Finalna jakość brzmienia
Nareszcie mogę napisać, co te RAAL Requisite 1995 Immanis naprawdę mogą ofiarować, a mogą naprawdę dużo.
Zacznę może od rozpiętości pasma. Nie ma wielu słuchawek dysponujących mocniejszym basem, do nielicznych należą Spirit Torino Valkyria i trio Ultrasone E7/E9/T7. Przy Twin-Head z Croftem rewir basowy Immanis wypadł imponująco zarówno w odniesieniu do głębi zejścia, jak i gęstości, jak i ciśnieniowości medium. Gęsty bas kotłów bił z potężną siłą przy pięknej wyraźności obrazu, a akustyczne zgęszczenia w kościelnych nawach podczas koncertów organowych były tylko nieznacznie słabsze niż u tych paru wymienionych, zatem naprawdę bardzo duże. Od razu dodam, że znikł też opisywany wcześniej problem z brakiem towarzyszących odbić; rys akustyczno-odbiciowy stał się poprawny; może nie aż na złoty medal, ale powiedzmy na brązowy. Na drugim krańcu skali, przy przetworniku Phasemation podpiętym do Cairna kablem optycznym Wireworld Supernowa, analogiczna miara osiągnięć, śladu tłumienia czy powściągania. Wraz z czym nie samo szersze pasmo, ale też delikatność, tęskność, ogrom, snucie i zawodzenie, powaga, smutek i zaduma. Wszystkie te składowe odbioru powróciły na swoje miejsca, wróciły z pompą i majestatem godnym szczytowych słuchawek. Nie będę krył, że z mojej strony towarzyszyła temu ulga; po pierwszym kontakcie nie byłem pewien, czy te rzeczy się kiedyś znajdą. Tam grało ciepło i optymistycznie niezależnie od repertuaru i w nim zawartych emocji, co było całkiem miłe, ale nierzadko błędne. Oprócz tego brak echa i sfery za ostatnimi źródłami – to już nie było normalne – ale zostało ustalone, że to przez uszkodzony kabel, czego sam nie zdiagnozowałem, ale mogę napisać, że problem został zażegnany. Wraz z czym pełen przepych brzmieniowy – wspaniała rzeźba brzmień muzycznych i towarzyszących im oklasków, bardzo przekonujące też oddanie normalnych wypowiedzi słownych. Dopompowanie sopranami ani trochę nie zaburzyło fundamentalnej poprawności tonalnej – nie pojawiło się podbarwianie sopranami średnicy, jedynie samo upiększanie domagających się ich wybrzmień.
Pojawiła się też w pełnym wymiarze właściwa chropawość dźwięków, o której wielokrotnie pisałem, że to sine qua non realności. Bez żadnych złagodzonych kryteriów, na najwyższej skali trudności, grało rewelacyjnie, z naciskiem nie na jakąś baśniowość, a realność uobecnienia. Pełny przepych brzmieniowy, a równocześnie realizm – realizm uświadamiający, jak piękna prawdziwa muzyka. I to, jak już mówiłem, bez śladu upiększania – bez docieplania, słodzenia, podbarwiania skrajami czy akustycznej przesady. Wyważone czynniki składowe jako dodatek do perfekcji uobecniania dźwięku, zarazem ciemno, gęsto, uwodzicielsko barwowo i ujmująco nastrojowo – że znów użyję słowa „pięknie”. Przy przetworniku Phasemation tak bardziej miękko w treści i krzywoliniowo na obrysach, brzmienie z nim również bardziej nośne i otwarte, a mniej niż z Cairnem dociążone. (Kości Crystal 4392 i Analog Devices AD 1896 w Cairnie vs Burr Brown PCM1974A, DSP Analog Devices AD 9852 ASTZ i układ Reimyo K2 w Phasemation.) Zarazem z samym Cairnem brzmienie bardziej trójwymiarowe, a z Phasemation bardziej „crisp” oraz jaśniejsze i nie tak maksymalnie chropawe. Za to więcej powietrza i większa płynność ruchu, w obu przypadkach brak przesadnych naprężeń strunowych, ożywiona tętnem wibracji przestrzeń i wspaniałe teatry dźwięku z piorunującą szybkością ataku, twardością realizmu i finalną poetyką wybrzmień. Charakterystyczne dla szczytowej jakości wykończeń zjawianie się dotyku jak gdyby tysiącami czułków; wszystkie faktury dotykowo najwyższej klasy: tłoczone, z meszkami albo gładkie – pełna paleta wyborów.
Dźwięk zatem odnośnie struktury wewnętrznej i faktury powierzchni pod każdym względem najwyższej klasy, przy tym duży i bliski, ale nie wpierający się do głowy. Stereofonia bardziej przed oczami niż pomiędzy uszami, chociaż i w głowie pewna doza, nie wszystko za obrysem twarzy. Przy czym odczucie całościowe charakterystyczne dla słuchawek przylegających; nie tak całkowicie otwarte i tak pięknie formujące doznania przestrzenne jak u RAAL requisite SR-1a i 1b czy AKG K1000 albo Mysphere. Również nie aż taka otwartość dźwiękowego pola jak u Final Da Capo, Sony R10 czy Stax SR-Ω, ale scena ogólnie w porządku, pozwalająca odczuć rozmiar i w nim swobodę przemieszczania. Bo też nareszcie obfite i daleko niosące się echa, urealniający stan nagraniowy szum moskitowy tła, też nareszcie potęga i groza kroczące ramię w ramię w „El Greco” Vangelisa, a składy orkiestrowe rozpisane na instrumenty oddzielnie i ujmowane w perspektywę filharmonii, co szczególnie widoczne w nagraniach binauralnych i na rewelacyjnej płycie XRCD²⁴ „Rossini Overtures – London, Gamba”.
Do tego miejsca same nieomalże pochwały, czas na pewne niedociągnięcia. Wspomniałem już, że dopowiadanie dźwięku pogłosami było na medal brązowy, i to powtórnie zaznaczę. Zaznaczę jako element konstruowania sceny, która jakością okazała się trochę odbiegać od doskonałej postaci dźwięków. – Tym w ostateczności można by wytykać pewien niedobór brzmieniowej aury i brzmieniowego aromatu, także brak ciągot w stronę romantyzmu, też minimalny deficyt odnośnie giętkości wokali. A wracając do sceny. Przy przetworniku Phasemation była już wprawdzie lotność i poczucie ogromu, ale również nie takie, żeby na złoty medal. Nie było też poczucia otwartości jak z Susvara Unveiled czy Final PRO Da Capo, które też przylegają. Z kolei holografia dobra, ale na tle mistrzowskich w rodzaju AKG K1000, czy Sony MDR-R10, wywierająca słabsze wrażenie. W przypadku pierwszych nie nowina, wobec ich formy konstrukcyjnej, ale te drugie wokółuszne i na dodatek zamknięte. Tymczasem poczucie głębi i rozwarstwienia planów u nich zdecydowanie lepsze; lepsze nie poprzez sam większy metraż (choć także), ale też i doskonałością modelowania dźwięków pochodzących z odległych źródeł.
Starczy może krytycznych uwag, żeby ktoś nie pomyślał, że tak w ogóle, to krytykuję. Ocena jest zdecydowanie pozytywna, a na jej potwierdzenie bardzo wysoka predyspozycja Immanis do pozycjonowania jakości płyt – najmniejsze niedociągnięcie nagraniowe ukazują z bezlitosną precyzją. Na szczęście nie w taki sposób, by słuchać się nie chciało albo słuchało bez satysfakcji – każdy audiofil ma zasób tolerancji na użytek niedoskonałych nagrań i tej ważnej rezerwy Immanis mu nie naruszą, nie narażą na wyczerpanie. Przeciwnie, słucha się z zapałem nawet tych bardzo marnych nagrań, tym bardziej, że można usłyszeć nie tylko braki i zniekształcenia, ale też nowe dane w muzycznej treści. Albowiem, powracając do chwalenia, trzeba zwrócić uwagę na nadzwyczajną rozdzielczość w obrębie bliskich planów, tam możliwe do wychwycenia rzeczy poprzednio nie słyszane. A generalnie autentyzm – ten smak brzmieniowy dominował.








Od czasu Sennheiser HD800 nie miałem do czynienia ze słuchawkami tak trudnymi do ocenienia. Mam wrażenie, że ich ostateczna ocena ciągle jest jeszcze przede mną.
No pewnie jeszcze coś z tymi kabelkami jest do poprawy i może interface. Pytanie czy różnica pomiędzy dedykowanym wzmacniaczem a połączeniem przez interface była jeżeli chodzi o przestrzenność i rozchodzenie się dźwięków. U mnie przestrzenią i rozchodzeniem się dźwięków wyprzedzają Susvary itp.
Może wrócą, może ze wzmacniaczem lampowym. Na razie po próżnicy przyjechał interkonekt Next LevelTech ETHER, minęły się o jeden dzień, bo o spotkaniu we Wrocławiu nie byłem uprzedzony.
A względem tego rozchodzenia, to w jakim sprzętowym układzie są przed Susvarami?
DAC Chorda i Bliss od Holo Audio.
Ciekawy układ. Chord duży czy średni?
Stefan ma Dave’a z osobnym, dedykowanym zasilaczem. Słuchałem wczoraj tych raali z firmowym lampowcem i bezpośrednio po z Wellsem; do porównania były susvary (i masa innych nauszników), a nawet firmowy zestaw Sennheiser he-1, którego słuchałem z tymi samymi utworami przed raalami, celowo, aby później skonfrontować wrażenia, dodatkowo do pomocy w ocenie przywołani byli inni chętni audiofile, aby to potwierdzić, bądź zaprzeczyć rzucane hipotezy czy wnioski; o nich później, bo trochę tych refleksji jest 🙂 mimo wszystko na starcie muszę powiedzieć, że tzw. klęska urodzaju nie sprzyja miarodajnym ocenom, bo jednak spokojny, kilkudniowy odsłuch na różnych torach i porównania z innymi słuchawkami (też na spokojnie) jest bardziej wartościowy i bardziej obiektywny (jeśli w audio można w ogóle używać tego typu określeń).
Cześć Marcin. Alucardowi może bliżej odpowiedz na jego pytanie, a mnie może chociaż skrótowo jak te RAAL na tle innych we Wrocławiu wypadły: tak bardziej zakupowo, czy może raczej nie?
Prosiłbym o recenzję tego czegoś w miarę możliwości;
https://instalaudio.pl/wzmacniacz-sluchawkowy-przedwzmacniacz-liniowy-laiv-audio-harmony-hp2a-black.html
Tu coś na temat: https://www.highfidelity.pl/@main-4841&lang=
Dużo wokół tej firmy hałasu, ale Marcin pożyczył tego Laiv z Q21, wypróbował i krótko mówiąc – nie. Tzn. urządzenie w porządku, ale szału nie ma.
Po pierwsze, z Wellsem grały dużo lepiej niż z firmowym lampowcem, ale to dalej z uwagi na pozostałe elementy (źródło, okablowanie, zasilanie) nie było optimum; 2. rozumiem, o czym Pan pisze, wskazując na wady/niedociągnięcia tych słuchawek, uwzględniając Pański gust; 3. mimo wszystko słuchawki robią ogromne wrażenie, zwłaszcza holografią i skalą dźwięku i pod tym względem taki he-1 wypada o wiele mniej efektowniej i brzmi wręcz „kameralnie” (ale ma swoje mocne strony i ma czym uderzyć przeciwnika), podobnie było ze starymi susvarami i Spirit Torino Valkyria (o dziwo mi się spodobały). Wydaje mi się, że faktycznie, aby wydobyć z tych słuchawek pełny potencjał i popłynęła z nich muzyka, a nie tylko dźwięki to tor musi być top; zresztą w jednej z recenzji wskazuje się na to samo https://www.youtube.com/watch?v=7CsZ7Z-Oaeg i proponuje się przykładowo polskiego lampizatora hiryzon 360 i red october xl i pewnie by to zagrało popisowo, ale tak z 300 tyś zł trzeba by dołożyć; 4. myślę, że słuchawki powinny jeszcze wrócić do Pana, żeby sprawdzić jak grają na Uber torze (mola mola plus Wells z nowym zasilaczem coś by tam mogły wnieść); 5. to nie są najlepsze słuchawki na świecie, w tym sensie, że nie są lepsze w jakimkolwiek elemencie od dowolnie innych, ale całościowo, jeśli chodzi o wrażenie ogólne to na mnie robią większe wrażenie całościowe, niż pozostałe słuchawki, ale nie takie, żebym podjął decyzję o ich zakupie, co to, to nie, za to w pełni rozumiem, jeśli ktoś wolałby – pod swoje gusta – inne słuchawki jako dla siebie lepsze.
Nie dość, że życie jest skomplikowane, to RAAL Immanis jeszcze je komplikują 🙂
Komplikują i to znacznie, bo teraz jeszcze wypuścili, nowy kabel STAR-12, który mocno zmienia prezentację, no ale to nie jest dziwne w tych słuchawkach gdzie kabel ma 10 krotnie większą impedancję. A to nie wszystko bo jeszcze srebrny interface i STAR-8 pomiędzy interface a wzmacniaczem. Ceny kosmiczne. Niestety sztywność tego nowego kabla jest podobna do grubych interkonektów RCA.
Od początku mówiłem, że z tymi kablami coś jest nie tak. Nowszy miał być oczywiście lepszy, a tu nic z takich rzeczy. (Przynajmniej tak było u mnie.) Teraz piszesz, że jest jeszcze nowszy – oby z tym było faktycznie lepiej.
Tam po prostu był kabel zepsuty, niestety nawet drobne problemy mocno słychać na Immanis, a że on był dość cienki to łatwo o problemy zwłaszcza w demo. Potem nieznacznie poprawili konstrukcję, aby była bardziej wytrzymała zwłaszcza przy gniazdach.
Te nowe to już zupełnie coś innego, gruby na centymetr, odcinek do słuchawek tylko nieco cieńszy od grubości tego starego kabla. Ale sztywność to już granica wygody, pewnie podobnie jak z Entreqiem w K1000 🙂 jak pamiętam, ale to jeszcze z tym pierwszym.
A słuchałeś tych RAAL z nowym kablem? Bo to istota sprawy.
Tak słuchałem, zmiany są dość duże, nie porównywalne z kablami do dynamików czy planarów.
A jaki poziom tak w ogóle? Lider? Wicelider? Poza podium?
Jakby to opisać, chyba najwłaściwsze to to że otwiera Immanis, choć trudno to sobie wyobrazić jak się nie posłucha, bo one są otwarte, oczywiście na sprawnym kablu. Niestety wygoda to jednak spory minus.
Cokolwiek mogę sobie to otwarcie wyobrazić, bo przestrzeń nie była ich mocną stroną.
p.s. wzmacniacza od Laiv nie słuchałem, więc się nie wypowiem; podobno gra bardzo dobrze, ale np. statua wolności podobno jest duża, więc po pierwsze należy samemu sprawdzić i ocenić, a po drugie porównać, aby powiedzieć, względem czego jest dobry/lepszy/gorszy, tak jak statuę wolności należy zobaczyć samemu na żywo i powiedzieć, względem czego wydaje się duża/mała.
Aha, czyli słuchałeś samego przetwornika.
W piętek i sobotę w krakowskim mp3store spotkania słuchawkowe, kolejne po Wrocławiu. Ma być nowy Orfeusz, Susvara Unveiled i RAAL Immanis.