Recenzja: Luna Cables Gris IC

   Poszukiwania trwają, dźwięk optymalny się wymyka.  Oczywiście najłatwiej zwabić  go workiem złota, ale takie worki same się wymakają.  A gdy sakiewka niezbyt ciężka, albo na audio niewiele z niej można przeznaczyć, wówczas sprawa jeszcze bardziej się wikła, bo niby taniego sprzętu we wszystkich działach wybór szeroki, ale jak znaleźć na tej szerokości punkt właściwy? Właśnie od tego są recenzenci i właśnie z tego powodu nie powinni opisywać co tylko im w ręce wpadnie, ani tym bardziej tracić czasu na krytykę rzeczy nieoptymalnych.  Gdyż nawet tego nie robiąc pozostają niemałe problemy ze wskazaniem jednego optimum dla danej sytuacji sprzętowej pośród szeregu potencjalnych.  Jakie będą najlepsze dla mnie słuchawki do góra dwóch tysięcy? Jaki kabel USB wystarczająco będzie dobry? Czy warto sięgać po wzmacniacz lampowy?  – Te pytania wracają jak stada ptaków na świeżo obsiane pole i najlepsze co można zrobić, to opisywać rzeczy uniwersalne i optymalne same przez się, czyli po prostu dobre. Dobre tak w ogóle, i z dobrym stosunkiem jakości do ceny. Możliwie jak najlepszym.

Tośmy wyartykułowali już sobie kontekst, a teraz po konkrety. Oba siedzą w tytule – chodzi o interkonekt i chodzi o od Luna Cable. Trzeba jeszcze do tego dołożyć, że chodzi o ich najtańszy, jako że dobry interkonekt i jednocześnie tani, to jest ogromna rzecz.

Luna Cable nie jest u nas nieznane, ponieważ od roku ma dystrybutora. Ten dystrybutor powiada, że się strasznie naszukał, ale się opłaciło. Z całego świata ściągał kable w poszukiwaniu dobrej firmy, szczególny nacisk kładąc na to, by miała w ofercie tanie dobro. I szło to ponoć jak po grudzie, zjeżdżały kable najprzeróżniejsze i odjeżdżały jak niepyszne. Do załamania ponoć było blisko, tracił nasz dystrybutor nadzieję, aż właśnie Luna Cable… i trach! – wszystko się zmieniło!

Luna Cable to mała firma kanadyjska, ulokowana w podmiejskiej okolicy Quebecku. Szczycąca się tym, że jej pracownią  jest odrestaurowana XIX-wieczna stodoła, a kable nawiązują konstrukcją do dawnych, bardzo dawnych. Nie aż tak dawnych jak sama stodoła, bo w czasach jej powstania były z rzeczy podłużnych a giętkich tylko konne uprzęże, powrozy dla bydlątek i halsztuki na świnki, niemniej takie jeszcze z pierwszej połowy XX wieku, czyli czasów ante pretiosa interconect. Tu wtrącić trzeba, że są takich kabli entuzjaści, a sławne Western Electric  także i nimi zasłynęło.  Z pokorą muszę przyznać, iż z tego rodzaju vintage kablami nigdy nie miałem do czynienia, niemniej na starej miedzi bazuje sporo firm kablarskich, chociaż nie wszystkie się do tego przyznają. Natomiast Luna Cable owszem  – i w ogóle całe jest trendy.  Surowce, o ile można, wyłącznie stosują naturalne i ekologia w najwyższym rozkwicie – produkty w bawełnianych osłonkach i bawełnianych torebkach, recykling zaawansowany.  Jeszcze by tylko brakowało, żeby kable przepuszczały wyłącznie prąd z odnawialnych źródeł, ale takich jeszcze nie wymyślono. Skąd już to ekologiczne wzmożenie znamy? A chociażby od szwedzkiego Entreqa, który też w wiejskim krajobrazie, jego właściciel ma słuszne surowcowo przedsiębiorstwo – tartak, a skrzynka kontaktowa mieści się na przystanku autobusowym w szczerym polu.  I co? I takie robią na tej szwedzkiej wsi kable, że wielkoprzemysłowe wymiękają. Albowiem audiofilizm zadziwiająco potrafi mieszać technologię najnowszą ze starą.  We wnętrzu przetwornika pracują supernowoczesne kości programowalnych układów scalonych, a zaraz obok, dosłownie kilka cali dalej, znakomicie się sprawdza plecionka ze starej miedzi w bawełnianej osłonce i przeszło półwieczne lampy.

Teraz się trochę rozindyczę i powiem: znowu, znowu.  Bo oczywiście nie ma wyjątków, każdy producent sprzętu audio i każdy tego sprzętu recenzent muzykę do szaleństwa kocha, bez niej nie wyobraża sobie życia.  Co różni go na przykład od Descartes’a, uważanego za ojca filozofii nowożytnej, który parając się filozofią tej filozofii nie lubił i był zadania, że nie należy poświęcać jej więcej niż kilka godzin w tygodniu, ponieważ mitręży duszę i niszczy wolę życia. Samą zaś wolę kontestował z kolei Schopenhauer, uważając ją za kapryśną i podłą. Ale może właśnie dlatego muzyka tak się podoba – pozwalając zapominać o filozofii (jakkolwiek rozumianej) i sycić naszą kapryśną wolę przynajmniej na czas swego trwania? Dlatego ludzie tak jej łakną, zabijając nią troskę, smutek, bezradność, niepokój. Miast nich wyzwalając instynkty pierwotne, życiową zapamiętałość. Poza tym muzyka ludzi zbliża, potrafi przeganiać samotność. Tak więc raz jeszcze przychodzi poprzez załogę Luna Cable lekcja miłości do muzyki, tym razem jako historia o panach Dannym Labrecque i Eriku Fortier, z których pierwszy jest głównym konstruktorem i już w dzieciństwie grał na skrzypcach, podczas gdy drugi zajmuje się w firmie wszystkim innym, a poczynając od połowy lat 90-tych pracował w najlepszych salonach audio, poznając cały sprzętowy świat. Lecz choć dwóch panów to teraz dobrze widziana para, witana radośnie przez „nowoczesność”, to nowoczesność ta sięga jeszcze dalej i ma też feministyczne barwy. By zatem feministki się nie darły, jak to mają w zwyczaju, dołączyła ostatnio do składu Luna Cable madame Rowan Smith, zajmująca się edycją internetową, sprawami finansowymi  i wszelką inną pomocą. Lecz precz głupie podejrzenia – Rowan to od wielu lat partnerka Dannego Labrecque᾽a i teraz także biznesowy partner.

Cóż więcej o samym Luna Cable? Firma, pomimo nie należenia do dużych, ma w ofercie aż pięć linii kabli, z których Gris jest najtańsza.  Pomiędzy nią a najdroższą Black różnica cenowa jest kilkunastokrotna, po drodze z liniami Orange, Mauve i Red. W ofercie obok interkonektów są wszystkie audiofilskie przewody: głośnikowe, cyfrowe, zasilające, gramofonowe i zwory, a także w serii Orange transformator dopasowania impedancji z dwoma osobnymi przełącznikami hi/low oraz jednym mono/stereo.  Odnośnie natomiast nazwy, to nie wzięła się wprost z Księżyca, tylko od Luna Moth – pięknej północnoamerykańskiej ćmy, będącej symbolem firmy.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

19 komentarzy w “Recenzja: Luna Cables Gris IC

  1. Piotr pisze:

    Panie Piotrze, mam wrażenie, że ten kabelki to przebrane duelundy 🙂
    Nie, żebym marudził, sam jestem ubrany w duelundy od sieciówek, przez IC, aż głośnikowych, tymi duelandami wyleczylem się z druciarstwa 🙂
    Pozdrawiam.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Może – nie wiem. Ważne jak gra.

  2. Colorfort pisze:

    Panie Piotrze.
    Jak zwykle, dobra, przekonująca recenzja.
    Mam jednak pytanie o kabel słuchawkowy Tonalium. Wspomina Pan o nim w tej i wielu innych recenzjach… a ja nie mogę znaleźć dystrybutora. Proszę o podpowiedź.
    Serdecznie pozdrawiam.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie można znaleźć, bo go nie ma. Można natomiast prawdopodobnie kupić, zamawiając za moim pośrednictwem. Kabla jako oficjalnej oferty nie ma, bo są tam jakieś problemy formalne odnośnie założenia firmy – kwestie własności intelektualnej itp. Nie wnikam w to, nie moja sprawa.

  3. Kopacz pisze:

    A jak ma sie ten IC do rzeczonego Harmonixa panie Piotrze?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Harmonix nieco cieplejszy, nie tak realistyczny, trochę węższe przekazywane pasmo, trochę niższa średnica.

  4. Jarek pisze:

    Panie Piotrze, świetna recenzja – zgadzam się w 100%, sam tego kabla używam i jestem więcej niż bardzo zadowolony. Polecam do przetestowania jeszcze zasilający z tej samej serii – warto :). Jednak mam pytanie odnośnie kierunkowości kabla – czy ma to faktycznie znaczenie w którą stronę jest podłączony? Niedawno zacząłem przygodę z hifi i powiem szczerze, że pierwszy raz o tym słyszę, stąd moje pytanie.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Kierunkowość ma znaczenie. Firma Sulek na AVS robi nawet czasem pokazy zmiany brzmienia wraz ze zmianą kierunkowości. Teoretyczne tego podłoże to ułożenie kryształów, czy nawet amorficznych łańcuchów cząstek, w przewodniku. Kabla zasilającego jeszcze nie zamawiałem, natomiast poprosiłem o głośnikowy. W przyszłości będę też cisnął o wyższe modele, ale na razie dużo innych recenzji pozostaje do napisania.

      1. Jarek pisze:

        Dziękuję za odpowiedź, dopytam jeszcze w takim razie czy kierunkowość określa w tym przypadku kierunek nazwy firmy na koszulce i czy powinien iść od DACa do wzmacniacza?

        1. Piotr Ryka pisze:

          Napis LUNA powinien iść od źródła (DAC) do wzmacniacza w kierunku czytania.

  5. Marcin pisze:

    Jeśli można, chciałbym zapytać o długość takiego kabla IC. Czy jeśli moje urządzenia stoją blisko siebie, to czy lepszą opcją będzie zakup 0,5m czy 1m? Spotkałem się z opinią że interkonekt musi mieć przynajmniej 0,8m. Ile w tym prawdy?
    Pozdrawiam.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Ile w tym prawdy nie wiem, ale spotkałem się nawet z taką, że 1,5 m gra lepiej niż 1,0. Jednak 0,5 m bym nie polecał ze względów praktycznych, bo w przyszłości się może okazać, że dłuższy będzie potrzebny.

      1. Marcin pisze:

        Dziękuję, jednak chyba przyzna Pan, że skoro kabel analogowy, to też przecież działa on jak opornik dla przepływającego prądu, a więc im krótszy tym lepszy? Oczywiście tak na logikę to biorąc, bo należałoby też posłuchać.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Logika jest w tym, podobnie jak wielu innych, przypadku bardziej skomplikowana od potocznego zdrowego rozsądku. Chodzi o odpowiedni przepływ fali a nie oporność. Przynajmniej tak się to próbuje tłumaczyć.

  6. PlanarFun pisze:

    Jaki charakter ma scena na tym IC? Jest obszerna wielkościowo? Jeśli nie było wstydu porównywać do najlepszych, to czy prezentacja będzie zbliżona do Tary Labs Air?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tara to kabel trudniejszy, ponieważ mający tendencję do czynienia dźwięku lżejszym i bardziej lotnym w zamian za powiększanie i przejrzystość sceny. Można ją tak ustawić, że nie będzie dawała mniej masy, ale to właśnie jest trudne. Natomiast Luna to kabel łatwy, z budowaniem dużej sceny niemający kłopotów. Nie zwiększa wprawdzie napowietrzenia, ale daje swobodę i obszar. I daje też sporą masę – nie trzeba jej, jak w przypadku Tary, szukać, choć nie jest też tak duża, jak u Sulka. Pamiętajmy jednak o różnicach cenowych. Poza tym dociążanie nie zawsze jest korzystne, aczkolwiek w większości przypadków jest.

      1. PlanarFun pisze:

        Dziękuję, moja ciekawość urosła jeszcze bardziej. Będę musiał kablek przetestować u siebie.

  7. PlanarFun pisze:

    Testuję ten kabel – już po paru godzinach grania jestem pod wielkim wrażeniem tego z wyglądu niepozornego kabelka.

  8. PlanarFun pisze:

    Pograł już ponad 50 godzin. Nie muszę czekać na dedykowane 100 godzin wygrzewania, aby stwierdzić, że przewód jest genialny. Muzykalność i naturalność w najlepszym wydaniu, super czysty detal, pełna kontrola nad basem. Bardzo obszerna i poukładana scena. Ze wszech miar godny polecenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy