Recenzja: Fostex TH909

O Fosteksie tyle razy już było, że tylko przypomnieniowo rzucę, iż firma wykiełkowała w 1973 roku z też japońskiego Fostera, produkującego we wczesnych latach powojennych (od 1949 poczynając) popularne głośniki, głównie do samodzielnego montażu, a później także wyroby elektroniczne, mikrofony i słuchawki, których Fosteks, pomyślany początkowo jako firma marketingowa, miał być sprzedawcą, ale ostatecznie wylądował na pozycji samodzielnego producenta głośników, elektroniki i słuchawek. W mierze tych ostatnich popisowym jego produktem stały się ortodynamiczne (planarne) Fostex T50, za śmieszne pieniądze oferujące bardzo nieśmieszną jakość, którą w niedawnej recenzji najnowszego ich wcielenia, modelu T60RP, miałem okazję przybliżać. Rozwój w drugiej dekadzie nowego tysiąclecia słuchawkowego rynku i związane z tym szały cenowe wyrwały Fostekasa z wieloletniej drzemki, pobudzając do zaoferowania w 2013 roku popisowych słuchawek dynamicznych Fostex TH900, przedzierzgniętych trzy lata później w poprawioną wersję TH900 Mk2. Następne trzy nie musiały minąć, by pojawiła się kolejna gruba nowość, debiutujące w tym roku Fostex TH909, anonsowane jako nowy model flagowy i jednocześnie otwarta wersja tamtych. Analogiczna co do wyglądu, jeśli nie liczyć otwartości, i analogiczna co do osiągów, ale podobnież lepsza. Właśnie ją polski dystrybutor (warszawski MIP) otrzymał, a ściślej docierały te TH909 specjalnie na odbyty dopiero co AVS, skąd je do siebie przywiozłem i śpiesznie opisuję, bo pierwszy z dwóch egzemplarzy już się sprzedał, a na ten też podobno są chętni.

I jeszcze odnośnie ceny, jak wiadomo kluczowej. Oficjalna wycena amerykańska to $1800, a u nas miały te nowe flagowce początkowo kosztować 7000 PLN, ale na początek kosztowały sześć, w ramach promocji „Black Friday”, przeciągniętej do pierwszych dni grudnia. By, jak mi powiedziano, „rozruszać interes” –  to niech sobie ten rozruch jak najdłużej wdrażają, dla klientów tym lepiej.

Architektura i jej konsekwencje

Wiśniowe muszle to znak rozpoznawczy.

   Miałem kiedyś poradnik dla posiadaczy psa, z którego zapamiętałem zdanie: „Każdy lubi dobrze zjeść, każdy chce wygodnie mieszkać.” Trudno się z tym nie zgodzić i rzecz można odnieść także do audiofila, parafrazując: „Każdy lubi dobry dźwięk, każdy chce słuchać wygodnie.”

Zacznijmy od wygody. Muszle słuchawek są okrągłe, ale średnicę mają na tyle dużą, by w niej wygodnie ucho spoczęło. Idealnie dogięty pałąk wraz z niespecjalnie dużą wagą (410 gramów bez kabla) zapewnia całkowity komfort, potęgowany miękkimi, dobrze wypełnionymi padami w obszyciu naturalnej skórki i z małą innowacją – w lepszym gatunku to wypełnienie – o mniejszej sprężystości, ergo dopasowaniu lepszym. Dodatkowym atutem jest obrotowość muszli, zawieszonych na aluminiowych chwytakach z jednopunktowym mocowaniem, a także dobrze zrealizowana regulacja pionowa, w oparciu o chromowane prowadnice z głębokimi karbami. Pady są lekko profilowane, odchylając przetwornik tak, by membrana zajęła pozycję dokładnie równoległą do ucha, a całość zapewnia komfortowe słuchanie nawet przez wiele godzin.

O smaku muzyki za chwilę, a teraz o wyglądzie. Pies nie musi być ładny, byśmy go pokochali, ponieważ pies ma duszę. Słuchawki też powinny, ale to duchowość odmienna. Wszakże brzydkim też można wybaczyć, kiedy muzyka z duszą, niemniej gdy ładnie wyglądają, to niewątpliwie lepiej. Pod tym względem flagowe Fostex TH909 spełniają kryteria luksusu. Wyśmienicie się prezentują w pokryciu lakieru urushi, będącym kontynuacją dawnych technik, udoskonalonych przez pana Sakamoto i jego firmę pod datą 1900 roku. Wydrążone w wiśniowym drzewie komory przetworników są od zewnątrz pokrywane w Sakamoto Urushifactory lakierem w odcieniu lśniący burgund, a jak to w praktyce się dokonuje, można obejrzeć na YouTube.

W odróżnieniu od zamkniętych TH900, nowe TH909, jako otwarte, muszą mieć w tych komorach centralny otwór, w tym wypadku osłonięty głęboką na dwie warstwy maskownicą, które to warstwy wykonano z metalu wytrawianego w podobne, ale większe, niż u Meze Empyrean akustycznie aktywne „ptaszki”. Powstaje wraz z tym obiekt akustycznie złożony, o różnym stopniu i kątach odbić, matową czernią kontrastujący z wiśniowym lakierem wokół. Cała reszta jest identyczna jak w modelach zamkniętych, czyli znów mamy do czynienia z 50-milimetrowymi membranami Biodyna, przetwornikami o sile magnetycznej 1,5 Tesli i odpinanym kablem z miedzi beztlenowej czystości aż 7N. Dodajmy o tej Biodynie, iż to bioceluloza przetykana syntetycznymi włóknami – materiał wynaleziony i opatentowany przez samego Fosteksa, według zapewnień twórców szczególnie predysponowany do przenoszenia skrajnych częstotliwości; z czym wypada się zgodzić – słuchawki Fostex TH900 nie skąpiły sopranów ani basu, co nowe TH909 powinny po nich odziedziczyć. Kabel ma tak nawiasem wtyki stosowane od dawien dawna przez Sennheisera w jego modelach z liczbą sześć, przy czym od sennheiserowskiego wyraźnie jest lepszy, ale niemożliwy do bezpośredniego zastosowania, bo z szerszą tych wtyków oprawą. Wystarczy jednak scyzoryk i chwila na struganie, by te obsadki odchudzić i do węższego wtyku w HD 600 czy HD 660S wpasować, co ma internetowych zwolenników i niejednego praktyka.

Tym razem jako ozdoba wersji otwartej, a ściślej półotwartej.

Kabel dostarczany z TH909 ma standardowo końcówkę duży jack i jak na firmowy jest wyjątkowej jakości, a za opłatą koło tysiąca złotych możemy się doposażyć w analogiczny z symetryczną końcówką 4-pin. Producent deklaruje przy tym na wszystkich wtykach (zarówno  do wzmacniacza, jak i przy słuchawkowych muszlach) podwójną warstwę rodu, a wraz z nią odporność na ścieranie. W komplecie dostajemy też firmowy stojak – niezbyt piękny, ale zawsze. Same słuchawki wraz ze stojakiem otrzymujemy w wielkim kartonie, wewnątrz którego jest dla nich osobne pudełko z twardej, matowoczarnej tektury – nieszczególnie imponujące wyglądem, ale też nie byle jakie. Po test przyjechały jednak w metalowej kasetce, w której przywędrowały na AVS.

Reasumując można stwierdzić, że nowe Fostex TH909 to piękny, z daleka rzucający się w oczy wygląd i komfort na ekskluzywnym poziomie, plus ustalona renoma marki, od dekad obecnej na rynku. Także zaplecze w postaci doskonale przez ten rynek przyjętych dwóch poprzedników zamkniętych, co wzmaga oczekiwania. Cena sześciu, czy nawet siedmiu tysięcy nie jest jak na dzisiejsze realia specjalnie wysoka; za ekskluzywne słuchawki krzyczą teraz o wiele więcej. Do tego impedancja zaledwie 25 Ω, a wraz z nią znakomita skuteczność 100 dB i na dokładkę szerokie pasmo przenoszenia 5 Hz – 45 kHz.

Brzmienie: Z Astell & Kern AK380

Centralne otwory na muszlach to dwuwarstwowe ustroje akustyczne, czyniące słuchawki formalnie półotwartymi. (Albo półzaminiętymi – do wyboru.)

   Do flagowych Fosteksów producent nie oferuje krótkiego kabla pod sprzęt przenośny nawet za dopłatą, co o tyle jest dziwne, że pasują do niego pierwszorzędnie. Napędzić je łatwo i grają z DAP-a pierwsza klasa. Nie było takiego kabla także do obu wersji zamkniętych (który skądinąd musiałby pasować też do otwartej), co jest jeszcze dziwniejsze. Niemniej za pomocą jednej przejściówki znów dało się posłuchać, tak samo jak z Meze Empyrean, a w materiałach firmowych jest mowa o kablach z końcówkami symetrycznymi 2,5 i 4,4 mm.

Na tej kanwie od razu porównanie: Fosteksy zagrały nieco chłodniej i bardziej echowo, przy nieznacznie, ale jednak wyczuwalnie, mniejszym wypełnieniu. Na pierwszy plan ich przekazu nie wysuwała się koherencja, muzykalność i szeroko pojęta normalność brzmienia, tylko wraz z minimalnym chodem i mocno zaznaczonymi skrajami oraz z lekka towarzyszącymi dźwiękom echami pewna ekstraordynaryjność i niecodzienność. Nie było to brzmienie dążące przede wszystkim do realiów, tylko do spektakularnego efektu – poczucia właśnie niecodzienności. Niezwykle szybkie, imponująco dynamiczne i detaliczne na miarę bez przesady elektrostatów, obdarzało kinowymi efektami pośród przyciemnionej, klimatycznej scenerii i basowego akompaniamentu, wybijającego się z pasma. Przejrzystość i wyrazistość do tego stuprocentowe, a także znakomita odporność na zniekształcenia, pomimo (wraz z tymi rozbudowanymi skrajami) teoretycznie większych ku nim predyspozycjom. Bas nie dał się nawet na „wściekłych” próbkach doprowadzić do kotłowania, a mocne soprany nie chciały szczypać ani sybilować.

Niemniej nie był to pełny, zwarty i stricte realistyczny przekaz typu Meze, tyko swoisty popis w kinowym stylu. Takim naprawdę wybitnym, niemniej mającym nieznaczny deficyt masy, co trochę mnie irytowało. Można też w porównaniach odwołać się nie do kina a dźwięku w katedrze – ogromna przestrzeń, echa, popisowa oprawa akustyczna, czystość i lekkie poczucie chłodu. Mocno zaznaczająca się przy tym ekstensja; dźwięki promieniujące na przestrzeń i sopranami srebrzone. Nawiązując do recenzji Meze w koncercie gitarowym Friday Night in San Francisco przestrzeń też odczuwana przez jej pojemność, nieznaczne również ciśnienie i sporą obecność planktonu, ale nie tak dobrze powymierzane relacje odległości i nie tak trójwymiarowe źródła. Granie niewątpliwie na high-endowym poziomie, lecz bez tej miary co u rumuńskiego flagowca odwzorowania realizmu. Ale kiedy zapomnieć o porównaniach i utożsamić się z muzyką, to niewątpliwie ostra audiofilska jazda, zwłaszcza poprzez rewelacyjną detaliczność. Szczegóły to u tych TH909 jedno z dań głównych, można się nimi najeść do woli. Też nutka pikanterii, akurat tak na koniec noża, aby ze smakiem a nie za ostro. Rytm, tempo, basso continuo i sopranowe wybuchy. A wszystko na tle czerni, niepodatnej na rozjaśnienia.

Pady nie są szerokie i dzięki temu miejsce na ucho.

Przy komputerze

Fosteksy mają tendencję do deficytu masy, dlatego szukając dla nich wzmacniacza na jej dostawę szczególny należy położyć nacisk. Ayon HA-3 na lampach Emission Labs 45ʼ pospołu z przetwornikiem Sigma i w spięciu kablem Sulka akurat temu sprostali, należyte wypełnienie się pojawiło. Od razu zatem wzrost przyjemności względem sytuacji z Astella, zwłaszcza że przy okazji zamiast chłodu wyraźne ocieplenie, akurat by ogrzać audiofilskie kości. Także zredukowane echa i większa koherencja, czyli ogólnie biorąc brzmienie wyraźnie bardziej naturalne, wręcz nawrócone na naturalizm.

Do pełni szczęścia dla tych, którzy naturalizmy cenią, przydawał się jeszcze jeden czynnik wyraźnie je wzmagający – wysoki poziom głośności. W odróżnieniu od Meze, które tego nie potrzebowały, nie przejawiając tej korelacji, Fostex TH909 wzmagały naturalność wraz ze wzrostem głośności. Wyraźnie wraz z nią nabierały masy i formy całościowo muzycznej, natomiast przy cichym graniu osuwały się w stronę brzmienia prezentowanego przy Astellu. Temperatura wprawdzie nie spadała, ale masy i powiązań między dźwiękami ubywało. Przy czym trzeba pamiętać, że porównując do Meze odnosimy sytuację do konkurenta dwakroć droższego, nad którym TH909 miały też ważkie przewagi. Dwie konkretnie i obie istotne. Obie też wynikające z tego samego – z mocniejszej ekspozycji sopranów. Podkreślana przez producenta predyspozycja membran Biodyna do mocnej sopranowej ekspresji musiała skutkować większą wyrazistością i szczegółowością. Dźwięki flagowych Fosteksów nie były tak trójwymiarowe ani obłe, miały za to szczególnie wyraziste kontury, dzięki którym drobniejsze detale mocniej się zaznaczały, współtworząc obraz o wyjątkowej złożoności z wyjątkowo wyraźnych składników. Nie tak pełnych i nie tak trójwymiarowych, ale precyzyjnie cyzelowanych, wyraźnych.

Zamknięte i półotwarte.

Różnica okazywała się uderzająca – muzyczny obraz Fosteksów uderzał bogactwem szczegółów, sprawiając w pierwszej chwili wrażenie niosącego zdecydowanie więcej informacji. Te brane z wyraźności obrysów o wiele szybciej docierały bowiem do świadomości, podczas gdy lepsze wypełnienie, większa trójwymiarowość i lepsze obrazowanie przestrzeni bardziej działały na podświadomość, do świadomości docierając okrężną drogą refleksji. Trzeba dopiero było zdać sobie z nich sprawę, bo tak głośno o sobie nie krzyczały. Sęk jednak w tym, że to nie ci najgłośniej krzyczący mają zazwyczaj rację…

Pozostaje jeszcze scharakteryzować rzecz bez porównań. Ciemne tło, zjawiskowa przejrzystość i zjawiskowa wyraźność w połączeniu ze znakomitą ekspresją dźwięku, plus rewelacyjna szybkość, długie wybrzmienia i dynamika – to nie mogło działać inaczej niż skrajnie ekscytująco. Chwila obycia, zapomnienie o innych stylach – i już jesteśmy niewolnikami tych TH909. Bez końca można się wsłuchiwać, niczego nie będzie brakowało. Byle w miarę choć głośno, byle nagrania choć przyzwoitej jakości i byle muzyka chciana. Muzyka w ich wydaniu o smaku wytrawnego wina, idealnie skorelowana z tym burgundem na muszlach. Akurat jestem smakoszem… A więc klasyczne tak i nie. Nie, ponieważ Meze jednak bardziej wybitne; tak, ponieważ mimo to słuchanie pożerające słuchacza.

Brzmienie cd.: Z odtwarzaczem

Regulacja wysokości muszli zrealizowana prosto, skutecznie i estetycznie.

   Porównania i ostateczną ocenę zostawiłem na etap toru stacjonarnego ze źródłem odtwarzaczowym. I na wstępie ważny aneks do tego, co napisałem powyżej. W odróżnieniu od recenzowanych poprzednio Meze Empyrean, nowe flagowe Fosteksy nie jechały do mnie z adnotacją „dobrze wygrzane”, a sam to trochę zlekceważyłem. Owszem, grały przez przeszło tydzień codziennie, ale po kilka godzin, a nie na okrągło. I chyba dlatego dzień jeden pomiędzy odsłuchem komputerowym a odtwarzaczem przywołał inny odbiór; a ściślej, to już wieczorem, po napisaniu poprzedniego rozdziału, zaczęły grać inaczej. Nie całkiem różnie, niemniej przybyło wypełnienia i dość wyraźnie się ociepliły, tak jakby mi chciały pokazać, że nie mam racji i z oceną się pośpieszyłem. Toteż uwagi o niedostatku wypełnienia cofam – po wygrzaniu nie gorzej się okazują wypełnione od miłościwie nam panujących Beyerdynamic T1 V2 i Sennheiser HD 800, na dodatek jednych i drugich zaopatrzonych w podnoszący masywność kabel Tonalium. Natomiast od Meze Empyrean substancji brzmieniowej mniej mają – aż tak daleko z tą zmianą nie zajechały. Ogólnie biorąc są zatem nowe Fostex TH909 po wygrzaniu dość dobrze wypełnione, masy w nich nikomu poza szczególnymi jej żarłokami nie braknie. Pod jej względem ustąpią jedynie słuchawkom o wyjątkowo nasyconym dźwięku, jak właśnie Empyrean, czy Ultrasone Tribute 7. (W poprzednich wcieleniach zwącymi się Ultrasone Edition 7 i Edition 9 – różnice między trzema ograniczają się do daty debiutu, kabla i kolorystyki.)

Jeszcze większa zmiana zaszła w odniesieniu do temperatury przekazu. Odbywszy tradycyjny przeskok wygrzewczy, Fostex TH909 okazały się cieplejsze od obu w ich klasie cenowej wiodących sprzedażowo modeli niemieckich – ciepło u nich od razu się wyczuwało, nie było co do wyższej temperatury wątpliwości. A już szczególnie na tle bardziej echowych Sennheiser HD 800; i w tym miejscu kolejny ważny moment, jako że zamknięty pierwowzór – Fostex TH900 – zawsze postrzegałem jako obficie pogłosowy, a tu następca pogłosy zredukował i wyraźnie pod ich względem Sennheiserom HD 800 się pozwolił wyprzedzić. Sumarycznie więc duża zmiana, zarówno w sensie efektów wygrzewania, jak i sposobu przejścia na nowy model.

Kabel miedziany, wysokiej klasy, standardowo z rodowaną końcówką 6,3 mm.

Od razu też pierwsze porównanie. Bardziej neutralny względem temperatury flagowiec dynamiczny Sennheisera w swej najpierwotniejszej wersji w sposób widoczny wzbogacał przekaz akustyką pomieszczeń, każdemu nagraniu tego rodzaju oprawa wydatnie u niego towarzyszyła. Co było bez wątpienia interesujące, tworzyło określony styl. Wraz z tym, a po części obok, Sennheisery bardziej się rozwarstwiały harmonicznie. Nie można powiedzieć, by cięły pasmo na plastry, niemniej pewna warstwowość się u nich zaznaczała. Do harmoniki podchodziły bardziej analitycznie, lecz z całościowym dobrym tego efektem, mnie w każdym razie odpowiadającym. Czuć było analizę i czuć równolegle akustykę – muzyka w widoczny sposób była bardziej formowana i oprawiana niż od razu gotowa, ale jako efekt finalny bardzo ciekawa, mocno słuchacza angażująca. U Fostex TH909 bardziej natomiast spojona i dużo mniej obudowana akustycznie. I teraz od nagrania zależało, co będzie bardziej udane. Czasami sennheiserowskie naddatki udanie potrafiły rozwiewać nudę, a kiedy indziej okazywały się przesadne i rzecz pogarszające. Szczególnie, że nowe TH909 świetnie potrafiły operować pogłosem; może nie aż na miarę Meze Empyrean, ale znakomicie go stapiać z dźwiękami instrumentów i wokalami, bez jakichkolwiek analitycznych zakusów.

Porównanie z Beyerdynamic T1 pokazało z kolei, że nowe dzieło Fosteksa gra dźwiękiem bliższym i większym. Od zawsze podkreślałem, że HD 800 to słuchawki o wyjątkowo dużych źródłach, ale od nowych Fosteksów (w przeciwieństwie do starych) nie większych. Musiały więc te źródła być większe także niż u T1 i były takie wyraźnie. Przede wszystkim jako następstwo bliskości pierwszego planu, bliższego także niż u NightHawk. I przy okazji zauważę, że spośród czterech wspomnianych nowe TH909 operowały dźwiękiem najbardziej wilgotnym, najlepiej napowietrzonym oraz najbardziej lśniącym. W połączeniu z najwyższą ciepłotą i najsłabszym pogłosem dawało to brzmienie dość bliskie temu od Empyrean, ale nie na takim poziomie. Od razu to pokazały orkiestry oraz chóry. Nowe Fosteksy są świetne, gdy chodzi o detaliczność – szczegół najdrobniejszy wyłapią – ale lokacji przestrzennej, dokładności uformowania i separacji źródeł, a w efekcie precyzji całego obrazu, tak dobrej nie mają. Bardzo dokładnie skanują brzmieniowe powierzchnie, jednak figuratywność ich obrazu jest mniejsza. To może być ważki powód, dla którego za Empyrean warto zapłacić więcej, zwłaszcza jeżeli ktoś szuka perfekcji większych i mniejszych składów w sensie figuratywnym. Tu rumuński flagowiec wyprzedza japoński wyraźnie, jakkolwiek by to dziwnie dla naszych uszu nie brzmiało. Natomiast same brzmienia Fosteksy budują pokazowo. Bogactwo faktur, pieczołowicie oddany indywidualizm, piękna barwa, ciemna karnacja, przyjemna temperatura i popisowa głębia – przede wszystkim ta głębia.

Być ładne, to one są. Są nawet luksusowe.

Dlaczego piwo sprzedają w ciemnozielonych butelkach, dlaczego obrazy się werniksuje? Albowiem tak ładniej się prezentują, to działa przyciągająco. Tak samo jest z muzyką. Kiedy otrzymujemy brzmienia głębokie i lśniące, kiedy na czarnych tłach, na których błyski światła, to mamy większy spektakl. I taki świetny spektakl Fostex TH909 swemu nabywcy podadzą. Wrażenie wpatrywania się w głęboką, prześwietlaną magicznym światłem toń skrywającą ciekawe kształty i w ruchliwym przepływie, zjawia się podczas słuchania samo. Muzyka nie jest czcza, nie sucha ani przaśna. Ma tę wspaniałą wagę gatunkową, ów powab, porywanie słuchacza. Dociążona, głęboka, złożona i z połyskiem porusza się po gładkich, fantazyjnie powyginanych esach melodyki, oferując czar, słodycz i głębię głosów. Zarazem jest realna. Stopienie pogłosu z głosem, lekkie ciepło i dokładność artykulacji, ani trochę nie zaburzanej sopranową ani basową addycją, daje świetny kontakt z wykonawcami, wpycha nas w realistyczną dosłowność.

Kiedy wróciłem z AVS i porównałem je z Empyrean, wrażenie podbijania sopranów przez TH909 i zubażanie ich przez tamte było czymś oczywistym. Ale Empyrean z czasem sopranów dodały, a TH909 unormowały swoje. Nastąpiło zbliżenie i wbrew obawom bardzo korzystna u obydwu przemiana. Jedne i drugie nie operują więc sopranowym podbarwianiem, natomiast inne mają podejście do kwestii basu. Bas w TH909 przejawia lekkie podbicie, wyraźnie się zawsze zaznacza. Bardziej się chce pokazać nawet niż w AudioQuest NightHawk, mimo iż nie ma tej miary zejścia i takiego ciśnienia. Nie jest aż tak napierający jak u Jastrzębi i nie tak perfekcyjne rozdzielczy jak u Empyrean. Dużo go dostajemy, mocno i często wali, ale mógłby się lepiej rozpisywać na przestrzeń z tym swoim niskim zejściem. Na szczęście nie jest turbulentny, a tylko nieco zbyt skondensowany. Nie ma przy tym tendencji do podbarwiania i wyłącznie w najbardziej skrajnych sytuacjach wpada w nieznaczne przestery. Świetnie natomiast przyczynia się do substancjalizacji i jeszcze lepiej do nadawania brzmieniom właściwej barwy i smakowej jakości. W efekcie poruszamy się wśród prawdziwych brzmieniowych przedmiotów, pozbawionych sopranowego szronu i basowego ołowiu. Każdy dźwięk ma właściwą fakturę i właściwie dobraną masę. Trącony oddaje siebie, a nie coś wyższego bądź niższego, ani tym bardziej zubożonego. Dźwięczność okazuje się wyśmienita, substancja pod nią jak trzeba. A wszystko w wyraźnym obrysie i tylko na tle Empyrean nie ta trójwymiarowość kształtów i nie w tym stopniu wyosobnione źródła.

Podsumowanie

   Fostex obiecał postęp i postęp się dokonał. Nie jakiś zasadniczy – różnica pomiędzy nowymi TH909 a starymi TH900 to przede wszystkim nieco lepiej zeskanowane tekstury, dające bardziej chropawe powierzchnie. Nieznacznie wzbogaca to przekaz, ale różnica nie jest duża i nawet na dobrym sprzęcie nie słychać będzie zbyt wyraźnie innych odmienności. Dopiero Twin-Head, czerpiący sygnał z dCS Rossini via bardzo drogi interkonekt pokazał większą wilgotność, więcej powietrza i wyższą analogowość nowych. Także większą ich bliskość, bezpośredniość i dynamikę. Trochę łatwiej te nowe też napędzić; w tych samych warunkach grają głośniej i bardziej energicznie. Te różnice były słyszalne, ale na sprzęcie przenośnym i przy komputerze nie tak bardzo. Czy znaczy to, że nowe TH909 są głównie do ekstremalnie drogich torów? W żadnym razie. Już z odtwarzaczem przenośnym dają kawał muzyki, choć nie bez racji można argumentować, że do niego lepiej pasować będzie starsza wersja zamknięta. Natomiast przy komputerze i odtwarzaczu nawet nie tej miary co Rossini, dają te nowe pokaz brzmień spektakularnych niezależnie od muzycznego gatunku. Mocny bas, sopranowa otwartość, realizm i głębia nasyconego indywidualizmem brzmienia wraz z popisową szczegółowością i energią, co każe ci je kochać.

I nie ma co ukrywać – by wejść w posiadanie jeszcze wyższej jakości przyjdzie zapłacić dwakroć więcej. Grado PS2000e, Focal Utopia, Final D8000 czy Meze Empyrean to duży skok cenowy, wyraźne przekroczenie bariery dziesięciu tysięcy. Przy czym – i to też nie bez znaczenia – nie dostaniemy wraz z tym przekroczeniem słuchawek lepiej się prezentujących ani bardziej wygodnych. Dostaniemy ciut lepiej wypełnione i lepiej ogniskujące źródła przy lepszej trójwymiarowości dźwięków, nieznacznie też trafniej dobierające tonację i trochę jeszcze potężniej brzmiące. Ale gdy się zasłuchasz, nie będziesz tego czuł. A nie poczujesz wcale, gdy nie wykonasz porównań.

W punktach:

Zalety

  • Stuprocentowa szczegółowość.
  • Stuprocentowa przejrzystość.
  • Szybkość na miarę elektrostatów.
  • Energia i dynamika brzmienia.
  • Leciutkie ciepło, tak dla nawiązania przyjaźni. (Dopiero po wygrzaniu i na pewno nie z każdym torem.)
  • Wyraziste i dobrze separowane dźwięki.
  • Wydatne skraje pasma.
  • Oferująca brzmieniowy indywidualizm i wyrafinowanie średnica.
  • Czar, słodycz i giętkość głosów.
  • Ogólna potęga brzmienia.
  • Czarne tła i przyciemniona atmosfera na rzecz większej efektowności.
  • Efektowne także połyski.
  • Żadnych kłopotów z sopranami.
  • W tym brak sybilacji.
  • Mocny podkreślający się bas, mający tylko minimalną tendencję do wpadania w skrajnych sytuacjach w przestery.
  • I niskie tego basu zejście, rzadko spotykane w słuchawkach.
  • Wielka i żywa przestrzeń.
  • A jednocześnie bliski, zapewniający bezpośredni kontakt pierwszy plan.
  • Głębokie przenikanie w strukturę harmoniczną.
  • Świetnie rozwiązana kwestia pogłosu.
  • Żadnego dziwaczenia i obcości.
  • Żadnego naprężania dźwięku.
  • Otwartość na różne nastroje z nieznaczną preferencją pogodnych.
  • Bardzo łatwe do napędzenia.
  • Wyjątkowo wygodne.
  • Stosunkowo lekkie.
  • Najwyższej klasy surowce.
  • Innowacyjna membrana Biodyna.
  • Moc magnesów neodymowych 1,5 T.
  • Wyjątkowo wysokiej jakości okablowanie z miedzi OFC czystości 7N. (Zewnętrzne i wewnętrzne.)
  • Z daleka rozpoznawalne pokrycie lakierem urushi i wielka finezja wykończenia.
  • W komplecie firmowy stojak.
  • Można dokupić kabel symetryczny albo zamówić z takim.
  • Made in Japan.
  • Renomowany producent.
  • Bardzo dobrze przyjęte przez rynek poprzednie wersje zamknięte.
  • Polska dystrybucja.
  • Dość korzystny na tle całego rynku stosunek jakości do ceny.
  • Wady i zastrzeżenia
  • Najlepsze słuchawki z ligi „ponad dziesięć tysięcy” potrafią jednak trochę więcej.
  • Powłoka lakiernicza jest piękna, ale trzeba na nią uważać.
  • Stojak mógłby być nieco elegantszy.

Dane techniczne Fostex TH909:

  • Typ: słuchawki dynamiczne, wokółuszne, półotwarte.
  • Moc magnetyczna przetworników: 1,5 T.
  • Membrana „Biodyna” – kompozyt biocelulozy i włókien sztucznych.
  • Pasmo przenoszenia: 5 Hz – 45 kHz.
  • Impedancja: 25 Ω.
  • Czułość: 100 dB.
  • Maksymalna moc wejściowa sygnału: 3 W.
  • Waga: 410 g (bez kabla).
  • Akcesoria: kabel ET-RP3.5UB z jack 6,3 mmm, adapter 6,3/3,5 mm, etui transportowe, stand słuchawkowy.
  • Kable opcjonalne:
  • ET-RP2.5BL 2,5 mm, zbalansowany
  • ET-RP4.4BL 4,4 mm zbalansowany
  • ET-RPXLR 4-pin zbalansowany
  • Cena: 7499 PLN

System:

  1. Źródła: PC, Astell & Kern AK380, dCS Rossini.
  2. Przetwornik: Ayon Sigma.
  3. Wzmacniacze słuchawkowe: ALO Audio Studio Six, ASL Twin-Head Mark III, Ayon HA-3.
  4. Słuchawki: AudioQuest NightHawk (kabel Tonalium), Beywedynamic T1 V2 (kabel Tonalium), Fostex TH909 & TH900 Mk2, Meze Empyrean (kable własny, Furukawa, Tonalium), MrSpeakers Ether Flow 2 (kabel Tonalium), Sennheiser HD 800 (kabel Tonalium).
  5. Interkonekty analogowe: Siltech Royal Emperor Crown, Sulek Audio, Sulek 6 x 9.
  6. Kable cyfrowe: iFi iOne z kablem iUSB3.0 oraz koaksjalnym Tellurium Q Black Diamond.
  7. Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One, Sulek Power 9×9.
  8. Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS.
  9. Stopki antywibracyjne: Acoustic Revive RIQ-5010, Avatar Audio Nr1, Solid Tech Discs of Silence.
  10. Listwy: Power Base High End, Sulek Audio.
  11. Kondycjoner masy: QAR-S15.
  12. Podkładki pod kable: Acoustic Revive RCI-3H.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

26 komentarzy w “Recenzja: Fostex TH909

  1. Adam K. pisze:

    Dziękujemy za kolejną recenzję. Panie Piotrze, a kiedy można się spodziewać recenzji MrSpeakers Ether Flow 2?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Trochę na te Ether 2 trzeba będzie poczekać, bo dwa kable bardzo pilnie do zrecenzowania (w poniedziałek je zabierają), a prócz tego trzeba dokończyć relację z AVS.

  2. Calluna pisze:

    Tak z ciekawości jednej stajni – jak ma się brzmieniowo 909 do 60?

    1. Piotr Ryka pisze:

      TH909 gładsze, nieco cieplejsze, mniej spójne, bardziej podkreślające skraje pasma. Bardziej też akcentujące szczegóły i trochę lepiej je wyłapujące. Potęga brzmienia u obu jednakowa.

  3. Kuba pisze:

    Zdaję sobie sprawę z tego, że jest zupełnie inna sygnatura dźwięku, ale jakie słuchawki wolałby Pan dla siebie? MrSpeakers Ether Flow czy Fostex TH909. I może słówko od siebie, dlaczego właśnie taki, a nie inny wybór 😉 Nie podlega wątpliwości że te pierwsze są wybitne, odnoszę wrażenie, że te drugie także są godne tego miana.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Ale chodzi o Ether Flow 1 czy 2?

      1. Kuba pisze:

        Nie ma czegoś takiego jak Ether Flow 2. Jest Ether, Ether Flow i Ether 2. Dla ułatwienia możemy nadać liczby wyżej wymienionym słuchawkom, i tak: Ether (0), Ether Flow (1), Ether 2 (już oficjalnie z liczbą ;]). Mi chodziło o porównanie Ether Flow (1), choć z tego co pamiętam wyżej cenił Pan model zamknięty (?).

        1. Piotr Ryka pisze:

          Tak, wyżej ceniłem zamknięty, jako poprawniejszy tonalnie. Odnośnie pytania, to nie mogę udzielić wiążącej odpowiedzi, ponieważ nowego flagowca MrSpeakers za mało jeszcze słuchałem. Odpowiedź będę się starał zawrzeć w jego recenzji, ale to jeszcze kwestia około dwóch tygodni. Z pewnością jedne i drugie słuchawki są bardzo dobre, ale wyścig dopiero przed nimi.

    2. Alucard pisze:

      Z planarów znacznie lepsze słuchawki od Ether Flow to Finale D8000. Porównywałem łeb w łeb, Ethery są bez szans. W każdym jednym aspekcie. Fostexów nie słyszałem.

      1. Mirosław pisze:

        D8000 faktycznie najlepsze z planarow choć nie baz wad, ale ogólnie nie można się oderwać od słuchania…

      2. Kuba pisze:

        Nie wątpię, jednakże D8000 kosztują dokładnie dwukrotność Etherów, więc nie jest to najszczęśliwsze porównanie. Dla mnie D8000 w ogóle są the best, ale nie stać mnie na je, a do tego Ethery są dużo wygodniejsze.

        1. RH pisze:

          Ja z kolei słuchałem zaraz po sobie D8000 i Ether 2, na tym samym wzmacniaczu.
          I jak siadając do słuchania dałbym się pociąć za D8000, to ostatecznie w głowie mam teraz Ether 2. Są IMO bardziej zwiewne, może trochę mniej nasycone, ale ich eteryczność jest zniewalająca. I tak, słuchałem też na nich ciężkiej muzyki i zawsze z tarczą. Dałem sobie czas na ochłonięcie…
          Porównywałem też jednocześnie do Ether Flow – to zupełnie inna bajka, inna parafia i inna szkoła grania. Odłożyłem grzecznie na bok po kilku szybkich minutach.
          Pozdrowienia

          1. Kuba pisze:

            Jakie źródło i wzmacniacz? Gdy ja słuchałem Etherów 2 na targach AVS, to miałem wrażenie że są zepsute lub cholernie niewygrzane. Zagrały mi naprawdę słabo, na tle zarówno Fostexów jak i Ether Flow i Ether Flow C. Na marginesie, to u pozostałych ludzi będących na targach, można było usłyszeć identyczne opinie.

          2. Piotr Ryka pisze:

            Właśnie słucham Ether 2 i są na pewno w porządku. High-endowe słuchawki ze średnicą postawioną wyżej niż u Empyrean. Nic na razie ponad to, bo to tylko takie sobie słuchanie słuchawek faktycznie nie do końca wygrzanych.

          3. PlanarFun pisze:

            Miałem odwrotnie, po przesiadce z D8000 na Ether 2 wręcz można było się pociąć z rozpaczy. Granie bez najmniejszego oddechu,zero sceny i rozdzielczości.

  4. RH pisze:

    @Kuba – zaskakująca opinia.
    Słuchałem wszystkiego na topowym stacku Questyle, 2 osobne wzmacniacze na kanał.
    Ja nie miałem się do czego przyczepić. Wszystko podtrzymuję.
    Ciekawe jest też stwierdzenie „u pozostałych ludzi będących na targach”. Rozumiem, że „wśród innych ludzi na targach, z którymi miałem okazję o tym rozmawiać”? 🙂
    Z pewnością nie były zepsute, miały absolutnie różny styl od pozostałych MrSpeakers, który mi osobiście dużo bardziej pasował. Tamtych bym nie kupił. Wziąłbym je jeszcze raz na warsztat porównawczy z D8000, bo to zbliżony styl moim zdaniem.
    Pzdr

  5. Max z Gorlic pisze:

    Fostex to Fostex. Najlepsza relacja ceny do jakości dźwięku. To konstytucyjny i autonomiczny dźwięk prosto od producenta topowych przetworników audio. A nie wtórny. @Piotr Ryka, wielkie dzięki za recenzję.

  6. Pawel pisze:

    Ether 2 to szlachetne brzmienie które należy docenić. Aczkolwiek mogą być wybredne co do źródła. Polecam poświęcenie im trochę czasu.
    Odsłuchy podczas targów mogą być mylące. Sam słuchałem to wiem. Już nie mówiąc o gustach czy dojrzałości akustycznej.
    Jeśli chodzi o Fostexa to w 100% zgadzam sie z przedmowca. Sam mam akurat th900mkII Oraz T50Rp. Czas na duże , otwarte. Jak nie Ether 2 to Ether Flow.

  7. n pisze:

    Te na targach Ether 2 były popsute, MrSpeakers nawet uwzględnił to w poście na HF chociaż czy liczba jaką napisali jest prawdziwa to nie wiadomo.

    1. Kuba pisze:

      Czy masz może jakieś źrodło? Nie siedzę na HF i nie mam ochoty wałkować całego tematu poświęconego tym słuchawkom, za dużo spamu 😉

  8. n pisze:

    https://www.head-fi.org/threads/ether-2-impressions-and-discussion.890282/page-66 – post 987

    Wcześniej też była podana ta informacja, nie chce mi się szukać.

    1. PlanarFun pisze:

      Informacja owszem była, dotyczyła targów ale dużo wcześniej niż AVS. „Zepsucie” egzemplarzy na AVS mogło być jedynie wrażeniem jak kiepsko grają. Nielicznym jak narazie brzmienie się spodobało, ale dajmy szanse recenzentowi.

      1. PlanarFun pisze:

        Sprostowanie – nielicznym jeśli chodzi o Polskę i AVS, bo na head-fi użytkownicy gdyby wcześniej słuchali Orfeuszy, to pewnie i od nich Ether 2 byłby lepsze.

        1. n pisze:

          Nielicznym to nawet jakbyś guano zawinął w złotko to by się podniecali więc mnie to nie przekonuje.

          Ja podejrzewam, że ta historia jest prawdziwa, ale liczba pewnie była sporo większa. Dan pewnie też wysyła te gorsze egzemplarze do mniej znaczących rynków, byleby trzymać je z dala od USA. To samo było z Aeonami zamkniętymi. Na jednym forum jest nawet pomierzona kiepska para i nowa poprawiona, różnica jest spora.

  9. Kuba pisze:

    Panie Piotrze, jaki kabel będzie się najlepiej nadawał do Clear, jeżeli chcemy tego samego (a więc rewelacyjnie wyważone pasmo itp.; ogólnie zgadzam się, ze wszystkimi plusami które Pan skrupulatnie wypunktował i chcę żeby tak pozostało) tylko trochę lepiej. Miedź, hybryda czy srebro? Z jakiego surowca jest wykonany osławiony kabel Tonalium?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tonalium to jedna żyła z miedzi a druga ze srebra. (System wymyślony przez Entreqa.) Entreq podobno wrócił do produkcji kabli, a z tańszych do Focali bardzo dobrze pasują kable Atlas Cable.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy