się także do tego, że kontrasty na skali basy-soprany będą pojawiały się mniejsze.

Czarne ogłowie.

Piszę to już w kontekście ostatniego porównania – do Grado GS1000. Takich w wersji najstarszej, tej jeszcze z cienkim kablem, którą można określić jako w sensie brzmieniowym najbardziej artystyczną. One mają problemy – soprany tak aktywne i tak zarazem delikatne oraz wyśrubowane, że z kolei sopranowy przester się czai (niezależnie od basowego) – niepożądane interakcje z obudową w postaci irytującego  pobzykiwania. I co z tego, że tak się działo tylko w przypadku gorszych nagrań, skoro większość jest takich? Jednakże w zamian dają te zabytkowe Grado pewne rzeczy specjalne. Poczynając od ogólnej postaci brzmienia, która jedyna taka. Dźwięk pochodzący od nich względem Final i Ultrasone był bardziej eteryczny, ale zarazem nośny. W dal bezkresną umykający mocniej przywoływał tęsknotę – a przy tym ogólnie dalszy, z całą lokalizacją daleką. Pozornie zatem duży dystans, lecz mimo to wykonawcy odznaczali się niepoślednią naturalnością, ulokowaną w pejzażu innej, bardziej malarsko podawanej  muzyki. Więcej krajobrazu, więcej swobody i przepływu; więcej lekkości i odchodzenia w dal, a zarazem spajania wszystkiego w mocniej nasączoną uczuciowością całość. Zdecydowanie więcej w tym wszystkim procentowo tlenu oraz sopranowej rzewności – jej wkładu w budowanie atmosfery i ogromnych obszarów; za jej także sprawą najmocniejsze kontrasty. Bo bas zaskakująco mocny, ale pojawiający się rzadziej i poprzez to bardziej wówczas atakujący. Ultrasonom towarzyszył on stale – wynajdywały go we wszystkim. Final Pro wykazywały już większy umiar, ale też wszystkie brzmienia miały masywne dzięki doładowaniu niskim tonem. Ich wersja nieprofesjonalna bardziej zaś wszystko wysmuklała, nie zaniedbując jednak samego swojego basu potęgi. U vintage Grado dominowało natomiast oddalenie, poetyka pożegnania, sopranów smukłość i nostalgia, od czasu do czasu jedynie z towarzyszeniem czarnego basu i jego także wówczas potęgi. Ta muzyka była najbardziej artystyczną wizją, jednak nie pozbawioną realizmu, ponieważ to u Grado wykonawcy byli najbardziej realni, a już na pewno najbardziej ludzcy. Muzyka Final D8000 Pro Edition najbardziej zaś dosłowna – w wyrazie najrzetelniejsza i najbardziej konkretna. Bliska, masywna i esencjalna, wolna w wysokim stopniu od zniekształceń. Do wszystkich czterech można było natychmiast przywyknąć, każda miała atuty i słabsze strony. Lecz sumarycznie tych stron słabszych to nowe Final D8000 Pro Edition najmniej; i biorąc pod uwagę, że wszystkie brzmienia przytoczone (mimo iż z przenośnego odtwarzacza) prezentowały pełny high-end – są tytułowe Final Pro Edition rewelacyjnymi słuchawkami.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

17 komentarzy w “Recenzja: Final D8000 Pro Edition

  1. Patryk pisze:

    D8000 Pro czy Focal Utopia wedlug pana?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Z kablami na wyposażeniu – Final D8000 Pro. Na ile można poprawić Focal Utopia lepszym kablem, tego nie wiem.

  2. Fon pisze:

    Dajcie spokój z tą drożyzną ceny są wręcz niesmaczne, się porobiło…
    Może jakieś bardziej przyziemne testy Piotrze jak się da

    1. Marcin pisze:

      Jestem tego samego zdania. Ceny obecnych, „audiofilskich” słuchawek wystrzeliły ponad stratosferę i to naprawdę nie jest zabawne. No ale jest tylko jeden, ekonomicznie słuszny zresztą powód takiego stanu rzeczy – ktoś takie słuchawki w takich cenach kupuje. A jeśli kupuje, to i ceny nie spadną niestety.

      1. Andrzej pisze:

        Wielcy gracze słuchawkowego świata próbują ustawić sobie rynek na swój sposób tworząc coś w rodzaju oligopolu. Obecnie jest moda na słuchawki i co zamożniejsi klienci kupują drogie słuchawki chociażby po to aby być „trendy”. Ta gra może się jednak dla tuzów słuchawkowej branży źle skończyć. Założony przez nich efekt może być dokładnie odwrotny, i to właśnie rynek spowoduje przetasowanie i za parę lat będziemy mieli zupełnie innych wiodących graczy na rynku słuchawkowym. Stosunek popytu na niskich pułapach cenowych do zagregowanej siły nabywczej na wysokich pułapach cenowych jest nieporównywalnie większy i tworzy nam się olbrzymia nisza gdzie mogą wejść nowi gracze, dotychczas trzymani niejako na dystans przez tych dużych. Wystarczy chociażby popatrzyć na to co wchodzi na rynek: Soundmagic hp 1000 – słuchawki z dużymi aspiracjami do audiofilskiego holograficznego odsłuchu,(sprzętowo też);Takstar hf580-magnetoplanary; Braiwavz Alara – magnetoplanary,(podobno wyprzedane na pniu ale w niektórych miejscach jeszcze dostępne; Kennerton Magni; Creative wprowadza na rynek możliwości ulepszenia, lub zmiany charakteru brzmienia słuchawek poprzez system X-FI i być może jest to tańsza alternatywa dla opisywanego tutaj jakiś czas temu procesora dźwięku jednej z krakowskich firm.
        Co do Nightowli ich dużą zaletą jest to że do poprawnego odsłuchu nie potrzebują jakiegoś szczególnie wymagającego toru.

    2. Piotr Ryka pisze:

      Był niedawno test MrSpeakers Aeon. Niedługo, ale już po AVS, które trzeba odbębnić, będzie nowych, znacznie tańszych Crosszone. Nie jakichś specjalnie tanich, ale od tych Final trzy razy tańszych. Natomiast wszystkim poszukującym słuchawkowej okazji, a zatem czegoś „po pieniądzach”, polecam szybciutko kupić któryś z ostatnich egzemplarzy AudioQuest NightOwl. Na moją odpowiedzialność.

      1. Fon pisze:

        To jest dobra koncepcja Audioqest jest tu czarnym koniem cenowym

        1. Piotr Ryka pisze:

          Był. Pytałem polską dystrybucję – definitywnie wycofali się z produkcji słuchawek. Bardzo dziwna strategia, niezrozumiała.

          1. Alucard pisze:

            Bez sensu. Nightowl w cenie około 3000zł urywają dupę moim zdaniem. Wygodne, lekkie, detaliczne z relaksująca barwą i ładnym basem. Szybkie organiczne granie z dobrym kopem z dołu. Zrobili dobre słuchawki, potem wypuścili ich jakby jeszcze lepszą poprawioną wersję i się wycofali.

          2. Marcin pisze:

            Czy te NightOwl są lepsze od NightHawk? Te drugie skolei chyba też mają dwie wersje (czyli pierwotna i carbon)? Które są najlepsze w rodzinie Audioquest’a?
            Z góry dziękuję za odpowiedź 🙂

          3. Piotr Ryka pisze:

            Niestety nie odpowiem – nie miałem okazji porównać. Ale jak na swe ceny, to wszystkie są w porządku.

      2. Adam Rzetelski pisze:

        Jaki jest według Pana najlepszy tor lub tory pod Nightowle? Pomijając Reda.
        Obecnie mam Mojo, Fiio q5, Aune S7 i z ciekawości, a może nie tylko chciałbym usłyszeć ich pełny potencjał i porównać do tego co mam, bo coś czuję, że da się lepiej.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Najlepszy raczej mijałby się z celem, bo byłby strasznie drogi. Polecam wzmacniacz FEZZ Audio Omega Lupi. Nie jest drogi, a posiada dużo mocy, której NH potrzebują do osiągnięcia pełnej transparencji.

          1. Adam Rzetelski pisze:

            Dziękuję spróbuję Nightowli z Lupi, bo wciąż czegoś mi brakuje w tych NO. Niby jest dobrze, ale nie do końca.

  3. Alucard pisze:

    Nie wiem jakich wersji słuchałem we Wrocławiu, ale przewaga Nightowl nad Nighthawk to pełniejszy bardziej organiczny bas, ogólnie dźwięk bardziej wygładzony i lepiej zespolony, wydają się naturalniejsze. Nighthawk grają jakby syntetycznie i sucho w bezpośrednim porównaniu. Najbardziej planaro podobne dynamiki jakich słuchałem to Nightowl. Generalnie są podobne co do barwy i ogólnej sygnatury – ciemno i mocno z dołu, ale Nightowl wygrywają właśnie na zasadzie lepszego wypełniania i propagowania dźwięku przyjemniejszego i łatwiejszego w odbiorze. Dla mnie to poziom dynamików do co najmniej 10 000zł. Brać póki są.

  4. Fon pisze:

    Ja mam NH z zakrytymi bokami w miejscu siatek, dotoczone dekle i słuchawki grają bardzo podobnie do NO bo porównywałem kiedyś, dodałem jeszcze troszkę watoliny i dla mnie jest bardzo ok, z siatką grają specyficznie ale też ciekawie.
    Fakt to genialne słuchawki,ciężko zrozumieć firmę…

  5. Roman pisze:

    Pozwolę sobie wrócić do tematu recenzji – słuchałem dłuższą chwilę D800Pro na AVS i mogę powiedzieć tylko – fenomenalne!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy