Recenzja: music hall classic

Podsumowanie

   Gramofony to gramofony – inny świat. Ale skomplikowany, jak zresztą większość światów. W dodatku w dużej mierze niezbadany, co tu akurat wyszło i się rozpanoszyło. Kto by pomyślał, coś takiego? A jednak, można sprawdzić. Gramofon już spakowałem do oddania, podkładki jeszcze mam, można się w Nautilusie umówić. Ewentualnych niedowiarków zapraszam, bo pewny jestem swego. Przy takich samych wkładkach różnica względem drogich będzie mała, a nawet przeciw drogiej wkładce ta music halla może stawać, pod warunkiem, że wraz z ramieniem i resztą stanie na drogich podstawkach.

W sumie to nie jest żadne novum, ani dogłębnie zaskakujące, ponieważ czytelnicy oddani sprawie gramofonów pewnie sobie przypominają, że wielokrotnie już wychwalałem niedrogie, w tym naprawdę taniego od Sony. Także brzmiały rewelacyjnie, natomiast żaden nie stawał na tak wyrafinowanych podkładkach, wtedy ich jeszcze nie było. A teraz są i można swojemu gramofonowi i sobie przy okazji zrobić dużą przyjemność. Lecz niezależnie od podstawek music hall classic to udane nawiązanie do pamiętnego Linna Sondeka, które już na niedrogich antywibratorach Avatara grać będzie na pełny etat, że tylko siadać, słuchać. Ale nawet bez jakiejkolwiek ponad własne łapy antywibracji otrzymamy gramofonowe jądro – dźwięk płynny, energetyczny i doskonale w całość związany. Potężny wygląd i elegancki fornir obudowy także robią wrażenie, tym lepiej będzie się słuchać. A wracając jeszcze do tego gramofonowego świata i jego komplikacji – te music hall classic upraszcza do zera; żadnych komplikujących ceregieli z montażem wkładki, ustawianiem ramienia, poszukiwaniem przedwzmacniacza oraz specjalnych kabli. „All Inclusive”, wszystko od razu. I to jest lepszy świat – bez komplikacji, a piękny.

 

W punktach:

Zalety

  • Rzeczywiście klasyczny, budzący respekt rozmiarem wygląd.
  • Udanie nawiązujący do najbardziej klasycznego gramofonu w historii.
  • Samo brzmienie podobnie udane, a budżetowo tanie.
  • W jego ramach, nawet bez żadnych ulepszeń, typowo gramofonowy styl.
  • Zatem analogowy czar.
  • Głębokie, barwne i nasycone brzmienie.
  • Co ważniejsze – bardziej tryskające energią niż z najlepszych nawet źródeł cyfrowych.
  • Bardziej też melodyjne i spójne.
  • Skupione wokół centrum pasma, ale tak nastrojowe, że o resztę się nie dba.
  • Jednak ta reszta jak najbardziej do wydobycia, i to nawet bez zmiany wkładki.
  • A wówczas, gdy maksymalnie się postarać, brzmienie niczym z drogiego gramofonu.
  • I wtedy ono takie, że się nie można oderwać.
  • Cały majestat autentyzmu w gramofonowej szacie analogu.
  • Wykonawcy tak żywi, że aż na skórze dreszcze.
  • Ślepy test byłby kompromitacją dla próbujących odgadnąć cenę.
  • Wszystko gotowe do uruchomienia, nie trzeba niczego dokupować.
  • I to wszystko się sprawdza w użyciu – niczego tutaj nie ma, aby tylko się nazywało; nic nie trzeba wymieniać poza może najtańszym kablem.
  • Wyjątkowa prostota obsługi.
  • Talerz startuje błyskawicznie.
  • Nie trzeba przekładać paska dla zmiany prędkości obrotów.
  • Wszystko perfect działa.
  • Znakomita relacja jakość/cena.
  • Znana marka.
  • Polska dystrybucja.
  • Made in Czech Republic.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Wygląd nie dla ceniących awangardowość.
  • Klapę trzeba opuszczać z wyczuciem, bo opada za prędko.
  • Dźwignia ręcznej obsługi mogłaby być nieco dłuższa.
  • Pozwalające wyciskać maksimum jakości brzmienia podstawki antywibracyjne Synergistic Research MiG SX kosztują pięć tysięcy, zatem więcej niż sam gramofon.

 

Dane techniczne Music Hall Classic:

  • Wymiary: 435 x 367 x 157 mm.
  • Waga: 6,9 kg.
  • Napęd: paskowy.
  • Talerz: odlew aluminiowy ø305 mm.
  • Zasilacz nagniazdkowy: DC 12 V/ 2 A.
  • Kołysanie i trzepotanie: poniżej 0,12%.
  • Stosunek S/N: 65 dB.
  • Tolerancja prędkości: +/- 3%.
  • Wkładka: music hall CN 5534.
  • Separacja kanałów: powyżej 18 dB.
  • Równowaga kanałów: 2,5 dB przy 1 kHz.
  • Sugerowany nacisk: 2,0 ± 0,5 g
  • W komplecie: gramofon, kabel RCA, przeciwwaga, zasilacz, osłona przeciwpyłowa, mata talerzowa, talerz, pasek, zespół głowicy, adaptery wtyczek, instrukcja obsługi.
  • Cena: 3190 PLN

 

System:

  • Źródło: music hall classic.
  • Przedwzmacniacz gramofonowy: Phasemation EA-200 Phono.
  • Przedwzmacniacz/wzmacniacz słuchawkowy: ASL Twin-Head Mark III.
  • Słuchawki: HEDDphone (kabel Sulek), Meze Empyrean (kabel Tonalium-Metrum Lab), Sennheiser HD 800 (kabel Tonalium-Metrum Lab), Ultrasone Tribute 7 (kabel Tonalium-Metrum Lab) .
  • Końcówka mocy: Croft Polestar1.
  • Kolumny: Zingali Client Evo 3.15.
  • Interkonekty: Sulek Audio & Sulek 6×9, Tara Labs Air 1.
  • Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Acrolink MEXCEL 7N-PC9500, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One, Shunyata Sigma NR, Sulek 9×9 Power.
  • Listwa: Power Base High End.
  • Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS.
  • Kondycjoner masy: QAR-S15.
  • Podkładki pod kable: Acoustic Revive RCI-3H, Rogoz Audio 3T1/BBS.
  • Podkładki pod sprzęt: Avatar Audio Nr1, Solid Tech „Disc of Silence”, Synergistic Research MiG SX.
Pokaż cały artykuł na 1 stronie

7 komentarzy w “Recenzja: music hall classic

  1. Marcin pisze:

    Jakże miło jest przeczytać recenzję dobrego sprzętu w ludzkich pieniądzach. Bo to że coś potrafi pięknie zagrać, to cóż z tego, jeśli kosztuje tyle co nowy samochód osobowy? Wtedy to nawet i szkoda czasu na czytanie, bo po co czytać test Ferrari, jeśli stać tylko na Skodę?

    Dziękuję za recenzję i oby więcej takich diamentów z wzorowym stosunkiem ceny do jakości nam się trafiało!

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tak, oby. Ale diamenty – trudna sprawa. Na ulicy nie leżą.

  2. Sławek pisze:

    Panie Piotrze,
    bardzo dziękuję za tą recenzję. Avatary na pewno, a te lepsze…? no cóż, może potem jak portfel pozwoli, ale może najpierw tego music halla?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nowe Avatary są poprawione odnośnie siły realizmu, ale odsłuchowo można woleć poprzednie; nieznacznie, ale do napędzenia łatwiejsze, bo torom trochę więcej wybaczające.

  3. jafi pisze:

    Chyba lato sprzyja gramofonowi:) Od wczoraj słucham 30 letniego Thorensa TD160, a w drodze do mnie wspomniany w artykule Linn Sondek LP12 z 1973 roku. Oba wyglądają klasycznie, z pewnością nienowocześnie.
    Thorensowi poświęciłem jeden dzień, by już wieczorem cieszyć się muzyką. Powinienem napisać z dużej litery. A dlaczego? Bo nie mam wątpliwości, że te gramofony przybliżają mnie do muzyki, jaką dane było mi słyszeć w realu: spójnie, żywo, barwnie.
    Przy pierwszym słuchaniu zapytałem siebie: tylko tyle?
    Kolejne działania z gramofonem trochę przypominały te, którym uwagę poświęcił Piotr przy tej okazji.
    Były więc nowe podkładki pod gramofon, inna mata, w moim przypadku zmiana igły (wkładka Shure M 44G), ale też demontaż pokrywy, ustawianie wysokości ramienia.
    Dzisiaj chcę swoją uwagę skoncentrować na pasku, w niedalekiej przyszłości na zasilaczu.
    Gra pięknie, kosztował porównywalnie do music halla, a kto wie czym może jeszcze zaskoczyć.

  4. miroslaw frackowiak pisze:

    Akurat posiadam gramoon ADFontes polskiego producenta juz pare lat z 12cal ramieniem w komplecie w podobnej cenie co tu Piotr przedstawia,trzeba powiedziec ze fantastycznie gra i wyglada,jest to obecnie najlepiej grajacy i wygladajacy gramofon na swiecie w tej cenie dla mnie oczywiscie,jakby kosztowal trzy razy tyle to dalej mialby powodzenie u kupujacych.Jedna rzecz jaka wykonalem dodatkowo dla usprawnienia tego gramofonu, bylo zainstalowanie automatycznego stabilizatora obrotow,ale to moj pomysl i tak gra dobrze tez bez niego.Piotrze przetestuj prosze ten gramoon co polskie tez jest swietne…polecam z calego serca..
    adfontes.pl

    1. Piotr Ryka pisze:

      Zadzwonię, zapytam. Ale ADFontes robi gramofony tylko na zamówienie, więc pewnie pokazowego na wynos nie ma.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy