Recenzja: ES Lab ES-R10

    Trochę to niefortunne, że litery ES w nazwie się powtarzają, ale to przecież błahostka. Trochę z kolei utrudniające pracę recenzentowi, że ES Lab nie mówi o sobie nic ponad to, że jest z Hongkongu i startowało od bycia słuchawkowym serwisem, a teraz replikuje najlepsze słuchawki historyczne, wciąż podtrzymując usługę regeneracji niektórych modeli Staksa i wszystkich pierwowzorów replik.

     Z czego to ES Lab jako serwis wykiełkowało i jakie osoby je stworzyły, tego się nie dowiadujemy, wiadomo natomiast, że replikowanie rozpoczęło się jakieś dwa lata temu od legendarnych Stax SR-Ω z 1993 roku, których kopię można było nabywać w cenie 15 900 HKD (dolarów hongkońskich), co na widok zielonkawego słowa „dolar” brzmiało w pierwszym momencie groźnie, ale po przeliczeniu na złotówki gubiło całą grozę, okazując się kwotą 8000 PLN. Kwota ta jeszcze się skurczyła, z uwagi na późniejszą obniżkę, i obecnie wynosi 7100 PLN, z małymi wahaniami kursowymi w zależności od dnia. W razie zamówienia trzeba poczekać, i raczej będzie to dłużej niż krócej, lecz nie ma żadnych skarg na ostateczną realizację – firma jest kontaktowa i uczciwa. Akcentuje przy tym szczególną dbałość o replikowanie, niemniej w oprawach muszli tych Omeg nie znajdziemy magnezu, siatki statorów nie są złocone, tylko całe z czerwonej miedzi, a odnośnie klejenia ich do podtrzymujących ram z promienistych szprosów nie pada jedno słowo, a przecież to klejenie stało się kiedyś zarzewiem buntu u samego Staksa, tak było uciążliwe. Dzisiejszy Stax w modelu flagowym SR-X9000 załatwia spajanie infuzyjnie, czyli bez ręcznej obsługi, a jak załatwia je ES Lab, tego klientom nie zdradza, ale jakoś załatwia. Musiała się natomiast ujawnić brzmieniowa jakość gotowych słuchawek, i oceniono ją wysoko, nie było rozczarowań. Tym bardziej, że prawdziwych SR-Ω niemalże już się nie spotyka, a ocalałe egzemplarze zachowują się różnie, bywa, że niżej oczekiwań.

      Kolejną do nabycia kopią stały się jeszcze starsze, pochodzące z 1977 i stanowiące naonczas sensację Stax Sigma, cenione zwłaszcza za wysoce ponadprzeciętne walory sceniczne. Te w wersji ES Lab możemy nabyć za 9100 HKD, a ostatnim z dotąd powstałych naśladownictwem nie były już słuchawki Staksa, ani nawet elektrostatyczne, tylko mające status nie mniejszej od SR-Ω legendy pamiętne Sony MRD-R10 o przetwornikach dynamicznych, ale jakich! Za słuchawek tych kopiowanie, w dwóch na dodatek wersjach, zabrał się trochę wcześniej chiński HiFiMAN, prowokując przesłanki sądzenia, że debiutujące pod koniec 1988 roku Sony stały się dla dzisiejszych producentów nemezis i obsesją. Obie kopie od HiFiMAN-a miałem okazję zrecenzować, a chociaż okazały się ciekawe, nie dorównały klasie oryginału. Przy tym o ile dynamiczna zjawiła się na rynku w akceptowalnych dla zwykłego klienta pieniądzach, to już planarna, zachowująca sam kształt muszli, okazała się bardzo droga; w drugiej, poprawiająco przerobionej wersji kosztuje dziś przeszło trzydzieści tysięcy. Próba naśladowcza z Hongkongu zjawiła się jako radykalnie tańsza, taka sama mniej więcej jak tamta dynamiczna, na korzystny dodatek jej możliwości brzmieniowe sklasyfikowane zostały od obu tamtych wyżej. ES Lab zrazu podało wycenę 14 400 HKD, a potem kwotę obniżyło do 12 900, chociaż podobno przejściowo. Tak czy tak rwania portfela na strzępy i włosów z głowy nie będzie, to 7300 bądź 6500 złotych. Okazja cenowa zatem, ale to pod warunkiem odpowiedniego brzmienia. Pod warunkiem także wyglądu i oryginalnej wygody, a więc pod trzema warunkami, którymi teraz się zajmiemy.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

21 komentarzy w “Recenzja: ES Lab ES-R10

  1. miroslaw frackowiak pisze:

    Czyli kupic te sluchawki mozna tylko tu..
    https://www.eslabhk.com/product-page/es-r10-closed-back-dynamic-headphone
    Mozna wiedziec kto udostepnil i gdzie kupil sluchaki ktore opisywales…

    1. Piotr+Ryka pisze:

      W Polsce jest kilku właścicieli i kilku zainteresowanych, o których wiem. Były prezentowane na spotkaniu słuchawkowym we Wrocławiu, a właściciel tych dostarczonych do recenzji (dla którego podziękowania), jeżeli zechce to sam się przedstawi. Mnie nie upoważnił.

  2. miroslaw frackowiak pisze:

    Przy zamowieniu z tej podanej strony i zaznaczeniu wielkosci wtyku 6,5 i przesylka po przeliczeniu wychodzi 16140HKD a to juz jest 1640 funtow X 5zl to jest 8200zl duzo wiecej jednak!
    Podsumowanie zamowienia
    Suma częściowa
    15.460,00 HKD
    Dostawa
    England, United Kingdom
    680,00 HKD

    EMS – HK$680.00
    Całkowity
    16.140,00 HKD

    1. Michal Pastuszak pisze:

      Jeszcze sobie Mirek dolicz jakies 20% do tej sumy (czyli razem okolo 10k w PLN) bo zaplacisz tez podatek kupujac do UK.

  3. Miltoniusz pisze:

    Te 12900 HK$ to jest jakby cena bez kabla? Dostawa do Polski spowoduje chyba jeszcze konieczność zapłaty podatku vat i cła. Czy dobrze rozumiem? Pomimo to i tak byłaby to bardzo ciekawa propozycja.

  4. Piotr+Ryka pisze:

    ES Lab jakoś nie zainspirowały, ale może jeszcze dyskusja ruszy. Tymczasem przyjechały Austrian Audio „The Composer” i dedykowany im bardzo ciekawy wzmacniacz. Serial słuchawkowy się kręci, obecnie wokół spadkobierców po zmarłym AKG.

  5. Artur pisze:

    Panie Piotrze czy sprawdzał Pan je na jakimś lepszym kablu?

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Nie było możliwości, nie mam żadnego kabla na mikro-wtykach HiFiMAN-a, a przerabianie nieswoich słuchawek nie wchodziło w rachubę.

      1. Artur pisze:

        Szkoda bardzo. Posiadam te słuchawki i na lepszym kablu (u mnie srebro 5N litz z wtykiem rodowanym) zyskują OGROMNIE. Właśnie wtedy pojawia się wyjątkowa trójwymiarowa przestrzeń (której nie doświadczyłem na żadnych innych słuchawkach) z bogactwem niuansów wyłaniających się z muzyki z niezwykłą subtelnością. Ze źródłem analogowym ta magia ma jeszcze więcej gęstości, namacalności i realizmu. Kabel fabryczny jest przeciętny, a wręcz słaby moim zdaniem.

        Niestety nie miałem okazji słuchać oryginału, ale spośród wielu topowych dostępnych na rynku słuchawek to od roku moje ulubione. A miałem większą bądź mniejszą styczność z większością flagowych planarów, dynamików, kilkoma elektrostatami i AMT z bieżącej produkcji. Wliczając w to Susvarę u zarówno u siebie w domu jak i na popisowych zestawach prezentacyjnych. Niezależnie od ceny wolę ESR10 na ten moment.

      2. Artur pisze:

        Dodam jeszcze w kwestii tych rewerbacji basowych. Na srebrnym kablu ja takiego zjawiska nie zauważyłem. Może dlatego, że bas zyskuje na szybkości i precyzji.

        1. Piotr+Ryka pisze:

          A zatem same dobre wiadomości. Nic, tylko kupować i zmieniać kabel.

  6. Artur pisze:

    https://www.headamp.com/products/es-lab-r10

    Z tego wynika, że przetwornik to jednak bioceluloza.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Dziękuję za bardzo cenne uzupełnienie opisowe, niemniej muszę podtrzymać swoje obiekcje dotyczące różnic między naśladownictwem a oryginałem. Pady na pewno nie są identyczne, w każdym razie nie względem dwóch oryginałów, z którymi miałem do czynienia, nie ma też takiej przestrzenności ani subtelności, a smak celulozowych membran nie został powtórzony; pod tym względem Kennerton Vali są bliższe oryginałowi. Szkoda.

      1. Piotr+Ryka pisze:

        Niemniej to są słuchawki na pewno GODNE POLECENIA.

      2. Artur pisze:

        Podejrzewam, że dobór innych padów może wynikać z większej ilości basu generowanej przez ESR10 względem oryginału. Jeżeli dokładnie się przyjrzeć pod światło to można dostrzec pod skórą pokrywającą nauszniki, że pianka wewnątrz ma nietypową strukturę, jest jakby perforowana (widać „oczka”). Powinno się to przekładać na mniejszą izolację i większą oddychalność tych padów. Stawiałbym, że stosując analogiczne do oryginału nauszniki to basu mogłoby być już zbyt wiele. I że to jest bardziej świadoma decyzja EsLab w celu uzyskania określonego brzmienia, a nie problem leżący w niemożliwości skopiowania oryginalnych padów.

        Do tego powtórzę, to co pisałem wyżej – bez dobrego kabla to one nie pokażą swoich możliwości. Oczywiście Panu nie trzeba tego tłumaczyć, ale skala zmian jest bardzo duża i idąca właśnie w kierunku tego co Panu brakowało względem oryginału w nich. Nie mam pojęcia jak bardzo się zbliżają (mam nadzieję, że kiedyś się uda to sprawdzić) ale z pewnością są bliżej legendarnych Sony.

        1. Piotr+Ryka pisze:

          A z jakim kablem ich Pan słuchał?

          1. Piotr+Ryka pisze:

            Aha, wyżej napisano. Czy to kabel od którejś marki, czy własne wykonanie? A może ma Pan swoją firmę kablową?

          2. Artur pisze:

            Od Teda Allena z Head-Fi, srebro 5N occ litz. Samodzielnie przelutowałem wtyk na z Neutrika XLR na dużego jacka rodowanego cyną Mundorf.

            Słuchałem ich też z Lavricables Ultimate oraz chińskim (Lunashops) srebro litz z domieszką złota i palladu. Każdy oczywiście wnosi dużą poprawę względem fabrycznego. U mnie finalnie najlepiej sprawdza się ten od Teda, ale to za sprawą wymiany wtyku i rezygnacji z przejściówki do dużego jacka (mimo, że ta była również ze srebra).

          3. Piotr+Ryka pisze:

            Dobrze, ale co ze złączami przy muszlach?

          4. Artur pisze:

            Należy szukać kabli z wtykami do starszych Hifiman (HE6, HE400 itd). Posiadając inny dowolny kabel też to nie problem nabyć takie wtyki i je wymienić.

            Dla przykładu tutaj jest takowy gotowy w ofercie Lavricables:
            https://www.lavricables.com/cables/ultimate-silver-hifiman-he400-he500-he5-he560-he6-upgrade-cable/

    2. Michal Pastuszak pisze:

      To jest przetwornik z biocelulozy w tej replice ale ten w Sony byl zrobiony z cienszej jej warstwy, co najwidoczniej mialo/ma decydujace przelozenie na lepsze przekazywanie niuansow dzwiekowych w oryginale.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy