Recenzja: ERZETICH Phobos

Odsłuch: Przy odtwarzaczu

Konkurencja ze strony geograficznie bliskich Meeze była mocna, ale nie wykazała wyższości.

   Ten podrozdział muszę zacząć od czegoś kluczowego –  sprawy oryginalnego kabla. Dopiero teraz go użyłem i z tego używania wyszedłem cały obolały. O ile w przypadku symetrycznego kabla firmowego dla MrSpeakers Ether 2, czy użytego kiedyś przez Audeze niebieskiego kabla dla pierwszej wersji LCD-4, możemy mówić o przewodach jakościowo bliskich Tonalium, to w tym wypadku skok in minus był szokiem. Mało tego – z oryginalnym kablem Erzetich Phobos to całkiem inne słuchawki. Obcięcie górnego skraju okazuje się dramatyczne, obcięcia dolnego także trudno nie zauważyć. Zostaje ciemnawy, dosyć gęsty środek, którego nie należy oskarżać o brak transparencji, ale na pewno o bezzasadną dominację nad resztą, utratę przez słuchawki rozdzielczości, redukcję ekspozycji szczegółów i przede wszystkim stan ogólny, przy którym porównywanie na zasadzie podobieństwa do Stax SR-009 i Audio-Techniki ATH-L5000 nikomu by nie przyszło do głowy. Prędzej do Sennheiser HD 650, czy Audeze LCD-2, a więc słuchawek skupionych wokół środkowego i niskiego zakresu. Możliwe zatem są dwa scenariusze: 1) albo Blaz Erzetich słuchał swych Phobos z lepszymi kablami i nie wiadomo czemu wypuścił je w świat z takim; albo 2) sam nie wie, jakie zrobił słuchawki. Nie będę sprawy ciągnął, okablowaniu słuchawek na kanwie Focal Stellia poświęciłem osobny artykuł. Może tylko uwaga, że oba przypadki (Stellia i Phobos) istotowo nieco się różnią. W obu mamy do czynienia z boleśnie okrojoną górą, ale u Stellia dołącza do tego nieprawidłowa postać środka, w odniesieniu do Phobos tak się nie dzieje. Z tym, że nieprawidłowość u Stellia wynika też prawdopodobnie z ułomności wytłumienia muszli, nie winy samego kabla, toteż nawet Tonalium nie jest na to remedium o stuprocentowym działaniu.

Napisawszy powyższe brzmienie Erzetich Phobos z oryginalnym kablem rzucam na podłogę i wykopuję do kąta. Nie będę się nim zajmował, nie mam czasu na bzdety. Odnośnie natomiast brzmienia z okablowaniem wyższej klasy, to powtórzyła się historia z okolic komputera, chociaż z pewnymi dodatkami. Pierwsza z tych dodatkowych sprawa jest natury ogólnej. Śmieszył mnie i zarazem straszył specyficzny proces adaptacyjny. Odsłuchu przy odtwarzaczu nie poprzedziłem tego dnia odsłuchem przy komputerze i chociaż od początku było jasne, że dźwięk teraz znacznie lepszy, to tak się akurat złożyło, że przez jakąś godzinę nie użyłem nagrania używanego w dniu poprzednim z komputerowym źródłem. Musiał jednakże przyjść ten moment – a ściślej, to nie musiał, ale na pewno powinien. Dopiero kiedy tak się stało, dostałem cios na szczękę (ściślej dostałem w ucho), że aż mną obróciło. Cholera, jak to jest, że bez bezpośrednich porównań różnice się tak zmniejszają?

Mimo zdjęciowej sugestii.

To jednak na marginesie, a wracając do głównej sprawy dwie rzeczy na planie pierwszym, obie bardzo istotne. Pierwsza, to generalne podtrzymanie sytuacji poprzedniej, łącznie z tą małą tylko korektą – Erzetich Phobos nie są aż tak zjawiskowe, jak Audio-Technica ATH-L5000, ale są jej bliziutko. (Oczywiście z Tonalium.) Piszę to warunkowo, bez bezpośredniego porównania, którego sam tak się domagam, lecz nie wydaje mi się, abym mógł popaść w błądzenie. Japoński popis kunsztu trochę lepiej potrafił obrazować wnętrza i poprzez minimalnie niższe zestrojenie średnicy zyskiwał efekt mistrzowsko rozdzielczego dźwięku o łagodniejszym wyrazie. Tak mi się zdaje, tak to zapamiętałem, chociaż to warunkowe. Nie mylę się zaś co do tego, że to brzmienia bardzo podobne – jakościowo bliskie jedno drugiego i bardzo, bardzo otwarte. Co ciekawe, u L5000 przy konstrukcji zamkniętej, za to o wiele droższej.

Nie umniejszajmy jednak zasług słuchawek rodem ze słoweńskich lasów. Otwartość brzmienia Erzetich Phobos wywierała wielkie wrażenie, podobnie jak wielkie były tworzone przez nie sceny, wielka objętość basu i znakomita tego basu jakość w nieustającym kontrapunkcie do szalejących sopranów. Między skrajami wyjątkowo świeże i naturalne głosy, sopranowymi składnikami roziskrzane, troszeczkę odmładzane i trochę podkręcane. Ale kontakt z drugim człowiekiem przyprawiający o dreszcze, bo właśnie takie leciutko znaczone sopranowymi dodatkami głosy odbieramy jako najrealniejsze (są najbardziej wyraźne). Prócz tego gama innych zalet, zaczynając od tego, że niech się komuś nie zdaje, iż Erzetich grały delikatnie. Owszem, co delikatne, czyniły delikatnym i jednocześnie pięknym, ale co mocne mocnym, co dramatyczne dramatycznym. Gruchnięcia pałek o membrany, najniższe zejścia violi da gamba, organy, elektroniczne basy i gitary basowe – to wszystko miało moc i głębię zjawiskowej miary. Do tego piękna melodyka głosów, dobra, choć nie aż oszałamiająca holografia, popisowa rozdzielczość i popisowa szczegółowość. Też popisowa transparentność i przenikanie w naturę brzmienia, wraz z czym rzecz także ważna – staranne obrazowanie natury używanego toru.

Przyłącza mini-XLR będą bardzo pomocne przy poszukiwaniach lepszego kabla.

W tym miejscu taka dygresja, że przydałby się równie dobry, ale łagodniejszy odtwarzacz. Jakiś szczytowy Accuphase albo nawet i tańszy, lecz spokojniejszy brzmieniowo jednopudełkowy odtwarzacz McIntosha. Dzielony Ayon trochę za bardzo był „dożarty”, ale jedynie minimalnie. W niczym słuchania nie zaburzał, przejrzystość nawet wzmagał, lecz łagodniejsze parabole zapewne by Phobos posłużyły. Bez tego było jednak popisowo, zwłaszcza, że miały kolejny atut. Prezentowanej przez nie miary szczegółowość i przejrzystość miewa bowiem bolesne następstwa. Szczytowy ból pod tym względem przejawiły niegdyś flagowe Ultrasone Edition 10; rozmiar dawanej przez nie sybilacji był całkiem nie do zniesienia. Tymczasem u Erzetich Phobos sybilacji zupełnie brak. Bardzo a bardzo mnie tym zaskoczyły, spodziewałem się choć minimalnej.

Podobnie jak u AKG K1000 dają super otwarte brzmienie i soprany w rozkwicie, a sybilacji ani trochę, że z lupą nie wyszukasz. Ogólnie zatem rewelacja i tylko ten nieszczęsny kabel.

Porównania do innych nie były zaskakujące. Meze Empyrean (identycznie jak w odniesieniu do flagowej Audio-Techniki) dały brzmienia podobne, ale ze spokojniejszym skrajem sopranowym. Grado PS2000e kładły większy nacisk na melodykę i koherentność brzmienia, a Ultrasone T7 dawały wyraźnie wyższe ciśnienia akustyczne, czuć jednak było u nich obecność odbić dźwięku od muszli. Średni zakres stawiały od Phobos niżej, tak samo jak flagowe Grado, co miało pewne zalety, na przykład moc i spokój. W odróżnieniu jednak od Grado nie grały Ultrasone dźwiękiem o wyczuwalnej gładzi, tylko otwarto-strzępiącym, analogicznie jak Meze i Erzetich. O których trzeba na koniec rzucić, że w otoczeniu dużo droższych krzywdy nie dały sobie zrobić. Przeciwnie, aspirowały do samych szczytów, aspirowały udanie.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

24 komentarzy w “Recenzja: ERZETICH Phobos

  1. Marek S. pisze:

    Odnośnie kabla.
    Czy porównywał Pan Tonalium z FAW Noir Hybrid? Lub innym FAW-em.
    Czy Tonalium zbudowany jest z samej miedzi?
    Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka pisze:

      O ile wiem, na wzór Entreq Atlantisa, Tonalium ma prawą żyłę srebrną a lewą miedzianą. Od kabli FAW, skądinąd bardzo dobrych, jest lepszy. Od oryginalnego Atlantisa nieco słabszy.

  2. Colorfort pisze:

    Panie Piotrze.
    W pańskich recenzjach mozna znaleźć rozproszone informacje na temat kabla słuchawkowego Entreq’a (nie jest podobno produkowany) oraz Tonalium. Proszę o precyzyjną informację identyfikującą oba kable. – Sądzę, że uda się je znaleźć na rynku wtórnym.
    Pozdrawiam.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tonalium, to wątpię. Ktoś, kogo znam, robi ten kabel pod konkretne zamówienia i powstało kilkadziesiąt bodaj sztuk. Zamawiać można pod numerem 668 143 068. Natomiast szwedzki Entreq robił przez kilka lat kable słuchawkowe w liniach Konstantin, Challanger, Apollo i Atlantis (licząc od najniższej), potem produkcję zarzucił, a teraz podobno wznowił. Te kable na rynku wtórnym bywają, ale dość rzadko. Wszystkie są dobre, ale najlepsze oczywiście najlepsze.

  3. Fon pisze:

    Poraz enty okazało się ile psuje dobrany… przez producenta kabel, wygląda to na jakąś zmowę producentów słuchawek… a tak serio to daje nam to możliwość zmiany brzmienia słuchawek pod konkretne gusta, tylko czemu te kable takie drogie są…

    1. Sławek pisze:

      Zmowę powiadasz? to idź do dowolnego sklepu ze sprzętem i kup kolumny z kablami w zestawie. Facet Ci zraz powie „idź się Pan leczyć, ale na nogi, bo na głowę już za późno”. Jak Pan chcesz kable do kolumn to proszę bardzo, są takie i owakie, trzeba extra zapłacić. A słuchawek bez kabli nie kupisz, no to pakują byle grało…
      Ale jak chcesz posłuchać MUZYKI to kup osobny kabel i zapłać niestety.
      Stąd jeszcze wniosek taki, że słuchawek z nieodłączalnym kablem nie kupujemy.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Dlaczego z nieodłączanym nie? Grado PS2000e mają bardzo dobry. A Fostex TH900 w pierwszej wersji, z nieodłączanym, grały ciekawiej od obecnych z odłączanym.

        1. Sławek pisze:

          I to są chlubne wyjątki.

          1. Piotr Ryka pisze:

            Inne przykłady też by się dało wyskrobać. Na przykład Stax SR-Omega, Sennheiser Orpheus, pierwsza Staksa Omega II. Jakoś można było kiedyś z dobrymi kablami…

  4. Alucard pisze:

    Te słuchawki wyglądają genialnie 😀 Jak je zobaczyłem pierwszy raz to przedzwoniłem do mojego kumpla Mikołaja, który Ci podsyłał wzmacniacz na testy. Jak je zobaczył to robiliśmy sobie z nich bekę z 10 minut 😉 Ktoś miał wizję żeby coś takiego wymyślić. Abyss 1266 też fajne 😉 Na szczęście są Focale Utopia albo Pioneery Master i nad nimi nie pracował taki… wizjoner. Heh 🙂

    1. Piotr Ryka pisze:

      Wygląd nie ma specjalnego znaczenia dla kogoś, dla kogo liczy się przede wszystkim dźwięk. Niby sławne, niby genialne, niby wzorcowe Stax SR-009 na czyjeś głowie wyglądają naprawdę głupio z tym wystającym niczym tramwajowy pałąkiem.

  5. Fon pisze:

    Kiedyś jak zobaczyłem mojego kumpla w słuchawkach Ergo to myślałem, że fikne ze śmiechu, swoją drogą to które słuchawki jeszcze wyglądają śmiesznie

    1. Piotr Ryka pisze:

      Każde duże słuchawki rzucają się w oczy. A mało które są tak duże, jak AKG K1000. Sennheiser HD800 też trudno przeoczyć.

  6. Jak zwykle bardzo dogłębna recenzja.

    Co do zmowy producentow słuchwek żeby dawać słabe kable. Nikt nie jest specjalistą we wszystkim. Akurat w słuchawkach Erzeticha kabel jest porządny i solidny, ale z opcja łatwej wymiany pozostała z jakiegoś powodu. Ano w audio to normalne, że kupując wzmacniacz, kabel który jest w zestawie traktujemy jako taką opcję tymczasową póki nie wstawimy czegoś z prawdziwego darzenia.

    Akurat na Audioshow Phobosy były przez długi czas wpięte kablem Cable4 ze Słowacji.

    1. Piotr Ryka pisze:

      No tak, Cable4 ze Słowacji. O tym nie wiedziałem, a to chyba sporo wyjaśnia. Cena tego kabla jest jaka? – bo sądząc po cenach niesłuchawkowych, powinna być od Tonalium znacznie niższa.

      http://cable4.eu/

  7. Fon pisze:

    Wiele dobrego można wyczytać o kablach słuchawkowych WireWorlda, mocno podnoszą poprzeczkę w tym gronie ponoć

    1. Piotr Ryka pisze:

      To nie jest forum, nie ma tu wątków dyskusyjnych, ale szkoda akurat tego, bo dobrze byłoby wspólnymi siłami opracować listę dobrych kabli słuchawkowych, opatrzonych krótką charakterystyką; jakiego brzmienia, poza ogólnie dobrym, należy od nich oczekiwać. To by się naprawdę przydało, bo szczerze mówiąc czuję się nieco obezwładniony jakością firmowych kabli dodawanych do słuchawek. W dzisiejszych czasach, kiedy się te słuchawki tak promuje i tak żyłuje, oferowanie ich z towarzyszeniem zwykłego drutu wydaje się nienormalnością albo skrajnym skąpstwem. Szczególnie, że nie wszyscy tak postępują. Są chlubne wyjątki.

      1. Marcin pisze:

        Moim zdaniem ceny robią się naprawdę chore. Pamiętam, jak jeszcze dość niedawno topowe modele stały za 4-5 tys zł maksimum, a teraz 9-10 tys zł za parę słuchawek z górnej półki to norma. I jeszcze ceny wydają się stale rosnąć. Do tego jeszcze kabel badziewny. Z drugiej strony – producent wycenia słuchawki na tyle, na ile konsument jest w stanie zapłacić, a więc poniekąd sami wysyłamy sygnał, że jest nam dobrze z takimi wygórowanymi cenami.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Moda. Słuchawki zdystansowały głośniki. Każdy chce mieć teraz dobre słuchawki.

        2. Jak jest niewymienny kabel to nie wiadomo czy i na ile byłoby lepiej z innym

  8. Mariusz pisze:

    Cable4 podpięte do Erzetich na AVS wyceniane były przez producenta na 1000 €. W stosunku do firmowych Erzetich to inna liga oczywiście na plus. Słuchawki grały o klasę lepiej.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Aż tyle? Przykre.

  9. Miltoniusz pisze:

    Fajny kabel słuchawkowy to Cardas Clear. Porównywałem na HD800 z którymś wysokim ale nie najwyższym FAW. To nieco inne granie ale akurat mikrodynamiką Cardas prawie nokautował FAW-a. Z tym że było to dobrze słychać na Hord Hugo 2 (który mi nie przypasował) a nie było w tym względzie różnicy na WooAudio WA8 (który pomimo to mi przypasował). Takie to dziwne życie jako że mikrodynamika jest bardzo ważna dla mnie.

    1. Fon pisze:

      To jak dla Ciebie micro dynamika jest ważna to zastosuj preparat Furutecha nanolicuid na złączach a mocno się zdziwisz jak ja ile to pieroństwo w tym zakresie poprawia, właśnie te aspekty najmocniej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy