Recenzja: Stax SR-X9000

     Pełzło, pełzło – dopełzło. Poczynając od daty premiery – 8 października 2021.

 Bywają takie słuchawki, które przybyć nie mogą, powody tego różne. Nie mówię tu o dawnych, dla nich są oczywiste, ale o pochodzących z produkcji bieżącej. Czasem dystrybutor się boczy – najczęściej nie wiadomo o co, ale przyjmijmy, że mnie nie lubi. Albo panicznie się boi, żeby mu ktoś pupilka nie skrzywdził, bo wówczas wymierna strata i psu na buty takie coś. Kiedy indziej i tak się zdarza, że nie dystrybutor, a posiadacz cennych słuchawek trzęsie się nad ich stanem – myśl o najmniejszej nowej rysce przyprawia go o dreszcze. A bywa też i tak, że jakieś słuchawki są tak drogie, że ich nie znajdziesz w żadnym sklepie i dystrybutorzy też nie mają. Ba, czasem nawet dystrybutora nie ma. (Sennheiser HE1 przykładem, zestaw jest sprzedawany wyłącznie poza dystrybucją.)   

     Zgodnie z polityką drożyzny szczytowej, a w jeszcze większym stopniu szerzącej się polityki sprzedaży bezpośredniej, niektóre produkty można poznawać wyłącznie poprzez zakup, a przecież to nie bilet do kina, tak się recenzji sprzętu pisać nie da.  

    Najczęstszym jednak powodem ograniczona ilość i jednocześnie kupujących mrowie. Po co komu wtedy recenzja, na pewno nie sprzedawcom. Lecz i kolejkowiczom po co, skoro już się ustawili w oczekiwaniu obiecywanych przyjemnych doznań, niejednokrotnie rewelacji. A tu ktoś może będzie zrzędził, szukając dziury w całym – po co narzekać na czereśnie, że mają pestki i ogonki, skoro są takie smaczne? Tymczasem odnośnie nowych Stax już jakiś Spritzer marudzi, że przetworniki ustawiono pod złym kątem, inny malkontent zarzuca, że dawne SR-Ω lepsze, a jeszcze inny utrzymuje, że takie duże membrany w praktyce się nie sprawdzają, wiele par trzeba odrzucać już na etapie produkcji.   

    Dużo powodów może stanąć przeszkodą pomiędzy recenzentem a przedmiotem, w przypadku tytułowych Stax SR-X9000 aż kilka z wymienionych postarało się o to. Ale co się odwlecze, to nie uciecze, powiada stare przysłowie – a choć tu średnio pasuje, jednak się załapało.

    Na koniec aż z Berlina kolega Stefan przywiózł własne cenne słuchawki, o których fama niesie, że producent zaledwie jedną parę na dzień roboczy może wykrztusić. Zważywszy, że tydzień pracy w Japonii to teraz mogą być cztery dni (Panasonic na przykład wdrożył), jak również przypomniawszy uwagę, że przy tak dużych membranach nie wszystkie egzemplarze się udają, daje to najprawdopodobniej niecałe trzysta sztuk rocznie, a przecież cały Słuchawkowy Świat dyszy nad tymi słuchawkami. Także i polska dystrybucja poczuła oddech tego świata: pierwsze zaledwie dziesięć sztuk rozeszło się na pniu, obiecana na lipiec następna partia na razie nie nadeszła. Tak więc gdyby nie Stefan, recenzji by nie było. Tym gorętsze podziękowania, mam nadzieję nie tylko moje.

    Słówko przypomnienia o Stax Ltd. Firma nie zaczynała od słuchawek, powstawszy w 1938 (w mieście Fujimi w prefekturze Saitama) za przedmiot produkcyjny miała zrazu wyłącznie sprzęt radiowy, następnie też gramofony. Od 1954 również głośniki elektrostatyczne, których technologię tworzenia dźwięku udało się rozszerzyć na słuchawki finalnie w 1959-tym i jako produkt rynkowy zjawiło się to rozszerzenie rok później – modelem STAX SR-1. Tak oto staje przed nami pamiętna dla słuchawek data, rok 1960-ty, rok zaistnienia elektrostatów.

(źródło: av.watch.impress.co.jp) STAX SR-1

    Tamte słuchawki to była „bomba” – zaprezentowane na wystawie w Tokio z miejsca stały się światową sensacją; od tamtej pory STAX i słuchawki stają się jakby jednością.   

    Kolejne daty przełomowe po tym 1960-tym to pojawienie się w 1993 modelu ultra szczytowego SR-Ω, w 1998 trochę mniej wyżyłowanego, ale ogromnie cenionego SR-007 (Omega II), w 2011 nowego flagowca SR-009 i w 2018 jego poprawionej wersji z oznakowaniem „S”. Na koniec, dekadę po „dziewiątce”, recenzowanego teraz flagowca Stax SR-X9000.

    Uwagę w jego nazwie przykuwa nieużywany wcześniej symbol „X”, który nie wziął się znikąd, z żadnego czyjegoś widzi mi się – posiada rangę historyczną.  

    W 1970-tym Stax zakończył opracowywanie udoskonalonych elektrod z metalowymi siatkami wzmacnianymi przez aluminiowe szprosy – i one zostały nazwane zbiorczo SR-X, z uwagi na tych szprosów krzyżowanie. W prototypowych SR-X oraz podłużnych przetwornikach serii Lambda to krzyżowanie było zwykłe, ale u szczytowych SR-Ω przybrało postać centralnego krążka z promieniście odchodzącymi szprosami. W Omedze II znowu znikło, aby powrócić w SR-009 formą wybiegających z centrum szprych, a w najnowszym flagowcu X9000 jest podobnie jak w SR-Ω, tyle że węzeł centralny z małego kółka stał się dużym okręgiem.

    Odnotujmy przy tej okazji, że między najbardziej rozbudowaną formą podtrzymującego rusztowania u SR-Ω, a całkowitym jego brakiem u Omegi II, zaszła prawdopodobnie rewolucja w postaci buntu pracowników i części kadry inżynierskiej przeciwko kierownictwu lansującemu trudniejszą technologię szprosów – ręczne klejonych do siatkowych elektrod, co było dla wykonujących męką i stało się zarzewiem. Dzisiaj sam Stax przyznaje, że produkcji szprosowych driverów SR-Omeg nie udało się sformatować w czynność rutynową; dopiero teraz, zmieniwszy technologię z ręcznego klejenia na zautomatyzowaną infuzję, stało się to możliwe. Tak powstają szprosowe drivery dla Stax SR-X9000, miejmy nadzieję nikogo już nie dręczące i funkcjonalnie doskonałe.    

    Nim zacznę tego „ziksowanego” flagowca przybliżać, słowo o napędzaniu. Słuchawki elektrostatyczne początkowo nie miały specjalnych wzmacniaczy, a jedynie przystawki do głośnikowych, które poprzez ich dopasowujące transformatory zewnętrzne stawały się napędem. Przy czym nie było ograniczeń – wzmacniacz mógł być dowolnej mocy i rodzaju, chociaż oczywiście im lepszy, tym lepiej, ponieważ to w słuchawkach było słychać tak samo jak w głośnikach.

    Później pojawiły się i specjalne wzmacniacze (w nomenklaturze Staksa „energizery”); historia odnotowuje dwa przykłady prób stworzenia przez firmę Stax słuchawkowego wzmacniacza wyrastającego nad pozostałe. Pierwszym był wielki, dzielony nawet, Stax SRM-T2, powstały w ilości zaledwie pięćdziesięciu sztuk [1]. – I to był wzmacniacz co się zowie; bardzo skomplikowany układ na ośmiu łącznie lampach (4 x ECC188 i 4 x EL-34), piekielnie przy tym drogi, obecnie z drugiej ręki jeszcze droższy. (¥ 468 000 – 1993; $ 20 000 – 2021) Drugim oferowany do teraz Stax SRM-8000; relatywnie o wiele tańszy, mający zaledwie dwie lampy i posturę dużo skromniejszą. Starszy był jakości szczytowej, obecny aż tak ekskluzywny nie jest, niemniej otoczony dobrym torem (źródło, okablowanie, zasilanie) potrafi zadowalać. Ale jego w teście nie będzie, ani żadnego z wielu oferowanych teraz i dawniej przez zewnętrzne firmy. Będzie znowu jak na początku, to znaczy przez dopasowujący transformator; ale nie taki jak te Staksa, mieszczące się w małych pudełkach, tylko potężny moduł LST HBZ na najwyższej klasy transformatorach Lundhala. Nad którym nie będę się rozwodził, dostanie własny opis, a reszta toru będzie moja, z alternatywą w postaci trzystuwatowej końcówki mocy Parasound. (Jako że LST HBZ lubi mocne wzmacniacze.)

[1] A potem wybuchł bunt i przetoczyła się rewolucja.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

9 komentarzy w “Recenzja: Stax SR-X9000

  1. ductus pisze:

    Piotrze, jak zawsze znakomicie napisane, te recenzje z twojego pióra to perełki. A co do Twojej opinii: Znając X9k w moim systemie i porównując z wieloma innymi moimi słuchawkami, też z Orfeuszem, nie miałem wrażenia niedostatków w budowaniu sceny. Również holografia X-ów (jakże zależna od materiału dźwiękowego!) jest OK. Ale w pełni respektuję Twoje odczucia i wnioski, bo jak wiadomo, każdy ma inne uszy i inne doświadczenia. Tymniemniej, nie zamieniłbym X9k na np. CRBN, Susvary czy 009S. Według mnie obecny flagowiec Staxa posiada w stosunku do znanych mi innych headphones m. in. wyjątkowość barw i światła, duże wyrafinowanie mikrodynamiki i łatwość kreowania tej makro, poza tym doskonałe, nic nie uwypuklające zbalansowanie basu-średnicy-sopranu. Z niuansami, szczegółem i wiernością przekazu, czego brakuje mi u innych, Orfeusza wyłączając. Z moją preferencją muzyki klasycznej i jazzu X9k to znakomite, uniwersalne słuchawki.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Najpierw odpowiem na niesłuszny zarzut niedocenienia, ponieważ wyraźnie napisałem, że Stax SR-X9000 dla siebie bym wolał od Audeze CRBN. Czy wolałbym od SR-Omeg, tego nie wiem, za dawno te Omegi były u mnie. Ale tak na rzut pamięcią wstecz wywarły większe wrażenie. (Grały ze wzmacniaczem Orfeusza.) Pytanie tylko, czy po kilkunastu latach, jakie minęły od tamtej pory, któreś istniejące teraz SR-Omegi potrafią jeszcze tak grać.

      Odnośnie sceny będę się upierał – K1000, Sennheiser Orfeusz i wiele innych słuchawek ma do zaoferowania lepsze sceny. W tym także SR-007 Mk1, których słuchałem na płycie binauralnej Staksa i obecnie słuchane SR-X9000 wypadły porównawczo gorzej.
      To moim zdaniem są słuchawki do grania w bliskim kontakcie i niekoniecznie akurat hard rocka, ale w pozostałym repertuarze będą zjawiskowe i dlatego chciałbym je mieć.

      W recenzji nie znalazła się jedna rzecz ważna, zabrakło na jej pełne opracowanie czasu. Tutaj zatem odnotowuję, że brzmienie X9000 jest w smaku bardzo różne od smaku wszystkich innych słuchawek. Zapewne kiedy do tego smaku przywyknąć, inne wydadzą się mniej smakowite, a już na pewno innym daniem.

  2. Piotr+Ryka pisze:

    Napiszę jeszcze celem rozwiania wątpliwości: Susvary nie są lepsze, w każdym razie nie moim zdaniem. Ale też nie są gorsze, o ile chcieć takiego łatwo wpadającego do ucha dźwięku na najwyższym poziomie. I K1000 też nie są lepsze, o ile komuś będzie zależeć na bliskim kontakcie i wyrafinowanej różnorodności brzmienia. Do tego X9000 będą lepsze. Mniej dramatyczne, ale dokładniejsze odnośnie relacji.

  3. ductus pisze:

    Piotrze,

    nie bijmy się na lepsze-gorsze, bo jak sam piszesz, zależne jest to od tego, co kto bardziej preferuje. I od systemu. Napisałem „W MOIM SYSTEMIE” jest tak i tak. Nie porzucając mojego punktu widzenia, uważam, że też masz rację, ze swojej perspektywy. Amen.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Tu nigdy nie może być „amen”, to nieustająca dyskusja. Ścierają się różne perspektywy, dochodzą kolejne warunki sprzętowe, ktoś coś zauważa, czego inni przed nim nie rozpoznali – a wszystko to toczy się na ekstremalnym dla poziomu dźwięku ze słuchawek pułapie i przede wszystkim to dobrze, że takie słuchawki są i ciągle powstają nowe, każde inne.

  4. Sławek pisze:

    Panie Piotrze, a Crosszone CZ1 nawiązują walkę z tymi Staxami?

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Oczywiście. Lecz one są odmienne na miarę AKG K1000. Słuchane po nich inne (o ile wcześniej wystarczająco do brzmienia crosszonowego przywyknąć) wydają się nienaturalnie rozbite na prawy i lewy kanał, a przy tym brzmieniowo za ubogie i chude.

  5. pawel_krk pisze:

    Źródło: Cairn Soft Fog V2.

    Testuje Pan sprzęty na blisko 20 letnim budżetowym cd ?
    Nie rozumiem 🙂

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Właściciel słuchawek go słuchał i nie miał zastrzeżeń. Odtwarzacz gra na poziomie takich za 50 tys. Przede wszystkim dzięki temu, że ma dodany zegar LC Audio, drugie trafo i pięć niezdobywalnych już niestety kondensatorów Black Gate. Poza tym dużo zmienia zasilanie go kablem za 25000 zł i postawienie na podstawkach KEPLER. Tak, Audio Research CD9 czy Accuphase DP-750 są lepsze, ale inwestować tyle pieniędzy w odtwarzacz CD w dzisiejszych czasach? Nie widzę potrzeby. Różnice brzmieniowe są małe, dla testowania wręcz nieistotne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy