Recenzja: HEDDphone

Odsłuch cd.

HEDDphone vs Sennheiser HD 800

Konkurencja ma inne atuty, tej miary muzykalności nie ma.

  W obydwu kable niesymetryczne zakończone dużymi jackami – w HEDDphone jakimś nieokreślonym, być może rodowanym, w FAW dla Sennheiser złoconym z mosiężnym korpusem Furutecha. Ceny słuchawek zbliżone – ciągle jeszcze dostępne klasyczne Sennheisery to 5000 PLN plus 1000 PLN za kabel, czyli 6000 naprzeciw 7650 PLN.

Różnice brzmieniowe wyraźne i łatwe do opisania. Brzmienie Sennheiser suchsze i bardziej cisnące na wyraźność, też wydobycie szczegółów i inne techniczne aspekty obrazowania, choć nie bez muzycznego składnika. Mocno akcentowany plan pierwszy, wszystko za nim mniej ważne, choć istniejące i uczestniczące. Trzeci wymiar budowany z udziałem zaznaczającego się pogłosu, krótsze wybrzmienia, większy nacisk na atak niż sustain, bardzo wyraźne zyskiwanie muzykalności wraz z użyciem plików wyższej jakości.

Naprzeciw tego słuchanie HEDDphone to dzięki samy słuchawkom przejście od prezentacji tranzystorowej do lampowej w tranzystorowym torze. Na tranzystorowym wzmacniaczu (który dużo zyskał dzięki postawieniu na nóżkach Harmoniksa) i poprzez własny, bardziej uwyraźniający niż czarujący muzykalnością kabel, i tak były dużo bardziej muzykalne, bardziej gęste, z dłuższymi wybrzmieniami, większym nasyceniem, o wiele mocniejszym nakładaniem się i kooperacją dźwięków. Ogólnie mówiąc nacisk nie na przekaz jak najbardziej wyraźny, tylko na długie wybrzmienia i atmosferę rozmarzenia, muzycznego zapamiętania, zanurzenia jak najgłębszego w dźwięku. Lecz nie nazwałbym tego relaksem. To nie była muzyka do przepuszczania mimo uszu ani do towarzystwa. Skupiała całą uwagę, nie pozwalała pomijać. Nazwanie jej upojną, nie byłoby przesadą. Jeżeli muzyka może działać jak alkohole (nie tylko te dosłowne, także te z wierszy Guillaume’a Apollinaire’a), to muzyka berlińskich Air Motion Transformers działała właśnie w ten sposób. Jak wino i poezja niosła jednocześnie znaczenia i obezwładniający duchowy trans. Nie była samą treścią ani samym swoim obrazem – działała jak narkotyk. Była generowaniem stanów psychodelicznych i nieobojętnych znaczeń. Audiofile zwą to sztampowo magią – i te słuchawki są magiczne. Dlatego tak trudno wracać z nich do innych, one uzależniają. Oczywiście zależy także, co się lubi. – Jeżeli ktoś ceni precyzyjny rysunek techniczny i nie chce żadnych doń emocjonalnych przypraw, to precyzyjne obrazowanie Sennheiserów, wyraźnie zyskujące wraz z jakością muzycznego surowca i mające w odwodzie ewentualne alkohole dobywane z kredensów lampowej technologii, będzie tym czymś, czego szukał. Ale jeśli się szuka emocji, jeżeli magia ma być natychmiast i nawet z tranzystorowym torem, to HEDD będą bezkonkurencyjne. Zwłaszcza, że one idą w drugą stronę, i wraz z przyrostem jakości nagrań nie zyskują na muzykalności (tę mają od razu całą), tylko na wyraźności – to o nią się wzbogacają. A wzbogacone nie ustępują parametrami technicznymi ani trochę, gdzie tam. Dźwięki opowiadają piękniej i dokładniej, a na niebagatelny dodatek nieporównanie lepiej plasują je w przestrzeni. Coś fenomenalnego!

Odnośnie tej przestrzeni, bo z niej wszak Sennheisery słyną. Tu zarysowała się chyba największa różnica, a przynajmniej łatwa do analizy. Sennheisery wyraźnie mocniej ciągnęły i alienowały soprany, przez co szum podkładu był u nich dużo wyraźniejszy, a sopranowe błędne ogniki dzwoneczków w dali z klasycznego Song of White Vangelisa dużo bardzie wyodrębnione z tła, dalej posadowione i swą daleką samotnością budujące większą też głębię sceny – znacznie większą. Taką głębię wydobył z HEDD dopiero symetryczny Tonalium, dowodząc przy okazji, że on i symetryczność mogą się tym słuchawkom przydać. Bez niego, z kablem własnym, grały HEDD przy stacjonarnym wzmacniaczu tranzystorowym inaczej niż napędzane z DAP – dźwiękiem scalającym a nie holograficznie dzielącym przestrzeń, skracającym jej głębię – dużym i spójnym, ale nie odznaczającym się skłonnością do rysowania dalekich horyzontów, co było zaskakująco inne niż przy wzmacniaczu lampowym Ayona  i przy odtwarzaczach przenośnych.

HEDDphone vs Meze Empyrean

Poza tym jest wygodniejsza – odnośnie tego nie ma złudzeń.

O wiele subtelniejsze różnice zjawiły się na obszarze konfrontacji HEDDphone z wyraźnie droższym konkurentem planarnym (podczas których jedne i drugie słuchawki posiłkowały się tym samym kablem symetrycznym Tonalium podpiętym zawsze do symetrycznego Phasemation, tak by wyzyskać symetryczność). Już samo słowo „subtelniejsze” sugeruje brzmienia bardziej zbliżone, niemniej i w tym wypadku dało się bez wysiłku wskazać pewne znaczące różnice. Poczynając od tego, że Meze grały bliższym i bardziej wyosobnionym pierwszym planem, a do budowania zjawiska dali też używały pogłosu. Poza tym grały odrobinę cieplej, co wynikało z faktu, że mniej (nieznacznie, ale do natychmiastowego wyłapania) eksponowały wysokie tony. Bardziej przy tym separowały jedne dźwięki od drugich, tworząc obraz mniej jednobrzmiący – bardziej rozbity na składowe. Inaczej też przebiegała u nich charakterystyka odpowiedz impulsowej – mniej płaskiej, lekko podbijającej wyższą średnicę. Zabieg zapewne calowy, mający w zamierzeniu wyrywać słuchacza z odsłuchowego odrętwienia. Nie można powiedzieć, że nieudany – niektóre utwory przy takim podejściu zyskiwały. Nie do końca tonalnie poprawne, ale za to bardziej fascynujące, tym właśnie częstotliwościowym wzgórkiem, niczym garbem na jezdni, wyrywały z monotonii muzycznej. Więcej też u nich sopranowych szmerów, mała lecz wyczuwalna dawka pogłosu i ten lekki akcent tonalny, podnoszący głosy, działały niczym dorysowany pieprzyk, piegi i trochę zadarty nosek – niby nie do końca poprawne, jednak dodawały urody. Jako dodatkowa ozdoba fantastyczna przejrzystość, mocno omiatające scenę światło, silny kontrast dół-góra i metafizyczny czar ożywianej miriadami drobin, w wyczuwalny też sposób oddychającej przestrzeni. Klasa!

Przyznam, że na tle powyższego opisu oferty brzmieniowej Meze trudno właściwie oddać walory HEDDphone, ponieważ zdawkowe stwierdzenia, w rodzaju „bardziej koherentne”, „poprawniejsze tonalnie”, czy „równiej przechodzące przez pasmo”, nie oddają istoty rzeczy. Ale faktycznie: HEDD nie operowały takim kontrastem bas-sopran, mimo że soprany potrafiły uciągnąć wyżej, a bas miały co najmniej równie potężny. Ale to wszystko bardziej zwarte, zebrane w całość, równiej przez pasmo przechodzące, operujące łagodniejszym światłem i nie używające pogłosu. Środek ciężkości ustawiony precyzyjnie na sam środek średnicy, a więc nie przesunięty nic do góry, a same brzmienia nie o krystalicznej czystości w nieskazitelnie przejrzystym medium, tylko atmosfera większej gęstości, wyższego ciśnienia oraz czucia przestrzeni właśnie poprzez ciśnienie, a nie delikatne oddechy jakiegoś muzycznego ducha wzbijające miriady drobin. Brzmienie zatem mocniejsze, niższe i bardziej spójne, a jednocześnie bardziej romantyczne – operujące dłuższymi wybrzmieniami i bardziej zaznaczającą się melodyką. (Przypominają się AudioQuest NightHawk.) Tym samym atmosfera bliższa tej proponowanej przez muzykę klubową albo jazz tradycyjny, podczas gdy Meze klimatycznie bliższe muzyki elektronicznej czy modern jazzu. Pytanie: które brzmienie lepsze? – to typowa zagrywka w stylu, czy rum jest lepszy od ginu? Ale zaiste, coś w tym kolejnym nawiązaniu do alkoholi jest z muzycznego sensu, bo HEDD rzeczywiście podobniejsze były do rumu, podczas gdy Meze do ginu. Umownie oczywiście i z przymrużeniem oka, ale choć brzmienie AMT nie było ani trochę słodsze, a nawet ciut chłodniejsze, to miało coś z aromatycznej gęstości melasy, podczas gdy brzmienie słuchawek planarnych coś z czystej wytrawności jałowca.

Wytrzeźwijmy, choć to niełatwe po takiej dawce muzyki. Im dłużej porównywałem Meze z HEDD, tym różnice pomiędzy nimi stawały się wyraźniejsze. Zaczynałem od tego, że grały podobnie, kończyłem na tym, że całkiem różnie. Tak bywa – człowiek się uczy odróżniać, sama intuicja i „na wyczucie” wszystkiego nie załatwią.  Trzeba wiedzieć gdzie szukać, na czym się skupić i jak to nazwać, wówczas te już namierzone i nazwane różnice stają się oczywiste, uderzają od razu.

Lepszy kabel potrafi dużo zdziałać; podczas odsłuchów zastanawiałem się, który z nieobecnych byłby najlepszy. Entreq Atlantis? Kimber Axios?

Niemniej wciąż wisi trochę wyśmiane, ale cicho domagające się odpowiedzi pytanie: których najchętniej byś używał? Nie padnie rozstrzygnięcie, mogę natomiast napisać, że brzmienie HEDDphone najdalsze jest  od efekciarstwa i najbliższe muzycznej istoty. To są słuchawki grające podobnie do Audeze LCD-4, także mające w sobie sporo stylu pamiętnych Sony. Nie taki sceniczny ogrom i nie tę holografię, ale ten sam muzyczny klimat, w którym na chwilę zanurzenie odsłania słabość konkurencji. Dwie rzeczy tu się przenikają, stanowią sedno sprawy. Obie to główne składniki muzycznej prawdziwości, zarazem każda inna. Jedna, to całościowy wyraz powstający jako pochodna form indywidualnych; druga, to sposób tych form prezentacji. Zacznijmy od tej drugiej. Tym są słuchawki wierniejsze odtwórczo, im doskonalej potrafią odróżniać i indywidualizować dźwięki. Jako że muzyka to mieszanina pozostających sobą dźwięków, a nie ich zamazana wypadkowa. Słuchawki takie jak wspomniane Sony, Sennheiser Orpheus, AKG K1000 i RAAL potrafią ten aspekt, aspekt zbioru indywidualizmów, od HEDD ukazać lepiej. Także porównywane teraz z nimi Meze i Sennheiser HD 800 bardziej cisną na ten indywidualizm niż na tę drugą wartość. A drugą jest muzyczna postać każdego jednego dźwięku, jego samoistna perfekcja. To w odtwórczości jest najtrudniejsze, nikomu w pełni się nie udaje. Jak już wiele razy pisałem, każde uderzenie pałeczki w perkusyjny talerz, każde naciśnięcie na klawisz któregoś organowego rejestru, to zaistnienie brzmieniowej formy nieoddawalnej w pełni przez jakikolwiek głośnik, tym bardziej słuchawkowy. Miarą jest tu zatem zbliżenie – i to zbliżenie, to dążące do ideału naśladownictwo formy, jest największym atutem HEDD. Pod jego względem biją tu do nich przymierzane i nawiązują do referencyjnych ciągle Sony. Łyk jeden zaczerpnięty z ich brzmieniowego strumienia obnaża nieprawdziwość tamtych i przypomina o minionej referencji.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

35 komentarzy w “Recenzja: HEDDphone

  1. Piotr Ryka pisze:

    Otrzymałem jako uzupełnienie cennik kabli

    HEDD HP cables – 749zl

    – 6.3mm jack (male) to 2x mini XLR (female), 2.2m

    – 4-pole XLR (male, bal.) to 2x mini XLR (fem.), 2.2m

    – 3.5mm jack (male) to 2x mini XLR (female), 1.2m

    – 2.5mm jack (male, bal.) to 2x mini XLR (fem.), 1.2m

  2. Fon pisze:

    W tym kryzysie może się producenci opamiętają z cenami bo są chore, ludzie będą się mocno zastanawiać na co grosze wydać, rynek pokaże

  3. miroslaw frackowiak pisze:

    Sluchalem ich na wystawie w Londynie w tamtym roku i graly bardzo ciekawie,szkoda ze w tym roku nie bedzie CanJam w Londynie,wszystkie wystawy odwolane,ale te sluchawki akurat zapamietalem,bardzo orginalne z wygladu jak i grania…zdrowia zycze Piotrze,bo my w tym wieku zagrozeni jestesmy bardziej wiruskiem niz inni…

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tacy szczególnie zagrożeni to jeszcze nie jesteśmy. Daleko do tego. Natomiast słuchawki są faktycznie niezwykłe – wyjątkowo mi się spodobały. Skłaniają też do poszukiwań wzmacniacza, kabla, źródła. To wszystko ciekawe jest i wyrywające z rutyny.

  4. Michal Pastuszak pisze:

    Niezwykle ciekawe byloby zestawienie z innymi sluchawkami w technologii AMT, czyli dawnymi Ergo AMT, cena calkiem atrakcyjna (4500PLN), robione w Szwajcarii, wiec mozna by liczyc na dobra jakosc.

    https://www.audioaffair.co.uk/ergo-amt-headphones

    1. Piotr Ryka pisze:

      Dzwoniłem kiedyś do polskiego dystrybutora RCM w ich sprawie. Okazało się, że nigdy nie mają na stanie, mogą tylko pod zamówienie sprowadzić.

  5. Stefan pisze:

    No właśnie ta scena, nawet na zbalansowanym torze i kablu nie wychodzi poza linię oczu, gdyby nie to to waga nie byłaby problemem ze względu na wałowy muzyczne.

  6. Stefan pisze:

    *walory oczywiście.

  7. Marcin pisze:

    Kurczę, mega drogie są te wszystkie rzeczy; nawet fajne to hobby, ale jednak ceny odstraszają; myślę o tym trochę jak o takim na ten przykład golfie, no fajny sport, na powietrzu itd., ale sport dla bogaczy. Z tego też powodu z audiofilii zrezygnowałem, choć jeśli kogoś to interesuje i go na to stać to nie jest powód, żeby nazywać taką osobę idiotą, że na słuchawki, odtwarzacz itd. wydał 30 tyś zł – jego kasa i jego to sprawa, na co je wydaje.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Ale przecież nie musi być drogo. AudioQuest NightOwl plus DAC/wzmacniacz słuchawkowy od iFi i gotowe. Albo planarne słuchawki Fosteksa, albo planarne Takstary.

      1. Michal Pastuszak pisze:

        I jeszcze Quad Era-1 plus firmowy PA-One (DAC/AMP), bede sie upieral ze to znakomity zestaw za jak najbardziej rzetelna cene, calosc smialo do nabycia za 8-8.5kPLN.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Te Quad już trochę droższe. A swoją drogą, to trudno za słuchawkowym rynkiem nadążyć.

  8. Piotr Ryka pisze:

    W recenzji ich nie doceniłem. To są najlepsze słuchawki do kupienia w tej chwili wraz z RAAL i Audio-Technicą ATH-L5000. (Orpheusa HE-1 pomijam, kosztuje abstrakcyjnie. HiFiMAN Shangri La nie słyszałem.)

    1. Tadeusz pisze:

      Te Quady takie dobre w kategorii bezwzględnej czy w relacji jakość/cena ?
      Pytam bo przymierzałem się do Audeze LCD-3 ,trafiły się używki w bardzo dobrej cenie a tu pojawiają się Quady ,więc czemu nie ?

      1. Piotr Ryka pisze:

        W kategorii absolutnej. Długo się wygrzewają, potrzebują mocnego wzmacniacza i dobrze byłoby z czasem dać im lepszy kabel, ale kulturą i naturalnością brzmienia przewyższają prawie każde high-endowe słuchawki.

    2. Michal Pastuszak pisze:

      Moze warto byloby dopisac jakis obszerniejszy aneks do recenzji HEDDow ? Na pewno wnikliwa wiedza o dalszej ewolucji tych sluchawek bylaby przydatna potencjalnym zainteresowanym. Pokazuje to raz jeszcze, ze nawet tydzien/dwa nie daja w niektorych przypadkach finalnego obrazu brzmienia, a takie cos moze zadecydowac o decyzji zakupowej i warto miec tegoz swiadomosc, bo nie zawze gra zachecajaco od poczatku, w szybkiej sesji odsluchowej w salonie/u dystrybutora. Teoretycznie, proces pelnego i optymalnego wygrzewania powinien miec miejsce u producenta i byc nastepnie opisanym i zalaczonym w instrukcji obslugi sluchawek, zwlaszcza tych topowych, dosc kosztownych modeli.

      U mnie podobnie, przetworniki w AT wydawaly sie juz byc ‚rozegrane na 100%’ (bo gralo swietnie) ale po zakupie bardziej klasowego zrodla i akcesoriow zasilajacych oraz dalszych miesiacach gry wykazaly, ze to absolutnie nie byl kres ich mozliwosci. Kto wie czy to i nie samo drewno muszli poddajace sie uplywowi czasu i dorzucajace tu swoje, trudno jednoznacznie powiedziec. Kilka osob jednak rzucilo recznik i je sprzedalo mocno rozczarowanych w dosc wczesnej fazie ich posiadania.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Nie mogę obiecać takiego aneksu, ale będę się starał. Mam dostać jeszcze jeden kabel wysokiej jakości do nich, jednak to kwestia około miesiąca. Może pod koniec wakacji coś konkretnego się wykluje. Na razie jest tak, że Tribute 7 niesłuchane leżą.

        1. Stefan pisze:

          A co takiego się zmieniło w HEDDach?

          1. Piotr Ryka pisze:

            Utwierdziło się to, co już miały – są bardziej melodyjne od konkurencji. Druga rzecz wzmocniła się bardziej – zjawiła jeszcze lepsza trójwymiarowość, w tym wyjątkowa holografia. Poza tym podgoniły z kablem Tonalium nasycenie szczegółami. Te szczegóły są przy tym świetnie wkomponowane w całość, naprawdę wyjątkowo, a jednocześnie teraz bardziej obecne. W ładną to się układa całość, przy porównaniach czuje się ich niezwykłość.

  9. Tadeusz pisze:

    Czy Questyle CMA 600i się nadaje,czy za słaby ?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nada się jak najbardziej, ale dobrze byłoby się postarać o połączenie symetryczne. HEDD oferuje taki kabel, jeszcze lepiej będzie zamówić FAW albo Tonalium.

    2. Piotr Ryka pisze:

      Tylko żebyśmy się dobrze zrozumieli – wychwalałem HEDDphone.

  10. Tadeusz pisze:

    No to żeśmy się nie zrozumieli 🙂 .Myślałem,że pojawiły się killery w postaci Era-1 za w sumie normalne pieniądze a tu jednak trzeba położyć konkretną kasę za HEDDphone i jeszcze to „odpowiednio” zasilić.

  11. QNA89 pisze:

    Panie Piotrze,

    jak Pan ocenił te słuchawki pod względem zniekształceń i ogromnego doła w okolicy 6khz ? Oglądałem ostatnio pomiary tych słuchawek i mierzą się one, według niektórych źródeł wręcz tragicznie. Co jest zadziwiające bo gdy je słyszałem (co prawda miałem z nimi do czynienia tylko przez 4 dni) to brzmiały NIESAMOWICIE! Od tamtego czasu na nie choruję. Marzą mi się one po nocach. Po obejrzeniu jednak pomiarów zastanawiam się, czy oby na pewno dobrze im się przysłuchałem i czegoś po prostu nie wyłapałem… Jakie miał Pan odczucia? Zwłaszcza po spostrzeżeniu, że nie docenił ich Pan w tej recnecji?
    Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka pisze:

      Każde słuchawki, literalnie każde, muszą charakterystyką odbiegać wyraźnie od płaskiej. Gdyby nie odbiegały, byłyby nie do słuchania. Słuchałem tych HEDDphone wczoraj kilka godzin – okablowane Sulkiem i ze wzmacniaczem EAR HP-4 biorącym sygnał od przetwornika PrimaLuny; żadnego dołu w okolicach 6 kHz ani gdzie indziej nie ma. (Oczywiście w sensie dokuczliwości.) Jedyny fakt odnośnie, to brak tak niskiego zejścia, jak u Ultrasone T7 i tak wyśrubowanych sopranów, jak u AKG K1000. Pomiędzy brzmienie wyjątkowo realistyczne, trójwymiarowe, piękne. A przy okazji tych 6 kHz, radzę sobie obejrzeć to – otrzeźwia: https://sound.eti.pg.gda.pl/student/elearning/sysnagparmwi.htm
      Odnośnie zaś wyższych składowych – jak mogłyby być tak trójwymiarowe i tak doskonale odtwarzać wnętrza, gdyby tam miały zasadnicze luki? Jedyne, co należy brać pod uwagę serio przy wyborze to to, że one brzmieniowym stylem wyraźnie odbiegają od przeciętnych. Ale jak się słuchało i się podobały, nie ma już tego problemu.

      1. QNA89 pisze:

        Dziękuję za odpowiedź. Czyli Heddphone zostały u Pana?

        Jak wiadomo wykresy nie grają, więc biorę to zawsze na to poprawkę. Ja sam z pamięci również nie pamiętam aby im czegokolwiek brakowało. Wywarły na mnie ogromne wrażenie i planuję je zakupić w najbliższym czasie 🙂

        Jasne jest to, że słuchawki muszą mieć odchyłki o prostej linii, jednak zastanawia mnie THD na poziomie 6% (aż tyle) w zakresie sopranów oraz spadek o prawie 20 db w okolicach 6 kHz. To sporo. Jest to dość dziwne bo dla mnie te słuchawki z pamięci brzmiały niesamowicie czysto, detalicznie i ogólnie ujmująco. Nic im nie brakowało. Dodatkowo brzmiały jak słuchawki znacznie powyżej swojej ceny.

        Cieszę się, że ma Pan podobne odczucia bo nie mogłem uwierzyć gdy zobaczyłem te wykresy. Nic takiego niepokojącego nie usłyszałem.

        Panie Piotrze czy można liczyć na jakieś bardziej szczegółowe wnioski co zmieniło się w Pana odczuciach, po tym czasie, względem recenzji? Widziałem, że wspominał Pan o tym gdzieś w komentarzach. Jest na to szansa?

        Pozdrawiam

      2. QNA pisze:

        Panie Piotrze jeszcze jedno pytanie. Gdyby miał Pan wybierać Heddphone czy HD800s, oba ze standardowym kablem, które by Pan wybrał i dlaczego?

        Pozdrawiam

        1. Piotr Ryka pisze:

          HEDDphone z czasem trochę jeszcze nabrały ogłady, ale wyraźnych różnic względem recenzji nie notuję. Odnośnie pytania o wybór, to niestety nie mogę służyć porównaniem przy oryginalnych kablach, ponieważ oryginalnego od HD 800 nie mam. Porównywałem tylko na Tonalium i HD 800 ze wzmacniaczem EAR są nieco cieplejsze, bliższe, gładsze i mniej trójwymiarowe. Dźwięk HEDDphone bardziej nietuzinkowy, wyrafinowany, chropawy i daje bardziej trójwymiarowe obrazowanie oraz mocniejsze osadzenie w perspektywie. Przyjemność słuchania bardzo zbliżona – Sennheiser bardziej swojskie, HEDDphone bardziej niezwykłe. Z tą uwagą, że kabel Tonalium więcej poprawia u Sennheiserów niż u HEDDphone.

          1. QNA pisze:

            Bardzo dziękuję za odpowiedź 🙂

            Pozdrawiam

  12. Alucard pisze:

    Nie ma sensu patrzeć na pomiary jeśli się jest zwykłym użytkownikiem słuchawek, takim który słucha sobie przed komputerem w domu i cieszy się muzyką po prostu. I tak zostanie w domu to co podejdzie w gust, siądzie na ucho, to na czym się będzie dobrze słuchało swojej muzyki. Mnie z wykresów wyleczyły moje Pioneery SE Master 1. Podczas słuchania czołówka i najlepsze dynamiki do muzyki elektronicznej, na wykresie same zniekształcenia i dziwne piki. A jakie zabawne komentarze na Amzonie, polecam poczytać ;D W rzeczywistości takie ciemnawe miśki z sopranem który trzeba podciągać kablem i torem, chociaż jeden zagraniczny recenzent co się „nasłuchał” wykresów, twierdził nawet że słuchawki go „przeraziły” 😉 Z kolei uszy innego były „w odwrocie”. Jeszcze inny uznany, emeryt już, słyszał jakieś „zingi”, tak jak w Sony MDR Z1r 😉

    1. QNA89 pisze:

      Jak to mówią wykresy nie grają 🙂

      Zawsze chciałem posłuchać tych Pioneer’ów. Niestety nie było mi dane. Może kiedyś się uda. Słyszałem naprawdę przeróżne opinie na temat tych słuchawek. Zawsze jednak traktuję takie rzeczy z przymrużeniem oka 😉 Dlatego długo próbowałem dorwać je na odsłuch. To samo dotyczy modelu 10 od Pioneer’a.

      1. Alucard pisze:

        Wydaje mi sie ze salony ktore maja na stanie moga sciagnac od dystrybutora. Trzeba by podzwonic i sie ugadac na jakies sluchanie.

        1. QNA pisze:

          Poszukam. Problem w tym, że nie każdy chce je ściągnąć tylko po to aby ktoś sobie posłuchał. W najgorszym wypadku zakupie przez internet i zwrócę do sklepu 🙂

  13. Alucard pisze:

    Dla mnie salon MP3 sciagal kiedys 7 hiendowych sluchawek i moglem posluchac wszystkich ile tylko chcialem. U nich sa teoretycznie dostepnena stronie internetowej, wiec tam bym sprobowal zadzwonic.

    1. QNA pisze:

      Ja słucham i kupuje tylko w Mp3store. Niestety nie ma już Pioneerow w ich asortymencie. Będę polował 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy