Recenzja: Fostex TH909

Brzmienie: Z Astell & Kern AK380

Centralne otwory na muszlach to dwuwarstwowe ustroje akustyczne, czyniące słuchawki formalnie półotwartymi. (Albo półzaminiętymi – do wyboru.)

   Do flagowych Fosteksów producent nie oferuje krótkiego kabla pod sprzęt przenośny nawet za dopłatą, co o tyle jest dziwne, że pasują do niego pierwszorzędnie. Napędzić je łatwo i grają z DAP-a pierwsza klasa. Nie było takiego kabla także do obu wersji zamkniętych (który skądinąd musiałby pasować też do otwartej), co jest jeszcze dziwniejsze. Niemniej za pomocą jednej przejściówki znów dało się posłuchać, tak samo jak z Meze Empyrean, a w materiałach firmowych jest mowa o kablach z końcówkami symetrycznymi 2,5 i 4,4 mm.

Na tej kanwie od razu porównanie: Fosteksy zagrały nieco chłodniej i bardziej echowo, przy nieznacznie, ale jednak wyczuwalnie, mniejszym wypełnieniu. Na pierwszy plan ich przekazu nie wysuwała się koherencja, muzykalność i szeroko pojęta normalność brzmienia, tylko wraz z minimalnym chodem i mocno zaznaczonymi skrajami oraz z lekka towarzyszącymi dźwiękom echami pewna ekstraordynaryjność i niecodzienność. Nie było to brzmienie dążące przede wszystkim do realiów, tylko do spektakularnego efektu – poczucia właśnie niecodzienności. Niezwykle szybkie, imponująco dynamiczne i detaliczne na miarę bez przesady elektrostatów, obdarzało kinowymi efektami pośród przyciemnionej, klimatycznej scenerii i basowego akompaniamentu, wybijającego się z pasma. Przejrzystość i wyrazistość do tego stuprocentowe, a także znakomita odporność na zniekształcenia, pomimo (wraz z tymi rozbudowanymi skrajami) teoretycznie większych ku nim predyspozycjom. Bas nie dał się nawet na „wściekłych” próbkach doprowadzić do kotłowania, a mocne soprany nie chciały szczypać ani sybilować.

Niemniej nie był to pełny, zwarty i stricte realistyczny przekaz typu Meze, tyko swoisty popis w kinowym stylu. Takim naprawdę wybitnym, niemniej mającym nieznaczny deficyt masy, co trochę mnie irytowało. Można też w porównaniach odwołać się nie do kina a dźwięku w katedrze – ogromna przestrzeń, echa, popisowa oprawa akustyczna, czystość i lekkie poczucie chłodu. Mocno zaznaczająca się przy tym ekstensja; dźwięki promieniujące na przestrzeń i sopranami srebrzone. Nawiązując do recenzji Meze w koncercie gitarowym Friday Night in San Francisco przestrzeń też odczuwana przez jej pojemność, nieznaczne również ciśnienie i sporą obecność planktonu, ale nie tak dobrze powymierzane relacje odległości i nie tak trójwymiarowe źródła. Granie niewątpliwie na high-endowym poziomie, lecz bez tej miary co u rumuńskiego flagowca odwzorowania realizmu. Ale kiedy zapomnieć o porównaniach i utożsamić się z muzyką, to niewątpliwie ostra audiofilska jazda, zwłaszcza poprzez rewelacyjną detaliczność. Szczegóły to u tych TH909 jedno z dań głównych, można się nimi najeść do woli. Też nutka pikanterii, akurat tak na koniec noża, aby ze smakiem a nie za ostro. Rytm, tempo, basso continuo i sopranowe wybuchy. A wszystko na tle czerni, niepodatnej na rozjaśnienia.

Pady nie są szerokie i dzięki temu miejsce na ucho.

Przy komputerze

Fosteksy mają tendencję do deficytu masy, dlatego szukając dla nich wzmacniacza na jej dostawę szczególny należy położyć nacisk. Ayon HA-3 na lampach Emission Labs 45ʼ pospołu z przetwornikiem Sigma i w spięciu kablem Sulka akurat temu sprostali, należyte wypełnienie się pojawiło. Od razu zatem wzrost przyjemności względem sytuacji z Astella, zwłaszcza że przy okazji zamiast chłodu wyraźne ocieplenie, akurat by ogrzać audiofilskie kości. Także zredukowane echa i większa koherencja, czyli ogólnie biorąc brzmienie wyraźnie bardziej naturalne, wręcz nawrócone na naturalizm.

Do pełni szczęścia dla tych, którzy naturalizmy cenią, przydawał się jeszcze jeden czynnik wyraźnie je wzmagający – wysoki poziom głośności. W odróżnieniu od Meze, które tego nie potrzebowały, nie przejawiając tej korelacji, Fostex TH909 wzmagały naturalność wraz ze wzrostem głośności. Wyraźnie wraz z nią nabierały masy i formy całościowo muzycznej, natomiast przy cichym graniu osuwały się w stronę brzmienia prezentowanego przy Astellu. Temperatura wprawdzie nie spadała, ale masy i powiązań między dźwiękami ubywało. Przy czym trzeba pamiętać, że porównując do Meze odnosimy sytuację do konkurenta dwakroć droższego, nad którym TH909 miały też ważkie przewagi. Dwie konkretnie i obie istotne. Obie też wynikające z tego samego – z mocniejszej ekspozycji sopranów. Podkreślana przez producenta predyspozycja membran Biodyna do mocnej sopranowej ekspresji musiała skutkować większą wyrazistością i szczegółowością. Dźwięki flagowych Fosteksów nie były tak trójwymiarowe ani obłe, miały za to szczególnie wyraziste kontury, dzięki którym drobniejsze detale mocniej się zaznaczały, współtworząc obraz o wyjątkowej złożoności z wyjątkowo wyraźnych składników. Nie tak pełnych i nie tak trójwymiarowych, ale precyzyjnie cyzelowanych, wyraźnych.

Zamknięte i półotwarte.

Różnica okazywała się uderzająca – muzyczny obraz Fosteksów uderzał bogactwem szczegółów, sprawiając w pierwszej chwili wrażenie niosącego zdecydowanie więcej informacji. Te brane z wyraźności obrysów o wiele szybciej docierały bowiem do świadomości, podczas gdy lepsze wypełnienie, większa trójwymiarowość i lepsze obrazowanie przestrzeni bardziej działały na podświadomość, do świadomości docierając okrężną drogą refleksji. Trzeba dopiero było zdać sobie z nich sprawę, bo tak głośno o sobie nie krzyczały. Sęk jednak w tym, że to nie ci najgłośniej krzyczący mają zazwyczaj rację…

Pozostaje jeszcze scharakteryzować rzecz bez porównań. Ciemne tło, zjawiskowa przejrzystość i zjawiskowa wyraźność w połączeniu ze znakomitą ekspresją dźwięku, plus rewelacyjna szybkość, długie wybrzmienia i dynamika – to nie mogło działać inaczej niż skrajnie ekscytująco. Chwila obycia, zapomnienie o innych stylach – i już jesteśmy niewolnikami tych TH909. Bez końca można się wsłuchiwać, niczego nie będzie brakowało. Byle w miarę choć głośno, byle nagrania choć przyzwoitej jakości i byle muzyka chciana. Muzyka w ich wydaniu o smaku wytrawnego wina, idealnie skorelowana z tym burgundem na muszlach. Akurat jestem smakoszem… A więc klasyczne tak i nie. Nie, ponieważ Meze jednak bardziej wybitne; tak, ponieważ mimo to słuchanie pożerające słuchacza.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

26 komentarzy w “Recenzja: Fostex TH909

  1. Adam K. pisze:

    Dziękujemy za kolejną recenzję. Panie Piotrze, a kiedy można się spodziewać recenzji MrSpeakers Ether Flow 2?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Trochę na te Ether 2 trzeba będzie poczekać, bo dwa kable bardzo pilnie do zrecenzowania (w poniedziałek je zabierają), a prócz tego trzeba dokończyć relację z AVS.

  2. Calluna pisze:

    Tak z ciekawości jednej stajni – jak ma się brzmieniowo 909 do 60?

    1. Piotr Ryka pisze:

      TH909 gładsze, nieco cieplejsze, mniej spójne, bardziej podkreślające skraje pasma. Bardziej też akcentujące szczegóły i trochę lepiej je wyłapujące. Potęga brzmienia u obu jednakowa.

  3. Kuba pisze:

    Zdaję sobie sprawę z tego, że jest zupełnie inna sygnatura dźwięku, ale jakie słuchawki wolałby Pan dla siebie? MrSpeakers Ether Flow czy Fostex TH909. I może słówko od siebie, dlaczego właśnie taki, a nie inny wybór 😉 Nie podlega wątpliwości że te pierwsze są wybitne, odnoszę wrażenie, że te drugie także są godne tego miana.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Ale chodzi o Ether Flow 1 czy 2?

      1. Kuba pisze:

        Nie ma czegoś takiego jak Ether Flow 2. Jest Ether, Ether Flow i Ether 2. Dla ułatwienia możemy nadać liczby wyżej wymienionym słuchawkom, i tak: Ether (0), Ether Flow (1), Ether 2 (już oficjalnie z liczbą ;]). Mi chodziło o porównanie Ether Flow (1), choć z tego co pamiętam wyżej cenił Pan model zamknięty (?).

        1. Piotr Ryka pisze:

          Tak, wyżej ceniłem zamknięty, jako poprawniejszy tonalnie. Odnośnie pytania, to nie mogę udzielić wiążącej odpowiedzi, ponieważ nowego flagowca MrSpeakers za mało jeszcze słuchałem. Odpowiedź będę się starał zawrzeć w jego recenzji, ale to jeszcze kwestia około dwóch tygodni. Z pewnością jedne i drugie słuchawki są bardzo dobre, ale wyścig dopiero przed nimi.

    2. Alucard pisze:

      Z planarów znacznie lepsze słuchawki od Ether Flow to Finale D8000. Porównywałem łeb w łeb, Ethery są bez szans. W każdym jednym aspekcie. Fostexów nie słyszałem.

      1. Mirosław pisze:

        D8000 faktycznie najlepsze z planarow choć nie baz wad, ale ogólnie nie można się oderwać od słuchania…

      2. Kuba pisze:

        Nie wątpię, jednakże D8000 kosztują dokładnie dwukrotność Etherów, więc nie jest to najszczęśliwsze porównanie. Dla mnie D8000 w ogóle są the best, ale nie stać mnie na je, a do tego Ethery są dużo wygodniejsze.

        1. RH pisze:

          Ja z kolei słuchałem zaraz po sobie D8000 i Ether 2, na tym samym wzmacniaczu.
          I jak siadając do słuchania dałbym się pociąć za D8000, to ostatecznie w głowie mam teraz Ether 2. Są IMO bardziej zwiewne, może trochę mniej nasycone, ale ich eteryczność jest zniewalająca. I tak, słuchałem też na nich ciężkiej muzyki i zawsze z tarczą. Dałem sobie czas na ochłonięcie…
          Porównywałem też jednocześnie do Ether Flow – to zupełnie inna bajka, inna parafia i inna szkoła grania. Odłożyłem grzecznie na bok po kilku szybkich minutach.
          Pozdrowienia

          1. Kuba pisze:

            Jakie źródło i wzmacniacz? Gdy ja słuchałem Etherów 2 na targach AVS, to miałem wrażenie że są zepsute lub cholernie niewygrzane. Zagrały mi naprawdę słabo, na tle zarówno Fostexów jak i Ether Flow i Ether Flow C. Na marginesie, to u pozostałych ludzi będących na targach, można było usłyszeć identyczne opinie.

          2. Piotr Ryka pisze:

            Właśnie słucham Ether 2 i są na pewno w porządku. High-endowe słuchawki ze średnicą postawioną wyżej niż u Empyrean. Nic na razie ponad to, bo to tylko takie sobie słuchanie słuchawek faktycznie nie do końca wygrzanych.

          3. PlanarFun pisze:

            Miałem odwrotnie, po przesiadce z D8000 na Ether 2 wręcz można było się pociąć z rozpaczy. Granie bez najmniejszego oddechu,zero sceny i rozdzielczości.

  4. RH pisze:

    @Kuba – zaskakująca opinia.
    Słuchałem wszystkiego na topowym stacku Questyle, 2 osobne wzmacniacze na kanał.
    Ja nie miałem się do czego przyczepić. Wszystko podtrzymuję.
    Ciekawe jest też stwierdzenie „u pozostałych ludzi będących na targach”. Rozumiem, że „wśród innych ludzi na targach, z którymi miałem okazję o tym rozmawiać”? 🙂
    Z pewnością nie były zepsute, miały absolutnie różny styl od pozostałych MrSpeakers, który mi osobiście dużo bardziej pasował. Tamtych bym nie kupił. Wziąłbym je jeszcze raz na warsztat porównawczy z D8000, bo to zbliżony styl moim zdaniem.
    Pzdr

  5. Max z Gorlic pisze:

    Fostex to Fostex. Najlepsza relacja ceny do jakości dźwięku. To konstytucyjny i autonomiczny dźwięk prosto od producenta topowych przetworników audio. A nie wtórny. @Piotr Ryka, wielkie dzięki za recenzję.

  6. Pawel pisze:

    Ether 2 to szlachetne brzmienie które należy docenić. Aczkolwiek mogą być wybredne co do źródła. Polecam poświęcenie im trochę czasu.
    Odsłuchy podczas targów mogą być mylące. Sam słuchałem to wiem. Już nie mówiąc o gustach czy dojrzałości akustycznej.
    Jeśli chodzi o Fostexa to w 100% zgadzam sie z przedmowca. Sam mam akurat th900mkII Oraz T50Rp. Czas na duże , otwarte. Jak nie Ether 2 to Ether Flow.

  7. n pisze:

    Te na targach Ether 2 były popsute, MrSpeakers nawet uwzględnił to w poście na HF chociaż czy liczba jaką napisali jest prawdziwa to nie wiadomo.

    1. Kuba pisze:

      Czy masz może jakieś źrodło? Nie siedzę na HF i nie mam ochoty wałkować całego tematu poświęconego tym słuchawkom, za dużo spamu 😉

  8. n pisze:

    https://www.head-fi.org/threads/ether-2-impressions-and-discussion.890282/page-66 – post 987

    Wcześniej też była podana ta informacja, nie chce mi się szukać.

    1. PlanarFun pisze:

      Informacja owszem była, dotyczyła targów ale dużo wcześniej niż AVS. „Zepsucie” egzemplarzy na AVS mogło być jedynie wrażeniem jak kiepsko grają. Nielicznym jak narazie brzmienie się spodobało, ale dajmy szanse recenzentowi.

      1. PlanarFun pisze:

        Sprostowanie – nielicznym jeśli chodzi o Polskę i AVS, bo na head-fi użytkownicy gdyby wcześniej słuchali Orfeuszy, to pewnie i od nich Ether 2 byłby lepsze.

        1. n pisze:

          Nielicznym to nawet jakbyś guano zawinął w złotko to by się podniecali więc mnie to nie przekonuje.

          Ja podejrzewam, że ta historia jest prawdziwa, ale liczba pewnie była sporo większa. Dan pewnie też wysyła te gorsze egzemplarze do mniej znaczących rynków, byleby trzymać je z dala od USA. To samo było z Aeonami zamkniętymi. Na jednym forum jest nawet pomierzona kiepska para i nowa poprawiona, różnica jest spora.

  9. Kuba pisze:

    Panie Piotrze, jaki kabel będzie się najlepiej nadawał do Clear, jeżeli chcemy tego samego (a więc rewelacyjnie wyważone pasmo itp.; ogólnie zgadzam się, ze wszystkimi plusami które Pan skrupulatnie wypunktował i chcę żeby tak pozostało) tylko trochę lepiej. Miedź, hybryda czy srebro? Z jakiego surowca jest wykonany osławiony kabel Tonalium?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tonalium to jedna żyła z miedzi a druga ze srebra. (System wymyślony przez Entreqa.) Entreq podobno wrócił do produkcji kabli, a z tańszych do Focali bardzo dobrze pasują kable Atlas Cable.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy