Recenzja: HEDDphone

Budowa, wygoda, wygląd

Duże pudło dla dużych słuchawek.

  Może zacznijmy od wygody. Słuchawki nie są wygodne. Nie aż niewygodne, ale zdecydowana większość wygodniejsza. I nie chodzi przede wszystkim o ciężar, który wprawdzie jest duży, bo przychodzi nosić na głowie aż ponad siedemdziesiąt deko – te jednak się nieźle rozkładają pomiędzy dobrze wyścielony pałąk a bardzo szerokie i grube pady. Większym problemem jest, że pady względem głowy pałąk ustawia pod za dużym kątem, przez co nie dosyć płasko przylegają i trochę gniotą poniżej ucha. A jeszcze większym to, że wychodzące z nich pionowo do dołu wtyki kabla potrafią się ocierać o okolice obojczyków. Dla osób z długimi szyjami nie będzie to problemem, ale dla tych mających krótkie już tak. Pomimo zatem elastyczności pałąka i umiarkowanej, tym niemniej istniejącej i przydającej się obrotowości muszki w poziomie oraz pionie, owo przyleganie i wyprowadzenie kabli trzeba będzie poprawić. To już podobno się stało – egzemplarz dostarczony do testu był przedprodukcyjny, wchodzące do obrotu zostały udoskonalone. A niezależnie od tego i tak można sobie poradzić: na całe szczęście słuchawki najlepiej grają w pozycji „część górna muszli trochę do tyłu, część dolna trochę do przodu”, w której wyprowadzenia kabli też się kątowo do przodu wysuwają i przestają ocierać.

Odnośnie teraz estetyki. HEDDphone przybywają w dużym pudle z grubej i sztywnej jak deska tektury, pociągniętej na satynową czerń z ołowianym poblaskiem. Stosownie do tego pudła wielkości z też dużym na jego wieczku napisem HEDDphone ®, czyli wszystko się zgadza. Pudło otwiera się przez uniesienie ścianki bocznej najbliższej na napis patrzącego, co jest wygodne i prędkie. Wraz ze ścianką unosi się wieko, odsłaniając czarny profil piankowy otulający słuchawki. Poniżej w swojej zatoczce spoczywa identycznie sztywne i też ołowiano-czarne pudełko z kablem, który sam nie ma już ołowianych połysków, tylko nieskazitelnie jest czarny, niesymetryczny i oczywiście odpinany, skoro znalazł się w osobnym pudełku. Przyłącza po stronie słuchawek to mini XLR (takie same jak u wysokich modeli Meze i Audeze), a po stronie wzmacniacza duży jack (chyba własny firmowy, podobny do Neutrika). W komplecie nie ma żadnych przedłużaczy ani przejściówek, ale te pierwsze nie będą raczej potrzebne, gdyż kabel ma łącznie z częścią za rozwidleniem prawie zawsze wystarczające 2,5 m długości; jest przy tym średnio gruby oraz z widocznym splotem; średnio też sztywny i w szorstkawym, ale nie hałasującym podczas tarcia oplocie. Jakości okazuje się więcej niż dobrej – co niewątpliwie stanowi ewenement i za co należą się brawa. Odnośnie natomiast przejściówek – to czy na mały jack się przyda, rozstrzygać będziemy podczas odsłuchów, badając, czy DAP jako źródło wchodzi w grę. Słuchawki są bowiem prądowo wymagające i bezdyskusyjny wydaje się jedynie KANN CUBE, albo inny tego rodzaju przenośny mocarz. Bez wątpienia natomiast byłoby sympatyczniej, gdyby kabel główny był symetryczny i duży jack oferował dopiero za przejściówką. Tę przyjemność sprawiłem sobie używając własnego Tonalium, na co dzień obsługującego Meze Empyrean, a ewentualny nabywca sam będzie musiał zadziałać, zamawiając własny tego rodzaju u któregoś z niezliczonych producentów słuchawkowych kabli.

Naprawdę sporych.

Wracając do estetyki. Słuchawki są bez wątpienia ładne i porządne. Matowoczarna siateczka osłon przetworników jest z anodyzowanego aluminium i ma wzór drobniutkiego plastra miodu, a same muszle też są aluminiowe i aluminiowe również chwytaki, mające postać nie widełek, a całościowych obejm. Zawiasowo i z lekkim na boki kiwaniem przechodzą te obejmy w pałąk właściwy, który można rozsuwać i który jest dość giętki. Jego konstrukcja nośna to metalowy płaskownik, grubo opatulony pianką w ekologicznym obszyciu, na obu końcach z mechanizmem suwakowym o maksymalnym rozsuwie jakichś dwóch centymetrów. Pady też są z ekologicznej skóry – jak już mówiłem: duże, szerokie i głębokie. Też bardzo miękkie i w dotyku miłe – pod ich adresem żadnych uwag.

Suma matowoczarna z mocnym akcentem srebrnych obejm, a dodatkowy akcent intrygujący, to wyraźnie prześwitujące przez osłony boczne szczelinowe ustroje akustyczne nad przetwornikami – także w kolorze srebrnym. Są obustronne, bo identyczny ustrój po stronie ucha prześwituje przez mgiełkę cieniutkiego sukna osłony; stanowią zatem po obu stronach część wylotową i pełnią prawdopodobnie analogiczną rolę jak znane ze słuchawek Audeze fazory, czyli odpowiadają za uczynienie dźwięku bardziej liniowym i bardziej harmonicznym. Jeden i drugi mają przy tym orientację poziomą, a zatem prostopadłą względem ustawionych pionowo fałdów membrany, tworzącej miechy AMT. Miechy napędzają magnesy neodymowe, ale tych już nie widać – możemy je zobaczyć jedynie na schematycznym przekroju ze strony producenta.

O tych „miechowych” przetwornikach AMT pisałem już wiele razy, toteż tylko przypomnę, że wynalazł je nieżyjący już inżynier Oscar Heil, którego Klaus Heinz poznał osobiście podczas wizyty w USA. Istotą wynalazku są te plisowane niczym spódniczki membrany, dzięki któremu to sfałdowaniu powierzchnia ich radykalnie wzrasta, a szybkość „wydychanego” i „wdychanego” przez taki membranowy miech dźwięku jest czterokrotnie wyższa niż na membranach płaskich. Też lepsza tego dźwięku kontrola, ponieważ krawędziami plisek przebiegają druciki cewek, więc elektryczny nadzór obejmuje całą powierzchnię – identycznie jak w słuchawkach planarnych i u elektrostatów. Pomysł tego rodzaju membran wdrożono najpierw w głośnikach wysokotonowych, potem się rozrósł na wszystkie, by na koniec sięgnąć słuchawek. Podchwyciło go kilku producentów, kolejno Jecklin Float, oBravo, MrSpeakers i RAAL, a teraz także HEDD. Słuchawki o tej konstrukcji nigdy nie należą do tanich, ale też nie są droższe od innych sporo kosztujących, a mają niezaprzeczalne zalety. Producenci zwykli wysuwać na plan pierwszy wierność brzmieniową przekładającą się na naturalizm, łączący się nierozdzielnie z muzykalnością, dynamiką, wybitnym indywidualizmem głosów oraz szybkością dźwięku. Wszystko to mamy dostać od słuchawek typu AMT lepsze aniżeli od innych, a zarazem nie droższe.

Dobrze widoczne żebra, za nimi przetworniki AMT.

Dorzućmy do opisowego obrazu liczbowe parametry techniczne. Do wagi 718 g impedancję 42 Ω, skuteczność 87 dB i pasmo przenoszenia 10 Hz – 40 kHz. Na koniec cenę, oszacowaną na 7650 PLN. Słuchawki nie są więc tanie, ale z droższych teraz produkowanych można ustawić długi pociąg.

– A wszystko to made in Berlin opodal pięknego Tiergarten, i teraz posłuchajmy.

 

 

 

 

 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

12 komentarzy w “Recenzja: HEDDphone

  1. Piotr Ryka pisze:

    Otrzymałem jako uzupełnienie cennik kabli

    HEDD HP cables – 749zl

    – 6.3mm jack (male) to 2x mini XLR (female), 2.2m

    – 4-pole XLR (male, bal.) to 2x mini XLR (fem.), 2.2m

    – 3.5mm jack (male) to 2x mini XLR (female), 1.2m

    – 2.5mm jack (male, bal.) to 2x mini XLR (fem.), 1.2m

  2. Fon pisze:

    W tym kryzysie może się producenci opamiętają z cenami bo są chore, ludzie będą się mocno zastanawiać na co grosze wydać, rynek pokaże

  3. miroslaw frackowiak pisze:

    Sluchalem ich na wystawie w Londynie w tamtym roku i graly bardzo ciekawie,szkoda ze w tym roku nie bedzie CanJam w Londynie,wszystkie wystawy odwolane,ale te sluchawki akurat zapamietalem,bardzo orginalne z wygladu jak i grania…zdrowia zycze Piotrze,bo my w tym wieku zagrozeni jestesmy bardziej wiruskiem niz inni…

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tacy szczególnie zagrożeni to jeszcze nie jesteśmy. Daleko do tego. Natomiast słuchawki są faktycznie niezwykłe – wyjątkowo mi się spodobały. Skłaniają też do poszukiwań wzmacniacza, kabla, źródła. To wszystko ciekawe jest i wyrywające z rutyny.

  4. Michal Pastuszak pisze:

    Niezwykle ciekawe byloby zestawienie z innymi sluchawkami w technologii AMT, czyli dawnymi Ergo AMT, cena calkiem atrakcyjna (4500PLN), robione w Szwajcarii, wiec mozna by liczyc na dobra jakosc.

    https://www.audioaffair.co.uk/ergo-amt-headphones

    1. Piotr Ryka pisze:

      Dzwoniłem kiedyś do polskiego dystrybutora RCM w ich sprawie. Okazało się, że nigdy nie mają na stanie, mogą tylko pod zamówienie sprowadzić.

  5. Stefan pisze:

    No właśnie ta scena, nawet na zbalansowanym torze i kablu nie wychodzi poza linię oczu, gdyby nie to to waga nie byłaby problemem ze względu na wałowy muzyczne.

  6. Stefan pisze:

    *walory oczywiście.

  7. Marcin pisze:

    Kurczę, mega drogie są te wszystkie rzeczy; nawet fajne to hobby, ale jednak ceny odstraszają; myślę o tym trochę jak o takim na ten przykład golfie, no fajny sport, na powietrzu itd., ale sport dla bogaczy. Z tego też powodu z audiofilii zrezygnowałem, choć jeśli kogoś to interesuje i go na to stać to nie jest powód, żeby nazywać taką osobę idiotą, że na słuchawki, odtwarzacz itd. wydał 30 tyś zł – jego kasa i jego to sprawa, na co je wydaje.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Ale przecież nie musi być drogo. AudioQuest NightOwl plus DAC/wzmacniacz słuchawkowy od iFi i gotowe. Albo planarne słuchawki Fosteksa, albo planarne Takstary.

      1. Michal Pastuszak pisze:

        I jeszcze Quad Era-1 plus firmowy PA-One (DAC/AMP), bede sie upieral ze to znakomity zestaw za jak najbardziej rzetelna cene, calosc smialo do nabycia za 8-8.5kPLN.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Te Quad już trochę droższe. A swoją drogą, to trudno za słuchawkowym rynkiem nadążyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy