Najlepsze wzmacniacze słuchawkowe – część druga (F – Q)

Feliks-Audio Envy – € 6500

    Polskie wzmacniacze słuchawkowe to od dawna rozległy temat. Wielu konstruktorów, jeszcze więcej urządzeń, wśród nich tak popularne jak Skorpion HV-1, Divaldi czy Black Pearl. Znalazło się w tym towarzystwie kilka konstrukcji dużego kalibru, jak choćby Audio Dynamic czy White Bird Virtus 300B, ale nowy projekt od Feliks-Audio to bodaj kaliber największy. Zupełnie nowa konstrukcja, wędrująca na razie po świecie zanim zaprezentuje się w kraju – imponująco wyglądająca, imponująco ważąca i miejmy nadzieję dająca też imponujący dźwięk. Na razie wiemy że istnieje, lampy mocy to standardowo Electro-Harmonix Gold 300B, niestandardowo Sophia Electric; sterujące Psvane CV-181; moc 8 W na kanał, cenę podałem.

 

FERRUM AUDIO OOR + FERRUM Hypsos – PLN 13 500

    Od dawna istniejąca, należąca do Marcina Hamerli warszawska marka HEM, to polski kooperant amerykańsko-polskiego Myteka. Z niej, całkiem już po polskiej stronie, wykiełkowała firma córka Ferrum, oferująca początkowo zasilacz Hypsos, a od zeszłego roku także skoligacony z nim funkcjonalnie wzmacniacz słuchawkowy OOR (co w niderlandzkim znaczy „ucho”). Wzmacniacz mogący działać samodzielnie za 9 tys. złotych, ale lepiej gdy zasilany z Hypsosa za łącznie 13,5 tys. Wzmacniacz w pełni zbalansowany o mocy 400 mW/300 Ω i 2 W/60 Ω, mający po wejściu XLR i RCA – z wyjściami 4-pin i duży jack. Bardzo chwalony za jakość dźwięku, zdobywający wyróżnienia, ładnie się też prezentujący a zarazem niewielki: szeroki na niecałe 22 cm, ważący niecałe 2 kg.

 

Focal Arche – € 2500

    Specjalista od ekskluzywnych kolumn, francuska marka Focal, zaskoczyła w 2016-tym ekskluzywnymi słuchawkami Utopia. Po kilku latach, podczas których zalecane były do nich wzmacniacze polskiego Feliks Audio, powstał ich własny wzmacniacz nazwany Focal Arche. Mnie, jako filozofowi, kojarzący się z archaicznym arché starożytnych Greków – prapoczątkiem, praporządkiem i prazasadą ontologiczną wszystkiego.
    W mniej szumnym i mniej tajemniczym wydaniu słuchawkowego wzmacniacza to coś z technicznego a nie ontologicznego porządku świata: urządzenie pod postacią wzmacniacza dual mono w klasie A z wbudowanym przetwornikiem D/A. Odnośnie tego przetwornika kompatybilne dzięki kościom AK4490 z formatami PCM do 32-bit/768 kHz włącznie oraz DSD264, odnośnie sekcji wzmacniacza darzące mocą 2 x 1 W przy 32 Ω.
Elegancka i powściągliwa powierzchowność, waga 4,65 kg, wyjścia słuchawkowe 4-pin i duży jack, kolorowy ekran komunikacji oraz min. zdolność osobnego dopasowania do wszystkich szczytowych słuchawek firmy Focal: modeli Utopia, Stellia, Clear, Elegia i Elear.

 

Fostex HP-V8 – PLN 45 000

    Ten Fostex to najcięższy kaliber i jedna z konstrukcji wiodących – unikalna topologia obwodu z lampami 300B, KT-88 i ECC83 jednocześnie. Lampy te trzeba wymienić na szczytowe, ale kiedy się stanie, zostajesz właścicielem jednego z najlepszych słuchawkowych wzmacniaczy na świecie. Też jednego z najpotężniejszych – bo mnogość lamp, duże gabaryty i waga 31 kg. Na szczęście nie trzeba zmieniać transformatorów; te są od razu szczytowe, wzięte od japońskiego Hashimoto. Podobnie świetne kondensatory, szkoda że brak pilota. Ale dla słuchawkowego wzmacniacza nie jest on najważniejszy, i tak blisko się siedzi. Nie ma także symetryczności – symetryczne gniazdo słuchawek to jedynie przejściówka; i znów to nie ma znaczenia przy jego potężnej mocy.

Recenzja: https://hifiphilosophy.com/recenzja-fostex-hp-v8/?caly-artykul=1

 

Gold Note DS-10 Plus – € 2890

    DAC i przedwzmacniacz, i streamer, i wzmacniacz słuchawkowy (chyba powinna powstać nazwa jednym słowem te funkcje wiążąca, ale może wystarczy „kombajn”?). A zatem kombajn nabiurkowy do obsługi słuchawek, zdolny czerpać plikowo ze wszystkich wirtualnych źródeł. Zdobiony przypominającym złotą monetę logo rzymskiego legionisty dmącego w róg wojenny buccina, tak aby stało się wiadomo, że urządzenie jest italskie, rzymskie nawet.
    Mająca za sobą przeszło dwadzieścia lat doświadczeń, obsypywana nagrodami manufaktura z Florencji szczyci się głównie gramofonami, ale obecne czasy faworyzują również nabiurkowe kombajny, trzeba mieć je w ofercie.
Ten jest nowiutki, najświeższej daty, także nim producent się szczyci. W sekcji przetwornikowej ma DAC AKM AK4493 z obsługą PCM do 32-bit /768 kHz i DSD512, a wzmacniacz słuchawkowy to pojedyncze wyjście duży jack z analogowym potencjometrem obsługiwanym pilotem, dwa poziomy predefiniowanej mocy: 1 W albo 5 W, automatyczne dopasowanie do impedancji słuchawek, dynamika: 120 dB i S/N: – 125 dB. A dla całego czterokilogramowego urządzenia kolorowy ekran informacyjny, wejścia XLR i RCA oraz komplet cyfrowych, łączność bezprzewodowa, opcjonalny zewnętrzny zasilacz i wykończenia czarne, srebrne albo złote aluminiowej obudowy.

 

Grace Design m901, m902, m903 – $ 1700

    Te trzy numery to trzy pokolenia uchodzącego kiedyś za jeden z kilku najlepszych na świecie słuchawkowych wzmacniaczy i przetworników jednocześnie. Także z uwagi na to, że oferował krosowanie kanałów, którego nie oferował wtedy nikt poza nim. To krosowanie nie okazało się rewolucją, nie okazało nawet rewelacją, ale jak ktoś lubi zmiękczanie dźwięku, to będzie miał akurat. Prócz tego bardzo małe gabaryty a jednocześnie dużą moc – oto pierwowzór świetnych kombajnów do obsługi słuchawek, sławny zwłaszcza za Oceanem.

Recenzja: https://hifiphilosophy.com/dacwzmacniacz-grace-design-m902/?caly-artykul=1

 

HeadAmp Audio Electronics Blue Hawaii SE – $ 7995

    O wiele dalej na tej liście pojawi się popisowy wzmacniacz Staksa, oznakowany budzącym u niejednego dreszcz emocji symbolem SRM-T2; i będzie przy nim pisało, że liczne podejmowane próby pełnego jego odtworzenia nikomu się nie powiodły, konieczne były uproszczenia. To właśnie taka próba, która przy dużo niższym budżecie ale z zachowaniem lampowego układu z zewnętrznym zasilaczem okazała się bardzo udana, odniosła spektakularny sukces. A skoro Stax, to elektrostaty, on innych słuchawek nie tworzy. Błękit Hawajski od wielu lat cieszy użytkowników elektrostatów, słusznie uchodząc za lepszy wzmacniacz niż te proponowane przez odrodzonego Staksa po 1993 roku.
    Konstrukcję zawdzięczamy Kevinowi Gilmore, jednemu z guru słuchawkowych wzmacniaczy. Producentem firma HeadAmp z Charlottesville w stanie Wirginia, jakieś sto mil z kawałkiem na południe od Waszyngtonu. HeadAmp Electronics jest także sklepem sprzedającym nie tylko własne wyroby, odnośnie których energicznie zapewnia, że poczynając od 2002 roku, czyli momentu powstania, projektowane są i budowane na miejscu, w Charlottesville, z wyjątkowa pasja oraz dbałością o innowacyjność i precyzję, co im przyniosło wiele nagród i grono ukontentowanych nabywców. Asortymentem słuchawkowe wzmacniacze rozmaitych wielkości i przeznaczeń, a także przedwzmacniacze i kabel zasilający.
    Karol Blue Hawaii będąc w Monachium słuchał, bardzo mu się podobał.

 

HeadAmp Audio Electronics GS-X mk2 – $ 3300

    Oto kolejny zbalansowany wzmacniacz słuchawkowy i przedwzmacniacz zarazem, z oddzielną sekcją zasilania konstrukcji tranzystorowej. Krokowy potencjometr DACT i wydzielone zasilanie o potężnej mocy: amerykańskie audio w świetnym stylu – kolejna konstrukcja Kevina Gilmore i powiązanego z nim HeadAmp. Konstrukcja udoskonalana od przeszło piętnastu lat, przez wielu bardzo ceniona, można powiedzieć klasyczna.

 

HeadRoom BlockHead – $ 3800 (2002)

    Dawne czasy min. to do siebie mają, że dawno przeminęły. Przeminęły więc niemal wszystkie słuchawkowe wzmacniacze oferowane w 2002 roku, pomiędzy innymi ten. A był to kawał wzmacniacza za ładny kawał grosza: symetryczny, z potencjometrem krokowym osobnym dla każdego kanału, autorstwa Tylla Hertsensa.
    Tyll parał się też recenzowaniem, ale i z nim się rozstał – pozostało wspomnienie flagowego wzmacniacza w postaci zespolonych monobloków z aluminiowymi frontami. „Cztery transformatory, cztery zasilacze, cztery kanały audio – dwa oczywiście odwrócone, wysokowydajne wzmacniacze operacyjne Burr-Brown 627, trzystopniowa regulacja wzmocnienia, trzystopniowa regulacja filtracji oraz obwód procesora psychoakustycznego HeadRoom Crossfield Audio Image”. (Cytat za „Stereophile”)
    Szeroki na 37 cm i ważący 5,5 kg dawał HeadRoom BlockHead poprzez parę dwufunkcyjnych wyjść Neutrika typu 3-pin & duży jack tranzystorową alternatywę dla wciąż pozostającego w produkcji lampowego Cary CAD 300B.  

 

HiFiMAN Shangri-La Sr – $ 32 000

     Mało kto stał przy tym urządzeniu, co dopiero mówić o posiadaniu. Wzmacniacz zaistniał jako element kompletu z elektrostatycznymi słuchawkami o tej samej nazwie, który to komplet jawi się jako podjęcie rękawicy rzuconej przez sennheiserowski zestaw HE 1. Oba te szaleństwa cenowe byłyby najdroższymi kompletami słuchawkowymi, gdyby nie jeszcze wyżej ceniące siebie wzmacniacze od MSB. Do tych dojdziemy niebawem, a o tym trzeba napisać, że dano mu świetny design i cztery lampy 300B.

   Karol zestawu Shangri-La w Monachium słuchał i niezbyt mu się podobał. Scena podobno zbytnio się rozchodziła na prawy i lewy kanał niezbyt dobrze zbierając się w całość pośrodku. Ale są też i zadowoleni, zwracający zwłaszcza uwagę na stopień wyrafinowania, holografię i wielki obszar spektaklu. Same słuchawki Shangri-la napędzane wzmacniaczem Viva Audio jeden z portali branżowych uznał za dające najlepszy dźwięk w słuchawkowej historii.

 

HiFiMAN EF1000 – PLN 90 000

    Chiński HiFiMAN to firma wyjątkowo ambitna, także niezwykle aktywna. (Nawiasem założona w USA, dopiero z czasem przeniesiona do Chin skąd pochodzi właściciel.) Można też o niej powiedzieć, że nic nikomu nie odpuszcza gdy idzie o palmę pierwszeństwa. Nie odpuściła omówionymi już Shangri-La sennheiserowskim Orfeuszom (staremu i nowemu), nie odpuściła też pozostałym słuchawkom. Na rzecz dynamicznych i planarnych stworzyła popisowy dzielony wzmacniacz EF1000, jako z założenia mający optymalnie napędzać ich popisowe i „najlepsze na świecie” słuchawki planarne HiFiMAN Susvara.
    To rzeczywiście elitarne słuchawki – imponująco otwarte, wzorcowo muzykalne i znakomicie przywołujące słuchaczowi nie tylko centrum akcji, ale całokształt wydarzenia. Jak to realizują z dedykowanym wzmacniaczem, tego niestety nie wiem, bowiem do mnie nie dotarł. Nie dotarł też na AVS, ale może dotrze w tym roku, o ile festyn się odbędzie, bo znów coś pandemią straszą. Ale i bez docierania 20 W w klasie A dla impedancji Susvar (60 Ω) robi duże wrażenie, podobnie jak łączna waga 25 kg, możliwość napędzania kolumn (100W/8Ω) i sześć lamp ECC88 w sekcji wysterowania, dopieszczających sygnał tranzystorom MOS-FET.

 

iFi iCAN PRO Signature + iESL – PLN 10 290 + 6 990

    Brytyjskie iFi startował od produkcji mikrusów, co miało być wyrazem epokowej przemiany branży audio: przejścia od wielkich urządzeń stacjonarnych do małych noszonych ze sobą. Nie tak do końca jednak ta rewolucja zaszła, nie całkiem okazała się radykalna, czego nikt chyba zresztą nie zakładał. Znaczna część wytwórców i rynku pozostała przy sprzęcie dużym, a samo iFi, kiedy już ugruntowało pozycję pomiędzy producentami maluchów, postanowiło zrobić wypad na teren urządzeń średnich. Ale średnich jedynie wielkościowo, bo jakością już bardzo znacznych, czego wyrazem umieszczenie w tym spisie ich popisowego wzmacniacza słuchawkowego iCAN PRO Signature sparowanego z zewnętrznym transformatorem wyjściowym i jednocześnie dopasowującym do słuchawek elektrostatycznych o nazwie iESL.
    To combo, podobnie jak jednoczęściowy Audiovalve Luminare, potrafi napędzić każde słuchawki. Niezależnie od ich zapotrzebowania na moc i typu, wszystkie da się podłączyć do  iFi iCAN PRO Signature zespolonego z iESL. Wszystkie też będą świetnie grały, co osobiście sprawdzałem, z tym że dzięki iESL dynamiczne oraz planarne też będą grały lepiej, mimo iż je może napędzać sam iCAN. Tym smutniejszą wiadomość, że iESL wypadł z produkcji i nie jest już do kupienia – jak dla mnie to dziwne pociągnięcie, by nie powiedzieć głupie. Lecz może źle się sprzedawał, może nie chciano w jego zbawcze moce wierzyć. Sam jestem o nich przekonany, czemu wielokroć dawałem wyraz.

Recenzje: iCAN PRO https://hifiphilosophy.com/recenzja-ifi-pro-ican/?caly-artykul=1

         iESL https://hifiphilosophy.com/recenzja-ifi-audio-pro-iesl/?caly-artykul=1

 

Leben CS600X – PLN 29 900

    Istnieje mniejszy i tańszy wzmacniacz słuchawkowy produkcji japońskiego Lebena, na czterech mniej potężnych lampach mocy. A ten, gdy chodzi o lampowość, jest wyjątkowo plastyczny: pasować będą 6L6, cała niemal liczna rodzina KT, także 5881 i niemożliwie prawie do znalezienia, piekielnie teraz drogie Western Electric 350B. Dlatego trzeba polecić KT-66  w karbonowej odmianie, bowiem klasyczne General Electric KT-66 „Grey Glass” to też dziś okropna drożyzna, poza tym skąd wziąć kwartet?
    Nawet ze współczesnymi lampami wzmacniacz jest pierwszorzędny – lampowy po tych lampach i szybki po układzie push-pull. Mocy dla żadnych słuchawek mu nie braknie, bo choćby nawet którychś poprzez słuchawkowe gniazdko na przodzie nie napędził całkowicie poprawnie, to ma odczepy kolumnowe – formalnie to wzmacniacz dla kolumn. Nieprawdą jest, że cały potencjał jakościowy oddaje przez słuchawkowe gniazdo (jak utrzymują niektórzy i jak się dzieje faktycznie w ENLEUM), ale oddaje wystarczająco dużo, żeby słuchawki grały zjawiskowo. Niemniej te napędzane z tylnych odczepów, jak RAAL, AKG K1000, Susvary, T+A albo Abyss, zyskają z nim najwięcej.

Recenzja: https://hifiphilosophy.com/recenzja-leben-cs-600/    

 

Linear Tube Audio Z10 E – $ 6950

    Inżynier Mark Schneider, twórca najszybszego skanera na świecie, zmuszony był ze względów zdrowotnych przejść na wcześniejszą emeryturę. Powoli wracał do zdrowia i ostatecznie całkiem doszedł, a w międzyczasie, w stolicy USA Waszyngtonie, założył w 2015 firmę Linear Tube Audio, żeby nie tracić możliwości twórczych. Firma produkuje obecnie całą gamę wzmacniaczy, w tym także słuchawkowych, jak również przetworniki i streamery.

    Filarem działań wdrożenie chronionej patentami technologii beztransformatorowego wyjścia Berning ZOTL – stworzonej przez inżyniera Davida Beringa w oparciu o idee Juliusa Futtermana koncepcji lampowego, beztransformatorowego obwodu push-pull, dającego wyjątkowe możliwości brzmieniowe.

    Linear Tube Audio jest jedyną firmą na świece wdrażającą tę wysoce skomplikowaną technologię, a David Bering osobiście nadzoruje jakość jej produktów.

    W ramach techniki ZOTL powstał min. wzmacniacz słuchawkowy Linear Tube Audio Z10 E, zdolny dawać szczytową jakość zarówno słuchawkom elektrostatycznym, jak wszystkim innym, posiada bowiem trzy słuchawkowe wyjścia: dla słuchawek dynamicznych i planarnych jack 6,35 mm 240 mW/ 32 Ω i 3 W/32 Ω, a dla elektrostatów 5-pinowe 580 V. Prócz tego ma odczepy głośnikowe, dzięki pracy czterech lamp EL84 zdolne oddawać moc 12 W/8 Ω.

    Wzmacniacz jest szeroki na 32 cm, waży 8,15 kg, pracuje w klasie AB, przenosi pasmo 6 Hz – 60 kHz i ma zewnętrzny zasilacz. Obsypano go nagrodami, a w kategorii cena/jakość uchodzi za przełomowy.

ZALETY ZOTL:

  • Drastycznie wydłużona żywotność lampy dzięki niższemu prądowi pracy.
  • Brak zniekształceń intermodulacyjnych transformatora wyjściowego.
  • Brak nieliniowości niskich częstotliwości.
  • Nie występuje już zniekształcenie sygnału audio przez pasożytnicze elementy transformatora.
  • Ulepszony bas dzięki płaskiej, liniowej odpowiedzi basowej poniżej 10 Hz.
  • Usunięcie dolnej granicy częstotliwości dla odpowiedzi basów.
  • Prawidłowy współczynnik zwojów transformatora.
  • Niska impedancja wyjściowa dla łatwiejszego dopasowania głośników.
  • Brak obciążenia nie może uszkodzić wzmacniacza.

 

Lucarto Audio Songolo HPA300SE – PLN 10 900

    Polski wzmacniacz na pięciu lampach: 2 x 6n13S, 2 x CV181 i 1 x 5c3S, oddający 6 W mocy pojedynczemu wyjściu słuchawkowemu w reżimie niezbalansowanym. Przy wadze aż 26 kg oraz potężnych gabarytach każących nisko się kłaniać – zwłaszcza że na maszynę składają się min. komponenty pochodzące od Mundorfa, CMC, Furutecha i WBT.
    Firma jest znad Jeziora Turawskiego i jest stosunkowo młoda, ich słuchawkowy wzmacniacz zaistniał w 2019. Pomimo niezbyt zaawansowanego wieku marka Łukasza i Artura (imiona składają się na nazwę) posiada szeroką ofertę, w tym okablowanie, kondycjonery sieciowe i oczywiście różne wzmacniacze.

 

Luxman P-750u – PLN 20 500

    Japoński Luxman to autor na przestrzeni długich swych dziejów wielu słuchawkowych wzmacniaczy, ten obecnym flagowym. Trzynaście kilo tranzystorów, kondensatorów i zasilaczy zaawanasowanym technicznie torem prowadzi finalnie do 2 x 4 W/32 Ω słuchawkowych wyjść symetrycznych 4-pin i 2 x 3-pin oraz jednego niesymetrycznego. Zastrzeżone patentami obwody, komputerowa regulacja głośności, obwód niezbalansowany poprowadzony oddzielnie, zasilanie z dużą rezerwą mocy, pancerna obudowa. A sama marka jest klasyczna, niewiele takich sławnych. Rok powstania cofa nas prawie o stulecie, do 1925. 

 

Mal Valve Three MK4 – € 6250 (w razie użycia wyższej klasy wyposażenia może być dużo wyższa)

    Od 1989 w niemieckim Essen działa Dieter Mallach i jego firma Mal Valve HighEndHifi, dostawca szerokiego asortymentu sprzętu audio – od odtwarzaczy CD, po kolumny i kondycjonery prądu. Po drodze kilka wzmacniaczy, w tym jeden słuchawkowy. Wygląda jak tranzystorowy, tymczasem wewnątrz kryje się bateria lamp: 2 x ECC81; 4 x EF184 i 4 x 6V6 – w konfiguracji push-pull i klasie A przy pełnym zbalansowaniu. Dwa transformatory wejściowe (w osłonach mumetalowych) i dwa wyjściowe bez osłon, ale separowane galwanicznie. Obsługa wszystkich typów słuchawek gniazdami 4-pin, duży jack oraz 5-pin for Stax. Potencjometr krokowy, purpurowy wyświetlacz, ułatwiający obsługę pilot. Gwarantowana najwyższa jakość wszystkich użytych komponentów, wiele bardzo chwalących recenzji. Maszyna jest na 483 mm szeroka i waży 11 kg; mocy oddaje bardzo dużo: 2 x 12 W/16 Ω.

 

Manley Absolute – € 4920  

    Istniejące od 1993 roku zakłady Manley Laboratories, Inc. to kalifornijski producent aparatury audio, jeden z wielu w tym stanie. Skupiony w dużej mierze na obsłudze profesjonalnej branży muzycznej, ale także dostawca audiofilskich wzmacniaczy. Na rzecz słuchawek oferujący słuchawkową dziurkę w przedwzmacniaczu Neo Classic 300B  ($7300), lecz że ta była krytykowana za nie dość wysoką jakość (jak na tak drogie urządzenie), zaoferował osobny wzmacniacz słuchawkowy – Absolute. Nie z dwiema 300B, tylko czterema EL90 i tańszy. Rozpoznawalny od razu nie tylko poprzez inne lampy, ale tak w ogóle – dla swego osobliwego designu. Za jakość już chwalony; z dwoma słuchawkowymi wyjściami niezbalansowanymi, potencjometrem krokowym i sporą (lecz raczej z takich średnich) mocą, stanowi ponoć wartościowe urządzenie, choć z nazwą nieco na wyrost. Ma polskiego dystrybutora, cenę podającego przezornie w euro.

 

McIntosh MHA100 – PLN 18 800 (2014)

    Inżynier Frank H. McIntosh pierwsze kroki na drodze kariery stawiał w Bell Telephone Laboratories jeszcze przed II wojną światową. Podczas jej trwania był szefem dużego działu produkcji radiostacji i radarów o przeznaczeniu wojskowym, w tym samym czasie założył własny biznes doradztwa konstrukcyjnego cywilnych stacji radiowych i systemów nagłaśniających. To doprowadziło do spotkania w 1946 roku z kanadyjskim inżynierem Gordonem Gow i wspólnego stworzenia symetrycznego wzmacniacza lampowego jakiego świat nie widział. Konstrukcja obejmowała pięć patentów, a jej schemat, zwany Unity Coupled Circuit, jest przez firmę McIntosh wykorzystywany do dzisiaj.
    Mamy więc do czynienia z marką sławną i zasłużoną, także łatwo rozpoznawalną dzięki sławnemu zielonemu logo i błękitnym wskaźnikom. Takie miał (i wciąż ma w nowszej wersji) ich najlepszy słuchawkowy wzmacniacz stłoczony w jednej obudowie z przetwornikiem – dwunastokilogramowy klocek dający głębokie brzmienie okraszane imponującym basem. Zastąpiony teraz niemalże identycznym modelem MHA150, kosztującym za to zupełnie inne 27 500 PLN.

Recenzja: https://hifiphilosophy.com/recenzja-mcintosh-mha100/?caly-artykul=1

 

Melos SHA-Gold – $ 2000 (1996)

Źródło: Stereophile.com

    Złoty Melos to udoskonalona, skierowana na rynek w 1996 kontynuacja kultowego Melosa SHA-1 z 1992 roku. Wzmacniacza słuchawkowego z przedwzmacniaczem (a nie odwrotnie) powstałego z myślą o uczynieniu brzmienia słuchawek Grado jeszcze lepszym niż z wyprodukowanym przez samo Grado wzmacniaczem RA1 ($790). Hybrydowa konstrukcja oparta była na dwóch małych triodach ECC88 stopnia wejścia i przy wadze 9,5 kg zapewniała 18 dB wzmocnienia z pojedynczego gniazda duży jack.
    W wersji złotej poprawie uległ przede wszystkim potencjometr, ale niektórzy narzekali, że starszy Melos był bardziej transparentny w porównaniu z ciemniejszym brzmieniem nowego.
    Autorem urządzenia było Melos Audio, Inc. – wciąż istniejąca firma z Nowego Jorku, a zatem krajan Grado.

 

Mjölnir-Audio Carbon CC – $ 7800

    Współpracujący z Kevinem Gilmorem, mieszkający w Reykjaviku islandzki konstruktor posługujący się pseudonimem Spritzer jest autorem sporej ilości słuchawkowych wzmacniaczy, najczęściej dla elektrostatów. Spośród nich ten szczytowym, w przypadku najlepszego standardowego wyposażenia (niestandardowo może być jeszcze lepsze) mającym taką właśnie, podwyższoną cenę. Jednopudełkowemu urządzeniu dano ascetyczną powierzchowność czarnego prostopadłościanu, z tyłu po wejściu i wyjściu XLR, na przodzie włącznik, duży potencjometr (Alps RK50) i podwójne lub pojedyncze 5-pinowe gniazdo. Opcją potencjometr krokowy, natomiast okablowanie zawsze srebrne i wysokiej jakości gniazda PEEK.

    Spritzer mocno udziela się na forum słuchawkowym Head-fi i znany jest z przeważnie agresywnego podejścia do konstrukcji konkurencyjnych, np. do elektrostatycznych wzmacniaczy Trilogy i RudiStora. Własne i kolegi Kevina uważa za zdecydowanie lepsze, ale trudno się o tym przekonać, bo nie ma zewnętrznych dystrybutorów.   

 

ModWright Instruments HA300 Triode – $ 7900

    Kalifornijskie Portland okazuje się domem niejednego słuchawkowego wzmacniacza z gatunku tych najlepszych – podobnie jak rozpoczynający listę ALO Audio Studio Six też HA300 Triode od ModWright pochodzi stamtąd i okupuje ten przedział. Identycznie lampowy, ale na dużych triodach 300B, oferuje nieco inny typ brzmienia ze szkoły dłuższych wybrzmień.
  Firma Dana Wrighta wystartowała w 2000 roku, oferując uzupełniające wstawki lampowe do już istniejących urządzeń. Towarzyszący jej od narodzin sukces przerodził się z czasem w ofertę całkowicie już własnych konstrukcji – przetworników, przedwzmacniaczy i wzmacniaczy, między którymi znalazły się dwa słuchawkowe – jeden na dużych triodach, drugi małych.
    Opisywany jest nie tylko na dużych, ale widzi też siebie jako jeden z najlepszych na świecie, co stało się obowiązującą tradycją w przypadku drogich urządzeń do grona których należy.
   Konstruktorzy ModWright odnośnie tej jakości podnoszą zwłaszcza kwestię szczególnej naturalności brzmienia lamp 300B, których moc, oscylująca wokół 8W, niestety nie wystarcza do zapewnienia kolumnom należycie potężnych basów i strzelistych sopranów. Trzeba się ograniczać do wysokoskutecznych z łagodną krzywą impedancji, co nie dotyczy słuchawek. Ośmioma watami można napędzić każde, i każde napędzić wzorcowo.
    Wyposażony w duży zewnętrzny zasilacz ModWright HA300 Triode czerpie na rzecz tego z najlepszych wzorów: to single-ended-triode w klasie A na lampach 300B sterowanych przez średniej mocy triody ECL82 wynalezione przez Philipsa (1956). Prostowanie odbywa się tranzystorowo (zasilacz nie ma lamp), są pojedyncze wejścia XLR i RCA, a także wejście mini jack. Wyjścia to pojedyncze 4-pin i duży jack; całość prezentuje ciekawy design, produkcja w USA, urządzenie zdobyło liczne nagrody oraz zyskało dużą popularność.
    – Czego chcieć więcej? – Niskiej ceny? – Zapomnij – nie przy takim wyposażeniu.   

 

Moon by Simaudio 430HA – PLN 20 490

    Najlepszy wzmacniacz słuchawkowy z opcjonalnym przetwornikiem D/A od kanadyjskiego Moon by Simaudio z Quebecku – firmy założonej przez inżyniera Victora Sima, działającej od przeszło czterdziestu lat (1980) jako kontynuacja pierwotnej Sima Electronics. Głoszącej teraz o sobie przede wszystkim to, że zaprasza i skupia przedstawicieli wszystkich narodowości i kultur.
    (Nie wiem ilu pozyskali Aborygenów i Pigmejów, ale jacyś powinni się znaleźć – bo skoro wszyscy, to wszyscy.)

    Zostawmy drwiny z panoszącej się politpoprawnej nowomowy, każącej słuchać zewsząd wrzasków: „To my jesteśmy ci dobrzy ludzie!” – Skupmy się na wzmacniaczu.

    Ten, w odróżnieniu od większości innych, ma powierzchowność typowego segmentu do ustawiania w dużą wieżę: Czterdzieści trzy centymetry szerokości i dziewięć wysokości przy trzydziestu pięciu głębokości i wadze blisko dziesięciu kilogramów daje solidną i zarazem typową dla urządzeń audio postać. Przy takich gabarytach i rozbudowanych obwodach dyskretnych moc powinna być duża – i rzeczywiście: wzmacniacz produkuje 667 mW; 1,33 W i 8 W dla odpowiednio 600/300/50 Ω. Obwód jest w pełni zbalansowany i oferuje mieszanie kanałów, wzmocnienie generują cztery wzmacniacze operacyjne Texas Instruments N5532, a opcjonalny przetwornik oparto na układzie ESS Sabre 9018K2M. Pełne zestawy gniazd z tyłu i na przodzie, pilot, dopracowana powierzchowność – to wszystko składa się na wyrób klasy ekstra, brzmienia niestety nie kosztowałem. (Lecz te Op-ampy trochę problematyczne, nawet kiedy są cztery.)

 

Moth Audio Corporation si2A3 – $ 3450

Źródło: enjoythemusic.com

    Cofnijmy się w odległą przeszłość, do 1997 roku. To wtedy istniejąca wówczas już od wielu lat Moth Audio Corporation z Kalifornii (1746 Ivar Avenue Hollywood, CA 90028) zaprezentowała słuchawkowy wzmacniacz na lampach 2A3. Było to aż tak dawno temu, że jeszcze zdążył zagrać z lampami 2A3 AVVT pochodzącymi z praskiej wytwórni Alesy Vaica, człowieka który przywrócił lampom życie po dekadzie uzurpatorskich rządów tranzystorów.
    Nie istniały naonczas prawie żadne słuchawki sprzedawane do dzisiaj, ale były powstałe w tym samym roku Sennheiser HD 600 i ich poprzednik HD 580. Były też od 1981 klasyczne Beyerdynamic DT880, a zwłaszcza od dziesięciu lat referencyjne dla wszystkich czasów Sony MDR-R10. Też jeszcze od nich starsze, datowane na 1978, referencyjne dla planarnych Yamaha YH-1000 oraz od 1989 referencyjne Grado HP1000, w 1996 zastąpione przez Grado RS1.
    Wzmacniacz miał obudowę stalową pokrytą lakierem proszkowym i wygląd w stylistyce jednoznacznie retro, zaprojektowany przez hollywoodzkiego scenografa Joela Marshalla. (Miał nawiązywać do otoczenia, bowiem montownia Moth mieściła się w hollywoodzkim studio montażu filmowego z lat 30-tych.)
    Brzmienie bardzo chwalono, do dziś jest poszukiwany, a teraźniejszą kontynuacją analogiczne wzorniczo wyroby z nowojorskiego Eddie Current, projektowane przez tego samego Craiga Uthusa, który po likwidacji Motha przeniósł się do tej firmy.

 

MSB The Reference Headphone Amplifier – € 18 000

    Firma MSB Technology (Most Significant Bit) jest z Doliny Krzemowej, a więc znów z Kalifornii. Założyli ją w 1986 roku inżynierowie Larry S. Gullman i Mark S. Brasfield z zamiarem doskonalenia cyfrowego sygnału zaoferowanego przez świeżo wówczas zaistniałą technologię CD. Na rzecz tego powstało pod szyldem MSB wiele przetworników D/A, zegarów wzorcowych i płytowych napędów, też kończących sprawę wzmacniaczy. Gdy idzie o te słuchawkowe, rzecz jest stosunkowo świeżej daty, sięga paru lat wstecz (2016). Wówczas to zaprezentowano wzmacniacze słuchawkowe dla nauszników dynamicznych, planarnych i elektrostatycznych – dla tych ostatnich oddzielny, o którym za momencik.
    Dla pierwszych i drugich wspólne różnych jakościowych poziomów – szczytowy Reference i nie-szczytowy Premier. Reference to zgodnie z nazwą szczyty kunsztu wzmacniacza, w tym wypadku przyobleczone w pancerną obudowę rzeźbioną obrabiarką CNC z jednego bloku aluminium (co trwa cztery roboczogodziny maszyny za miliony dolarów). Wewnątrz elektroniczne nadzienie najwyższego poziomu i trzeba to słuchawkowe cudo nieodwołalnie sprzęgać z referencyjnym tej samej firmy przetwornikiem, przedwzmacniaczem i zegarem za €45 450, ponieważ sam wzmacniacz nie ma nawet potencjometru, funkcjonalnie jest niekompletny. Też można, choć tego już się nie musi, z referencyjnym napędem bateryjnym (12V) za €97 150 oraz modułem filtrującym zakłócenia zewnętrznego sygnału o nazwie MSB The Reference Digital Director za $27 500. (Nie znalazłem ceny europejskiej.)
   Łącznie wychodzi z tego ładna sumka, najdroższy słuchawkowy kombajn świata. Oferujący trzy wyjścia symetryczne 4-pin (jedno z tyłu) i moc zawsze powyżej jednego wata dla słuchawek dowolnej impedancji. Też dynamikę 139 dB, czyli bodaj najwyższą ze wszystkich – jedynie ich wzmacniacz dla elektrostatów wyższą daje. W specyfikacji technicznej wszelkiego rodzaju zakłócenia poprzedzone wieloma zerami, waga samego modułu słuchawkowego wynosi 16 kg.

    Niemalże nikt tego na własne uszy nie słyszał, a ci, którzy słyszeli, nie byli zbyt rozmowni. Ale jak coś, to można nabywać – rynek to wszystko oferuje.

 

MSB The Select Headphone Amplifier (elektrostaty) – €43 000

    Dla tych, którzy wierzą w wyższość elektrostatów, albo już posiadając MSB The Reference Headphone Amplifier chcieliby mieć dla porównania elektrostatyczną alternatywę, firma oferuje osobny wzmacniacz z dwoma gniazdami 5-pinowymi  o dopasowanej powierzchowności. Droższy (elektrostaty lubią być droższe) i identycznie zmuszony współpracować z przetwornikiem/zegarem/przedwzmacniaczem, a na rzecz optymalizacji osiągów też z bateryjnym zasilaniem i czyścicielem cyfrowych danych MSB Digital Director. Parametr dynamiki sięga niemal 150 dB, a zniekształcenia mierzalne lądują daleko za barierami wielu poprzedzających zer – i też tego prawie nikt na własne uszy nie słyszał, a jeśli słyszał, to wrażeniami się nie dzielił. Ale nie – bardzo przepraszam, jest jedna taka relacja, jednakże w słowa tak oszczędna, że całą ją przytoczę: „Więc jak to brzmiało? Cóż, przy pierwszym odsłuchu miałem wrażenie, że usłyszałem pięknie wyważoną i kontrolowaną prezentację, która oferowała niemal oślepiający poziom czystości i klarowności brzmienia. Zdecydowanie wskazane dalsze słuchanie.” (Chris Martens w relacji z monachijskiego High End, słuchawki Stax SR-009.) I jest także druga, też lakoniczna, tym razem nasza własna.
    Karol na Munich High End 2017 też tego zestawienia słuchał i był uprzejmy wyrazić zdanie, że był to zestaw najlepszy obok grającego na zamkniętych pokazach nowego Orpheusa (Sennheiser HE 1). Straszliwe pieniądze i poprawiona względem debiutanckiej wersja amerykańskich urządzeń puszczone w ruch dawały piorunujący efekt brzmieniowy; słuchaniu towarzyszyło poczucie niesamowitości, a największe wrażenie robiła spójność sceny i nadzwyczajna holografia. Do kompletu tło czarne, zabójcza detaliczność i popisowa klarowność.

 

Mytek Empire Streamer DAC – $ 24 995

    Mytek najwyraźniej wziął sobie głęboko do serca nabierającą coraz większej mocy sprawczej zasadę, że kiedy coś jest dobre, powinno też być drogie. A nie tylko że wziął, ale też sobie nie żałował: jak więc najpierw głęboko, tak też potem wysoko – zgodnie z trzecią zasadą dynamiki Newtona cena poszybowała mocnym odbiciem z głębin w górę.
    W efekcie nowy flagowy przetwornik ze słuchawkowym wzmacniaczem i dołożonym streamerem został wyceniony dostatecznie wysoko, by prawie na wszystkich spoglądać z góry; cena 24 995 dolarów robi niemałe wrażenie, można zostać przytkanym. Ale miejmy nadzieję, że nawet mocno przytkani odetkają się zaraz pod wpływem piękna muzyki wylewającej się z tej kwoty, a wskazywałby na to niejedynie mój sarkazm, ale też komunikat ze strony Myteka, że popyt przewyższył podaż. W tej sytuacji gratulacje, rzecz w pełni się udała – w pełni, albowiem zaglądając do środka natrafiamy na takie frykasy jak zasilacze umieszczone w klatkach Faradaya, ośmioterabajtowy dysk SSD Samsunga, dwa i7 Core procesory Intela i dwa ES9038PRO procesory DAC. (Czy jednak nie za mało w tak drogim przetworniku? Powinny być przynajmniej cztery, skoro Sennheiser dał osiem.) Też pasywne chłodzenie ciepłowodowe, architekturę dual-mono i wyrzut dynamiki sięgający aż stu czterdziestu decybeli. Z tyłu taki wysyp przyłączy, że można z takiej ilości formować kompanię wojska.
    Daj Boże, aby to grało jak kosztuje, miejmy nadzieję – że owszem.  

 

Mytek Manhattan II – PLN 26 000

    Dzielący swe istnienie pomiędzy Nowy Jork (kierownictwo) a Warszawę (fabryka), powstały w 1992 Mytek Digital Audio jest w swej obecnej postaci wspólnym dziełem projektanta Michała Jurewicza, twórcy pierwotnego Myteka, i zajmującego się stroną wykonawczą Marcina Hamerli, który wniósł do wspólnego przedsięwzięcia firmę HEM Electronic. Nie dziwota w tej sytuacji, że najlepsza do niedawna maszyna od nich nosi nazwę Manhattan; formalnie to przede wszystkim przetwornik D/A, lecz wbudowany słuchawkowy wzmacniacz też jest popisowej jakości. Recenzja opisuje powody tego i rezultaty, ale pochodzi sprzed siedmiu lat, a teraz mamy do czynienia już z Manhattanem II, jak również z Manhattanem Bridge, wzbogaconym o streamer.

Recenzja: https://hifiphilosophy.com/recenzja-mytek-manhattan/?caly-artykul=1  

 

Naim Headline + Naim SuperCap – PLN 1 900 + 30 000

    Naim Headline to klasyk, że niewiele takich klasyków. Pierwsze słuchawki stereofoniczne wyprodukował Koss w 1958 roku (dziesięć lat po narodzinach technologii hi-fi), ale się z nimi nie przebił. Lepiej poszło Staksowi i jego pierwszym elektrostatom z 1960 roku. Te popularność zyskały, ale nie miały słuchawkowego wzmacniacza, tylko dopasowującą przejściówkę pomiędzy nie a kolumnowy wzmacniacz. Pierwszy osobny słuchawkowy, takie małe pudełko, przeznaczony był dla słuchawek dynamicznych i nazywał się Rockman. Wyprodukowało go SR&D, zaistniał w 1980 roku, nikt prawie o nim nie pamięta. Do dziś pamiętana konstrukcja pojawiła się w 1992 – i nic dziwnego, był to rewelacyjny jak na tamte czasy wspomniany wyżej Melos. Produkowany długo i udoskonalany, nie przetrwał jednak do naszych czasów. Przetrwał natomiast Naim Headline, inne urządzenie kultowe. (1998)

   Zgodnie z doktryną inżynieryjną Naima było to niepokaźne, ale dopracowane, w minimalistycznej estetyce utrzymane pudełko pozbawione wewnętrznego zasilacza, zawierające obwód tranzystorowy. Bez zasilacza, albowiem firma prowadziła politykę ewolucyjnego uzależniania jakości od używanych przez klientów zewnętrznych zasilaczy, których oferowano aż cztery jakościowe poziomy. Najtańsze względnie tanie, ale najdroższe naprawdę drogie, jako potężne toroidy w osobnych obudowach. To właśnie z takim zasilaczem, o nazwie Naim SuperCap, skromne pudełko Headline przeistaczało się w high-endowy słuchawkowy wzmacniacz za budzące respekt pieniądze. Wraz z Moth Audio si2A3 i Melosem SHA-1 były to przed dwutysięcznym rokiem jedyne bodaj słuchawkowe wzmacniacze w całym tego słowa znaczeniu godne napędzać referencyjne Grado, Sony i Yamahy.  

    Headline z SuperCap nie słyszałem, ale słuchałem go ze średniego poziomu zasilaczem FlatCap (jako osobne urządzenie istniejącym od 1984 roku.)

Recenzja: https://hifiphilosophy.com/recenzja-naim-headline/?caly-artykul=1

 

NIIMBUS HPA US4+ i NIIMBUS US5 PRO – 28 400 PLN

    Testowałem Niimbusa, ale model poprzedni US4+. Jego następcę US5 także miałem czas jakiś u siebie i doszedłem do wniosku, że mniej mi się podoba. Dlatego jemu recenzji nie dałem, pachniałaby kompromitacją. Tym bardziej, że producent zapewnia o postępie, którego sam nie usłyszałem. Za to ten US4+ to było naprawdę coś – jedno z najlepszych brzmień wydartych tranzystorom.
    Firma była znana od dawna pod nazwą LAKE PEOPLE electronic GmbH (branża profesjonalna) z odłamem audiofilskim pod marką Violectric.
   Niimbus to jej trzecie wcielenie – nie profesjonalne i nie hi-fi, tylko coś skrajnie ekskluzywnego. Wzmacniacze słuchawkowe Niimbusa są duże i dopieszczone pod każdym jednym względem: z wyjściami symetrycznymi i niesymetrycznymi, regulowaną wstępnie mocą i świetnymi parametrami dźwięku. Ważą po koło 8 kg, ich dynamika sięga aż 135 dB, obie konstrukcje są dual-mono.

Recenzja: https://hifiphilosophy.com/recenzja-niimbus-ultimate-series-hpa-us-4/?caly-artykul=1

 

Octave V16 – € 9900

    Octave Audio to charakterystyczna dla branży audio średniej wielkości manufaktura stworzona przez jednego człowieka – inżyniera Andreasa Hofmanna. Który jeszcze w latach 70-tych eksperymentował z techniką lampową i odziedziczył po swoim ojcu zakład budowy transformatorów. Wyrosła z tego firma z siedzibą w niemieckim Baden-Baden specjalizuje się we wzmacniaczach, z których jedynie V16 jest przeznaczony dla słuchawek. Potężny i lampowy o wadze 19 kg, czerpiący moc z dwóch pentod KT-120, co oznacza, że można w nim stosować wiele różnych lamp mocy, jako że samo KT to dość liczna rodzina, a jedne zstępują drugie bez żadnego problemu. Tak więc od KT-66 poczynając, a na KT-150 kończąc, możemy mieć różną siłę wzmocnienia i towarzyszące jej różne brzmienia. Ale zawsze jakości high-end i zawsze sterowane przez trzy lampy sterujące: pojedynczą EF800 i dwie ECC82. Wzmacniacz może zasilać kolumny mocą 2 x 8 W, ma bowiem kolumnowe odczepy, ale jest przede wszystkim dla słuchawek, nie odwrotnie. O wielu jego możliwościach regulacyjnych i brzmieniowych opowiada

Recenzja: https://hifiphilosophy.com/recenzja-octave-v16/?caly-artykul=1

 

Pass Labs PHA-1 – $  3500

    Nelson Pass to legendarna postać, twórca sławnych wzmacniaczy – właściciel Pass Laboratories, Inc. z Auburn w Kalifornii. Popełnił też w końcu słuchawkowy – średniej wielkości o wadze 14 kg. Ale nie sam, tylko zlecił sprawę zatrudnianemu przez siebie inżynierowi Jam Somasundramowi współpracującemu też z Cary Audio. Wzmacniacz jest niesymetryczny w klasie A, ma pojedyncze gniazdo 6,35 mm, oddaje 3,5 W/20 Ω mocy wyciąganej z tranzystorów MOS-FET. Zasilający toroid jest podwójnie ekranowany, potencjometr pochodzi od Alpsa. Brak zbalansowania twórcy tłumaczą koniecznym w razie podwojeniem ceny, co oznaczałoby dużo większy wydatek, a nic nie dodało brzmieniu. Recenzji nie brakuje, do mnie akurat nie trafił.

 

Pathos Inpol Ear – PLN 17 000

    Włoskie Pathos Acoustics powiada, że jest najlepsze na świecie. Ale by tak się stało, w 1994 roku inżynier Gianni Borinato przy wsparciu ekonomicznym przyjaciół musiał najpierw wypuścić wzmacniacze oparte na innowacyjnym, chronionym patentem pomyśle obwodu INPOL. (Inseguitore a Pompa Lineare) Wzmacniacze się przyjęły, firma działa do dzisiaj. Po sukcesie zintegrowanych przyszła pora na słuchawkowe – dwa takowe powstały, jeden duży i jeden mały. Lepszy jest oczywiście większy, a można go opisać jako masywne pudło z wielkimi radiatorami, wielofunkcyjnym pokrętłem i małymi triodami ECC88 wystającymi ponad. Pudło może być różnej barwy, jaką tylko zażyczy klient. Wzmacniacz jest jak koń silny, daje w sygnale 10 W. Jak koń wyścigowy ma też zrywny, szybki i dynamiczny dźwięk, waży 12,5 kg, potężnie się rozgrzewa. Oferuje tryby zbalansowany i niezbalansowany, zasilacz dano mu impulsowy, triody są sterujące, moc dają tranzystory MOS-FET.

Recenzja: https://hifiphilosophy.com/recenzja-pathos-inpol-ear/?caly-artykul=1

 

Prism Sound Callia – £ 1795

 

    Prism Sound ze Stretham koło Cambridge to firma profesjonalna, oferująca sprzęt studyjny. Jej Callia to pierwszy ukłon w stronę audiofili – przetwornik-przedwzmacniacz-słuchawkowy wzmacniacz. Szeroka na 28,5 cm, płaska, nowocześnie wyglądająca maszyna waży 2,1 kg i oferuje próbkowanie do 32-bit/384 kHz. Jitter tłumi wewnętrznym zegarem i woli słuchawki o niskiej impedancji, na które wychodzi gniazdami 4-pin i duży jack. Jeżeli używasz nowszych nagrań, bardzo możliwe, że urządzenie od Prism Sound pracuje już dla ciebie jako element układanki która stworzyła nagranie.

 

Phasemation EPA-007 – około PLN 9 000

    Konstrukcja sprzed jedenastu lat (2011), w późniejszych udoskonalona, obecnie wciąż oferowana. Wyrób autorstwa japońskiego Phase Tech, stanowiącego element szerszej grupy kapitałowej Kyodo Denshi Engineering Design Co, Ltd. z siedzibą w Jokohamie. Zaprojektowany przez inżyniera Noboyuki Suzuki, działającego w branży od lat 70-tych, autora wielu niezwykłych konstrukcji, w tym zdumiewających kolumn, monofonicznych końcówek mocy, jednego z najlepszych w historii przedwzmacniaczy (trzyczęściowego) i świetnych przedwzmacniaczy gramofonowych oraz wkładek.
    W porównaniu z innymi szczytowymi dokonaniami firmy jedyny ich wzmacniacz słuchawkowy okazuje się raczej skromny, niemniej jest to konstrukcja dual-mono cała na bazie elementów dyskretnych i dużą moc oferująca. Zasilana transformatorem R-Core, niemająca żadnych wzmacniaczy operacyjnych, posiadająca słuchawkowe wyjścia zbalansowane (2 x jack 6,35 mm) i niezbalansowane (po wyłączeniu pracy dual-mono). Wyposażona w czterostopniowy regulator dopasowania impedancji i unikalną funkcję płynnego dobierania miękkości dźwięku. Moc wyjściowa pozwala  napędzać nawet najtrudniejsze słuchawki (specyfikacja dokładnej nie podaje, jest natomiast dwuzakresowa regulacja wstępna). Waga to zaledwie 2,0 kg.

Recenzja: https://hifiphilosophy.com/recenzja-phasemation-epa-007/

 

Questyle CMAR 800 (jako para monobloków) 2 x € 1 500 (2014)

    Ten wzmacniacz pojedynczo jest dobry, ale jeszcze nie elitarny. Można go jednak traktować jako element pary monobloków, a wówczas sytuacja się zmienia. – Podobno, bo sam takiej konfiguracji nie słyszałem, słuchałem tylko solowej sztuki. Ale i tak dobrze grało.

Recenzja pojedynczego: https://hifiphilosophy.com/recenzja-questyle-cma-800r/?caly-artykul=1

19 komentarzy w “Najlepsze wzmacniacze słuchawkowe – część druga (F – Q)

  1. Michal Pastuszak pisze:

    Fajnie ze jest juz kolejna czesc.

    Bylem przekonany ze Mytek bedzie reprezentowany przez swoj nowy wyrob za nie bagatela 100k PLN:

    https://mytek.audio/world/shop/empire-streamer-dac-1#attr=9

    ps. zestawu Ferrum jak sluchalem to kosztowal jeszcze okolo 10kPLN za komplet, byc moze trzeba sie spieszyc z zakupami, bo dzwiekowo raczej byl wowczas taki sam ;’))

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Coś się ta cena Myteka nie zgadza, nie kosztuje pod tym linkiem 100k PLN. Ale oczywiście powinien być uwzględniony.

      1. Michal Pastuszak pisze:

        No bo te 6248$ to jest tylko 25% depozytu potrzebne na zamowienie, calosc kosztuje 24995$, choc nie wiem dlaczego przekroslili to na stronie Myteka, co wprowadza ludzi w blad.

        Ten sklep ponizej podaje juz w przejrzysty sposob cene:

        https://www.eliteaudiouk.com/product-page/mytek-empire-streamer

        1. Piotr+Ryka pisze:

          Przekreślenie jest rzeczywiście bardzo głupie, a cena, gdy je usunąć, też chyba nie najmądrzejsza. Ale to nie nasze zmartwienie, w każdym razie nie moje. Uwzględnić trzeba będzie nieodwołalnie.

  2. Sławek pisze:

    Przy pierwszej części może się zagapiłem, ale brakuje mi Brystona BHA-1. Kiedyś słuchałem przelotnie, ale naprawdę dobre wrażenie zrobił…

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Brystona BHA-1 był przeze mnie recenzowany, wystarczy go wpisać w wyszukiwarkę. Niezgorszy jakościowo nie załapał się ze względu na cenę, ale może być dorzucony.

      1. Sławek pisze:

        No i 20 lat gwarancji.

  3. Stefan pisze:

    Jest jeszcze podobno całkiem dobry Kinki studio THR-1 oras Linear tube audio Z10, no i nie wiem czy nie warto wspomnieć o Auralicu Taurusie mkII, jak na swoje czasy był jednym z lepszych, no i fakt Byrston BHA-1.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Auralic Taurus też ma tu swoją recenzję. Nie powalił mnie jakościowo, dystrybutor się za to obraził. Można go oczywiście dorzucić.

      1. Stefan pisze:

        Nie była to jakaś rewelacja, ale te 10 lat temu nie było dużego wyboru. Jest jeszcze coś takiego jak Benchmark HPA-4, chyba ma już dystrybutora w Polsce.

        1. Piotr+Ryka pisze:

          A jest, faktycznie.

  4. Michal Pastuszak pisze:

    Odnosnie samego Naima, sluchalem na poczatku roku ichniego Atoma (specjalna wersja sluchawkowa) ktory chyba zostal skrojony przy uzyciu sluchawek Focala bo gral z nimi wybornie, chyba nawet lepiej od Arche. Ciezko powiedziec czy ten Atom HE ma zastapic Headline’a czy moze jest produktem rownoleglym (DAC/AMP), oba sa w ofercie. Atom ma nawet sluchawkowe wyjscie zbalansowane na tylniej sciance, oprocz klasycznego 6.3mm i 4.4mm Pentaconn na froncie. Bardzo zgrabne i kompletne urzadzenie pod sluchawki.

    https://www.naimaudio.com/product/uniti-atom-headphone

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Zgrabna, wielofunkcyjna maszynka, typowa dla dzisiejszych czasów. Cieszę się, że gra świetnie, ale gdyby miała całkowicie wyprzeć naimowego klasyka, to już bym się nie cieszył.

      1. Michal Pastuszak pisze:

        Dla audiofilow chcacych miec bezkompromisowe wzmacniacze sluchawkowe od Naima bez watpienia jest pozadane aby ta pozycja w ofercie firmy zostala zachowana. Ja bym sobie zyczyl (po cichu liczylem na to od lat) aby Naim jednak nieco odswiezyl swoj dedykowany sluchawkom wzmacniacz/modul (tak jak to robi ze wzmacniaczami kolumnowymi), bo jestem pewien ze jest tam jeszcze pole do popraw (chociazby lepszy potencjometr, regulacja mocy/impedancji itp.), ale rowniez i zasilanie, choc tu bardziej juz chodzi mi o forme. Headline pokazuje szczyt swoich mozliwosci w parze z SuperCapem, ktory swoim formatem jest raczej skrojony pod glowna oferte Naima, a przydalaby sie podobna jakosciowo ale zgrabniejsza wersja dedykowana wlasnie Headline’owi, bylby to wowczas super hi-end nie tylko brzmieniowy ale tez atrakcyjna oferta od strony ergonomicznej/wizualnej, wlasnie dla tych ktorzy chca miec maksymalistycznie dobry dzwiek od Naima, a cenia tez sobie estetyke.

        1. Piotr+Ryka pisze:

          Poprawa dla Headline z pewnością jest możliwa, skoro we własnym zakresie przeprowadzał ją sobie Ludwik Igielski. (Może się kiedyś odezwie i powie o tym coś bliżej.) Odnośnie SuperCap, to raczej będzie trudno uzyskać równie dobre zasilanie pomniejszając trafo. Ale można pomyśleć np. o bateryjnym.

  5. Miltoniusz pisze:

    A czy Phast nie łapie się do pierwszej ligi?

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Brzmieniowo i wizualnie się łapie. Daje poziom analogiczny do wymienionego w wyliczeniu Sugdena. Za jakiś czas będą uzupełnienia, wtedy go dołączę.

  6. Lemgo pisze:

    Czy iFi iCAN PRO łapie się do najwyższej ligi dopiero po spięciu z iESL, czy może też bez tego?

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Bez niego też – właśnie jest u mnie i na pewno się łapie. Co nie zmienia faktu, że poprzez iESL jest wyraźnie lepszy, a zasadą listy było opisywanie najlepszych wzmacniaczy od danej firmy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy