Recenzja: Rosson Audio Design RAD-0

Konstrukcja i jej następstwa

Kejs podobny do tego od Audeze, ale trochę ładniejszy. (Lepsze surowce.)

   Zacznijmy może od wyglądu; bo on (nie licząc opakowania i ewentualnej famy) zawsze stoi na przedzie. Słuchawki zaprojektowano tak, by je natychmiast rozpoznać. Dwa na to składają się momenty, oba przypisane do muszli. Pierwszym tych muszli otoka, drugim ich wypełnienie. Otoka to znany już z AudioQuest NightHawk odlew na bazie ciekłego drewna, w tym wypadku wzbogacanego o dodatek micarty, czyli mieszanki żywic fenolowych, celulozy i włókien szklanych, a także różnych minerałów oraz kamieni półszlachetnych – nawet szlachetnych, jeśli ktoś sobie życzy i gotów za to płacić. Efektem wygląd fantazyjny w szerokiej kolorystycznej gamie, dla której dominantą może być barwa dowolna. Oprawy przetwornika mogą być zatem głównym białe, głównie czarne, albo dowolne inne, a sam producent na półkę kładzie kilkanaście gotowych wzorów – brązy, purpury, zielenie, błękity i melanże. Każde słuchawki są przy tym unikalne, ponieważ stanowią wypadkową różnobarwnych składników układających się w plamy i smugi.

Tego rodzaju odlewane muszle nie są jedynie efektowne i z daleka rozpoznawalne. Mają też cechy korzystne akustycznie oraz wyczuwalną w dotyku twardość, pociągającą trwałość. Stanowią mocny akcent wizualny, pomimo że są wąskie, albowiem to słuchawki otwarte, a ściślej półotwarte. Pół to, czy może jednak całość – w każdym razie gros bocznej powierzchni muszli zajmuje równie efektowna, co jej oprawa, rozeta z przecinających się łukowatych linii, nawiązujących do graficznych przedstawień ciągu Fibonacciego i jego pokrewieństwa z kielichami kwiatów. Wzór jest gęsty, ale i tak prześwituje przezeń ciemnopopielata pianka ochronna nad przetwornikiem, a w samym centrum rozety widnieje graficzne logo.

Po drugiej stronie mamy do czynienia z grubymi, mięsistymi padami, podobnymi do tych z Audeze. Krawędzie boczne od zewnątrz i od środka obszyto skórą, obszar kontaktu z głową jest welurowy. Płaski wierzch i prostopadłe do niego ścianki boczne są na zewnątrz okrągłe, otwór wewnętrzny podługowaty. Na dnie tak wyprofilowanej studni czarna tkanina osłonowa, spod której prześwitują charakterystyczne dla przetworników planarnych wręgi. Pady są wyprofilowane, tak by te wręgi układały się równolegle do małżowiny usznej, a muszle zawieszono na chwytakach z obrotnicą poprzedzającą część właściwą. Zakres obrotu jest dość duży, ale nie aż na tyle, aby słuchawki dało się położyć płasko padami do powierzchni.

Starannie wewnątrz wyprofilowany.

Sama natomiast wygoda jest w pełni zadowalająca. Tym bardziej, że wspierana grubą poduszką pod pałąkiem, całą obszytą skórą. Sam pałąk to metalowy płaskownik – w miarę giętki i też oprawiony skórą. Uzupełnieniem wyglądu wchodzące pod kątem prostym od dołu kable; w oryginale dwumetrowe czarne, w wydaniu Wireworlda srebrne – zarówno w środku jak na zewnątrz. Słóweczko o tym kablu: to Wireworld Nano-Platinium Eclipse na srebrze OCC (Ohno Continuous Casting), czyli powoli rozciąganym dla uzyskania długich kryształów. Przekroju 27AWG przy cenie za dwumetrowy symetryczny 3 409 PLN.

Słuchawki można obstalowywać z okablowaniem własnym producenta symetrycznym bądź zwykłym, w pełnym wyborze długości i końcówek. Niezmienne są jedynie konektory przy muszlach – to długie, głęboko wnikające jacki 3,5 mm. (Dlatego krótsze takie nie będą się nadawać.)

Przejdźmy do kwestii technicznych. Poza ogólnie planarnością, półotwartością oraz wagą: 550 – 615 gramów (zależnie od ciężaru właściwego składników tworzących odlew), mamy do czynienia z kompozytową membraną średnicy ø66 mm, zatem wyraźnie mniejszą niż u flagowych obecnie Audeze. To nic nie znaczy, choć niektórzy (na przykład Sony) chwalą się dużą powierzchnią membran, i tak bezkonkurencyjnych pod tym względem w słuchawkach typu AMT. Membrany napędza wzmiankowanych jedenaście w każdej muszli magnesów, ułożonych według opatentowanej koncepcji, o której dokładnym wyglądzie niczego się nie dowiemy. Słyszymy natomiast od producenta, że każdy egzemplarz jest poddawany post produkcyjnemu stresowi – zmuszony pracować przez piętnaście dni pod obciążeniem 120 dB, aby kontrola techniczna mogła nabrać pewności, iż jest w stu procentach niezawodny. Przy okazji też sprawdzić, czy przetworniki w danym egzemplarzu nie różnią się o więcej niż +/- 0,3 dB i tak po prostu go wygrzać. A potem już do pudła, którym jest profesjonalny neseser; bardzo podobny do tych z Audeze, ale troszkę ładniejszy. W komplecie nic poza słuchawkami i parą kabli – 2-metrowym z końcówką symetryczną 4-pin i 1,2-metrowym z końcówką 3,5 mm (chyba że zamówimy inaczej). To do słuchania w zupełności wystarczy, choć w sytuacji gdy producent mówi o lepszej dla jego słuchawek konfiguracji symetrycznej, może szkoda, że nie ma jeszcze kabla z jackiem 2,5 mm. Ten by się bardzo przydał odtwarzaczom przenośnym, bo jak już wiele razy pisałem, poprzez zwykle obecne symetryczne dziurki oddają więcej mocy. Lecz kable firmowe nie są drogie (kilkadziesiąt dolarów), dokupienie nie stanowi problemu. Zamiast trzeciego dostajemy wiadomość, że to najlepsze i najwygodniejsze słuchawki planarne na świecie. Ów cud techniki możemy posiąść już za $2600 – plus u nas jakieś VAT-y, cła, podatki i diabli wiedzą co jeszcze, na pewno koszty przesyłki. Recenzje same pozytywne i faktycznie nagroda dla najlepszych słuchawek A.D.2019, a z rzeczy bardziej przyziemnych: impedancja 29 Ω, zniekształcenia harmoniczne (THD) poniżej 0,1%, skuteczność 98 dB.

Wymyślny, wyrafinowany design.

Producent anonsuje je jako równie dobre do domu jak na drogę, ale użytkownicy marudzą, że na spacery są za ciężkie. Fakt, lżejsze i też wysokiej klasy nie za górami, za lasami, tylko w najbliższym salonie audio z przyzwoitym wyborem słuchawek. Ale może te Rosson Audio Design RAD-0 brzmieniowo tak są znakomite, że inne zostawiają z tyłu? Odnośnie tego poza samym chwaleniem producent nam oznajmia, iż zakres uniwersalności odnosi się nie tylko do bycia stacjonarnymi i przenośnymi, ale też do spełniania jednocześnie potrzeb profesjonalnych i audiofilskich. Na rzecz profesjonałów brzmienie neutralne – możliwie oryginałowi wierne; na rzecz audiofilskich wymogów ma być tak wyrafinowane, że zdolne sprostać najwyszukańszym nawet oczekiwaniom. Sprawdźmy.

 

 

 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

19 komentarzy w “Recenzja: Rosson Audio Design RAD-0

  1. Sławek pisze:

    Czyli biorąc pod uwagę kurs dolara około 4 zł i doliczając 23% VAT to już jest 12 792 zł do tego cło – nie wiem ile i koszt przesyłki to ze 14 tysi wyjdzie. A więc poziom gdzieś pomiędzy Meze Empyrean a HiFiMan HE 1000 v2.
    Jak to brzmieniowo wypada w porównaniu do tych słuchawek?
    Nie ukrywam, że HiFiMan to „moja bajka”…

    1. Piotr Ryka pisze:

      HiFiMAN v2 to słuchawki dla lubiących wielkie sceny, holografię i czar. Rosson Audio to słuchawki dla lubiących precyzję i połączenie stylu audiofilskiego z profesjonalnym. Scenę na pewno mają mniejszą i nie tak holograficzną, za to są bardziej uczciwe w sensie nie dodawania niczego od siebie.

    2. Mateusz pisze:

      To ja podesłałem panu Piotrowi owe słuchawki, to brzmienie inne od wyżej wymienionych słuchawek.
      Trzeba ich posłuchać (tylko jak?) bo można się rozczarować (tak jak ja na początku).
      Powiedziałbym że brzmieniowo są pomiędzy LCD-3 a LCD-4.
      W swojej kolekcji stawiam je jednak niżej niż Final Audio D8000.

    3. Piotr Ryka pisze:

      Warto może dorzucić, że Rosson Audio są bardzo zmienne w zależności od użytego toru. W zależności od niego mniej albo więcej będzie sopranów, wraz z tym zmienia się styl. Raz może to być typowo audiofilskie i lampwe brzmenie a la Audeze LCD-3, kiedy indziej bardziej wytężone technicznie, jak u Final D8000 Pro czy Technics EAH-T700. Ogólnie są dość podobne do ERZETICH Phobos.

  2. Mateusz pisze:

    Ja też lubię słuchawki Hifimana (miałem w przeszłości kilka ich modeli) ale RAD-0 to słuchawki inne.

  3. Piotr Ryka pisze:

    Odnośnie jeszcze porównań do HEDDphone muszę zwrócić uwagę, że te grały tutaj wyłącznie poprzez kabel Tonalium, który dość znacznie zmienia ich brzmienie względem oryginalnego, przede wszystkim zabija jakiekolwiek poczucie obcości i nienaturalności, które przy oryginalnym kablu czasami (zależnie od toru i nagrania) w formie resztkowej się zjawia.

  4. Przemysław pisze:

    Nie ukrywam, że kabel tonalium może dużo zmienić, co dostrzegam po jego zaaplikowaniu Entrequa Apollo nie tylko do D8000, ale również Focali Utopii za pośrednictwem przejściówki Argentum.

    Gratuluję właścicielowi słuchawek Rosson posiadania świetnie brzmiącego nabytku w swojej kolekcji i cieszę się, że przesłał go recenzji, bo dzięki temu więcej osób może zainteresować tym modelem. Szkoda tylko, iż nie mają one dystrybutora w naszym kraju.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Można prosić o uściślenie? Czy zmiana po zastosowaniu Tonalium jest w tym wypadku hipotetyczna, czy czymś sprawdzonym? I jak ma się do tego Entreq Apollo.

      1. Przemysław pisze:

        Przypuszczam, że zmiany, jakie zachodzą po zastosowaniu Tonalium zbliżone do tych, jakie wprowadzają najwyższe modele Entreqa, na których jest on wzorowany.

        U mnie zmiana jest sprawdzona i wspominałem o niej przed rokiem, gdy nabyłem Entreqa Apollo. Teraz dzięki przejściówce mam przyjemność cieszyć się nim również w połączeniu z Focalami Utopiami, które straciły mgiełkę lekką mgiełkę na przekazie, zyskały jeszcze większą organiczność, dużo lepiej różnicują źródła, oddają dokładniej ich faktury, naturalniej barwy. Od dzisiaj dopiero mogę się cieszyć zmianami na focalach i są to wrażenia na gorąco. Zdaję sobie sprawę, że wpływ przejściówek Argentum się zaznacza, ale charakter Entrequa jest słyszalny.

  5. Sławek pisze:

    No to szkoda, że nie mają polskiego dystrybutora…

    1. Przemysław pisze:

      Mam nadzieję, że z czasem zyskają dystrybucję w naszym kraju. Tak jest choćby w przypadku ZMF-ów (na czele z flagowymi Verite), które można nabyć od niedawna w Audeos.

  6. Mateusz pisze:

    Rosson jest na razie za mało znany i ma tylko jedne słuchawki w swojej ofercie aby ktoś się zainteresował dystrybucja w naszym kraju, nawet w USA ich sprzedaż jest tylko przez internet.
    Pozostaje zainteresowanym polować na uzywki w Europie.

    1. Piotr Ryka pisze:

      A na czym w porównaniach polegała wyższość Final D8000? Zapewne na otwartości brzmienia, ale czy czymś jeszcze?

      1. Mateusz pisze:

        Głównie lepsza scena, trochę lepsza holografia, większe źródła, bas mocniej kopie no i są dla mnie znacznie wygodniejsze choć trochę zsuwają mi się z uszu.
        D8000 grają u mnie na tym samym kablu który Panu wysłałem choć 2 dni temu kupiłem wreszcie dobry kabel do RAD-0 więc każde słuchawki będa miały swój kabel wysokiej jakości.

      2. Mateusz pisze:

        Do słabszej jakości nagrań wybieram jednak Rossony, kapitalnie kryją niedoskonałości nagrań.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Czyli z Pana wzmacniaczem grają jak u mnie ze sprzętem przenośnym. Tor stacjonarny wydusił z nich więcej, ale w tej sytuacji okazały się trudniejszym partnerem. Co nie oznacza, że pański wzmacniacz jest gorszy, może nawet dla nich lepszy.

  7. Mateusz pisze:

    Do minusów dodałbym jeszcze klejone pady…

    1. Sławek pisze:

      No tak, ja w moich HE-6 pady już wymieniałem 2 razy. Klejone to jest problem…

      1. Mateusz pisze:

        Dodatkowo na tą chwilę zamienników brak i pozostaje mi ściągać oryginały z USA…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy