Technologia, wygląd, noszenie, adaptacja i cena
Przypomnieć wypada teraz, od czego historia się zaczęła. Zaczęła od serbskiego wkładu technologicznego i amerykańskiego kapitałowego, co razem dało firmę, której powstanie datuje się na rok 1995, kiedy to Danny „Sage” McKinney uruchomił ofertę oprzyrządowania dla profesjonalnego audio – monitorów studyjnych, przedwzmacniaczy, konsol masteringowych, mikrofonów i okablowania, z czasem również słuchawek. Tyle po stronie zachodniej Atlantyku, po wschodniej zaś ulokowana w Serbii ekipa wynalazczo-realizacyjna, którą kiedyś można było oglądać na usuniętej z niepodanego powodu fotce prezentacyjnej, uwidaczniającej jedenastu facetów ze słuchawkami, wyglądających na bardzo z siebie zadowolonych.
Skróćmy to roztrząsanie kto, z kim, kiedy, jak i dlaczego – tak czy owak dla RAAL najważniejsza startowo była produkcja tweeterów wstęgowych, od których doszli do słuchawek; i właśnie te słuchawki zrobiły i dalej robią największą furorę, a główny wkład w ich powstanie wniósł wzmiankowany inżynier i wynalazca Aleksandar Radisavljevic, pracujący od 1993 roku nad przetwornikami wstęgowymi w pamiętającym rzymskie czasy (w tych stronach przyszło na świat trzech cesarzy) czterdziestotysięcznym Zaječarze, przy samej granicy bułgarskiej.
Do wstęg jeszcze wrócimy, na razie rzućmy okiem. W sporym, aluminiowym neseserze docierają duże z okrągłymi muszlami słuchawki, oprócz nich walcowaty adapter wzmacniaczowy z grzybkiem na topie, mogący służyć dzięki temu za stojak, do niego para kabli obsługujących obustronnie. Kable są wysoce specjalistyczne, a do tego nie byle jakie, toteż nie zaleca się zastępowania ich innymi, jako że te przeznaczone dla słuchawek wstęgowych muszą odznaczać się niezwykle niską rezystancją (około 0,26 Ω), niezbędną dla poprawnej pracy wstęg. Ażeby tak się stało, winny mieć lity i emaliowany rdzeń oraz specjalną geometrię splotową; najlepszy z dostępnych teraz od RAAL przewodów[2], dwuodcinkowy z kompletu Star-8 Mk II (kosztujący w razie nabywania oddzielnie €1000), odznacza się skrajnie niskiego poziomu indukcyjnością, ta bowiem redukuje wstęgom soprany i tutaj wynosi zaledwie 0,4 µH (mikro Henra).
Może faktycznie, nie mierzyłem, natomiast oba kable z kompletu pomierzone wzrokowo i palpacyjnie okazały się cienkie, lekkie i jak koci ogon sprężyste; pod materiałowym oplotem znać w nich warkoczową plecionkę. Dostarczony alternatywnie starszy Star-8 PURE SILVER (do łączenia słuchawki-adapter) okazał się jeszcze cieńszy, dwu a nie jednokolorowo, białymi i czerwonymi cętkami na podstawowej czerni znaczony, jak również jawnie, bez dodatkowej zewnętrznej osłony, skręcony z dwóch bawełną okrytych żyłek.
Trzeba jeszcze coś uzupełnić odnośnie samej przejściówki. Standardowa z kompletu ma impedancję 32 Ω i nadaje się do większości słuchawkowych wzmacniaczy oraz innych niż SET wzmacniaczy głośnikowych, byle nie takich kilkudziesięciowatowych. Natomiast dla wszelkich konstrukcji typu single-ended triode powinno się obstalowywać przejściówki 8 Ω, które spasują się korzystniej.
Same słuchawki, na rzecz których to wszystko, są duże, swoje ważą, muszle mają, jak już mówiłem okrągłe. Bez kabla ważą 626 g, ale dobre leżenie i duża objętość muszli czynią je wygodnymi. Nie wygodnymi ot tak sobie, a wygodnymi rzeczywiście – pełna po założeniu satysfakcja, najmniejszych uwag krytycznych. Przed założeniem też wysoka, bo skośną siatkę z nierdzewnej stali, tworzącą duże grille, pokryto złotem oraz ozdobnie, z zachowaniem symetrii, nakropiono odnośnie kilku oczek małymi świderkami. W oczkach centralnych pomieszczono zaś małe złote literki tworzące na napis RAAL i pod nim datę powstania – 1995. Wszystko to razem staje okoniem nowemu podejściu HiFiMAN-a, gdzie maksymalny nacisk kładzie się na brak grilla, a nie na jego upiększanie, ale w RAAL chyba wiedzą co robią, im najwyraźniej grill nie psuje. On sam ma złoconą, jak całą resztę, oprawę typu „strzałkowy szlaczek”, obiegającą boczną krawędź walca osłony przetwornika, wykonanej z kompozytu włókna szklanego i aluminium. Tej już nie ozdabiają złocenia, całą pokrywa twardo woskowany fornir wzięty od amerykańskiego orzesznika, co wespół z tym złoconym grillem daje stylistykę typu retro odznaczającą się przepychem.
Chwytak pałąka i łuk nad głową to jednolita konstrukcja z dwóch równoległych prętów nierdzewnej stali napylonych super odporną udarowo narzędziową powłoką TiAlN (azotek tytanu z aluminium), poniżej obustronnych poprzeczek łączących pręty wystają mocowania 5-pozycyjnych złoconych prowadnic regulacji poziomu muszli. Pomiędzy nimi rozwieszona opaska bezpośredniego kontaktu z głową, wykonana ze skóry jagnięcej i zamszu z wypełnieniem pianką zachowującą kształt, a muszle kontakt z głową utrzymują przez grube, miękkie, profilowane pady o tych samych surowcach – też skórka, także pianka, przed uchem węższe, za nim szersze i wentylacyjnie dziurkowane.
Ale wiadomo, najważniejsze to, co pomiędzy padami a grillem. Tam w każdej muszli trzy równolegle spionizowane wstęgi o łącznej powierzchni 25,2 cm², tak trudne do zrobienia, że ich wykonanie zajmuje przeszło roboczodniówkę wprawnego realizatora. (Firma zatrudnia tylko dwóch.) Co jedną z głównych przyczyn bardzo wysokiej ceny, ale surowce też nietanie, a opracowanie akustyczne całości zajęło lata długie. Trzy wstęgi napędzają magnesy neodymowe umieszczone nie przed i za, a obustronnie bokami, co usuwa konieczność zabiegów znanych ze słuchawek planarnych, gdzie rozwieszone nad membranami magnesy formuje się w antyradarowej technologii znikania Stealth. Tu tego nie ma, technologia wstęgowa sama z siebie jest transparentna i najpewniej dlatego lekceważąco traktuje dążenie do zaniku grilla.
Wstęgi mogą się maksymalnie odchylać od pionu na 4 mm w każdą stronę, i od razu zaznaczę, że bez problemu przeszły testy niskich częstotliwości; nawet przy ekstremalnym basie nie pojawiało się ocieranie ich o obudowę. Same one wykonane są z mikroskopijnie marszczonych pasków czystego aluminium i odznaczają zastosowaniem technologii tłumienia lepkości ViscodampTM „Silent Metal” – cokolwiek to dla dźwięku znaczy, ale najpewniej coś dobrego.
Maksymalny poziom ciśnienia akustycznego SPL (Sound Pressure Level) to 118 dB, czyli pobliże rozerwania bębenków; pasmo przenoszenia nie zostało zmierzone, w każdym razie go nie podają; impedancja wynosi 0,057 Ω, więc całkowicie – niszczycielsko nawet – nie pasuje do powszechnie występujących słuchawkowych wzmacniaczy.
Takiemu niszczącemu podłączeniu zapobiegają opisane powyżej specjalnie zaprojektowane kable, pasujące żeńskim podpięciem 4-pinu jedynie tam, gdzie to dozwolone; po drugiej stronie przypinane do muszli poprzez 3,5-milimetrowe jackowe łącza symetryczne, dla których analogicznie złocone kanały wlotowe przesunięto do przodu, by kabel nie tarł o obojczyk.
Ogólnie więc wygoda, dbałość o każdy detal, ekskluzywne surowce, niespotykana technologia i stylistyka z lekka retro oraz nie z lekka luksusowa. Płacimy za to różnie, w zależności od potrzeb. Posiadacze wcześniejszych RAAL – jednowstęgowych, swobodnie zwisających Requisite SR-1a i 1b, także podobnych do opisywanych, tak samo jak one przylegających 1c, mogą skorzystać z oprzyrządowania dołączonego do nich, a wówczas same Requisite 1995 Immanis kosztować będą 35,5 tys. złotych. Ale nabywca świeży, wszystkich akcesoriów potrzebujący, będzie musiał się wykosztować na cały opisywany komplet – wysupłać 46 tys. złotych, bo guzik mu po samych słuchawkach. To i tak mniej niż za Spirit Torino Valkyria albo najdroższe elektrostaty, ale więcej niż za HiFiMAN Susvara Unveiled oraz legion innych wybitnych; odnośnie jakości brzmienia nie pomoże więc samo ufne kierowane w niebiosa „Hospody pomyłuj!”, trzeba będzie prócz modlitw wykazać się boskim dźwiękiem.
[2] A nie ma innego producenta słuchawek wstęgowych.









Od czasu Sennheiser HD800 nie miałem do czynienia ze słuchawkami tak trudnymi do ocenienia. Mam wrażenie, że ich ostateczna ocena ciągle jest jeszcze przede mną.
No pewnie jeszcze coś z tymi kabelkami jest do poprawy i może interface. Pytanie czy różnica pomiędzy dedykowanym wzmacniaczem a połączeniem przez interface była jeżeli chodzi o przestrzenność i rozchodzenie się dźwięków. U mnie przestrzenią i rozchodzeniem się dźwięków wyprzedzają Susvary itp.
Może wrócą, może ze wzmacniaczem lampowym. Na razie po próżnicy przyjechał interkonekt Next LevelTech ETHER, minęły się o jeden dzień, bo o spotkaniu we Wrocławiu nie byłem uprzedzony.
A względem tego rozchodzenia, to w jakim sprzętowym układzie są przed Susvarami?
DAC Chorda i Bliss od Holo Audio.
Ciekawy układ. Chord duży czy średni?
Stefan ma Dave’a z osobnym, dedykowanym zasilaczem. Słuchałem wczoraj tych raali z firmowym lampowcem i bezpośrednio po z Wellsem; do porównania były susvary (i masa innych nauszników), a nawet firmowy zestaw Sennheiser he-1, którego słuchałem z tymi samymi utworami przed raalami, celowo, aby później skonfrontować wrażenia, dodatkowo do pomocy w ocenie przywołani byli inni chętni audiofile, aby to potwierdzić, bądź zaprzeczyć rzucane hipotezy czy wnioski; o nich później, bo trochę tych refleksji jest 🙂 mimo wszystko na starcie muszę powiedzieć, że tzw. klęska urodzaju nie sprzyja miarodajnym ocenom, bo jednak spokojny, kilkudniowy odsłuch na różnych torach i porównania z innymi słuchawkami (też na spokojnie) jest bardziej wartościowy i bardziej obiektywny (jeśli w audio można w ogóle używać tego typu określeń).
Cześć Marcin. Alucardowi może bliżej odpowiedz na jego pytanie, a mnie może chociaż skrótowo jak te RAAL na tle innych we Wrocławiu wypadły: tak bardziej zakupowo, czy może raczej nie?
Prosiłbym o recenzję tego czegoś w miarę możliwości;
https://instalaudio.pl/wzmacniacz-sluchawkowy-przedwzmacniacz-liniowy-laiv-audio-harmony-hp2a-black.html
Tu coś na temat: https://www.highfidelity.pl/@main-4841&lang=
Dużo wokół tej firmy hałasu, ale Marcin pożyczył tego Laiv z Q21, wypróbował i krótko mówiąc – nie. Tzn. urządzenie w porządku, ale szału nie ma.
Po pierwsze, z Wellsem grały dużo lepiej niż z firmowym lampowcem, ale to dalej z uwagi na pozostałe elementy (źródło, okablowanie, zasilanie) nie było optimum; 2. rozumiem, o czym Pan pisze, wskazując na wady/niedociągnięcia tych słuchawek, uwzględniając Pański gust; 3. mimo wszystko słuchawki robią ogromne wrażenie, zwłaszcza holografią i skalą dźwięku i pod tym względem taki he-1 wypada o wiele mniej efektowniej i brzmi wręcz „kameralnie” (ale ma swoje mocne strony i ma czym uderzyć przeciwnika), podobnie było ze starymi susvarami i Spirit Torino Valkyria (o dziwo mi się spodobały). Wydaje mi się, że faktycznie, aby wydobyć z tych słuchawek pełny potencjał i popłynęła z nich muzyka, a nie tylko dźwięki to tor musi być top; zresztą w jednej z recenzji wskazuje się na to samo https://www.youtube.com/watch?v=7CsZ7Z-Oaeg i proponuje się przykładowo polskiego lampizatora hiryzon 360 i red october xl i pewnie by to zagrało popisowo, ale tak z 300 tyś zł trzeba by dołożyć; 4. myślę, że słuchawki powinny jeszcze wrócić do Pana, żeby sprawdzić jak grają na Uber torze (mola mola plus Wells z nowym zasilaczem coś by tam mogły wnieść); 5. to nie są najlepsze słuchawki na świecie, w tym sensie, że nie są lepsze w jakimkolwiek elemencie od dowolnie innych, ale całościowo, jeśli chodzi o wrażenie ogólne to na mnie robią większe wrażenie całościowe, niż pozostałe słuchawki, ale nie takie, żebym podjął decyzję o ich zakupie, co to, to nie, za to w pełni rozumiem, jeśli ktoś wolałby – pod swoje gusta – inne słuchawki jako dla siebie lepsze.
Nie dość, że życie jest skomplikowane, to RAAL Immanis jeszcze je komplikują 🙂
Komplikują i to znacznie, bo teraz jeszcze wypuścili, nowy kabel STAR-12, który mocno zmienia prezentację, no ale to nie jest dziwne w tych słuchawkach gdzie kabel ma 10 krotnie większą impedancję. A to nie wszystko bo jeszcze srebrny interface i STAR-8 pomiędzy interface a wzmacniaczem. Ceny kosmiczne. Niestety sztywność tego nowego kabla jest podobna do grubych interkonektów RCA.
Od początku mówiłem, że z tymi kablami coś jest nie tak. Nowszy miał być oczywiście lepszy, a tu nic z takich rzeczy. (Przynajmniej tak było u mnie.) Teraz piszesz, że jest jeszcze nowszy – oby z tym było faktycznie lepiej.
Tam po prostu był kabel zepsuty, niestety nawet drobne problemy mocno słychać na Immanis, a że on był dość cienki to łatwo o problemy zwłaszcza w demo. Potem nieznacznie poprawili konstrukcję, aby była bardziej wytrzymała zwłaszcza przy gniazdach.
Te nowe to już zupełnie coś innego, gruby na centymetr, odcinek do słuchawek tylko nieco cieńszy od grubości tego starego kabla. Ale sztywność to już granica wygody, pewnie podobnie jak z Entreqiem w K1000 🙂 jak pamiętam, ale to jeszcze z tym pierwszym.
A słuchałeś tych RAAL z nowym kablem? Bo to istota sprawy.
Tak słuchałem, zmiany są dość duże, nie porównywalne z kablami do dynamików czy planarów.
A jaki poziom tak w ogóle? Lider? Wicelider? Poza podium?
Jakby to opisać, chyba najwłaściwsze to to że otwiera Immanis, choć trudno to sobie wyobrazić jak się nie posłucha, bo one są otwarte, oczywiście na sprawnym kablu. Niestety wygoda to jednak spory minus.
Cokolwiek mogę sobie to otwarcie wyobrazić, bo przestrzeń nie była ich mocną stroną.
p.s. wzmacniacza od Laiv nie słuchałem, więc się nie wypowiem; podobno gra bardzo dobrze, ale np. statua wolności podobno jest duża, więc po pierwsze należy samemu sprawdzić i ocenić, a po drugie porównać, aby powiedzieć, względem czego jest dobry/lepszy/gorszy, tak jak statuę wolności należy zobaczyć samemu na żywo i powiedzieć, względem czego wydaje się duża/mała.
Aha, czyli słuchałeś samego przetwornika.
W piętek i sobotę w krakowskim mp3store spotkania słuchawkowe, kolejne po Wrocławiu. Ma być nowy Orfeusz, Susvara Unveiled i RAAL Immanis.