Recenzja: RME ADI-2 DAC FS

Budowa

Już opakowanie jest efektowne.

   Wasze szczęście będzie ważyło równy kilogram. Za upadającej komuny mogło takie szczęście przybierać postać kilograma cukru, flaszki wódki, albo dowolnej pary pasujących rozmiarem butów (też były na kartki), a teraz może to być kilogram elektroniki, ćwierć kilo smartfona, albo półtorej tony samochodu. Czasy na szczęście się zmieniły. Zmieniły także tym, że niemiecka elektronika wysokiej klasy może być teraz tania, co kiedyś było nie do pomyślenia.

Ale gadam i gadam, a konkrety czekają. Ten wasz szczęśliwy kilogram to czarne pudełko z cienkiej blachy aluminiowej na ładny mat anodyzowanej. Stojące na dających przyjemne odczucia wzrokowe solidnych, szerokich nóżkach o srebrnych rantach i mające jeszcze przyjemniejszy w odbiorze wysokiej rozdzielczości spory kolorowy wyświetlacz LCD. Na którym wyświetla się po kawałku rozgałęzione drzewo decyzji (gałązka po gałązce) i na którym mogą zatańczyć wskaźniki wysterowania, o ile ktoś lubi widzieć podczas słuchania jak słupki poszczególnych zakresów wznoszą się i opadają. Dla takich jak ja natomiast, którzy tego nie lubią, można wszystko wygasić i urządzenie pracując świeciło będzie jedynie tymi srebrnymi rantami nóżek i złotymi obwódkami gniazd słuchawkowych. Natomiast dla przypadków pośrednich możliwa jest regulacja jasności w dziesięciostopniowej skali, więc nie mogłoby być lepiej.

Panel frontowy licząc od lewej to kolejno: z czerwoną (wyłączone) albo białą (włączone) obwódką spory włącznik/wyłącznik. Za nim dwa gniazda słuchawkowe (oba niesymetryczne) – jedno na duży, drugie na mały jack. I w tym miejscu uwaga, że to małe zasadniczo tylko dla słuchawek dousznych, czyli takich o najwyższej czułości, ponieważ większe ma niewiele, ale jednak, lepsze parametry techniczne (większą moc, większy odstęp sygnału od szumu, większą dynamikę i mniejsze THD). W praktyce może być jednak inaczej, gdyż to na mały daje łagodniejsze brzmienie. Lecz zdaniem producenta duże słuchawki zawsze w duże, nawet jeżeli kabel zakończony mają firmowo małym jackiem (jak Ultrasone Tribute 7 czy Final Sonorous X). Na prawo od gniazd spore i przede wszystkim wygodne, bo daleko wystające, pokrętło regulacji głośności, którego każde poruszenie skutkować będzie wyświetleniem głośności w decybelach – w przypadku wyłączonego oświetlenia gasnące po kilku sekundach. Na prawo odeń jeden nad drugim cztery niewielkie przyciski obsługi drzewa decyzji, za którymi rozciąga się ekran, a za nim mamy jeszcze dwa, podobnie jedno nad drugim, pokrętła – też do obsługi tego drzewa. Przyciskami wybieramy jedną z głównych gałęzi; naciskając pokrętła przechodzimy do wystających z niej mniejszych; a kręcąc nimi do najmniejszych, czyli konkretnych ustawień i wyborów. Tych jest tyle, że instrukcja obsługi to pokaźna książczyna (bardzo ładnie wydana, co niemało mnie zaskoczyło). Gdybym miał te wybory wszystkie przedstawić, poczułbym się jak ktoś wrzucony do piaskownicy z zadaniem opisania każdego ziarnka. Przesadzam oczywiście, ale urządzenie jest faktycznie profesjonalne i rzeczywiście naszpikowane techniką.

A w nim.

Właściciel będzie więc mógł się w tym pławić, a sam napiszę jedynie, że można tym RME obsługiwać wszystkie standardy próbkowania po 32-bit/768 kHz włącznie, jak również DSD-direct, można balansować balansem kanałów, odwracać fazę (by ją dopasowywać do nagrań z odwróconą) i dostajemy także pięciopasmowy equalizer. W zapasie mamy także szerokoprzepustowe wejście USB 3.0, a regulację głośności można realizować cyfrowo bądź analogowo, wedle życzeń. Mało tego – dostajemy do dyspozycji bardzo precyzyjny zegar wpisany w rozbudowany i wyjątkowo skuteczny układ eliminacji jittera, a od strony prądowej posługuje się nasz RME zewnętrznym niskoprądowym zasilaczem, co automatycznie eliminuje bardzo kosztowny problem dobrego zasilającego kabla. (Zamieniając go na tego niedrogiego iPurifiera, o którym przy odsłuchach).

Panel tylny oferuje trzy wejścia cyfrowe: wspomniane USB 3.0, a oprócz niego koaksjalne oraz optyczne; a także dwa komplety analogowych wyjść: niesymetryczne RCA i symetryczne XLR. Jest zatem wszystko co potrzeba, a sam przetwornik okazuje się symetryczny, ale nie słuchawkowy wzmacniacz. Owszem, możemy taki od RME dostać, ale to będzie kosztowało ponad sześć tysięcy za identyczny gabarytowo ale jeszcze obfitszy funkcyjnie ADI-2 PRO – o dwóch dużych jackach z do wyboru opcjami dwa razy wyjście niesymetryczne lub raz dual mono. (Czyli identycznie jak w Phasemation.) I jest jeszcze na tym tyle niezbędne gniazdko prądowe POWER z obsługą automatyczną, to znaczy akceptujące wszystkie zasilacze z przedziału 7-15V. Automatyczny jest także sam dołączony zasilacz, akceptujący napięcia w gniazdku z zakresu 100-240V i 50/60Hz.

W skład kompletu wchodzi pilot, i bardzo jest sympatyczny. Sporawy, ale niezbyt duży, lekki, płaski i dobrze leżący w ręce. Można nim nie tylko minimalistycznie regulować głośność (jak to u niektórych takich pilotów bywa), ale także włączać i wyłączać całe urządzenie, wyciszać je jednym przyciskiem oraz wybierać wejścia cyfrowe. Można także jednym z czterech przycisków numerycznych wybierać jedno z całościowych ustawień wcześniej przez użytkownika zdefiniowanych.

Od strony danych technicznych mamy do czynienia z redukcją jittera o minimum 50 dB przy jednoczesnej synchronizacji sygnału wejściowego do jednej nanosekundy, stosunkiem S/N 120 dB, pasmem przenoszenia 0 Hz – 109 kHz, separacją kanałów powyżej 120 dB i THD poniżej 0,00016%.

Gdy chodzi o sam wzmacniacz słuchawkowy, to na wyjściu dużego jacka dostajemy aż 1,5 W mocy (co daje się zauważyć), a także bardzo niską impedancję 0,1 Ω. (Którą ktoś zmierzył i wyszło 0,5 Ω – ale to i tak znakomicie). Wszystkie pozostałe parametry odnośnie gniazdka słuchawkowego są odrobinę gorsze od podanym wyżej dla gniazd RCA, ale i tak rewelacyjne. (Szczegóły w danych technicznych.)

Duży ekran i spory pilot gwarantują wygodną obsługę.

Urządzenie działa bez sterowników – Windows 10 Pro je rozpoznał – niemniej sterowniki należy wpisać, ponieważ poszerzają zakres możliwych ustawień i poprawiają jakość dźwięku. (I przypominam – zaznaczyć trzeba w ustawieniach dźwięku samego Windows zero poprawek systemowych oraz próbkowanie 16-bit/44,1 kHz, gdyż tak będzie brzmieniowo najlepiej. Albowiem Windows to łajza, niczego nie poprawia, wszystko psuje.)

Całość przybywa w eleganckim opakowaniu z lśniącą i kolorową obwolutą, że naprawdę można bić brawo, zwłaszcza że konkurencja, nawet ta dużo droższa, pakuje się zwykle skromniej.

Aha – i bym zapomniał! – RME ADI-2 DAC oferuje też ustawianą w pięciu zakresach funkcję mieszania kanałów „Crossfeed”, której działanie będzie wyraźnie słychać. A także pięć filtrów cyfrowych, równie wyraźnie od ustawienia do ustawienia się różniących.

 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

17 komentarzy w “Recenzja: RME ADI-2 DAC FS

  1. Calluna pisze:

    Fidata – czy udało się porównać te wersje 3m kabla z 1m? Bo czasami różnie to może wyglądać.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Mam jedną Fidatę długości 1,0 m.

  2. Calluna pisze:

    Jeszcze jedno pytanie. Czy w ewentualnej recenzji tego kabla będzie porównanie do ifi Gemini 2?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Myślę, że będzie.

  3. Artur pisze:

    Panie Piotrze, do focal clear, to cudo, questale i600 czy soul note sd300?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Soul Note nie znam, a Questyle jest bardzo w porządku, ale wolałbym RME.

  4. Przemysław pisze:

    Po tej recenzji rozumiem, dlaczego do D8000 polecał Pan ADIego. Dziękuję za nią i pozdrawiam!!!

  5. Fon pisze:

    Jak lepiej zagra z rca czy xlr czy jest w tym przypadku różnica, chodzi o podłączenie do integry

    1. Piotr Ryka pisze:

      Ogólnie bez różnicy. Może to zależeć od samej integry.

  6. Marcin pisze:

    Panie Piotrze,

    Przede wszystkim urządzenie posiada wejście USB w specyfikacji 2.0 a nie 3.0, co zresztą widać na zdjęciu. Kable FiData nie posiadają żadnych modułów ulepszających. Każde złącze USB ma obrobioną maszynowo aluminiową obudowę i tylko tyle. Jest o tym mowa na stronie producenta.

    No i szkoda, że nie było testu w pełnowymiarowym systemie stereo ale faktycznie pamiętam stoisko Struss’a i grało tam ciekawie 🙂

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie umiem powiedzieć na jakiej zasadzie, bo trudno demontować kabel, niemniej sprawdziłem Fidatę z iDefenderem i iSilancerem – w każdym wypadku następowało pogorszenie a nie poprawa. I to nie tylko w przypadku RME. Parametr 3.0 jest, a w każdym razie był podany na stronie samego RME.

    2. Piotr Ryka pisze:

      I jeszcze odnośnie testu głośnikowego. W salonie podpięte do systemu stoją teraz Zingali 3.15 za sto osiemdziesiąt tysięcy. Cenowo by raczej nie pasowały, chociaż… A przede wszystkim nie mogłem spalić ich recenzji. Nosić w pojedynkę też ich się nie da.

  7. Edyta Górniak pisze:

    Panie Piotrku, widziałby Pan ten DAC/AMP ze słuchawkami OPPO PM3 jako idealny partner do pokazania tego co te słuchawki mają najlepszego czyli artykulacja, naturalne barwy, płynność średnicy?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Jak najbardziej.

  8. Edyta Górniak pisze:

    Dziękuję za odpowiedź. Zaintrygowała mnie Pana recenzja tego DAC/AMP nieznanej mi do tej pory firmy. Dokonałem szybkiego przeglądu sieci i cholerka… wszędzie, gdzie ten RME ADI-2 DAC FS pojawił się na testach został słusznie wychwalony, więc nie jest Pan oryginalny w swojej recenzji – że tak to napiszę:) Pozostaje ściągnąć tę jakże ciekawą maszynę do siebie i kto wie, kto wie…

    1. Piotr Ryka pisze:

      Dziękuję za szczere słowa, pani Edyto.

  9. Marek pisze:

    Hehe a to niespodzianka, że sprzęt nie musi kosztować równowartości ludzkiej nerki aby zagrać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy