Recenzja: RME ADI-2 DAC FS

Odsłuchy

Mała bestia do zabijania dużych.

   Zacznijmy od kwestii wstępnych, a w odniesieniu do nich od sprzętowych. Czyli od już zaanonsowanego kabla USB Fidata i iFi iPurifiera. O kablu nie będę się rozwodził, ponieważ zyska własną recenzję. Powiem jedynie, że japońska Fidata chciała nim zwrócić na siebie uwagę, robiąc za 1800 złotych taki grający jak te za minimum kilkanaście. W efekcie żaden z tańszych, nawet mający oddzielne przewody dla sygnału i mocy oraz dużą skrzynkę po drodze iFi Gemini z iUSB 3.0 nie dorówna. Więc ta Fidata to okazja, z której radzę skorzystać póki jest. Odnośnie dodatkowa uwaga (też w sumie podnosząca nastrój), że kabel ma własne moduły poprawiające i z innymi takimi się gryzie, tak więc wszelkie iSilencery czy iDefendery nie będą doń zalecane. Słówko natomiast dokładniejsze o małym ale szlachetnie oprawionym w aluminium i ze światełkiem aktywności iPurifierze, czyli szpejku do oczyszczania sieci na kablu za zasilaczem niskonapięciowym DC. W przypadku RME ADI-2 DAC ledwie obok grubego wtyku Fidaty się zmieścił, bo gniazda USB i POWER leżą tuż obok siebie. Ale „na chama” upchnąłem, chociaż nie wyglądało to ładnie. Za to zagrało dużo ładniej! O wiele, wiele, wiele. Tyle się w życiu nasłuchałem różnych popraw za pośrednictwem różnych różności – kabli podstawek, oczyszczaczy – a jednak bym na słowo nie uwierzył, że jakiś iPurifier tyle zdziała. Nasycił, przyciemnił i przede wszystkim uczynił płynniejszą, bardziej analogową, muzykę, że bez przesady zdębiałem. I nawet powiem, że sobie nie wyobrażam używania tego RME bez niego. Być może przy lepszym od standardowego (przy okazji też dużo kosztowniejszym) zasilaczu, o jaki na przykład apeluje dla swoich przetworników Mytek, nie byłby potrzebny. Być może też – w co nie wierzę, lecz dajmy na to – niektórzy mają w domach prąd rewelacyjnej jakości. Jednak w nowym budownictwie u Karola i u mnie w międzywojennym poprawa okazała się tak znaczna, że aż nie do wiary. Zupełnie jakby inne urządzenie, szczególnie w wymiarze analogu i głębi.

I jeszcze o ustawieniach programowych. Mieszanie kanałów w przypadku RME ADI-2 DAC nie okazuje się tak skuteczne jak u Feliks Audio, ani też jak u własnej wersji profesjonalnej, która je lepiej realizuje. Fakt – dochodzi do większej koherencji sceny, lecz kosztem wyraźności obrysów i ekspresji. Staje się bardziej miękko i spójnie, ale mniej dynamicznie i wyraźnie. Więc innych od mieszania nie odwodzę, ale sam z niego zrezygnowałem. (Potem się to pokomplikowało i jeszcze do tego wrócimy.) Natomiast w wersji PRO sygnał z Crossfeed zawsze wolałem. Odnośnie zaś filtrów, to zaistniał tradycyjny dylemat wyboru pomiędzy »Sharp« a »Slow«. Ten pierwszy to ustawienie fabryczne i zgodnie z nazwą dźwięk daje rzeczywiście ostrzejszy, ale tak elegancko, z klasą. Wyrazisty, ale zarazem przestrzenny i nie wyrazisty za bardzo. Więc niemal było mi wszystko jedno, ale ostatecznie wybrałem »Slow« z uwagi na większą płynność, choć mniej zaznaczony kontur i mniejszy nacisk na dykcję i grasejację.

Podpisy z jasną sugestią. Praktyka nieco trudniejsza.

AudioQuest NightHawk

 Już miałem je sprzedawać, ale po tym? Świeżo po spotkaniu z aparaturą Mediamu w Baroque tkwił mi w pamięci wyjątkowej urody i spójności analogowy obraz dźwięku zapisany na taśmie wielkoszpulowego magnetofonu i momentalnie podczas słuchania duetu NightHawk z RME ADI-2 DAC się skojarzył. Podstawowe próbkowanie 44,1 kHz i ani jednej lampy w torze, a charakter brzmienia ten sam. Zupełnie. Znów całkowita spójność i ekstraordynaryjna melodyka – żadnego wyrywania się z czymś bez sensu, gwałtownych kontrastów, najmniejszego śladu podostrzania.

Żona zwróciła mi jakiś czas temu uwagę na Mirelle Mathieu, która wypełzła jej skądś na tablet. Zapomniana gwiazda, motyl sprzed lat. Repertuar względem obecnych mód passé i w ogóle z wybitnych wokalistów muzyki rozrywkowej minionych dekad chyba tylko Elvis jeszcze się broni, gdzieś w tyle za nim Nat King Cole, Ella Fitzgerald, Edith Piaf, Cesaria Evora, Ewa Demarczyk, kilku innych. Od siebie żonie powiedziałem, że ta Mirelle głos rzeczywiście posiadła o nadzwyczajnej mocy i na dodatek specyficzny, momentalnie rozpoznawalny, ale jak dla mnie za ostry, zbyt mocno wpadający w grasejację. Pod wpływem uwag przypomnieniowo z YouTube ją bowiem puściłem (nie pamiętam przy jakiej aparaturze, ale bodaj z Mytekiem Brookłyn+) i mnie skąsała po uszach. To mi się też zaraz przypomniało w kontekście tego niczym z magnetofonu brzmienia, więc idę na YouTube po tą Mirelle… i szok. Najmniejszych oznak ostrości, przesadnie wibrującego „rrrr” – sam głos zjawiskowej urody i mocy. Wciąż specyficzny, ale zupełnie niedrażniący. Oż ty! – to taki z ciebie muzyk, niemiecki przetworniku!? Faktycznie – to urządzenie jest muzykiem. Cyfrowym, bezlampowym, ale muzykiem. W duecie z tymi NightHawk przy walnym współudziale przewodu USB Fidaty i oczyszczacza prądu iFi wybił mi RME z głowy głupie pomysły o sprzedaży rewelacyjnych słuchawek w rewelacyjnych pieniądzach. A przy tym mnie pocieszył. Bo złość oczywiście na to, że te NightHawk przeszłością (czysta głupota z punku widzenia nabywców, lecz może nie producenta?), ale przynajmniej w zamian odkrycie rewelacyjnego przetwornika ze zintegrowanym słuchawkowym wzmacniaczem, a to jest większa gratka niż świetne a niedrogie słuchawki, bo bronią przecież rynku w przedziale niskich cen (circa do dwóch tysięcy) choćby Fostex T60RP, czy Sennheiser HD 660S, a takich super przetworników w okolicach czterech i bez lampowego wsparcia nie ma. Ewentualnie wieża iFi, ale to jednak trochę drożej i więcej z tym zachodu. A Mytek Brooklyn dwa przeszło razy tyle i inni tacy też nietani.

Przebrnąłem potem przez cały repertuar wszelkich gatunków i odmian; i było to radosne brnięcie; tak bardzo, że najmniejszej ochoty nie miałem na przesiadkę do słuchawkowej drożyzny, mimo jej obecności wokół.

Cztery przyciski i trzy pokrętła też z możliwością przyciskania.

Gdybym miał to brzmienie najkrócej scharakteryzować, powiedziałbym dwa słowa: potęga i elegancja. Dokładnie w magnetofonowym stylu – bez koloryzowania, spójnie, żadnych migotek, cienizny, podostrzeń. Pasmo rozwarte i dźwięki wszystkie uwyraźnione oraz zobrazowane przestrzenne – z obrysami nie wokół płaszczyzn a brył i jak to u tych NightHawk z solidnym wypełnieniem. Duża scena, najmniejszej pustki; każdy cal ożywiony, zaangażowany w muzykę. I przede wszystkim wrażenie niezwykłości – to grało nieprzeciętnie i zgoła niekomputerowo. Dojmujące doznanie analogu u źródła, a przecież nieprawdziwe. I do tego ten aspekt ekonomiczny. Policzmy: słuchawki dwa, RME cztery trzysta, dodatki doń dwa czterysta. Razem osiem siedemset. Tyle za w pełni uzbrojony, gotowy do grania system high-end przy komputerze. Bo, zapomniałem powiedzieć, te NightHawk ze swoim kablem (Tonalium pożyczone.) Dwie jeszcze rzeczy muszą dodać i obie o słuchawkach, ale tak naprawdę o przetworniku. Minione niestety NightHawk stwarzają dwie trudności konieczne do przewalczenia: potężny bas wraz z całościową gęstością dźwięku potrafią powodować „mulenie”, a pogłosowy charakter to cecha tych słuchawek, przez co czasami dziwność, obcość. Po jednym i po drugim przy kombajnie od RME nie został nawet ślad. Czysta artykulacja i gęste lecz transparentne medium, a pogłosy wszelkiego rodzaju wyłącznie jako upiększający dodatek – coś akcelerującego  trzeci wymiar jako syndrom popisu. Więc brawo, brawo, brawo! – i tylko tych NightHawk szkoda.

 

Beyerdynamic T1 V2 (kabel Tonalium)

Bardzo wysoka impedancja flagowych Beyerdynamic, poza nimi dziś już prawie niespotykana, bywa przydatna albo nie. Przeważnie okazuje się utrudnieniem, ale do niektórych wzmacniaczy pasuje nadzwyczajnie, że wspomnę o Wells Audio Milo i własnym ASL Twin-Head. Do RME ADI-2 DAC jednak nie pasowała. Zagrało bardzo wyraziście – z medium czystym jak kryształ i tą czystością zaczepnym, że tego nie przeoczysz – ale z podostrzeniem wysokich tonów, że ta Mirelle już nie. Są oczywiście zwolennicy podostrzeń i szczegóły się przy nich ku ich satysfakcji pchają, ale o magnetofonowym komforcie słuchania można było teraz zapomnieć. Z kolei wszystko to, co kojarzy się z cyfrowym audio i jego szkołą brzmienia: wyraziste kontury wokół nie tak wyoblających się dźwięków, połyskliwość, kontrasty, mocniejsze piki sopranowe, a już tak bardziej w kontekście samych słuchawek nie taki zjawiskowo mocny i przestrzenny bas, chociaż bynajmniej nie słaby. Ogólnie przesunięcie skrajów ku górze bez jednoczesnego przemieszczania średnicy i muzyka dużo ostrzejsza, migotliwa, bardziej nerwowa, a mniej wybaczająca nagraniom. Ale od czego technologia. Equalizera wprawdzie nie użyłem, ale udałem się po pomoc do „Crossfeed”, pamiętając o jego zdolności do łagodzenia i ujednolicania brzmienia.

Z tyłu niezbędny komplet.

Bardzo dobrze się sprawdził i z nim dopiero T1 zabłysły w sensie jakości a nie pojedynczych sopranowych iskierek. Kontury złagodniały, dźwięk lepiej się wypełnił i podszedł bliżej do analogu. Nie tak blisko jak z NightHawk, ale wystarczająco blisko dla przyjemnego słuchania i uznania dla całościowej jakości. Te słuchawki nie są na pewno dla tańszego RME pierwszym wyborem (droższego z nimi nie testowałem), ale nieco pokombinowawszy można go z nimi pożenić i będzie całkiem w porządku.

 

 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

17 komentarzy w “Recenzja: RME ADI-2 DAC FS

  1. Calluna pisze:

    Fidata – czy udało się porównać te wersje 3m kabla z 1m? Bo czasami różnie to może wyglądać.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Mam jedną Fidatę długości 1,0 m.

  2. Calluna pisze:

    Jeszcze jedno pytanie. Czy w ewentualnej recenzji tego kabla będzie porównanie do ifi Gemini 2?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Myślę, że będzie.

  3. Artur pisze:

    Panie Piotrze, do focal clear, to cudo, questale i600 czy soul note sd300?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Soul Note nie znam, a Questyle jest bardzo w porządku, ale wolałbym RME.

  4. Przemysław pisze:

    Po tej recenzji rozumiem, dlaczego do D8000 polecał Pan ADIego. Dziękuję za nią i pozdrawiam!!!

  5. Fon pisze:

    Jak lepiej zagra z rca czy xlr czy jest w tym przypadku różnica, chodzi o podłączenie do integry

    1. Piotr Ryka pisze:

      Ogólnie bez różnicy. Może to zależeć od samej integry.

  6. Marcin pisze:

    Panie Piotrze,

    Przede wszystkim urządzenie posiada wejście USB w specyfikacji 2.0 a nie 3.0, co zresztą widać na zdjęciu. Kable FiData nie posiadają żadnych modułów ulepszających. Każde złącze USB ma obrobioną maszynowo aluminiową obudowę i tylko tyle. Jest o tym mowa na stronie producenta.

    No i szkoda, że nie było testu w pełnowymiarowym systemie stereo ale faktycznie pamiętam stoisko Struss’a i grało tam ciekawie 🙂

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie umiem powiedzieć na jakiej zasadzie, bo trudno demontować kabel, niemniej sprawdziłem Fidatę z iDefenderem i iSilancerem – w każdym wypadku następowało pogorszenie a nie poprawa. I to nie tylko w przypadku RME. Parametr 3.0 jest, a w każdym razie był podany na stronie samego RME.

    2. Piotr Ryka pisze:

      I jeszcze odnośnie testu głośnikowego. W salonie podpięte do systemu stoją teraz Zingali 3.15 za sto osiemdziesiąt tysięcy. Cenowo by raczej nie pasowały, chociaż… A przede wszystkim nie mogłem spalić ich recenzji. Nosić w pojedynkę też ich się nie da.

  7. Edyta Górniak pisze:

    Panie Piotrku, widziałby Pan ten DAC/AMP ze słuchawkami OPPO PM3 jako idealny partner do pokazania tego co te słuchawki mają najlepszego czyli artykulacja, naturalne barwy, płynność średnicy?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Jak najbardziej.

  8. Edyta Górniak pisze:

    Dziękuję za odpowiedź. Zaintrygowała mnie Pana recenzja tego DAC/AMP nieznanej mi do tej pory firmy. Dokonałem szybkiego przeglądu sieci i cholerka… wszędzie, gdzie ten RME ADI-2 DAC FS pojawił się na testach został słusznie wychwalony, więc nie jest Pan oryginalny w swojej recenzji – że tak to napiszę:) Pozostaje ściągnąć tę jakże ciekawą maszynę do siebie i kto wie, kto wie…

    1. Piotr Ryka pisze:

      Dziękuję za szczere słowa, pani Edyto.

  9. Marek pisze:

    Hehe a to niespodzianka, że sprzęt nie musi kosztować równowartości ludzkiej nerki aby zagrać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy