Recenzja: ERZETICH Phobos

Odsłuch: Przy komputerze

Muszle są symetryczne, ale napis na pałąku pozwala odróżnić strony.

   Tor jaki ostatnio zawsze – Ayon Sigma przetwornik i Ayon HA-3 słuchawkowy wzmacniacz. Ten rozdział od razu zacznę od Erzetich Phobos, bo do opisu ich mi śpieszno. Każdorazowo tak się dzieje, gdy natrafiam na coś ponadprzeciętnego, a tutaj, mimo obłożenia z obu stron (otwartej i zamkniętej) słuchawkami dużo droższymi, tak właśnie się zdarzyło. Kochani – jest sensacja! Erzetich Phobos to słuchawki ponadprzeciętne nawet jak na poziomy organizowane przez ceny dziesięć do dwudziestu tysięcy. Ale zanim o tego powodach, trochę cofnę się w czasie. Nie będę udawał – gdy przyjechały, to, jak mówiłem, od razu im zaaplikowałem kabel Tonalium; a nie dopiero poniewczasie, jak tym pechowym Stellia. Przywdziałem groźne nazwą i niepokojące wyglądem słuchawki, by z duszą na ramieniu zapodać im muzykę. Z tą duszą to przesada, bo gdyby źle wypadły, to bym ich nie opisał. Gdzieś przy innej okazji napomknął, że były i źle grały – na tym by się skończyło. Głównie z tego powodu, że krytykując Focal Stellia wystarczająco się naszarpałem; taka krytyka kosztuje. Przykrość względem już je posiadających nakłada się na własne rozczarowanie, a chociaż te Focal Stellia to słuchawki w porządku – mogące się podobać i dawać wielką satysfakcję, to jednak nie aż na miarę oczekiwań rozbudzonych towarzyszącym szumem. Zwłaszcza, że nie są zamkniętą i na radosny dodatek tańszą wersją modelu flagowego – tym nie są z całą pewnością. A swoją drogą ten flagowy model grać potrafi tak różnie, że trzy recenzje można by mu napisać i każdą całkiem inną. Wracajmy jednak do Phobos. Niby nie powinienem się martwić, bo przecież na AVS je słyszałem, gdzie grały pierwszorzędnie, ale wiecie – takie przelotne spotkania czasem się z prawdą mijają; coś się w przelocie spodoba, w dłuższym kontakcie nie. Tego się obawiałem, ale prysły obawy. Po paru godzinach słuchania miałem zupełną pewność, że słuchawki są pierwszorzędne i jedno zostało do sprawdzenia: jak będą grały na tle innych. Nie w porównaniach z dnia na dzień, ani przymiarkach recenzenta do swych ogólnych wyobrażeń, a w bezpośredniej konfrontacji, z której wynikło to, od czego podrozdział zacząłem – wyskoczyła sensacja.

Teraz powiem dlaczego i czemu mnie zirytowała. Psuję tym krótkim zdaniem efekt sensacyjnego wejścia, ale prędko dopowiem, że i irytacja pochwałą. Zacznijmy jednak od zalet.

Mięciutkie pady obszyto ekologiczną skórą.

Względem porównywanych Meze, przy znacznie bardziej do obu pasującej aparaturze stacjonarnej, zaznaczyła się jedna zasadnicza odmienność, obecna już przy przenośnej. Meze dawały obraz spokojniejszy i bardziej całościowy, w sensie widzenia muzyki w większym stopniu jako obrazowej całości, niż anatomii poszczególnych dźwięków. Wspaniale otwarte i nośne brzmienia mocniej scalały w jedność o niecodziennie urodzie, mimo iż same dźwięki wyraźnie się odróżniały. Synteza otwartości z muzykalnością o całościowej więc postaci; z jednej strony jako popis technicznych możliwości, z drugiej zostawiająca trochę pola dla spokojnego, zrelaksowanego słuchania. Tego nie będzie przy odtwarzaczu CD i gramofonie, ale w komputerowym zakątku, zwłaszcza przy plikach mniejszej gęstości, luźniejszy nieco, nie aż bez wytchnienia przykuwający do siebie natłokiem informacji spektakl. Tego luzu z Phobos nie było.

Względem natomiast Focal Stellia też jedna zasadnicza różnica. Te dobrze wypadły przy aparaturze przenośnej i dobrze w torze z odtwarzaczem, lecz z komputerowym… Powiem krótko: jest coś takiego, jak ogólne wyczucie. Nie chodzi o podobanie się lub nie, ale intuicyjną poprawność. I w niej nie o sam styl – bo jedne słuchawki grają jasno, inne ciemno, a jedne i drugie poprawnie. Otóż Focal Stellia, przy całym ich obfitym bagażu jakościowym, którego trudno nie doceniać, w torze komputerowym  z Ayonami tej poprawności nie przejawiały. Ich postrzeganie całościowe skażone było wadą wzajemnego niepasowania dźwięków. Wadą nieznaczną, mimo to uciążliwą, mankamentem tonalnej wyrwy. Gdzieś w środku pasma, gdzie króluje wokal, pojawiała się luka – ten wokal się nie spełniał. Nie w sensie braku masy, tylko za szybko przeskakiwał od tonów wyższych do niższych. Gdzieś między nimi wyrwa, brak eleganckiego pomostu po melodyjnym łuku, zamiast tego szarpnięcie. Dziura w brzmieniowej jezdni w którą ciągle wpadamy, bo w samym środku drogi po której w kółko jeździsz. Nie!!!

Oryginalny kabel nadaje się do wyrzucenia.

Teraz ważna uwaga – tej luki prawie nie było po przerzuceniu kabla do wtyku dla słuchawek o wyższej impedancji. (Wzmacniacz Ayona ma osobne dla niskiej i wysokiej, ale ogólnie biorąc to przeznaczone dla niskiej jest jakościowo lepsze – bardziej melodyjne, mniej echowe. Tymczasem do Focal Stellia lepiej pasowało nominalnie niepasujące, dość dobrze wbrew teoretycznej normie wypełniając wspomnianą dziurę. Tyle, że kosztem pewnego uszczuplenia precyzji obrazowania, ale i tak wolałem – nawet zdecydowanie.

Teraz wreszcie o Phobos. Dawały na średnicy dużo więcej sopranów od Empyrean, ale bez luki z którą Stellia. Też wprawdzie zjawiał się u nich efekt brzmieniowego uspokojenia środka pasma przy przełączeniu na wyjście wysokiej impedancji, ale to nie był skok w brak ułomności, a wyraźna redukcja. Styl bardziej relaksujący, ale kosztem trzeciego wymiaru i wyraźności obrazu.

I teraz o tym trzecim wymiarze oraz o wyraźności w kontekście wzmiankowanej już irytacji. Im dłużej słuchałem Erzetich, porównując z tamtymi, im późniejszy zapadał wieczór w noc audiofilską przechodzący, im wraz z tym porównywaniem bardziej docierało do mnie, jak bardzo są niezwykłe, tym większa złość mnie ogarniała. Bo ich nie porównałem z Audio-Technicą ATH-L5000. Ani razu nie grały jedne zaraz po drugich, a były u mnie razem tydzień. Nie przyszło mi do głowy, że mogą być tak podobne i należy koniecznie zdiagnozować różnicę. Tego teraz nie zrobię, nie ma na to sposobu. Jak kiedyś pouczałem: nihil ante collatio – niczego przed porównaniem. Żadne „wydaje mi się” i „o ile pamiętam” nie może wskoczyć na to miejsce, zastąpić konfrontacji bezpośredniej. Przepadło, może kiedyś. A rzecz jest niebagatelna, ponieważ Erzetich Phobos grają stylem bardzo podobnym do szczytowo-jubileuszowej Audio-Techniki. To samo fantastyczne obrazowanie sopranową kreską, to samo rozdmuchiwanie sopranami obszarów, to samo czynienie każdego dźwięku bardziej niż zwykle trójwymiarowym. W efekcie tak samo wielkie objętości bębnów, a ich membrany nie samym głuchym bum!, ale też sopranowym wyostrzeniem, wszystko lepiej obrazującym. Tych obrazujących wnętrza, obszary, kontury, powierzchnie i trzeci wymiar sopranów nie miały jedne ani drugie z obu porównywanych. Takie soprany, tak doskonale rysujące, ma flagowa Audio-Technica, mają je AKG K1000 i mają flagowe Staksy.

Mimo solidnego wyglądu.

Dlatego w miarę słuchania coraz bardziej zaczynało mi świtać, że jeśli ktoś chciałby mieć styl jak od Stax SR-009 przy wcale nie gorszej jakości i jeszcze z dodatkowym basem do wtóru planarnego wypełnienia, ten może kupić Erzetich Phobos i dać im kabel Tonalium. Nie będzie miał niestety tej wygody (Staksów noszenie czysta rozkosz), ale dźwięk stylistycznie podobny i pod niejednym względem lepszy. Bo już to kiedyż pisałem, ale na wszelki wypadek przypomnę, że podczas bytności u mnie Stax SR-009S postanowiłem sprawdzić ich sprawowanie się przy komputerze. Do przetwornika Ayona, tego samego co ten tutaj, podpiąłem flagowy wzmacniacz firmowy i pełen nadziei na elektrostatyczne święto wziąłem się do słuchania. Soprany były, jak najbardziej – istne morze sopranów. Ale o takiej postaci, że bardzo wielu utworów nie dało się niestety słuchać. Piłowanie po uszach, sam niemal sopranowy wizg; nie utrzymał się ten staksowski system dłużej niż parę godzin. Przy okazji dziękowałem samemu sobie, że się nie leniąc sprawdziłem, bo cenny kawał doświadczenia. Oczywiście te Staksy z transformatorami dopasowującymi LST lub iESL i odpowiednim wzmacniaczem przy komputerze byłyby pierwsza klasa; i byłyby też takie nawet z tym własnym wzmacniaczem, lecz przy szczytowym przetworniku. Przy jakimś jak ten Jadis na AVS, czy którymś Kondo Audio Note, lecz nie przy zwyklejszym Ayonie, który ma mniejszy potencjał i nie tak jakościowe lampy.

Wiem, trochę za mało piszę o Phobos, za dużo tych odwołań. Ale to porównania je pozycjonują i wiecie teraz, jak fantastycznie. Słuchawki są brzmieniowo niepowszednie, choć niespecjalnie wygodne. Ale nawet przez pryzmat umiarkowanej wygody i kosztów kabla Tonalium są prawie jak flagowe Stax albo flagowa Audio-Technica za dwanaście tysięcy. Tyle kosztują ze stockowym kablem jedne i drugie do nich porównywane, tamte o wiele więcej. (Audio-Technica dziewiętnaście, flagowe Stax dwadzieścia trzy.) Fakt, Audio-Technica jeszcze finezyjniej potrafi zobrazować wnętrza i jeszcze subtelniej dopieszczać delikatniejsze dźwięki, a Staksy są jeszcze bardziej przejrzyste i jeszcze bardziej detaliczne. Ale to są różnice małe, a podobieństwo wielkie. Przy czym zupełnie się nie zgadzam z narzucaniem Erzetich Phobos jakichś ograniczeń odnośnie muzycznych gatunków; mówieniem, że są do jazzu i klasyki, a Mania do rozrywkowej i rocka. Tak może być przy słabym sprzęcie i przy przeciętnym DAP-ie, ale już tu użyty tor komputerowy pokazał, jak Phobos są uniwersalne.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

24 komentarzy w “Recenzja: ERZETICH Phobos

  1. Marek S. pisze:

    Odnośnie kabla.
    Czy porównywał Pan Tonalium z FAW Noir Hybrid? Lub innym FAW-em.
    Czy Tonalium zbudowany jest z samej miedzi?
    Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka pisze:

      O ile wiem, na wzór Entreq Atlantisa, Tonalium ma prawą żyłę srebrną a lewą miedzianą. Od kabli FAW, skądinąd bardzo dobrych, jest lepszy. Od oryginalnego Atlantisa nieco słabszy.

  2. Colorfort pisze:

    Panie Piotrze.
    W pańskich recenzjach mozna znaleźć rozproszone informacje na temat kabla słuchawkowego Entreq’a (nie jest podobno produkowany) oraz Tonalium. Proszę o precyzyjną informację identyfikującą oba kable. – Sądzę, że uda się je znaleźć na rynku wtórnym.
    Pozdrawiam.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tonalium, to wątpię. Ktoś, kogo znam, robi ten kabel pod konkretne zamówienia i powstało kilkadziesiąt bodaj sztuk. Zamawiać można pod numerem 668 143 068. Natomiast szwedzki Entreq robił przez kilka lat kable słuchawkowe w liniach Konstantin, Challanger, Apollo i Atlantis (licząc od najniższej), potem produkcję zarzucił, a teraz podobno wznowił. Te kable na rynku wtórnym bywają, ale dość rzadko. Wszystkie są dobre, ale najlepsze oczywiście najlepsze.

  3. Fon pisze:

    Poraz enty okazało się ile psuje dobrany… przez producenta kabel, wygląda to na jakąś zmowę producentów słuchawek… a tak serio to daje nam to możliwość zmiany brzmienia słuchawek pod konkretne gusta, tylko czemu te kable takie drogie są…

    1. Sławek pisze:

      Zmowę powiadasz? to idź do dowolnego sklepu ze sprzętem i kup kolumny z kablami w zestawie. Facet Ci zraz powie „idź się Pan leczyć, ale na nogi, bo na głowę już za późno”. Jak Pan chcesz kable do kolumn to proszę bardzo, są takie i owakie, trzeba extra zapłacić. A słuchawek bez kabli nie kupisz, no to pakują byle grało…
      Ale jak chcesz posłuchać MUZYKI to kup osobny kabel i zapłać niestety.
      Stąd jeszcze wniosek taki, że słuchawek z nieodłączalnym kablem nie kupujemy.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Dlaczego z nieodłączanym nie? Grado PS2000e mają bardzo dobry. A Fostex TH900 w pierwszej wersji, z nieodłączanym, grały ciekawiej od obecnych z odłączanym.

        1. Sławek pisze:

          I to są chlubne wyjątki.

          1. Piotr Ryka pisze:

            Inne przykłady też by się dało wyskrobać. Na przykład Stax SR-Omega, Sennheiser Orpheus, pierwsza Staksa Omega II. Jakoś można było kiedyś z dobrymi kablami…

  4. Alucard pisze:

    Te słuchawki wyglądają genialnie 😀 Jak je zobaczyłem pierwszy raz to przedzwoniłem do mojego kumpla Mikołaja, który Ci podsyłał wzmacniacz na testy. Jak je zobaczył to robiliśmy sobie z nich bekę z 10 minut 😉 Ktoś miał wizję żeby coś takiego wymyślić. Abyss 1266 też fajne 😉 Na szczęście są Focale Utopia albo Pioneery Master i nad nimi nie pracował taki… wizjoner. Heh 🙂

    1. Piotr Ryka pisze:

      Wygląd nie ma specjalnego znaczenia dla kogoś, dla kogo liczy się przede wszystkim dźwięk. Niby sławne, niby genialne, niby wzorcowe Stax SR-009 na czyjeś głowie wyglądają naprawdę głupio z tym wystającym niczym tramwajowy pałąkiem.

  5. Fon pisze:

    Kiedyś jak zobaczyłem mojego kumpla w słuchawkach Ergo to myślałem, że fikne ze śmiechu, swoją drogą to które słuchawki jeszcze wyglądają śmiesznie

    1. Piotr Ryka pisze:

      Każde duże słuchawki rzucają się w oczy. A mało które są tak duże, jak AKG K1000. Sennheiser HD800 też trudno przeoczyć.

  6. Jak zwykle bardzo dogłębna recenzja.

    Co do zmowy producentow słuchwek żeby dawać słabe kable. Nikt nie jest specjalistą we wszystkim. Akurat w słuchawkach Erzeticha kabel jest porządny i solidny, ale z opcja łatwej wymiany pozostała z jakiegoś powodu. Ano w audio to normalne, że kupując wzmacniacz, kabel który jest w zestawie traktujemy jako taką opcję tymczasową póki nie wstawimy czegoś z prawdziwego darzenia.

    Akurat na Audioshow Phobosy były przez długi czas wpięte kablem Cable4 ze Słowacji.

    1. Piotr Ryka pisze:

      No tak, Cable4 ze Słowacji. O tym nie wiedziałem, a to chyba sporo wyjaśnia. Cena tego kabla jest jaka? – bo sądząc po cenach niesłuchawkowych, powinna być od Tonalium znacznie niższa.

      http://cable4.eu/

  7. Fon pisze:

    Wiele dobrego można wyczytać o kablach słuchawkowych WireWorlda, mocno podnoszą poprzeczkę w tym gronie ponoć

    1. Piotr Ryka pisze:

      To nie jest forum, nie ma tu wątków dyskusyjnych, ale szkoda akurat tego, bo dobrze byłoby wspólnymi siłami opracować listę dobrych kabli słuchawkowych, opatrzonych krótką charakterystyką; jakiego brzmienia, poza ogólnie dobrym, należy od nich oczekiwać. To by się naprawdę przydało, bo szczerze mówiąc czuję się nieco obezwładniony jakością firmowych kabli dodawanych do słuchawek. W dzisiejszych czasach, kiedy się te słuchawki tak promuje i tak żyłuje, oferowanie ich z towarzyszeniem zwykłego drutu wydaje się nienormalnością albo skrajnym skąpstwem. Szczególnie, że nie wszyscy tak postępują. Są chlubne wyjątki.

      1. Marcin pisze:

        Moim zdaniem ceny robią się naprawdę chore. Pamiętam, jak jeszcze dość niedawno topowe modele stały za 4-5 tys zł maksimum, a teraz 9-10 tys zł za parę słuchawek z górnej półki to norma. I jeszcze ceny wydają się stale rosnąć. Do tego jeszcze kabel badziewny. Z drugiej strony – producent wycenia słuchawki na tyle, na ile konsument jest w stanie zapłacić, a więc poniekąd sami wysyłamy sygnał, że jest nam dobrze z takimi wygórowanymi cenami.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Moda. Słuchawki zdystansowały głośniki. Każdy chce mieć teraz dobre słuchawki.

        2. Jak jest niewymienny kabel to nie wiadomo czy i na ile byłoby lepiej z innym

  8. Mariusz pisze:

    Cable4 podpięte do Erzetich na AVS wyceniane były przez producenta na 1000 €. W stosunku do firmowych Erzetich to inna liga oczywiście na plus. Słuchawki grały o klasę lepiej.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Aż tyle? Przykre.

  9. Miltoniusz pisze:

    Fajny kabel słuchawkowy to Cardas Clear. Porównywałem na HD800 z którymś wysokim ale nie najwyższym FAW. To nieco inne granie ale akurat mikrodynamiką Cardas prawie nokautował FAW-a. Z tym że było to dobrze słychać na Hord Hugo 2 (który mi nie przypasował) a nie było w tym względzie różnicy na WooAudio WA8 (który pomimo to mi przypasował). Takie to dziwne życie jako że mikrodynamika jest bardzo ważna dla mnie.

    1. Fon pisze:

      To jak dla Ciebie micro dynamika jest ważna to zastosuj preparat Furutecha nanolicuid na złączach a mocno się zdziwisz jak ja ile to pieroństwo w tym zakresie poprawia, właśnie te aspekty najmocniej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy