Recenzja: Luna Cables Gris IC

   Poszukiwania trwają, dźwięk optymalny się wymyka.  Oczywiście najłatwiej zwabić  go workiem złota, ale takie worki same się wymakają.  A gdy sakiewka niezbyt ciężka, albo na audio niewiele z niej można przeznaczyć, wówczas sprawa jeszcze bardziej się wikła, bo niby taniego sprzętu we wszystkich działach wybór szeroki, ale jak znaleźć na tej szerokości punkt właściwy? Właśnie od tego są recenzenci i właśnie z tego powodu nie powinni opisywać co tylko im w ręce wpadnie, ani tym bardziej tracić czasu na krytykę rzeczy nieoptymalnych.  Gdyż nawet tego nie robiąc pozostają niemałe problemy ze wskazaniem jednego optimum dla danej sytuacji sprzętowej pośród szeregu potencjalnych.  Jakie będą najlepsze dla mnie słuchawki do góra dwóch tysięcy? Jaki kabel USB wystarczająco będzie dobry? Czy warto sięgać po wzmacniacz lampowy?  – Te pytania wracają jak stada ptaków na świeżo obsiane pole i najlepsze co można zrobić, to opisywać rzeczy uniwersalne i optymalne same przez się, czyli po prostu dobre. Dobre tak w ogóle, i z dobrym stosunkiem jakości do ceny. Możliwie jak najlepszym.

Tośmy wyartykułowali już sobie kontekst, a teraz po konkrety. Oba siedzą w tytule – chodzi o interkonekt i chodzi o od Luna Cable. Trzeba jeszcze do tego dołożyć, że chodzi o ich najtańszy, jako że dobry interkonekt i jednocześnie tani, to jest ogromna rzecz.

Luna Cable nie jest u nas nieznane, ponieważ od roku ma dystrybutora. Ten dystrybutor powiada, że się strasznie naszukał, ale się opłaciło. Z całego świata ściągał kable w poszukiwaniu dobrej firmy, szczególny nacisk kładąc na to, by miała w ofercie tanie dobro. I szło to ponoć jak po grudzie, zjeżdżały kable najprzeróżniejsze i odjeżdżały jak niepyszne. Do załamania ponoć było blisko, tracił nasz dystrybutor nadzieję, aż właśnie Luna Cable… i trach! – wszystko się zmieniło!

Luna Cable to mała firma kanadyjska, ulokowana w podmiejskiej okolicy Quebecku. Szczycąca się tym, że jej pracownią  jest odrestaurowana XIX-wieczna stodoła, a kable nawiązują konstrukcją do dawnych, bardzo dawnych. Nie aż tak dawnych jak sama stodoła, bo w czasach jej powstania były z rzeczy podłużnych a giętkich tylko konne uprzęże, powrozy dla bydlątek i halsztuki na świnki, niemniej takie jeszcze z pierwszej połowy XX wieku, czyli czasów ante pretiosa interconect. Tu wtrącić trzeba, że są takich kabli entuzjaści, a sławne Western Electric  także i nimi zasłynęło.  Z pokorą muszę przyznać, iż z tego rodzaju vintage kablami nigdy nie miałem do czynienia, niemniej na starej miedzi bazuje sporo firm kablarskich, chociaż nie wszystkie się do tego przyznają. Natomiast Luna Cable owszem  – i w ogóle całe jest trendy.  Surowce, o ile można, wyłącznie stosują naturalne i ekologia w najwyższym rozkwicie – produkty w bawełnianych osłonkach i bawełnianych torebkach, recykling zaawansowany.  Jeszcze by tylko brakowało, żeby kable przepuszczały wyłącznie prąd z odnawialnych źródeł, ale takich jeszcze nie wymyślono. Skąd już to ekologiczne wzmożenie znamy? A chociażby od szwedzkiego Entreqa, który też w wiejskim krajobrazie, jego właściciel ma słuszne surowcowo przedsiębiorstwo – tartak, a skrzynka kontaktowa mieści się na przystanku autobusowym w szczerym polu.  I co? I takie robią na tej szwedzkiej wsi kable, że wielkoprzemysłowe wymiękają. Albowiem audiofilizm zadziwiająco potrafi mieszać technologię najnowszą ze starą.  We wnętrzu przetwornika pracują supernowoczesne kości programowalnych układów scalonych, a zaraz obok, dosłownie kilka cali dalej, znakomicie się sprawdza plecionka ze starej miedzi w bawełnianej osłonce i przeszło półwieczne lampy.

Teraz się trochę rozindyczę i powiem: znowu, znowu.  Bo oczywiście nie ma wyjątków, każdy producent sprzętu audio i każdy tego sprzętu recenzent muzykę do szaleństwa kocha, bez niej nie wyobraża sobie życia.  Co różni go na przykład od Descartes’a, uważanego za ojca filozofii nowożytnej, który parając się filozofią tej filozofii nie lubił i był zadania, że nie należy poświęcać jej więcej niż kilka godzin w tygodniu, ponieważ mitręży duszę i niszczy wolę życia. Samą zaś wolę kontestował z kolei Schopenhauer, uważając ją za kapryśną i podłą. Ale może właśnie dlatego muzyka tak się podoba – pozwalając zapominać o filozofii (jakkolwiek rozumianej) i sycić naszą kapryśną wolę przynajmniej na czas swego trwania? Dlatego ludzie tak jej łakną, zabijając nią troskę, smutek, bezradność, niepokój. Miast nich wyzwalając instynkty pierwotne, życiową zapamiętałość. Poza tym muzyka ludzi zbliża, potrafi przeganiać samotność. Tak więc raz jeszcze przychodzi poprzez załogę Luna Cable lekcja miłości do muzyki, tym razem jako historia o panach Dannym Labrecque i Eriku Fortier, z których pierwszy jest głównym konstruktorem i już w dzieciństwie grał na skrzypcach, podczas gdy drugi zajmuje się w firmie wszystkim innym, a poczynając od połowy lat 90-tych pracował w najlepszych salonach audio, poznając cały sprzętowy świat. Lecz choć dwóch panów to teraz dobrze widziana para, witana radośnie przez „nowoczesność”, to nowoczesność ta sięga jeszcze dalej i ma też feministyczne barwy. By zatem feministki się nie darły, jak to mają w zwyczaju, dołączyła ostatnio do składu Luna Cable madame Rowan Smith, zajmująca się edycją internetową, sprawami finansowymi  i wszelką inną pomocą. Lecz precz głupie podejrzenia – Rowan to od wielu lat partnerka Dannego Labrecque᾽a i teraz także biznesowy partner.

Cóż więcej o samym Luna Cable? Firma, pomimo nie należenia do dużych, ma w ofercie aż pięć linii kabli, z których Gris jest najtańsza.  Pomiędzy nią a najdroższą Black różnica cenowa jest kilkunastokrotna, po drodze z liniami Orange, Mauve i Red. W ofercie obok interkonektów są wszystkie audiofilskie przewody: głośnikowe, cyfrowe, zasilające, gramofonowe i zwory, a także w serii Orange transformator dopasowania impedancji z dwoma osobnymi przełącznikami hi/low oraz jednym mono/stereo.  Odnośnie natomiast nazwy, to nie wzięła się wprost z Księżyca, tylko od Luna Moth – pięknej północnoamerykańskiej ćmy, będącej symbolem firmy.

Budowa eminencji szarej

Ekologia i ćma.

   Tym razem „tani” ma oznaczać z założenia też „wyjątkowy”, to znaczy – tani jak nietani. Mało nawet – jak drogi. Od tego zaczynaliśmy i przy tym wciąż stoimy, zgodnie z obietnicą dystrybutora i jego dawaniem za to głowy. Stąd określenie „eminentny” i taka pompa wstępna. A teraz się przyglądniemy: co – z czego – i jak.

Kabel jest niepozorny, a koszt jego za metrowy odcinek to skromne tysiąc dwieście złotych. Zgodnie z ekologicznym umocowaniem producenta dostajemy go w płóciennej torebce z nadrukowanym motywem ćmy; torebce zapinanej na bardzo nieekologiczny zamek błyskawiczny z tworzywa, więc już się pewnie ekologiczny bigot obraził, ale może owo tworzywo też jest ekologiczne, specjalne? Tak czy tak sam kabel ma popielaty oplot bawełniany i tylko usztywniające opaski przed wtykami. Opaski na prawym czerwone a lewym czarne – nie będzie zatem częstej gry „wytęż wzrok i odnajdź jak chytrze pan producent ukrył strony i kierunkowość”. Strony biją po oczach tradycyjnymi kolorami, a kierunkowość wyznaczają napisy LUNA na sztywnikach. Od zewnątrz widać jeszcze srebrzyste wtyki RCA, pochodzące od czołowego amerykańskiego producenta, firmy Switchcraft, Inc. Ich cecha szczególna to możliwość rozkręcania i zobaczenia, jak łączą się we wnętrzu z kablami – a łączą się porządnie, bo inaczej musiałoby źle grać.

Na zdjęciach widać, że kable są dość cienkie, w dotyku są zaś płaskawe. Gną się bez przeszkód, lecz mają pewną sztywność i nieznaczną sprężystość. Nie są lejące ani twarde, i nie są leciutkie ani ciężkie. Na podstawie wrażeń organoleptycznych powiedziałbyś, że to kabel za jakieś pięć stów góra i jeden z tych dla nie dbających szczególnie o jakość dźwięku, albo ewentualnie mających skrajnie wąski budżet. Taki sobie kabelek skromny dla skromnych lub pierwszy lepszy dla nie audiofili. Ostatecznie może i audiofili, ale w najwyższym stopniu wstrzemięźliwych, wyznających zasadę: „aby tylko coś więcej niż groszowe albo darmowe”.

Ta ćma jest w naturze przepiękna.

Odnośnie przewodnika, to nie ma tajemnicy, dostajemy garść wiadomości. Z których główną jest ta, że mamy do czynienia z Luna Cables Neo-Vintage (LCNV) tinned copper, czyli nie z dużym prądem sztucznie starzoną, a autentycznie starą miedzią cynową. Nie mosiądzem czy spiżem, tylko miedzią ze śladową przymieszką (poniżej 1%) cyny – przewodnikiem stosowanym od dawien dawna i wciąż używanym w wyrobach o najwyższej technologii, że wspomnę superszybką kolej. Luna podaje gęstość splotu i ilość żył odnośnie serii Gris jedynie dla kabla zasilającego; w jego przypadku jest to 16 przewodów z 26 nitek każdy. W interkonekcie na pewno dużo mniej, a ile, nie będę zgadywał. Każda żyła ma woskowaną osłonkę jedwabną i całość ląduje w tej bijącej szarością bawełnie, a tajemnica jakości ma genezę w uporczywych, wieloletnich odsłuchach  Dannego i jego szerokich porównawczych kontaktach z innym okablowaniem. Ma to grać lepiej od nawet bardzo dobrych – inaczej nie miałoby sensu. Prawdopodobna praprzyczyna jest zaś moim zdaniem taka, że Danny kiedyś porównał stare przewody z jakimiś drogaśnymi nowymi i usłyszał, że stare są lepsze.

Odsłuchy

A kable pod jej godłem też mają grać przepięknie.

   Proszę porównać z najlepszymi – domagał się pan dystrybutor. Bo to są takie kable, że po prostu urywa łeb.

Porównać porównałem, pomimo braku wiary w jakieś urwanie głowy. Ot, pewnie kolejny niezły kabel za umiarkowane pieniądze. Niejeden taki recenzowałem, że wspomnę odnośnie działu interkonektów tanich znakomite przewody z najniższej serii Harmoniksa, albo niezrecenzowanego i sporo droższego, ale i tak stosunkowo taniego Acoustic Zen Matrix Reference. Wszakże i ten najtańszy Harmonix  były droższy od Luna Gris, a poza tym taka drobnostka, że przestano go produkować. Za dobry był, i tyle. Oczywiście na pewno za tym stoi jakaś historia o braku surowca – może nawet prawdziwa, jako że szef firmy nie jest krętaczem, tylko skupionym na głębokim doznawaniu świata shintoistą – ale tak czy siak tych kabli już nie dostaniesz, chyba że gdzieś z jakichś resztek. Bardzo dobry jest też najtańszy Entreq, ale to całkiem już inna cena, cztery bez mała razy od Luny więcej. A rewelacyjny z krystalicznego srebra Oyaide AZ-910 to także niemal trzykrotność… Interkonekty zaś, podobnie jak kable zasilające, tę w sobie mają złośliwość, że w torze szybko się mnożą i jeden prędko nie starcza. Tak więc redukcja kosztów tym cenniejsza, wszakże nie kosztem jakości, o rany… Wobec czego wybitna relacja cena/jakość – to naprawdę by nas urządzało. I to zostało obiecane i teraz do tego się odniosę. A mianowicie – że owszem, jest – i pozostaje tylko wyjaśnić, w jaki dokładnie sposób.

Kabel przyjechał w stanie ograniowym zero i zabrał go do ogrania Karol. A kiedy już go ograł, zapytałem oczywiście o wyniki – i padła krótka odpowiedź: „to nie jest kabel dla głupich, tylko taki z muzyką”. Skoro tak, to go trzeba z innym muzycznym porównać, ażeby można było ocenić tej muzyczności rozmiar. Co się zaczęło od komputera, bo bezeń teraz ani rusz. Już samo to, że jeden interkonekt zwykle przy nim wystarcza, a nieraz i bez jednego dość, wyznacza miarę sukcesu. Poza tym, kto by dziś od komputera wstawał, by słuchać jakiejś muzyki? Przesadzam, jasna sprawa, ale ten zapach się unosi. Młody człowiek od komputera niechętnie się odrywa, a dobra jakość dźwięku jest mu nie do samej muzyki potrzebna. Tak więc bęc i tralala – z komputera poprzez konwerter iOne po koaksjalnym za cztery osiemset do przetwornika za trzynaście, połączonego tym Luna Gris za tysiąc dwieście ze słuchawkowym wzmacniaczem za dwadzieścia parę i słuchawkami za jedenaście. A za porównawcze odbicie Sulek IC, który też w mierze muzykalności błyszczy, ale za sześć tysięcy. Jak również cięższy jest i grubszy oraz z wytykami kutymi z miedzi. Przywykłem już do tego, że odnośnie muzykalności bardzo trudno mu sprostać i kable za dziesiątki tysięcy wychodziły nieraz z porównań z płaczem. Ale miało być trudne porównanie – to proszę bardzo, czemu nie?

I to się dobrze udaje.

Posłuchałem najpierw ze Sulkiem, i było to ultra przyjemne słuchanie. Rozgryzłem już bowiem flagowy wzmacniacz ALO i wiem jak mu dogodzić. Ale o tym w jego recenzji, a teraz o interkonektach. Coś takiego jeszcze się nie zdarzyło  – po przejściu na Luna Gris w pierwszej chwili nie usłyszałem różnicy. Akurat była to rozrywkowa muzyka wokalna, siłą rzeczy skoncentrowana na środku pasma,  a tam nic się nie zdarzyło. W ślepym teście, nie po własnoręcznym przepięciu, powiedziałbym: gra ten sam tor. To samo, albo niemal, odniosło się do spokojnej, umiarkowanie tylko kontrastowej muzyki elektronicznej, puszczonej zaraz potem. I dopiero utwory eksponujące skraje pasma ujawniły, że Sulek zarówno wyżej idzie, jak i niżej potrafi schodzić. To drugie bardziej, co wyjątkowo potężne basowo Ultrasone szczególnie ukazały. Lecz ukazanie ukazaniem, a miara miarą. W żadnym wypadku Luna Gris nie są przewodami ubogimi basowo. Są pod tym względem normalne, jeżeli za normalność przyjąć standardy najlepszych interkonektów z przedziału dwóch do dziesięciu tysięcy. Są na przykład basowo lepsze od całościowo znakomitego Entreq Discover, który jest znacznie droższy. Bas poprzez Luna był bez turbodoładowania i najniższych, subwooferowych rejestrów, ale piękne „bum!” można było bezproblemowo przywołać. Skutkiem braku najniższego dołu ten bas bym nieco jaśniejszy i wraz z tym nie było też w środkowym zakresie tak czytelnego basowego cienia w niektórych zwłaszcza nagraniach, ale zwróćcie uwagę, że najpierw musiałem to wychwycić w samym rejonie niskiego basu, a dopiero potem z tym wrócić na średnicę i wtedy zauważyć. Dosadnie to obrazuje, jak w istocie niewiele się wraz ze zmianą kabli zmieniło i jaki ten Luna Gris wybitny. Bo powiedzmy raz jeszcze – kable za ponad dziesięć tysięcy dolarów czy euro potrafił Sulek gnębić. A tu nic takiego się nie zdarzyło, choć oczywiście skraje lepiej eksponował i średnicę cieniował głębszą barwą.

Ale miał na to Luna Gris swoją odpowiedź i w zamian mocniej doświetlał, ładnym, nieagresywnym światłem przenikając głęboko w muzykę. Nieco brzmieniowo był płytszy, z nie tak aksamitnym podszerstkiem i nie tak miękkim kocim ruchem, ale pod względem muzycznej elegancji i płynności międzyfrazowej nic absolutnie nie można mu było zarzucić, aż po tą początkową od pięciokrotnie droższego konkurenta nierozróżnialność. I im dłużej słuchałem, im większy materiał się zbierał, tym lepiej widziałem różnice i mimo to bardziej doceniałem Lunę. To jej głęboko penetrujące scenę światło znakomicie się sprawdzało, a oddawanie autentycznej faktury brzmień – takiej bez żadnych podbarwień i z pełną solą własną – było miary braw na stojąco. Elektroniczny jazz dorzucił  do tego naprawdę głębokie zejścia kontrabasu i nasycone klawisze do wtóru klarnetu i trąbki na stricte high-endowym poziomie. Tyle za tysiąc dwieście? Nie mam pytań. Właściwie, to mam jedno: Skąd żeś pan, panie dystrybutor, to Luna Cables wytrzasnął?  Z Kanady? No, faktycznie – audofilska Kanada…

Mimo niepozornego wyglądu.

W sumie nie było potrzeby większego się wysilania i brnięcia w dalsze odsłuchy, ale dla dobra sprawy i z szacunku dla kabla wykonałem drugą przymiarkę w torze już stacjonarnym. Z super drogimi kolumnami Zingali, a także kontrolnie innymi słuchawkami – Sennheiser HD 800 z najlepszym kablem Tonalium i Final D8000 oraz Final Sonorous X. W tym doborowym towarzystwie sprawy dla Luna Cable Gris przybrały jeszcze lepszy obrót. A nie tego się spodziewałem – myślałem że właśnie na odwrót, że pokażą się braki. Tymczasem właśnie w drugą stronę i teraz wyszło na jaw, że w słabszym (no, nie ma bata) torze komputerowym Sulek swoim basowym zgęszczeniem i lepszym nasycaniem działał jak rany leczący kompres. Ciemniejszy niż też ciemny (pomimo świetlistej nazwy) Luna – swym gęstym basem tonował śladową wprawdzie, ale jednak tendencję wzmacniacza ALO do podostrzania sopranami obrazu.

Tu muszę wtrącić passus wyjaśniający. Otóż miał rację dystrybutor chcąc mierzyć się z najlepszymi, lecz mnie tym opisowej biedy napytał. Bo teraz na każdym kroku muszę  zaczynać od różnicy pomiędzy Luną a Sulkiem – różnicy bardzo małej, lecz siłą rzeczy, jako różnicy, samej przez się się zwiększającej. (Ładnie mi wyszło to się-się.) Dlatego muszę podkreślić tej różnicy śladowość. Naprawdę trzeba się było wsłuchiwać i wiedzieć czego szukać, by ją prędko wyłapać. I jeszcze to podkreślę, że mimo jaśniejszego i wyższego tonalnie brzmienia, to dawane przez Luna Gris było ciemne i stuprocentowo melodyjne. Nieznacznie inny dobór ustawień, ale niemalże ten sam obraz, kiedy to odnieść do regulacji monitora. I też rewelacyjny.

Najkrócej mówiąc, ale też nie pomijając niczego, co mogłoby mieć znaczenie, można wzmiankowaną różnicę opisać jako przez Sulka lepsze dociążanie, a Luną lepsze doświetlanie. Tylko – powtórnie to podkreślę – cały czas pozostajemy w ramach tego samego poziomu rewelacyjnej jakości. Oba kable spisywały się znakomicie, przy czym Sulek (jak się łatwo domyślić) wypadał lepiej tam, gdzie trzeba było dociążyć, mocniej zaatakować i przyciemnić, a Luna Gris lepszy był w sytuacjach, gdzie trzeba było doświetlić i odciążyć. Ponieważ to jego recenzja, to powiem, że wszędzie (dosłownie wszędzie!) wypadł świetnie, ale najlepiej się sprawdził jako partner grających z super kablem Tonalium Sennheiser HD 800. Jego światło wspaniale penetrowało ogromną scenę, dodatkowo ją powiększając, a tonacyjny układ dawał szczególną trafność brzmienia, bliską ideałowi naturalność. Przyciemniające i dociążające Tonalium, jako kabel przy samych słuchawkach, perfekcyjnie się równoważyło ze świetlistością Luny i jej całościową perfekcją.

Bo i cóż po wyglądzie, wszak nie o niego tu chodzi.

Bo trzeba koniecznie dodać, że jest Luna Gris kablem stuprocentowo transparentnym, stuprocentowo szczegółowym i całkowicie muzycznym. Inaczej nie mogłaby konkurować z Sulkiem, a przecież konkurowała jak niemal równy z równym. Koniec końców wolałbym Sulka i nie zamienił go na Lunę, ale małość różnicy przybrała wymiar szokowy.

 

 

 

Podsumowując

   To trzeba koniecznie napisać, gdyż to jest najważniejsze:

Nie mam najmniejszej wątpliwości, że Luna Cables Gris IC to interkonekt o najlepszym stosunku jakości do ceny z jakim miałem przyjemność. Spokojnie mógłby po wpakowaniu w grubszy i bardziej efektowny oplot żądać za siebie kilkanaście tysięcy, nikt nie miałby się prawa skrzywić. I jest też bardzo ważne, iż jest to kabel radosny. „Nie dla głupich” – jak ujął Karol; znaczy oferujący po prostu muzykę. Sedno tkwi wszakże w tym „po prostu”, ponieważ jest to bardzo trudne. Z interkonektów tego „po prostu” nie mających można usypać górę wielką jak kopiec Kościuszki. A z tych ją mających małą kupkę, że w bagażniku auta zmieścisz.

Nie będę wyliczał poszczególnych zalet, zaraz to zrobię w punktach. Napiszę jedynie z wielką satysfakcją, że oto jest – oto kabel niedrogi a jak drogi. Nie popiszecie się jego wyglądem przed znajomymi, ale spokojnie mogli będziecie się puszyć, mówiąc że macie coś wyjątkowego, pod względem jakości niezwykłego. A ci, dla których popisy są w złym tonie (chociaż przyznajmy, mile łechcą), ton będą mieli świetny inny – piękny samej muzyki. I powiem na koniec całkiem szczerze: jest mi naprawdę miło, że wraz z tym Luna Cables Gris wybitny interkonekt staje się łatwo dostępny. Niby już był, były takie, lecz nie do tego stopnia. Na pewno nie takiego.

W punktach:

Zalety

  • Niespotykany stosunek jakości do ceny.
  • Stuprocentowa muzykalność.
  • Pełna szczegółowość.
  • Pełne zaangażowanie emocjonalne.
  • Dynamika.
  • Rytm.
  • Trójwymiarowe obrazowanie dźwięków i sceny.
  • Zjawiskowo realne wokale.
  • Szczególnie dobrze doświetlające i naturalne światło.
  • High-endowego poziomu cały realizm.
  • Prawidłowo uchwycona tonacja.
  • Żadnego podbarwiania basowego czy sopranowego.
  • Wraz z tym minimalizowanie wszelkich nagraniowych przesterów.
  • Podatny na dostrajanie.
  • Stara miedź ukazuje swe nadzwyczajne zalety.
  • Wyzyskiwane dzięki świetnemu słuchowi konstruktora kabli.
  • Staranne wykonanie.
  • Żadnego głupiego zadęcia.
  • Ani tracenia pieniędzy na rzeczy zbędne.
  • Ogólnie biorąc rewelacja.
  • Ryka strongly approved.
  • Murowany kandydat do nagród.
  • Polska dystrybucja.

Wady i zastrzeżenia

  • Skromny wygląd.
  • Skromne opakowanie.
  • Mało znany producent.
  • Aż cztery serie wyższych jakościowo w rodzinie.
  • Cena: 1200 PLN (1m).

 

System:

  • Źródła: PC z Ayon Sigma i CD Ayon CD-T II/Ayon Stratos
  • Wzmacniacze słuchawkowe: ALO Audio Studio Six, Ayon HA-3
  • Słuchawki: Final D8000, Final Sonorous X, Sennheiser HD 800 (kabel Tonalium), Ultrasone Tribute 7 (kabel Tonalium)
  • Przedwzmacniacz: ASL Twin-Head Mark III
  • Końcówka mocy: Croft Polestar 1
  • Kolumny:  Zingali 3.15
  • Interkonekty: Luna Cable Gris RCA, Sulek IC RCA, Sulek 6×9 RCA.
  • Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Synergistic Research Current Level 3, Entreq Challanger, Harmonix X-DC350M2R, Sulek Power 9×9.
  • Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS.
  • Stopki antywibracyjne: Acoustic Revive RIQ-5010, Avatar Audio Nr1, Divine Acoustics KEPLER, Solid Tech Discs of Silence.
  • Listwy: Power Base High End, Sulek Audio.
  • Kondycjoner masy: QAR-S15.
  • Podkładki pod kable: Acoustic Revive RCI-3H.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

19 komentarzy w “Recenzja: Luna Cables Gris IC

  1. Piotr pisze:

    Panie Piotrze, mam wrażenie, że ten kabelki to przebrane duelundy 🙂
    Nie, żebym marudził, sam jestem ubrany w duelundy od sieciówek, przez IC, aż głośnikowych, tymi duelandami wyleczylem się z druciarstwa 🙂
    Pozdrawiam.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Może – nie wiem. Ważne jak gra.

  2. Colorfort pisze:

    Panie Piotrze.
    Jak zwykle, dobra, przekonująca recenzja.
    Mam jednak pytanie o kabel słuchawkowy Tonalium. Wspomina Pan o nim w tej i wielu innych recenzjach… a ja nie mogę znaleźć dystrybutora. Proszę o podpowiedź.
    Serdecznie pozdrawiam.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie można znaleźć, bo go nie ma. Można natomiast prawdopodobnie kupić, zamawiając za moim pośrednictwem. Kabla jako oficjalnej oferty nie ma, bo są tam jakieś problemy formalne odnośnie założenia firmy – kwestie własności intelektualnej itp. Nie wnikam w to, nie moja sprawa.

  3. Kopacz pisze:

    A jak ma sie ten IC do rzeczonego Harmonixa panie Piotrze?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Harmonix nieco cieplejszy, nie tak realistyczny, trochę węższe przekazywane pasmo, trochę niższa średnica.

  4. Jarek pisze:

    Panie Piotrze, świetna recenzja – zgadzam się w 100%, sam tego kabla używam i jestem więcej niż bardzo zadowolony. Polecam do przetestowania jeszcze zasilający z tej samej serii – warto :). Jednak mam pytanie odnośnie kierunkowości kabla – czy ma to faktycznie znaczenie w którą stronę jest podłączony? Niedawno zacząłem przygodę z hifi i powiem szczerze, że pierwszy raz o tym słyszę, stąd moje pytanie.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Kierunkowość ma znaczenie. Firma Sulek na AVS robi nawet czasem pokazy zmiany brzmienia wraz ze zmianą kierunkowości. Teoretyczne tego podłoże to ułożenie kryształów, czy nawet amorficznych łańcuchów cząstek, w przewodniku. Kabla zasilającego jeszcze nie zamawiałem, natomiast poprosiłem o głośnikowy. W przyszłości będę też cisnął o wyższe modele, ale na razie dużo innych recenzji pozostaje do napisania.

      1. Jarek pisze:

        Dziękuję za odpowiedź, dopytam jeszcze w takim razie czy kierunkowość określa w tym przypadku kierunek nazwy firmy na koszulce i czy powinien iść od DACa do wzmacniacza?

        1. Piotr Ryka pisze:

          Napis LUNA powinien iść od źródła (DAC) do wzmacniacza w kierunku czytania.

  5. Marcin pisze:

    Jeśli można, chciałbym zapytać o długość takiego kabla IC. Czy jeśli moje urządzenia stoją blisko siebie, to czy lepszą opcją będzie zakup 0,5m czy 1m? Spotkałem się z opinią że interkonekt musi mieć przynajmniej 0,8m. Ile w tym prawdy?
    Pozdrawiam.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Ile w tym prawdy nie wiem, ale spotkałem się nawet z taką, że 1,5 m gra lepiej niż 1,0. Jednak 0,5 m bym nie polecał ze względów praktycznych, bo w przyszłości się może okazać, że dłuższy będzie potrzebny.

      1. Marcin pisze:

        Dziękuję, jednak chyba przyzna Pan, że skoro kabel analogowy, to też przecież działa on jak opornik dla przepływającego prądu, a więc im krótszy tym lepszy? Oczywiście tak na logikę to biorąc, bo należałoby też posłuchać.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Logika jest w tym, podobnie jak wielu innych, przypadku bardziej skomplikowana od potocznego zdrowego rozsądku. Chodzi o odpowiedni przepływ fali a nie oporność. Przynajmniej tak się to próbuje tłumaczyć.

  6. PlanarFun pisze:

    Jaki charakter ma scena na tym IC? Jest obszerna wielkościowo? Jeśli nie było wstydu porównywać do najlepszych, to czy prezentacja będzie zbliżona do Tary Labs Air?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tara to kabel trudniejszy, ponieważ mający tendencję do czynienia dźwięku lżejszym i bardziej lotnym w zamian za powiększanie i przejrzystość sceny. Można ją tak ustawić, że nie będzie dawała mniej masy, ale to właśnie jest trudne. Natomiast Luna to kabel łatwy, z budowaniem dużej sceny niemający kłopotów. Nie zwiększa wprawdzie napowietrzenia, ale daje swobodę i obszar. I daje też sporą masę – nie trzeba jej, jak w przypadku Tary, szukać, choć nie jest też tak duża, jak u Sulka. Pamiętajmy jednak o różnicach cenowych. Poza tym dociążanie nie zawsze jest korzystne, aczkolwiek w większości przypadków jest.

      1. PlanarFun pisze:

        Dziękuję, moja ciekawość urosła jeszcze bardziej. Będę musiał kablek przetestować u siebie.

  7. PlanarFun pisze:

    Testuję ten kabel – już po paru godzinach grania jestem pod wielkim wrażeniem tego z wyglądu niepozornego kabelka.

  8. PlanarFun pisze:

    Pograł już ponad 50 godzin. Nie muszę czekać na dedykowane 100 godzin wygrzewania, aby stwierdzić, że przewód jest genialny. Muzykalność i naturalność w najlepszym wydaniu, super czysty detal, pełna kontrola nad basem. Bardzo obszerna i poukładana scena. Ze wszech miar godny polecenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy