Recenzja: Monoprice Monolith M1570

Wygląd i technologia  

Eleganckie pudło

   Słuchawki dostajemy w wielkim, eleganckim pudle pociągniętym lśniącym lakierem, którego przekładaniec z matowymi wstawkami formuje wielkie logo firmy. Kto chciałby mnie teraz wyręczyć i napisać, że w środku jest czarna pianka i w niej spoczywają słuchawki, ten nie trafi w dziesiątkę. W środku jest także duże, wypełniające całe pudło etui z utwardzonego materiału – przyjemne w dotyku, zapinane na dookólny błyskawiczny zamek i z wewnętrzną kieszenią na kabel, dopiero w nim są słuchawki. Na nie założono skórzane pady, a welurowe czekają osobno na swoją kolej. Prócz tego wzmiankowany kabel długości 1,7 metra – odpinany, niesymetryczny i zakończony dużym jackiem. To pewna niekonsekwencja, ponieważ producent chwali się symetrycznością swoich słuchawek, ale wykorzystujący to kabel nabywamy oddzielnie. Niestety tylko w Ameryce, gdyż do Europy na razie nie dotarł; mówiłem już o tych nie uformowanych do końca kanałach przerzutowych. Wydawać by się jednak mogło, iż mimo to chcącemu mieć symetrię nie dzieje się wielka krzywda, bowiem przyłącza kabla przy muszlach to mini XLR-y, zatem Audeze, HiFiMAN-y, HEDDphone, Meze, jeszcze inne – kable od nich mogą pełnić zastępstwo. Tymczasem figa z makiem. Piny u Monoprice Monolith podpięte są do styków w odmiennej kolejności, żaden kabel z innych słuchawek nie będzie pasował. Czysta złośliwość to, czy może coś innego – nie chce mi się rozstrzygać. Faktem jest, że albo nabędziemy kabel oryginalny, albo obstalujemy w firmie kablarskiej uwzględniający tę różność. Na pociechę znajdujemy w komplecie przejściówkę na mały jack, co jednak nie jest łaską, gdyż po tej stronie kabla nie ma różnic i każda inna się sprawdzi.

Pożyteczny neseser

Pudełko bardzo ładne, neseser niczego sobie – a jak ze słuchawkami? Słuchawki od strony estetycznej prezentują się pierwszorzędnie. Są bez wyjątku czarne – nawet małe loga na środku muszli pozostawiono w tym kolorze. Jedynie malutkie znaczniki L i R po wewnętrznej stronie pałąka są naniesione zgaszoną bielą, ale tak naprawdę są zbędne, bo kable wychodzą z muszli wyraźnie ku przodowi, co wystarcza za znacznik. Poza tym to wygoda, nie lądują na obojczykach. Oplot jest oczywiście czarny i minimalnie szorstkawy, ale nie hałasuje przy tarciu. Szukanie pasującego do danej strony przyłącza także nie będzie utrudnione, bowiem malutki przycisk prawego zatrzasku oznaczono czerwienią. Oprawy muszli są aluminiowe, a czerń ich mocno zgaszona; nie inaczej prezentują się matowe chwytaki, wchodzące z regulacją szerokości w część nagłowną pałąka. Ta jest obszyta lekko lśniącą czarną, ekologiczną skórą z obfitym wyścieleniem – profil całości idealnie pasuje, nic nie uwiera uszu ani głowy.

Za uszy odpowiedzialność biorą duże, okrągłe pady, dające duży dystans między uchem a przetwornikiem w przypadku założonych przez producenta skórzanych (też ze skóry ekologicznej). Welurowe są dużo miększe i dużo cieńsze, co obiecuje inne brzmienie. Przyleganie do głowy w obu przypadkach bez zarzutu – a całość sumarycznie przypomina nowe szczytowe Audeze, ale z lepiej zaprojektowanym pałąkiem. Analogiczna jest wygoda, potęgowana przez nie jakiś bardzo duży ciężar. Słuchawki nie są lekkie, ważą bez kabla 670 gramów; mimo to są wygodne nawet przy długich sesjach. Między innymi dlatego, że dotyk ekologicznej skóry, ani tym bardziej dotyk gatunkowego weluru, nie daje powodu do krytyki: brak uwierania, pieczenia, pocenia, poczucia dyskomfortu. To nie aż Stax Omega, dzierżące palmę pierwszeństwa w kategorii wygody, lecz jest niewiele gorzej. W dodatku kabel nie sprężynuje i nie zwija się w precle, czyli ogólnie ze wszystkim jest bardziej niż w porządku. I jeszcze mocno siedzą na głowie, a nic nie uwierają – zatem przy takiej wadze i bazie surowcowej chyba nie mogło być lepiej.

Przejdźmy do spraw technicznych. Słuchawki są planarne. To ostatnimi czasy najprostszą stało się metodą na uzyskanie high-endowego brzmienia. Obustronne magnesy oferują pełną kontrolę całej powierzchni membrany, a membrany mogą być duże; nie ogranicza ich centralna dziura na magnes, jak przy konstrukcjach dynamicznych, ani mikronowo cieniutkie elektrody potrzebne elektrostatom. Na dodatek magnesy mogą tutaj być mocne, i rzeczywiście są. Obustronne, neodymowe i symetrycznie rozłożone – kontrolują okrągłe membrany o średnicy 106 mm; zapewne mylarowe, ale producent nie zdradza ich grubości ani surowca.

W nim udane słuchawki

O sile całej konstrukcji zaświadcza maksymalna moc chwilowa sygnału, jaką słuchawki mogą przyjąć – to przy skuteczności 96 dB niebagatelne 5 watów. Optimum sugerowane to jednak przedział 200 mW do góra 4,0 W, a maksimum generowanej siły dźwiękowej wynosi w tym przedziale aż 130 dB – można więc od nich bez długich starań w razie potrzeby ogłuchnąć.[1] Zniekształcenia harmoniczne (THD) są przy głośności 100 dB nie większe niż 0,1%, co jest świetnym wynikiem, a pasmo przenoszenia ma zejście do 5 Hz i górę do 50 kHz. O cenie już wspominałem: jest dużo niższa niż u innych amerykańskich planarów: Rosson Audio, Abyss, Audeze i MrSpeakers. Niższa też niż u większości modeli planarnych chińskiego HiFiMAN-a, ale zarazem wyższa niż u planarnych Takstarów. Aby recenzja nie stała się jałową pisaniną o usłyszanych solo dźwiękach, włożyłem recenzowane Monolith w kleszcze; od droższej strony ściskając je popisowymi HEDDphone z przetwornikami AMT, od tańszej bardzo onegdaj chwalonymi i też planarnymi Takstar HF-580.

[1] Ludzie miewają różne zachcianki – niektórzy na przykład chcą koniecznie, by im amputowano zdrową nogę, w razie odmowy grożą samobójstwem.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

6 komentarzy w “Recenzja: Monoprice Monolith M1570

  1. Compton pisze:

    Hymm, jako były posiadacz killerów LCD-2, czyli M1060 liczyłem, że M1570 to „poziom” LCD-3 lub Ether Flow, a tu tym czasem skromnie, na poziomie AQNH. Szkoda, bo nie ukrywam, liczyłem na więcej.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Gdzieś tam, już nie pamiętam dokładnie gdzie, napisałem, że AudioQuest NightHawk to słuchawki nie ustępujące takim do dziesięciu tysięcy włącznie, pod warunkiem wymiany kabla na zdecydowanie lepszy od z nimi dostarczanego. I z całą stanowczością to podtrzymuję. Tak więc M1570 to są rzeczywiście słuchawki mogące konkurować z LCD-3.

      1. Compton pisze:

        W takim razie nie omieszkam ich odsłuchać przy najbliższej nadającej się okazji.
        Na marginesie, przyznać się muszę, że jako były posiadacz AQNH nie wyznaję ich kultu, w przeciwieństwie do LCD-3 🙂
        Pozdrowienia

        1. Piotr Ryka pisze:

          LCD-3 są bardzo smakowite, o ile trafić na udany egzemplarz. Gorące i namiętne. Ale NH też tak działają na emocje, kiedy dostają lepszy kabel. Z dobrze dobranym wzmacniaczem stanowią pełnowymiarowy High-End.

  2. Paweł pisze:

    Panie Piotrze, ciekaw jestem porównania do wychwalanych przez Pana fostex t60rp w relacji jakość/cena. Interesuje mnie porównanie do wyżej recenzowanych M1570.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Fosteksy są tańsze prawie o połowę, co bardzo trudno przebić jakością. Tak więc stosunek jakości do ceny mają lepszy, natomiast pewnym osłabieniem jest ich firmowy kabel. Dużo zyskują z lepszym, a Monoprice swój mają bardzo dobry – aczkolwiek jest on niesymetryczny, co dla posiadaczy symetrycznych wzmacniaczy będzie wadą. Jedne i drugie słuchawki są świetne, jednych i drugich słuchałem z radością, natomiast bezpośredniego porównania nie było, tak więc ostateczny werdykt pozostaje w zawieszeniu. Tym bardziej ciekawe byłoby takie porównanie, że style bardzo podobne, ale na dystansie wielu miesięcy nie podejmuję się miarodajnie porównywać. Prawie na pewno Monoprice są trochę technicznie lepsze – tyle mogę powiedzieć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy