Recenzja: Rosson Audio Design RAD-0

I jak też to gra?

W tym wypadku czerwienie.

   Zmieniłem tytuł rozdziału z tradycyjnego „Odsłuch”, bo mi się ten tytuł znudził. W sensie praktycznym żadna zmiana, ale ten-tego, że tak powiem. Dobrze, przejdźmy do rzeczy. Słuchawki producent kieruje także do sprzętu przenośnego, więc tradycyjna przejażdżka po DAP-ach.

Zacznijmy od tańszego i dużo mocniejszego. Z Astell & Kern KANN CUBE zagrały Rosson Audio bardzo smacznie i w sposób, który mnie zaskoczył. Bo nie będę udawał, że już ich wcześniej nie słuchałem, niemało nawet – i zdanie miałem wyrobione, z którego wynikało, że brzmieć to powinno świetnie, ale nico inaczej. Tymczasem duży, mocarny DAP od jazzu, poprzez muzykę rozrywkową, po nawet najpoważniejszą, tchnął w Rosson Audio Design RAD-0 poprzez przewód Wireworld Nano-Platinium Eclipse i przejściówkę sym-sym oBravo z 4-pin na 2,5 mm brzmienie ciemne, nasycone i gęste. Też bardzo gładkie w całościowym wyrazie i ozdobione tym wszystkim, co audiofile cenią – głównie dobitną szczegółowością, obejmującą także wszelkie dane o aranżu i pełną wiedzę o nagraniu. (Jak stare i gdzie mikrofony.) W przypadku jazzowego fortepianu (aby wziąć jakiś przykład) dające wielką głębię brzmieniową oraz potęgę wyrazu, złączoną z wyjątkową dźwięcznością. Z naciskiem przy tym na plan pierwszy, opisywany najstaranniej, mniejszym natomiast na całościowy sceniczny obraz oraz tak zwany ambience. (Nie, żeby wcale, ale dominanta na froncie, a nie jak u „piętnastek” Ultrasona obrazowanie równe całej sceny. Przy czym ogólnie te „piętnastki”, grając po własnym kablu niesymetrycznym, dostały mocno w de.) W utworach duetu Röyksopp bas się pojawił u Rossonów taki, że aż mną podrzuciło, toteż zaraz po nie mogących dorównać temu Edition 15 sięgnąłem po Tribute 7. Te (grając poprzez symetryczny Tonalium) basu dawały tyle samo, ale zagrały gorzej. Za bardzo starały się bowiem akcentować soprany, nienaturalnie odrywając je od pasma, co zaburzało jego spójność, niepotrzebnie czyniło przekaz bardziej nerwowym i ogólnie mniej uporządkowanym. Do porównania zostały jeszcze HEDDphone (też z symetrycznym Tonalium i tą samą przejściówką oBravo). I one, mimo iż z nieco słabszym zejściem basowym i odsuniętym dalej pierwszym planem, jako jedyne dorównały. Tworzyły bardziej całościowy od wszystkich pozostałych spektakl, bardziej uwzględniający całą scenę, a jedynie bardzo nieznacznym nieznacznym kosztem bezpośredniości kontaktu i otaczania słuchacza muzyką. Podobały mi się tak samo jak recenzowane, ale to było inne granie – bardziej stylizowane, bardziej z własnym aranżem, mniej jak dla realizatora dźwięku, bardziej w wydaniu artystycznym. Rossony grały bardziej tak prosto z mostu, bardziej jak większość słuchawek, w tym też słuchawek studyjnych, tyle że od nich lepiej. Zwłaszcza poczucie bezpośredniości i brzmieniowego ładu kazały je podziwiać. To było fantastyczne brzmienie w wydaniu jednocześnie typowym  dla stylu słuchawkowej prezentacji i jakościowo nietypowo dobrym. Z ręką na sercu mogę je polecić jako do tego DAP-a referencję. Tym niemniej, abyśmy nie popadli w zbytni entuzjazm, zmuszony jestem napisać, że album Anny Marii Jopek słuchany teraz tutaj i kiedyś na AVS w sali pod pieczą Grobel Audio, miał tam wyższy pod każdym względem poziom prezentacyjny, i to nie tylko w sensie dużym odnośnie naturalności sceny, ale też głębi wnikania w muzyczną tkankę i realności kontaktu.

Natychmiast rozpoznawalne.

Przeskoczmy na odtwarzacz przenośny dużo droższy, ale mocowo średni – pod tym względem bardziej zwyczajny.  Z Astell & Kern AK380 dźwięk zjawił się jeszcze gładszy (w pozytywnym znaczeniu odbioru), jak również jeszcze głębszy; ale zarysowała się słabsza przy niższej mocy (na identycznym poziomie głośności) predyspozycja do wyłaniania wysokich tonów. W efekcie dźwięk stał się nieco niższy i także skutkiem tego, choć nie tylko, bardziej gładki, natomiast troszeczkę mniej realistyczny – bardziej z naciskiem na efektowność niż rzeczywistą postać brzmienia. To miało konsekwencje w odniesieniu do porównań; z tym odtwarzaczem Ultrasone Edition 15 Veritas nie dały się już ograć – zagrały równie realistycznie i z lepszym widzeniem sceny. Zawdzięczanym właśnie trochę gubionym przez Rosson Audio sopranom, które posłużyły im zarówno do precyzyjnego definiowania sceny i na niej rozstawiania dźwięków, jak i przydawania tym dźwiękom w razie potrzeby większej delikatności. Niemniej jeżeli ktoś lubi brzmienia głębsze, gładsze i bardziej nasycone, te z Rosson Audio na pewno by wolał. Zaproszone do porównania Ultrasone Tribute 7 podały jeszcze więcej sopranów, proponując dźwięk bardziej poprzez to chropawy, szeleszczący, podszyty nimi na obszarze wokalu. Bardziej nerwowy, przenikliwy i kontrastowy – skontrastowany z ich potężnym basem. Od tego z Rosson Audio mniej elegancki i głęboki, od własnego firmowego dalekiego następcy (to już kilka pokoleń) też bardziej szukający sopranów. Efektem w jednym głosie szersze chodzenie pomiędzy wyższą a niższą nutą, mocniejsza ekspozycja szczegółów, natomiast elegancja tych głosów nico niższa. Najlepiej przy tym odtwarzaczu wypadły i tym razem HEDDphone, pomimo że to one wymagały najwyższej pozycji potencjometru, wyraźnie wyższej niż Rossony. Mimo tego zdołały odwrócić sytuację i teraz one bardziej od amerykańskich planarów wyciągały dźwięki przed tło, lepiej dzięki temu eksponując zarówno je same jak scenę. Także one podawały sopranów od recenzowanych więcej, przydając głosom wokalistów wyższego tonu i większej delikatności. Niemniej ponownie muszę napisać, że jeśli ktoś woli wokal gładszy, pełniejszy oraz niższy tonalnie w oprawie ciemniejszego tła, to Rosson Audio były górą i w ogóle najlepsze. Słuchało się ich bezproblemowo w każdym repertuarze i jedynie gdyby ktoś miał ochotę wyjechać z siłą głosu poza akceptowalny dla normalnie słyszących poziom (co z obowiązku sprawdziłem), mógłby natrafić dopiero tam na zniekształcające wzbudzenia. Największy problem mam z osądzeniem, czy lepiej wypadły testowane ze wzmacniaczem mocniejszym ale tańszym, czy droższym ale mniej mocnym. Wydaje mi się, że z mocniejszym jednak nieco lepiej – prawdziwiej, bardziej przekonująco.

Przejdźmy do toru stacjonarnego na bazie komputerowego źródła. I zacznijmy od porównania do słuchawek najtańszych na wzmacniaczu Divaldi. Tymi najtańszymi HEDDphone, wyraźnie tańsze od Rosson Audio. Raz jeszcze odwrócenie sytuacji, to znaczy u Rosson Audio więcej sopranów, a zatem brzmienia ogólnie nieco wyższe, mniej obłe i bardziej przeciągane. Zarazem zespolone z bardzo głębokim i uwodzicielsko pięknym brzmieniem, znów koncentrującym się bardziej na pierwszym planie. U HEDDphone natomiast głosy bardziej spójne (ich soprany lepiej wtopione), w przypadku męskich bardziej męskie i wszystkie mocniej otoczone aurą akcentującą otoczenie. Nadchodzi najtrudniejszy moment, ponieważ Rosson Audio też miały w odniesieniu do aury wunderwaffe. Specjalnie wysłuchałem kilku nagrań kładących nacisk na ambience (jak choćby „Wicked Game” Chrisa Isaaka czy „Did  Ever I Love You” Leonarda Cohena) i chociaż przetworniki AMT tworzyły bardziej koherentny i więcej obejmujący spektakl, to planarne Rossonów znakomicie skanowały swoimi obfitszymi sopranami przestrzeń, doświetlając miejsca ciemnawe, i jednocześnie całe brzmienie bardziej napowietrzały. W efekcie od konkretnego utworu zależało, z którymi bardziej mi się podobał, chociaż ogólnie słuchanie HEDDphone było w tej lokalizacji łatwiejsze i trochę bardziej efektowne, mimo iż bas planarów też bardziej się wyodrębniał i był w dodatku mocniejszy.

 

 

 

 

Skoro czepiliśmy się ceny jako wartości porządkującej, to pora teraz na porównanie z Ultrasone Tribute 7. Z wcześniejszych opisów winno wynikać, że tutaj, w tak podającym sygnał torze, powinny stać się do recenzowanych podobne – i rzeczywiście tak było. Także Tribute 7 operowały nieco odrębnymi i ilościowo obfitymi sopranami, nawet względem Rossonów bardziej się zaznaczającymi i bardziej wyosobnionymi. Identyczna sytuacja na dole pasma: tu także Ultrasony z dawnych lat wspierane świetnym kablem bardziej wyodrębniały basy i akcentowały je bardziej. Dzięki sopranom bardziej akcentowały także szczegóły – ich obraz bardziej się mrowił. Ale to się nie przekładało na lepszość; Rossony zagrały śpiewniej, dawały większą muzykalność, słuchałem ich z nie mniejszą przyjemnością, mimo iż stwarzały wrażenie, że ujmują szczegółów i nie „gryzą” w cudzysłowie nagraniowej taśmy tak mocno. Tak więc ambiwalentne rozdarcie – dla miłośników melodyjności bardziej Rosson, a jeszcze bardziej HEDDphone, dla lubiących wytężony napór szczegółów Tribute 7.

Na koniec najdroższe Edition 15 stają w szranki. Ciekawa sprawa – te ze stacjonarnym wzmacniaczem zrobiły dużo więcej tego samego co Rossony, mianowicie skanowania przestrzeni sopranami. Wyszła z tego jednak przesada, mimo iż scena faktycznie większa. Głosy wokalistów wypadły jednak na tle wszystkich pozostałych mniej prawdziwie – zbyt szeleszcząco i kontrastowo, tak jakby na monitorze albo telewizorze przeciągnąć za daleko kontrast.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

19 komentarzy w “Recenzja: Rosson Audio Design RAD-0

  1. Sławek pisze:

    Czyli biorąc pod uwagę kurs dolara około 4 zł i doliczając 23% VAT to już jest 12 792 zł do tego cło – nie wiem ile i koszt przesyłki to ze 14 tysi wyjdzie. A więc poziom gdzieś pomiędzy Meze Empyrean a HiFiMan HE 1000 v2.
    Jak to brzmieniowo wypada w porównaniu do tych słuchawek?
    Nie ukrywam, że HiFiMan to „moja bajka”…

    1. Piotr Ryka pisze:

      HiFiMAN v2 to słuchawki dla lubiących wielkie sceny, holografię i czar. Rosson Audio to słuchawki dla lubiących precyzję i połączenie stylu audiofilskiego z profesjonalnym. Scenę na pewno mają mniejszą i nie tak holograficzną, za to są bardziej uczciwe w sensie nie dodawania niczego od siebie.

    2. Mateusz pisze:

      To ja podesłałem panu Piotrowi owe słuchawki, to brzmienie inne od wyżej wymienionych słuchawek.
      Trzeba ich posłuchać (tylko jak?) bo można się rozczarować (tak jak ja na początku).
      Powiedziałbym że brzmieniowo są pomiędzy LCD-3 a LCD-4.
      W swojej kolekcji stawiam je jednak niżej niż Final Audio D8000.

    3. Piotr Ryka pisze:

      Warto może dorzucić, że Rosson Audio są bardzo zmienne w zależności od użytego toru. W zależności od niego mniej albo więcej będzie sopranów, wraz z tym zmienia się styl. Raz może to być typowo audiofilskie i lampwe brzmenie a la Audeze LCD-3, kiedy indziej bardziej wytężone technicznie, jak u Final D8000 Pro czy Technics EAH-T700. Ogólnie są dość podobne do ERZETICH Phobos.

  2. Mateusz pisze:

    Ja też lubię słuchawki Hifimana (miałem w przeszłości kilka ich modeli) ale RAD-0 to słuchawki inne.

  3. Piotr Ryka pisze:

    Odnośnie jeszcze porównań do HEDDphone muszę zwrócić uwagę, że te grały tutaj wyłącznie poprzez kabel Tonalium, który dość znacznie zmienia ich brzmienie względem oryginalnego, przede wszystkim zabija jakiekolwiek poczucie obcości i nienaturalności, które przy oryginalnym kablu czasami (zależnie od toru i nagrania) w formie resztkowej się zjawia.

  4. Przemysław pisze:

    Nie ukrywam, że kabel tonalium może dużo zmienić, co dostrzegam po jego zaaplikowaniu Entrequa Apollo nie tylko do D8000, ale również Focali Utopii za pośrednictwem przejściówki Argentum.

    Gratuluję właścicielowi słuchawek Rosson posiadania świetnie brzmiącego nabytku w swojej kolekcji i cieszę się, że przesłał go recenzji, bo dzięki temu więcej osób może zainteresować tym modelem. Szkoda tylko, iż nie mają one dystrybutora w naszym kraju.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Można prosić o uściślenie? Czy zmiana po zastosowaniu Tonalium jest w tym wypadku hipotetyczna, czy czymś sprawdzonym? I jak ma się do tego Entreq Apollo.

      1. Przemysław pisze:

        Przypuszczam, że zmiany, jakie zachodzą po zastosowaniu Tonalium zbliżone do tych, jakie wprowadzają najwyższe modele Entreqa, na których jest on wzorowany.

        U mnie zmiana jest sprawdzona i wspominałem o niej przed rokiem, gdy nabyłem Entreqa Apollo. Teraz dzięki przejściówce mam przyjemność cieszyć się nim również w połączeniu z Focalami Utopiami, które straciły mgiełkę lekką mgiełkę na przekazie, zyskały jeszcze większą organiczność, dużo lepiej różnicują źródła, oddają dokładniej ich faktury, naturalniej barwy. Od dzisiaj dopiero mogę się cieszyć zmianami na focalach i są to wrażenia na gorąco. Zdaję sobie sprawę, że wpływ przejściówek Argentum się zaznacza, ale charakter Entrequa jest słyszalny.

  5. Sławek pisze:

    No to szkoda, że nie mają polskiego dystrybutora…

    1. Przemysław pisze:

      Mam nadzieję, że z czasem zyskają dystrybucję w naszym kraju. Tak jest choćby w przypadku ZMF-ów (na czele z flagowymi Verite), które można nabyć od niedawna w Audeos.

  6. Mateusz pisze:

    Rosson jest na razie za mało znany i ma tylko jedne słuchawki w swojej ofercie aby ktoś się zainteresował dystrybucja w naszym kraju, nawet w USA ich sprzedaż jest tylko przez internet.
    Pozostaje zainteresowanym polować na uzywki w Europie.

    1. Piotr Ryka pisze:

      A na czym w porównaniach polegała wyższość Final D8000? Zapewne na otwartości brzmienia, ale czy czymś jeszcze?

      1. Mateusz pisze:

        Głównie lepsza scena, trochę lepsza holografia, większe źródła, bas mocniej kopie no i są dla mnie znacznie wygodniejsze choć trochę zsuwają mi się z uszu.
        D8000 grają u mnie na tym samym kablu który Panu wysłałem choć 2 dni temu kupiłem wreszcie dobry kabel do RAD-0 więc każde słuchawki będa miały swój kabel wysokiej jakości.

      2. Mateusz pisze:

        Do słabszej jakości nagrań wybieram jednak Rossony, kapitalnie kryją niedoskonałości nagrań.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Czyli z Pana wzmacniaczem grają jak u mnie ze sprzętem przenośnym. Tor stacjonarny wydusił z nich więcej, ale w tej sytuacji okazały się trudniejszym partnerem. Co nie oznacza, że pański wzmacniacz jest gorszy, może nawet dla nich lepszy.

  7. Mateusz pisze:

    Do minusów dodałbym jeszcze klejone pady…

    1. Sławek pisze:

      No tak, ja w moich HE-6 pady już wymieniałem 2 razy. Klejone to jest problem…

      1. Mateusz pisze:

        Dodatkowo na tą chwilę zamienników brak i pozostaje mi ściągać oryginały z USA…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy