Recenzja: Fostex TH1100 RP

Brzmienie: Komputer ze wzmacniaczem Feliks Envy

     Zacznę od sprawy kabli. Dostarczany ze słuchawkami niesymetryczny i symetryczny dosłany przez dystrybucję okazały się mieć różne oploty, co mogło sugerować też odmienność przewodów. I rzeczywiście – różne brzmienia, a wraz z nimi pytanie, którego przy opisie się trzymać. Najprościej byłoby powiedzieć: „Trzymaj się pan lepszego!” – lecz to nie takie proste. Kabel niesymetryczny zaproponował bardziej miękkie, zwinniejsze melodycznie, cieplejsze, bardziej pieszczące i lepiej potrafiące zadbać o delikatne aspekty, jak również potrafiące silniej podkreślać głosowy indywidualizm. Naprzeciw tego symetryczny budował większe dostojeństwo twardszego i bardziej okazałego objętościowo, w ramach czego bardziej uwypuklał trójwymiarowość wszystkiego, którą tak wychwalałem w recenzji wersji zamkniętej. Można także powiedzieć, że ten z niesymetrycznego łącza bardziej do słuchacza się łasił, a z symetrycznego nie był wprawdzie jakiś zdystansowany, ale – by tak to ująć – bardziej był autonomiczny: mniej skory do uśmiechów, kłaniania się i zaprzyjaźniania. Przy czym wszystko to w jakiejś mierze wynikało też ze wzmacniacza, innego obchodzenia się z sygnałem po trasach symetrycznej i niesymetrycznej. Lecz cóż, wszystko to byłoby do przełknięcia i przechodzenia mimo, gdyby z tych różnych kabli i gniazd we wzmacniaczu nie wynikały tak różne słuchawki. Wszedłem głębiej w odsłuchy, poprzerabiałem spektra gatunkowe: – No nie, jednak brzmienie przy symetrycznym ciekawsze, zarówno poprzez bardziej prawdziwą scenerię i podkreślony trzeci wymiar, jak i bardziej życiowe stosunki na linii twórca-odbiorca. Ci wykonawcy to wszak nie służący, niby co miałoby ich zmuszać do bycia nadskakującymi? Takie muzyczne kelnerstwo nie dla mnie, wolę zachowanie dystansu; nie, nie tego odnośnie bezpośredniości przekazu, tylko wzajemnego szacunku i autonomii podmiotów. Poza tym symfoniczne orkiestry albo koncerty organowe zdecydowanie bardziej przy symetrycznym stawały się prawdziwe; kończymy już więc tę dyskusję i zostańmy przy symetrycznym. Ale zaraz otwiera się druga: model otwarty a zamknięty…

 

 

 

 

    Tu różnica była o wiele mniejsza i całkiem oczywista – dźwięk w modelu otwartym bardziej był ekspansywny; wyczuwało się większą otwartość, lecz chwila przywyknięcia do wersji zamkniętej i już bardzo trzeba było się wsłuchać, by różnicę wyłapać. Zależała także od miejsca i sposobu nagrania – te w małych salach na ogół bardziej były brzmieniowo zbliżone od powstających w dużych czy plenerze. Za to inna różnica znaczna, mianowicie pokoleniowa. Pokolenie flagowców wcześniejszych, na bazie dynamicznych przetworników „Biodyna”, odnośnie podobania i wyboru rodziło większą skłonność ku konstrukcji zamkniętej, teraz natomiast, bez wątpienia, wybrałbym model otwarty. Czuć było w nim tę otwartość, a jednocześnie muzycznego czaru i technicznego poloru również miał trochę więcej, niezależnie od tego, że ten moment przyzwyczajenia niemalże znosił różnice. Zarazem ta uwaga czyni opisy brzmienia niepotrzebnymi od nowa – ta sama trójwymiarowość scen i dźwięków plus elegancja melodyczna, tak samo nadprzeciętnie sferyczne bas i sopran stają się wyższe jakościowo: bas opisany dokładniej (a jednocześnie potężny), soprany uwolnione od cięcia fałszem spłaszczeń, a jednocześnie odbierane jako pełnoskalowe i piękne. Sumą nieczęste w tym rozmiarze łączenie łatwej przyjemności słuchania z fascynacją wizyjną, tym większe, że brak problemów z doborem repertuaru – wszystkie gatunki i wszelkie nastroje realizowane bez niedomogów, a już szczególnie przy używaniu z okablowaniem symetrycznym.  

      Tym samym znowu mogłem stwierdzić, że mam do czynienia ze słuchawkami w każdym aspekcie high-endowymi, w tym nadprzeciętnie skutecznie posługującymi się pogłosem przy modelunku sferycznym; tak dobrze, że aż często tego pogłosu nie znać, a kiedy już się go wyczuwa w sytuacji kiedy sam z siebie staje się jawnie obecny rodzajem akustyki bądź specjalnym stylem nagrania, to jako postrzegany z osobna okazuje się tak efektowny, że aż chce się bić brawo za tę doskonałość postaci. Do czego jeszcze miesza się energetyczne pole medium – przestrzeń okazuje się nasycona energią, każdy jej punkt wibruje, intensyfikując muzyczny przekaz. Nigdzie pola martwoty, żadnych dźwięków wieszanych w próżni, cała przestrzeń żywa muzyką. Jedyne, czego nie mogę znów napisać, to tego, że rzecz tyczy słuchawek zamkniętych, które skonstruować jest trudniej.

    Od czasu pierwszych elektrostatycznych Stax, ortodynamicznych Yamacha i dynamicznych Grado mamy na rynku słuchawki otwarte sycące słuchaczy jakością. Z zamkniętymi nie poszło tak łatwo, bo chociaż wzorzec Sony, legendą owiane MDR-R10, zjawił się już w 1988-mym, to był samotnym białym żaglem, w dodatku niedostępnie drogim. Dzisiaj pod tym względem jest lepiej niż było kiedykolwiek wcześniej, chociaż i w trzeciej dekadzie po dwutysięcznym roku nie jest znowuż jakoś wspaniale, zwłaszcza że najlepsze słuchawki zamknięte – Audio-Technica ATH-L5000 – tylko mignęły limitowaną serią.[3] Ale właśnie Fostex TH1000 RP jakoś wypełnia po nich lukę, pospołu z niejednymi innymi, na przykład flagowymi Crosszone. Ze swojej strony otwarte ZH1100 RP potwierdzają łatwiejszą konstrukcyjnie otwartość i jednocześnie wraz z kilkoma dają dostęp do szczytowej jakości jeszcze przed cenową barierą dziesięciu tysięcy.

 

[3] Być może jednak obecne flagowe zamknięte – Audio-Technica ATH-AWKG NARU (€3500) jakością im nie ustępują.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

6 komentarzy w “Recenzja: Fostex TH1100 RP”

  1. Adam M. pisze:

    w tym roku trzeba sie jednak będzie wybrac na AVS posluchac tych wszystkich nowych ciekawych sluchawek…

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Też się wybieram, chociaż ochoty ni w ząb. Podobno, ale tylko podobno, ViVa ma pokazać wzmacniacz do wszelkich słuchawek za ponad 100 tys. euro. I jak ich nie kochać?

  2. Darek J. pisze:

    Jakie są wg Pana zasadnicze różnice w odsłuchu między tymi dwoma flagowcami Fostexa (otwartymi a zamkniętymi)? Co wyróżnia jedne z nich wobec drugich? Ciekaw jestem Pana wrażeń. Sam wybieram się na odsłuch. Czasami podpowiedź na co zwrócić uwagę bardzo pomaga. Pozdrawiam.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Moje wrażenia są takie, że zamknięty podobał mi się ciut bardziej przy jednakowym poziomie ogólnym obu. Co najpewniej nikomu się zbytnio nie przyda, to jedynie impresja.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Przepraszam za może trochę obcesowe potraktowanie tematu, ale tonę w trudnych odsłuchach i wygrzewaniu: z trzech źródeł różne słuchawki w tym samym pokoju produkują jednocześnie różną muzykę i trochę to irytujące, a potem trzeba siadać do porównań. Lecz wiele do dodania nie ma. Otwarte i zamknięte Fosteksy odebrałem jako równe jakościowo, minimalnie głębsze i bardziej echowe brzmienie zamkniętych, wynikające właśnie z zamkniętości, podobało mi się o włos bardziej, ale wyłącznie przez pryzmat gustu, a nie jakiejś próby obiektywności.

  3. MartarHuve pisze:

    Czytałem tę recenzję z dużym zainteresowaniem, bo Fostex od dawna ma u mnie opinię firmy, która potrafi zrobić coś trochę innego niż reszta rynku. Ciekawy jest zwłaszcza powrót do technologii RP w tak wysokim modelu, bo przez lata większość kojarzyła ich raczej z dynamicznymi TH900 i pochodnymi. Jeśli rzeczywiście udało się poprawić czułość i kontrolę rezonansów, to może to być spory krok naprzód względem starszych T-serii. Zastanawia mnie tylko, jak te TH1100 RP wypadają w praktyce pod względem sceny i naturalności barwy. Program lojalnościowy w Euro Casino https://casinoeurodownload.com/ nagradza aktywnych graczy dodatkowymi punktami. Otwarte konstrukcje zwykle mają tu przewagę, ale przy planarach bywa różnie. No i druga kwestia to napędzenie – czy potrzebują naprawdę mocnego wzmacniacza, czy są bardziej przyjazne jak nowsze planary.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy