Recenzja: Gustard R30

     Cóż można jeszcze powiedzieć na temat przetworników? Wszyscy wdrożeni w temat jakościowych reprodukcji muzycznych mają świadomość zasadniczej teraz ich roli, co nie dotyczy jedynie korzystających głównie lub wyłącznie z gramofonów. Tak więc kwestia ogólna, tyle razy już wałkowana, spada z tablicy informacyjnej, tego są wszyscy świadomi i wszyscy mają bardziej lub mniej wyrobione zdania odnośnie poszczególnych marek i zagadnień technicznych, w rodzaju modeli przetwarzania oraz jakości poszczególnych transferów cyfrowych. Ale tym gorętsza staje się kwestia szczegółowa: który konkretnie przetwornik wybrać? Jako że w odniesieniu do niej trafiamy na istny ocean sprzętowy i ceny od groszowych po kosmiczne. Groszowe w tym momencie nas nie interesują, kosmiczne także nie, lądujemy dokładnie pomiędzy, bierzemy się za ocenianie dużego gabarytowo przetwornika o rozbudowanych możliwościach technicznych, kosztującego 13 tys. PLN. Kosztującego zatem całą solidną pensję, a może jednak trochę więcej – na sprawę można spoglądać różnie, ale nie o tym teraz mowa. Bez szczegółowych dywagacji da się stwierdzić, że kto się może pochwalić przyzwoitym zarobkowaniem, tego na tytułowego Gustarda stać, do rozstrzygnięcia pozostaje, czy będą to dobrze wydane pieniądze.

    Sądząc po głosach w Internecie, który stał się wyrocznią ale bywa niejednoznaczny, wydane jak najsłuszniej – i w tej sytuacji ciągnięcie tematu wydaje się zbyteczną mitręgą piszącego i stratą czasu czytających. Ale, jak powiadają, diabeł zwykł tkwić w szczegółach – to jeden powód, a kolejny, to prośba czytelników.

    Przeglądając wszechsprawczy Internet, ku swemu zaskoczeniu nie trafiłem na plejadę recenzji, nie trafiłem nawet na żadną polską na pierwszych stronach wyszukiwarki Google. Niezależnie od tego czy dość dobrze szukałem, czy tak tylko po łebkach, deszcz recenzyjny na mnie nie spadł, spadły same luźne opinie. A skoro tak, to może warto ździebko lub więcej czasu temu Gustardowi poświęcić, sycąc przy okazji własną ciekawość, zalewem pozytywów rozbudzoną.

    Jeden z proszących tak się zaangażował, że nawet sam zadzwonił do dystrybucji i wstępnie uzgodnił przysłanie, a była to już druga dystrybucja – wcześniejsza mnie samemu obiecała i słowa nie dotrzymała. Ostatecznie ciągnący się miesiącami temat recenzji przetwornika Gustard R30 sfinalizował się przesyłką – słów więcej już nie mnożąc prócz tych z podziękowaniami dla wszystkich na rzecz działających, pora brać się za sprawę.

     Tę należy rozpocząć od podstaw, czyli od producenta, którego nazwa nic mi nie mówiła, nie działam bowiem jako bibliotekarz w bibliotece nazw firm produkujących aparaturę audio, której katalog opiewa ponoć na przeszło dwadzieścia tysięcy pozycji. Gustard? Co to znowu za Gustard?

   Okazuje się, że to chińska marka związana z Shenzen, w której to osiemnastomilionowej metropolii ze stumilionowego Megapolis Rzeki Perłowej działa aż przeszło sto firm z branży audio, w tym SMSL, Shanling, Aune, HiBy, Moondrop, Fosi, 7Hz, Soundmagic, Anker, Soundpeats, Truthear, Horn, Edifier, Matrix i pośród onych także Gustard. (Ciekawa lista, nieprawdaż?)

     Gustard, czyli w rozwinięciu do pełnej nazwy Shenzhen GUSTARD Technology Co., Ltd. – powstała w 2013 roku firma specjalizująca się w stacjonarnych przetwornikach, odtwarzaczach sieciowych, wzmacniaczach słuchawkowych i zegarach wzorcowych, sama o sobie mówiąca, że preferuje sprzedaż bezpośrednią z uwagi na obniżkę kosztów, dysponuje pełnym zapleczem badawczym, rozwojowym i produkcyjnym, a przy tym ściśle współpracuje z amerykańskim ESS Sabre, dostawcą mistrzowskich kości DAC.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

11 komentarzy w “Recenzja: Gustard R30”

  1. Marcin K pisze:

    Piotrze,

    Przeczytałem recenzję i podziękowania za nią. Nie mniej jednak bardzo istotna uwaga co do niej: Gustard wypuścił X30 oparty o Sabre, a kilka miesięcy później R30, który jest DACiem R2R. Oba urządzenia wizualnie są identyczne, a odróżnia je tylko mały akcent wykończeniowy płyty aluminiowej pod logiem/włącznikiem „G” na czole urządzenia. W X30 aluminium pod logiem jest zakończone ostro, tworząc kąt, w R30 natomiast wykończenie jest zaokrąglone.

    Jeśli więc zdjęcia w recenzji przedstawiają dokładnie ten recenzowany egzemplarz, to recenzowałeś R30, nie X30.

    Opis techniczny na dwóch pierwszych stronach recenzji dotyczy X30, nie R30.

    W internecie można trochę poczytać o różnicach sonicznych pomiędzy tymi dwoma DACami, ale z grubsza X30 gra bardziej klinicznie, a R30 naturalnie, ciepło i z wypełnieniem – z grubsza tak jak to w recenzji przedstawiłeś.

    Jestem właścicielem R30 i podzielam Twoją opinię, jednocześnie dziękuję za potwierdzenie, że to bardzo dobre urządzenie i trzeba dać sobie spokój z jakimiś dalszymi poszukiwaniami i cieszyć się tym, co się ma 🙂

    Pozdrowienia!

    1. Piotr Ryka pisze:

      A w takim razie dobrze i niedobrze. Opisałem twój DAC, ale pod niewłaściwą nazwą. Pułapki czają się wszędzie, Agata Christie nawet twierdziła, że wszędzie czai się zło. W wymianie zdań z Audiomagic była mowa o X30, ale najwyraźniej to R30 teraz królem i ma obwód bardzo zbliżony do Audiobyte, a nie samą regulację głośności w oparciu o R2R. Tytuł recenzji zmienię od razu, opis techniczny później.

      1. Marcin K pisze:

        Sklep wysłał R30 bo taka była prośba 🙂
        Dobrze się stało że nie wysłali X30, bo ten podobno aż tak udany jak R30 nie jest. Przeczytałem sporo przed zakupem i ci co porównywali oba urządzenia piszą że R wygrywa w każdym aspekcie z X.

        U mnie były dwa DACi na testach bezpośrednich: R30 i Venus 15. Ten drugi wizualnie pasował do reszty sprzętu przepięknie: wszystkie inne urządzenia prócz końcówki były identyczne wymiarowo i wizualnie jak od jednego producenta, bardzo mi się to podobało. Ale finalnie został R30, grał muzykę emocjonalną, dociążoną, ludzką. Venus przy nim to chudzina i bardzo techniczny, a to przecież też R2R. Być może przestrzeń w Venus była minimalnie szersza, ale reszta to takie techniczne granie, na wysokim poziomie, ale to trzeba lubić.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Pewnie już mi mówiłeś, ale przypomnij na jakich słuchasz słuchawkach? Ja rozmawiałem o wypożyczeniu z szefem, a Ty może z pracownikiem? Nieważne, grunt że przyszedł lepszy i właśnie twój. A przede wszystkim, że jest taki dobry. Wzmacniacz słuchawkowy może też będzie, nawet nie zdążyłem o nim przeczytać, czy też jest tak dobry.

          1. Marcin K pisze:

            Tak, wysłałem do nich maila z prośbą o wypożyczenie dla Ciebie, a w historii mailowej była faktura, że od nich kupiłem, więc wiedzieli że chodzi o R30. Pozatym R jest dużo bardziej popularniejszy od X, a że nazwa prawie taka sama, to może nawet i szef się pomylił, z korzyścią dla wszystkich 🙂

            R30 gra u mnie z Jays CD 3mk3, AVM PA8 oraz Plinius Reference. Różne kable, w tym głównie DIY na markowych komponentach.
            Będę też robił odsłuchy z K1000 i integrą 300B od Allnic, ale to jak znajdę czas.

          2. Piotr Ryka pisze:

            A co produkuje dźwięk?

    2. Sławek pisze:

      Na pierwszym zdjęciu, na wyświetlaczu stoi jak byk R30! A więc zrecenzowany DAC to R2R, nie żadne tam Sabre, które raczej tak muzykalne nie jest…

      1. Piotr Ryka pisze:

        Poprawione, poprawione. Swoją drogą zabawnie wyszło.

  2. Marcin K pisze:

    U mnie produkuje dzwięk Martin Logan Odyssey

    1. Piotr Ryka pisze:

      Znam z AVS. Ekstremalna precyzja.

      1. Marcin K pisze:

        Dokładnie ale reszta toru musi być dobrze dobrana – głównie chodzi o dociążenie dźwięku. Jeśli system jest zbyt lekki, to z tymi kolumnami dobrze się nie zgra. Zapewne dlatego Venus 15 mi nie podszedł, a ma przecież mnóstwo pochwał w necie. U mnie grał zbyt technicznie, głosy były zbyt lekkie, niedociążone, chociaż detaliczne.

        R30 natomiast bardzo się wpasował i zagrało to rewelacyjnie, lepiej nawet o Lampizatora B7 którego miałem przedtem (denerwował mnie:).

        Po pierwszych zachwytach nad R30 naszła mnie myśl, że skoro DACi z tych nowych produkcji są wstanie dać taki dźwięk za niespełna 13k zł, to co muszą dawać nowe DACi za 30 czy 40k i czy warto trochę na nie pozbierać… Można się w tym zagubić i zapomnieć, po co ten sprzęt jest w domu – żeby dawać radość, przyjemność z obcowania ze sztuką, a nie żeby był celem sam w sobie.

        Także ja już odpadam, przez najbliższe lata nic nie ruszam w sprzęcie i cieszę się z tego co jest. Dzięki Piotrze za łagodne o tym przypomnienie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy