Recenzja: Tellurium Q Silver II (głośnikowy)

   Rachunek dla tytułowego kabla jest prosty: 2,0 m kosztuje 2000 PLN, 2,5 m – 2500 PLN – itd. Krótko mówiąc tysiąc za metr. Relatywnie więc bardzo tanio, bo już mój Sulek 6×9 chce za siebie cztery razy tyle, a dla najdroższego na świecie (chyba) Siltech Royal Triple Crown metrowy równoważnik w złotówkach wynosi 86 000 PLN. (Słownie: osiemdziesiąt sześć tysięcy złotych za dwa razy po metr kabla, jako że głośnikowe i interkonekty to kable podwójne.) Taką przynajmniej cenę wystawia jeden z nielicznych dystrybutorów nie chowających się za tradycyjnym unikiem „zadzwoń” – hiszpański Werner. Stosunkowa taniość nie znaczy jednak, że może być ten srebrny Tellurium Q II byle jaki, bo przecież świetnie wypadły w teście Harmonix CS-120 Improved Version kazał płacić za metr siebie jedynie 1345 zł, czyli niewiele więcej. Co by jednak nie mówić i czym by temu testowanemu humoru nie psuć – jest tani. Pytaniem pozostaje: na ile przy tym dobry? Nim jednak o tym, zapoznajmy się z notą producenta.

Ten powiada, że Tellurium Q Silver II Speaker Cable nie należy do takich w przeciętnym sensie znormalizowanych, czyli nie jest jak najbardziej wyważony, a co za tym idzie niekoniecznie dla wszystkich, a tych, którzy szczególnie szczegóły lubią. Im służyć będzie najlepiej, bo tychże wyłapie najwięcej i jeszcze pod nos podsunie, aby mieli radochę; natomiast nie będzie niczego podbarwiał, koloryzował, dopełniał i dopieszczał, czyli wyczarowywał muzyki z niczego. Reszta w jego wydaniu ma zostać neutralna – taka jak w torze i nagraniu – a jedynie szczegóły bardziej niż przeciętnie wyeksponuje oraz także to coś, co określa się mianem „extension”.

To określenie można różnie rozumieć, ale należy chyba w ten sposób, że będzie ów srebrny Tellurium produkował coś takiego, co czasem określam jako dźwiękową chmurę albo aurę. Nasrebrzał przekaz oraz roznosił dźwięki jak najbardziej na przestrzeń, dzięki czemu się  będą srebrzyły w ten sam sposób, w jaki czasami światło nasrebrza powietrze. Nie zrobi tego tak dobrze, jak topowy swojego producenta Silver Diamond, ale na tyle dobrze, by otrzymać nagrody. A te już Silver II dostał. Ale najpierw dostawał Silver I, wobec czego zachodzi pytanie: co skłoniło firmę Tellurium do nowszej jego wersji i czym ona się różni?

Skłonności tego rodzaju zawsze można złożyć na karb dążenia, by był ruch w interesie, lecz w tym wypadku nie do końca, gdyż Tellurium tłumaczy sprawę klasycznym vox populi, który jest jak wiadomo vox Dei. Użytkownicy kabel Tellurium Silver przyjęli z entuzjazmem i świetnie się sprzedawał, niemniej proszono, aby poprawić czynnik masy; czyli to tradycyjne „wypełnienie”. Producent wziął sobie rzecz do serca, nad kablem popracował, i teraz ponoć satysfakcja pełna, wszakże odnośnie technicznego tego zaplecza, to nic się nie dowiemy. Musimy rzecz potraktować jako filozoficzną czarną skrzynkę (zupełnie różną do lotniczej), że mianowicie wnętrze nas nie obchodzi, obchodzi sam rezultat. Coś wchodzi, coś wychodzi, a nam chodzi wyłącznie o to, żeby to coś, co wychodzi, jak najbardziej nam pasowało. Jakim sposobem – nie jest ważne; ważna jedynie cena, wygoda i przede wszystkim dźwięk. Gra dobrze? Cena pasuje? To kupujemy i nie pytamy. Srebrne to jest, poprawione, niedrogie – a o resztę nie pytaj.

Zostaje więc jedynie test czarnej skrzynki w odniesieniu do dźwięku, ale najpierw przypomnę cośkolwiek o Tellurium Q.

Tellurium to pierwiastek chemiczny będący półmetalem, a także przyrząd modelujący ruch Ziemi i Księżyca na orbicie wokółsłonecznej. Natomiast firma Tellurium Q Ltd jest angielska i stosunkowo młoda, a swe powstanie opisuje jako efekt spotkania predyspozycji naukowych, marketingowych i studyjnych, sprzężonych w działy badawczo-rozwojowy (mający wyjątkowo nowoczesne zaplecze), marketingowy i testowy. I oczywiście też produkcyjny, bo bez produkcji ani rusz.

Zaznacza przy tym Tellurium, że ujawnianie zastosowanych rozwiązań byłoby czymś nierozsądnym, ponieważ naprowadziłoby konkurencję na trop technologicznych tajemnic. Uchyla jednak rąbka tajemnicy w tym sensie, że każe zwracać uwagę na fakt, iż fala elektromagnetyczna w przewodniku powinna być zabezpieczona przed przenikaniem do dielektryka, a w samym przewodniku wcale nie najważniejszy jest współczynnik czystości, jak się powszechnie sądzi. Najważniejsze jest zbalansowanie pojemności, indukcyjności i dokładności transmisji oraz zdolność do tego czegoś, co można nazwać potencjałem przyjmowania, czyli ogólną zdolnością przewodzenia. Zwraca przy tym Tellurium uwagę, że przepływu sygnału w przewodzie nie należy sobie wyobrażać jako garści cząstek mknących niczym samochody po autostradzie, gdyż fala elektromagnetyczna przepływa przez przewód bardziej jak sygnał w wahadle Newtona.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy