Recenzja: Monoprice Monolith M1570

Odsłuch

Duże

 Sprzęt przenośny

Na początek migawka z przenośnym sprzętem – czy się do niego nadają. Do potężnego KANN Cube wiadomo, że tak bez próbowania, ale jak będzie z normalniejszym mocowo plejerem? Astell & Kern AK380 należy do mocowych średniaków i jakościowych wyżyn. Z napędzaniem Monoprice Monolith nie miał żadnych problemów, a ustawienie poziomu głośności dla pełnowymiarowego brzmienia o realistycznych walorach ukształtowało się na poziomie „125”, gdzie koniec skali to „150”. Było tym samym identyczne jak u porównywanych Takstarów i też bez żadnych zniekształceń. Mało tego – okazało się lepsze. A lepsze jest wrogiem dobrego… Nie da się ukryć, że bardziej mi się podobało, i już tłumaczę – dlaczego. Przede wszystkim nieznacznie niżej zostało postawione (albo producentowi samo tak wyszło), co przydawało mu naturalizmu na całym przekroju pasma. Spokojne, nasycone i wyważone, oferowało prawidłową temperaturę i pozwalające o sobie zapominać wstrzelenie w tonację. Ani o włos nie jarzyły się soprany, a jednocześnie była ich obfitość, dodatkowo potęgowana stuprocentową przejrzystością. I jeszcze na korzystny dodatek z lepszą realizacją pogłosów. Brak jakiegokolwiek ich wtrętu, niepotrzebnego naddatku.

Perkusyjne punktacje talerza wypadały tym samym lepiej, podobnie jak echa w muzyce elektronicznej, albo wnętrza kościołów. Nie dość tego, to jeszcze ludzkie głosy były ciekawiej zbudowane – nie tylko lepiej osadzone w tonacji, a już na pewno przyjemniej, ale też architekturą brzmienia bardziej złożone (bardzo nieznacznie, ale jednak) – dające poczucie zarówno większej naturalności, jak i większego wyrafinowania. Na obronę Takstarów można rzucić, iż też wypadały jak na swą cenę znakomicie, a przenośne źródło plikowe nie jest ich idealnym punktem przeznaczenia, choć dla amerykańskiego konkurenta również. Prócz tego o tysiąc złotych mniej kosztują, a znajomy, który je nabył po wysłuchaniu u mnie, dokupił do nich kabel Tonalium – i to był podobno strzał w samą dziesiątkę, wyjątkowo z nim dużo zyskały. Nie słyszałem tego efektu, ale łatwo w to wierzę, niemniej jak leci, jak sprzedają, Monoprice Monolith wypadły lepiej. Czy w sposób warty wyłożenia dodatkowego tysiąca, tego się nigdy nie da jednoznacznie orzec, to zawsze relatywne. Ale jak kogoś na te Monolith stać, to ja na nie wskazuję. Z tym, że Takstary są jednak wygodniejsze, bo wyraźnie mniej ważą. Wygląd Monoprice pozwala natomiast zgadnąć, że to słuchawki droższe. Kabel też z całą pewnością mają lepszy – nie mogłyby tak grać ze słabym. A na ile jest dobry w porównaniu do innych, tego nie umiem powiedzieć, bo przez te pinowe wygłupy (że tak to bezpardonowo ujmę) porównania są niemożliwe przed wykonaniem specjalnego egzemplarza któregoś z poważnych konkurentów. (Na co się nie zanosi.) Odnośnie zaś obiecanego odniesienia do droższych, to o tym za chwileczkę, już w torze stacjonarnym, z komputerowym źródłem.

Przy komputerze

Planarne

Przetwornik lampowy Ayon Sigma oraz wzmacniacz lampowy Ayona. Drogie okablowanie analogowe i cyfrowe, droga listwa zasilająca. Sprzęt cały na podstawkach od średnio drogich po drogie – a zatem pełna miarodajność w audiofilskim wymiarze. Tym razem dwie a nie trzy pary porównywanych słuchawek i najpierw znów do Takstar. Dwie ich cechy się powtórzyły: minimalne podbicie w górę i lekki dodatek pogłosu. Obie mające też pozytywny walor, bo głosy ludzkie o większej świeżości i z wyczuwalnym też „aromatem” czegoś więcej niż tylko dobrego odtworzenia, a pogłosowy kontur tworzący lepiej widoczny trzeci wymiar swym dodatkowym cieniowaniem. Nie stuprocentowy realizm zatem, ale ogólnie bardzo wysoka jakość oraz udane dodatki specjalne. A całość brzmienia pierwszorzędna, wysoki poziom wszystkich parametrów składających się na jego jakość, których nie będę wszystkich wyliczał, sami je wszystkie dobrze znacie. Pasmo, szczegółowość, nasycenie, detale – itp., itd. Podkreślę jednak klimat – muzyka z Lost Highway Davida Lyncha wypadła nad wyraz klimatycznie. Tym niemniej Monoprice Monolith ponownie wzięły górę. I na tych samych warunkach. Lepsze utrafienie w tonację, naturalniejsze pogłosy i bardziej złożona architektura dźwięku. Dobrze to wszystko było słychać na przykład w Sweet Jane Cowboy Junkies, gdzie z Takstar zjawiała się minimalna sybilacją, a głos wokalistki był sztucznie o parę lat odmłodzony, nieco też lżejszy; nie aż tak nasączony brzmieniową treścią i emocją – nie tak wstrząsający i dogłębnie posępny. Także nie tak złożony – co momentalnie się czuło. Różnica typowo mało-duża; bo przecież Takstar grały świetnie, ale w konfrontacji ulegały natychmiast. Monoprice to jakościowa waga cięższa, a nie tylko wyższy od przeciętnego ciężar po położeniu na wadze.

Szczegółowo o ich parametrach brzmieniowych napiszę na ostatnim etapie odsłuchu z gramofonowym źródłem, teraz coś o konfrontacji z droższymi. Te miały do wyboru drogi kabel Tonalium i jeszcze droższy Sulka, których różnice pomijam, bo nie czas teraz na to. Ale obydwa pierwszorzędne, każdy na trochę inny sposób. Cóż, tak drogiej konkurencji (z oboma kablami ponad dziesięć tysięcy) Monoprice już nie sprostały, ale żeby wyraźnie uległy – co to, to na pewno nie. Nie ma się co rozpisywać, a rzecz zwięźle ujmując: HEDDphone operowały tak samo dobrze utrafioną tonalnością, lecz bardziej rozwiniętym na górze pasmem i głębszym przenikaniem w materię brzmienia. Bardziej były trójwymiarowe, o większej też konstrukcyjnej złożoności dźwięku – w efekcie dające poczucie większego wyrafinowania do wtóru z możliwością „zobaczenia” głębszych tworzących warstw. Zjawiały się nowe wymiary – wymiary, na podobieństwo tych z teorii strun: nie makroskopowe, a niewielkie – ale otwierające nowe kanały poznawcze. Drążące brzmieniową powierzchnię, zaglądające pod nią.

 

 

 

 

Słuchając Monoprice można się było zakładać, że takich kanałów nie ma i te słuchawki całą brzmieniową rzeźbę oddają bez uproszczeń, ale potem HEDDphone (z którymś z tych drogich kabli) – i okazuje się, że żeśmy zakład przegrali. I znów to trzeba ujmować w kategorii „dużo z mało”. Słuchając Monoprice w pełni jesteśmy zadowoleni – nasza audiofilska jaźń kąpie się w świetnym dźwięku i niczego jej nie brak. Przyglądając się poszczególnym aspektom odnajdujemy same pozytywy: soprany, bas, prezentacja przestrzeni, nawiązywanie kontaktu z wykonawcami – wszystko pierwszorzędne oraz niczym nie zakłócone; nie pojawiają się żadne błędy. Naturalność uderzająca, każdy poszczególny parametr świetny. I bardzo ważna rzecz, do której jeszcze wrócę: to wszystko zjawia się jako „doskonałość z prostoty”. Nie ma żadnego, najmniejszego nawet, uciekania się do brzmieniowych chwytów. Żadnego przeinaczania, podrasowania, maskowania, przerysowania. Brzmienie leży, że tak powiem, na środku talerza i świetne jest samo z siebie. To mi się bardzo podobało, to było wręcz rewelacyjne. Klarowność, temperatura, formowanie brył, ciśnienie i wypełnienie – to wszystko z życia wzięte, tak samo jak wszystko inne. Droższe słuchawki tej naturalności nie mogły już poprawić – mogły ją tylko wzbogacić bądź udziwnić. I wzbogaciły. (Oczywiście jest jeszcze aspekt większej naturalności przestrzennej u słuchawek nie przylegających do głowy, ale to sobie darujemy, nie o takich rozmowa.)

Z dwoma rodzajami padów

Z pewnością jest przyjemne, dające wysoką satysfakcję, kiedy słuchając HEDDphone dostajemy większą trójwymiarowość i wieloskładnikowość brzmienia. Więcej warstw, więcej wzajemnych relacji, to idzie wyżej, tamto niżej. Scena bardziej wieloplanowa oraz ujęta w wyraźniejszą perspektywę, a poszczególne dźwięki nie tylko wewnętrznie bogatsze, ale też lepiej zawieszone. Ale to wszystko po powrocie z HEDDphone do Monoprice działa może z minutę, a kiedy zrobić sobie parominutową pauzę, całkowicie znika. Można oczywiście na siłę sobie przypominać, ale samo z siebie tak się nie dzieje. Dlatego nie zamieniłbym HEDDphone na Monoprice, ale z tymi drugimi nie czułbym się wtrącony do brzmieniowego więzienia. 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

6 komentarzy w “Recenzja: Monoprice Monolith M1570

  1. Compton pisze:

    Hymm, jako były posiadacz killerów LCD-2, czyli M1060 liczyłem, że M1570 to „poziom” LCD-3 lub Ether Flow, a tu tym czasem skromnie, na poziomie AQNH. Szkoda, bo nie ukrywam, liczyłem na więcej.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Gdzieś tam, już nie pamiętam dokładnie gdzie, napisałem, że AudioQuest NightHawk to słuchawki nie ustępujące takim do dziesięciu tysięcy włącznie, pod warunkiem wymiany kabla na zdecydowanie lepszy od z nimi dostarczanego. I z całą stanowczością to podtrzymuję. Tak więc M1570 to są rzeczywiście słuchawki mogące konkurować z LCD-3.

      1. Compton pisze:

        W takim razie nie omieszkam ich odsłuchać przy najbliższej nadającej się okazji.
        Na marginesie, przyznać się muszę, że jako były posiadacz AQNH nie wyznaję ich kultu, w przeciwieństwie do LCD-3 🙂
        Pozdrowienia

        1. Piotr Ryka pisze:

          LCD-3 są bardzo smakowite, o ile trafić na udany egzemplarz. Gorące i namiętne. Ale NH też tak działają na emocje, kiedy dostają lepszy kabel. Z dobrze dobranym wzmacniaczem stanowią pełnowymiarowy High-End.

  2. Paweł pisze:

    Panie Piotrze, ciekaw jestem porównania do wychwalanych przez Pana fostex t60rp w relacji jakość/cena. Interesuje mnie porównanie do wyżej recenzowanych M1570.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Fosteksy są tańsze prawie o połowę, co bardzo trudno przebić jakością. Tak więc stosunek jakości do ceny mają lepszy, natomiast pewnym osłabieniem jest ich firmowy kabel. Dużo zyskują z lepszym, a Monoprice swój mają bardzo dobry – aczkolwiek jest on niesymetryczny, co dla posiadaczy symetrycznych wzmacniaczy będzie wadą. Jedne i drugie słuchawki są świetne, jednych i drugich słuchałem z radością, natomiast bezpośredniego porównania nie było, tak więc ostateczny werdykt pozostaje w zawieszeniu. Tym bardziej ciekawe byłoby takie porównanie, że style bardzo podobne, ale na dystansie wielu miesięcy nie podejmuję się miarodajnie porównywać. Prawie na pewno Monoprice są trochę technicznie lepsze – tyle mogę powiedzieć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy