Recenzja: RME ADI-2 DAC FS

Odsłuch cd.

Małe iFi, duża sprawa.

Sennheiser HD 800 (kabel Tonalium)

 O połowę niższa impedancja klasycznych HD 800, ale ciągle wysoka (300 Ω), okazała się pasować zdecydowanie lepiej. Powiedziałbym nawet, że pasowała całkowicie. Przy muzyce rozrywkowej z wokalem Crossfeed ustawiłem na pośredni poziom 3ʼ, ale dla fortepianu solo wolałem 0ʼ, bo z wyłączonym lepiej obrazowała się klawiatura i wyrazistsze spod klawiszy płynęły dźwięki – bardziej rozbudowane harmonicznie i bardziej promieniujące na przestrzeń. W wymiarze ogólnym było to zaś brzmienie wielkoformatowe i rewelacyjnej jakości. Fakt, że wspierane szczytowym Tonalium, mającym względem normalnego dodatkowe wypełnienie redukujące drgania, ale jak na komputerowe okolice z finansowaniem rzędu niecałych siedmiu tysięcy za wszystko poza słuchawkami, to jazda bez przesady na maksa.

Jak to przeważnie u tych HD 800 bliski pierwszy plan i duże źródła dźwięku; nie tylko rozciągnięte w pionie, ale o dużej objętości i trafnym, nieprzesadnym wypełnieniu. Duża też oczywiście scena, z dalszymi planami w holograficznym ujęciu i dobrej wzajemnej współpracy (bez luk). Znów cała przestrzeń tylko dźwiękiem – żadnej pustki ani w niej ciszy. Nie sama też fundamentalna analogowość, ale dodatkowy ozdobnik zaśpiewu – z długimi wybrzmieniami i popisowym (naprawdę popisowym) plasowaniem się dźwięków w przestrzeni. W efekcie wrażenie oddychania tych dźwięków przestrzenią i przestrzeni dźwiękami – czysty popis. Tonacja całościowo zaś wyższa niż u NightHawk, a dźwięki mniej dociążone i mniej ciemne. Dużo też mniej wciskającego się przy wszelkich okazjach i obecnego jako tło zdarzeń basu, a bardziej obecne soprany. W taki jednakże sposób, że bez porównań ani tego basu za mało, ani sopranów za dużo. Największy nacisk na uwydatnienie relacji brzmienia-przestrzeń, a nie spajanie w analogową jedność całego przekazu.

 

Fostex TH900 Mk2

 Flagowe Fosteksy z ich konstrukcją zamkniętą to coś dla siedzących przy komputerze melomanów, którzy nie chcą innym przeszkadzać ani być przez innych podsłuchiwani. Łatwe na dodatek do napędzania, co w przypadku RME nie miło wprawdzie znaczenia, ale w ogóle ma. Pomimo zasadniczej różnicy w impedancji (u nich to tylko 25 Ω) zagrały dość podobnie do flagowych Sennheiserów, choć nie bez sporych odmienności. Podobieństwo to przede wszystkim duża i oddychająca dźwiękami scena. Taka, można powiedzieć, do biegania a nie tkwienia w miejscu. Też dobrze zorganizowana i z odchodzącą majestatycznie perspektywą, ale z nie tak udanym plasowaniem dźwięków w przestrzeni. Także tych dźwięków mniejszą posturą i dalszym pierwszym planem. Niemniej pogłosy pracujące dla muzyki a nie same dla siebie, a brzmienie z wyczuwalnym ciepłem i większą niż u Sennheiser gładkością. Odnośnie różnic dwie inne jednak rzeczy ważniejsze. Przede wszystkim te dźwięki wyraźnie bardziej domykające się a nie otwarte, rozwiewające się w przestrzeń. I druga rzecz – dźwięk całościowo niższy, mimo iż też z bardzo mocnym otwarciem góry pasma. Niższy i lekko naprężony – dźwięki w elastycznych osłonkach (śladowych, ale do wyłapania). Niższe, dalsze oraz ciemniejsze. Dużo połysków, kontrastów, śrubowania sopranów i mocnego, gęstego dołu jako wyodrębniającej się a nie zrośniętej z całym brzmieniowym zwierzęciem przeciwwagi. A poprzez ten kontrast i dalszy pierwszy plan mniej zaznaczająca się średnica i bardziej schowani w całość wokaliści. Wycofaniem bym tego nie nazwał, lecz ekspozycją też nie. Poza tym mogliby ci wokaliści być mniej sopranowo krzykliwi i z większą manifestacją zakresu decydującego o indywidualnym charakterze głosu. A bas, tak samo jak soprany, bardziej należeć do pasma a nie samego siebie.

 

Final D8000

 

 

 

 

To może już za kosztowne dla tego przetwornika słuchawki, ale na ostatnim AVS eksponowane były przez dystrybutora z Mytekiem Brooklyn+, który jest wprawdzie dwakroć droższy, ale ani raz lepszy. I, zaiste – wspaniale było móc je usłyszeć z tym RME – jak niesłuchawkowo zgoła pracują, jak swobodnie i otwarcie operują naturalnym, analogowo podanym dźwiękiem. Znów, tak jak u HD 8000 z drogim kablem, rewelacyjnie wpisującym się w przestrzeń i wybrzmiewającym bez śladu ograniczeń. Żadnych oporów, całkowicie otwarta propagacja, że nawet słuchawki o konstrukcji otwartej wydają się przy nich zamknięte. Tym świetnie wpisywanym w przestrzeń dźwiękiem względem HD 800 nieco niższym, bardziej masywnym i z minimalnie bliższym pierwszym planem (ale nie bardzo bliskim). Bez tak mocnej przy tym sopranowej ekspresji – łagodniejszym. Niemniej tak samo dźwięcznym i jeszcze bardziej objętościowym.

Popisową złożonością i naturalnością epatował fortepian, a głosy wokalistów bardziej skupione były na sobie niż na relacjach z otoczeniem, na co składał się zarówno mniej wyczuwalny pogłos, jak i szczególna ich nośność i długość trwania. Przy tak samo dużej wielkości źródeł – ani trochę (jak to miało miejsce u Fostex) nie mających ochoty podporządkowywać się całościowemu brzmieniu. Przeciwnie, to im całość się podporządkowywała, to one prowadziły muzykę.

Bezpośredniość kontaktu – najważniejszy wraz z tą otwartością atrybut – okazała się najlepsza z dotychczasowych; ta redukcja pogłosów wraz ze swobodą płynięcia i doskonałością zarówno artykulacji jak ekspresji czyniła wokale najbardziej naturalnymi, takimi istniejącymi po prostu, bezdyskusyjnie prawdziwymi. (Co w sumie jest najtrudniejsze. Albowiem „po prostu” muzyka? Dobre sobie – to zwykle kosztuje majątek. Ale nie tu.) Same słuchawki? Mistrzowskie połączenie doskonałości brzmienia i łatwości słuchania. Przetwornik RME? Ani trochę dla nich za słaby – przeciwnie, podkreślający ich mistrzostwo.

 

Final Sonorous X

Minione już niestety NightHawk na włos nie odstawały od wielokrotnie droższych.

Na deser te jeszcze droższe Final – dynamiczne i zamknięte. Z ekstremalnie niską impedancją 16 Ω, a więc trudne jak Beyerdynamic, tyle że z drugiej strony. Gniazdkiem dla dokanałówek przetwornik RME łykną tę trudność jak pelikan, odpalając charakterystyczne dla tych X, niezwykle wyrafinowane brzmienie. Dużo bardziej niż u planarnego pobratymca sopranowo aktywne, wręcz pod tym względem forsowne, więc znów skutecznie tonowane mieszaniem kanałów, którego D8000 ani trochę nie chciały. Jednak z użyciem tego „Crossfeed” jedynie śladowym, wyskalowanym na najniższy próg działania.

I tak jak u D8000 dźwięk podstawowy w swobodnym przepływie był wszystkim, a przestrzeń nie przez pogłosy a ten przepływ formowana, tak u Sonorous X relacje przestrzenne stanowiły dominantę  i one kształtowały dźwięk, a nie on je. Ogólna przy tym żywość, mniej gładkie a bardziej chropawe dźwięki – i ogólnie to wszystko, co ostatnio w osobnym artykule poświęconym w całości ich porównaniu udało się wyłapać. Więc się nie będę powtarzał i tylko sumarycznie powiem, że także dla tych Sonorous X przetwornik od RME okazał się wystarczająco dobrym partnerem, aczkolwiek Final D8000 podobały mi się z nim bardziej.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

17 komentarzy w “Recenzja: RME ADI-2 DAC FS

  1. Calluna pisze:

    Fidata – czy udało się porównać te wersje 3m kabla z 1m? Bo czasami różnie to może wyglądać.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Mam jedną Fidatę długości 1,0 m.

  2. Calluna pisze:

    Jeszcze jedno pytanie. Czy w ewentualnej recenzji tego kabla będzie porównanie do ifi Gemini 2?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Myślę, że będzie.

  3. Artur pisze:

    Panie Piotrze, do focal clear, to cudo, questale i600 czy soul note sd300?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Soul Note nie znam, a Questyle jest bardzo w porządku, ale wolałbym RME.

  4. Przemysław pisze:

    Po tej recenzji rozumiem, dlaczego do D8000 polecał Pan ADIego. Dziękuję za nią i pozdrawiam!!!

  5. Fon pisze:

    Jak lepiej zagra z rca czy xlr czy jest w tym przypadku różnica, chodzi o podłączenie do integry

    1. Piotr Ryka pisze:

      Ogólnie bez różnicy. Może to zależeć od samej integry.

  6. Marcin pisze:

    Panie Piotrze,

    Przede wszystkim urządzenie posiada wejście USB w specyfikacji 2.0 a nie 3.0, co zresztą widać na zdjęciu. Kable FiData nie posiadają żadnych modułów ulepszających. Każde złącze USB ma obrobioną maszynowo aluminiową obudowę i tylko tyle. Jest o tym mowa na stronie producenta.

    No i szkoda, że nie było testu w pełnowymiarowym systemie stereo ale faktycznie pamiętam stoisko Struss’a i grało tam ciekawie 🙂

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie umiem powiedzieć na jakiej zasadzie, bo trudno demontować kabel, niemniej sprawdziłem Fidatę z iDefenderem i iSilancerem – w każdym wypadku następowało pogorszenie a nie poprawa. I to nie tylko w przypadku RME. Parametr 3.0 jest, a w każdym razie był podany na stronie samego RME.

    2. Piotr Ryka pisze:

      I jeszcze odnośnie testu głośnikowego. W salonie podpięte do systemu stoją teraz Zingali 3.15 za sto osiemdziesiąt tysięcy. Cenowo by raczej nie pasowały, chociaż… A przede wszystkim nie mogłem spalić ich recenzji. Nosić w pojedynkę też ich się nie da.

  7. Edyta Górniak pisze:

    Panie Piotrku, widziałby Pan ten DAC/AMP ze słuchawkami OPPO PM3 jako idealny partner do pokazania tego co te słuchawki mają najlepszego czyli artykulacja, naturalne barwy, płynność średnicy?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Jak najbardziej.

  8. Edyta Górniak pisze:

    Dziękuję za odpowiedź. Zaintrygowała mnie Pana recenzja tego DAC/AMP nieznanej mi do tej pory firmy. Dokonałem szybkiego przeglądu sieci i cholerka… wszędzie, gdzie ten RME ADI-2 DAC FS pojawił się na testach został słusznie wychwalony, więc nie jest Pan oryginalny w swojej recenzji – że tak to napiszę:) Pozostaje ściągnąć tę jakże ciekawą maszynę do siebie i kto wie, kto wie…

    1. Piotr Ryka pisze:

      Dziękuję za szczere słowa, pani Edyto.

  9. Marek pisze:

    Hehe a to niespodzianka, że sprzęt nie musi kosztować równowartości ludzkiej nerki aby zagrać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy