Recenzja: Fostex TH1100 RP

       I znów lądujemy u Fosteksa, który wierzchołek swej oferty zaprojektował podwójnie, identycznie jak himalajski ośmiotysięcznik Gaszerbrum[1], mający szczyty I i II. W naszym słuchawkowym wypadku mamy do czynienia z fosteksowym Gaszerbrum I, ponieważ opisany już wariant zamknięty, Fostex TH1000 RP, dostał wycenę 9250 PLN, a teraz brany w obroty otwarty TH1100 RP to 9990 PLN. Niespecjalnie inteligentnie można spostrzec, że szczytowe modele Fosteksa pną się o tysiąc wyżej od himalajskich szczytów, ale w świecie himalaizmu słuchawkowego będzie to oznaczało ledwie średnie osiągi, tu najwyższe wierzchołki strzelają na kilkadziesiąt tysięcy. Chwali się więc Fosteksowi, że z ceną nie zwariował, zwłaszcza że opisany wierzchołek zamknięty podłapał wyróżnienie „Ryka Approved!”, stając się murowanym kandydatem do nagrody „Golden Analog”. Ale za rogiem recenzyjnych wspomnień czai się mało sympatyczna historia z poprzednim flagowcem otwartym Fostex TH909 (2018), który od zamkniętego odpowiednika TH900 wydał mi się tak z lekka mniej czarowny, mimo iż bieglejszy technicznie, poza tym nie dorównał konkurencji za circa dwakroć więcej, jak Grado PS2000 albo Focal Utopia, tak więc jego niższa wycena nie do końca była korzystna. Jak będzie z nowym, zaraz się okaże, ale najpierw o samej marce dla tych, którzy poprzednich recenzji poświęconych wyrobom Fosteksa nie czytali.

     Firma  wykiełkowała w 1973 z też japońskiego Fostera, produkującego we wczesnych latach powojennych (od 1949 poczynając) popularne głośniki, głównie do samodzielnego montażu, później także wyroby elektroniczne, mikrofony oraz słuchawki, których Fostex, pomyślany początkowo jako firma marketingowa, miał być rynkowym opiekunem, ale ostatecznie wylądował na pozycji samodzielnego producenta głośników, elektroniki i słuchawek. W mierze tych ostatnich popisowym numerem stały się ortodynamiczne (inaczej planarne) Fostex T50, za śmieszne pieniądze oferujące bardzo nieśmieszną jakość, którą w recenzji najnowszego wcielenia, modelu T60RP, miałem okazję przybliżać. Rozwój słuchawkowego rynku w drugiej dekadzie nowego tysiąclecia i związane z tym szały cenowe wyrwały Fosteksa z wieloletniej drzemki, pobudzając do zaoferowania w 2013-tym popisowych słuchawek dynamicznych, zamkniętych Fostex TH900, przedzierzgniętych trzy lata później w poprawioną wersję TH900 Mk2[1] o odpinanych kablach. Kolejne trzy nie musiały minąć, by pojawiła się w 2018 następna duża nowość, otwarte Fostex TH909, anonsowane jako nowy model flagowy i poprawiona wersja tamtych.

      Zaczerpnijmy teraz z niedawnej recenzji passus samego producenta tyczący dwóch najnowszych flagowców. Otwarte i zamknięte modele z serii „tysiąc” to przede wszystkim przeskok z drajwerów dynamicznych do planarnych, a zatem powrót do pierwocin. Na stronach poświęconych tym nowym czytamy:

Oto flagowy model linii słuchawek RP, starannie zmontowany w fabryce na terenie Japonii w oparciu o najnowszy, opracowany przez firmę Fostex najwyższej jakości planarny przetwornik magnetyczny typu RP, włożony w obudowę z litego drewna klonowego barwionego na kolor indygo metodą Awa Aizome z Tokushimy, znaną jako wzorcowy proces tego rodzaju barwienia i japońska tradycja. Niepowtarzalna faktura tradycyjnego barwienia, podkreślająca indywidualizm rzeźby słojów, w połączeniu z zastrzeżoną, stosowaną od 50 lat technologią planarną RP firmy Fostex, współgrają w nowym flagowcu producenta[2].

      Technologia przetworników planarnych RP, opracowana w 1974 roku i nieustannie doskonalona, zyskuje tutaj nowo wynalezioną membranę, znacznie większą od znanych z modeli T50RP mk3 i mk4. Równolegle zwiększono liczbę magnesów pobudzających oraz przeprojektowano wzór wdrukowania i kształt cewki pod kątem optymalizacji rozkładu strumienia magnetycznego. Efektem lepsze tłumienie niepożądanych rezonansów i jednocześnie wyższa czułość, dające płynniejszą odpowiedź częstotliwościową i doskonalsze charakterystyki przejściowe, z umożliwieniem dokładniejszej i subtelniejszej reprodukcji dźwięku od najcięższego basu poczynając po szczytowe soprany. Zarazem zdolność przywoływania wyraźniejszego muzycznego obrazu, cechującego się lepszym wyczuwaniem lokalizacji źródeł.

 

[1] Gaszerbrum znaczy „Piękna góra”.

[2] RP (Regular Phase) to zastrzeżony przez Fostex proces technologiczny kładzenia cewki na membranie.

Budowa, wygląd i tak dalej

      Sami autorzy słuchawek już wyjawili ich sekrety, których wcale nie starano się skrywać, przytoczonemu opisowi towarzyszy dokładny schemat przekrojowy nowego, doskonalszego przetwornika, ukazujący wszystkie jego warstwy tworzące w całej krasie poprawek. Wypunktowując najważniejsze, wskazać trzeba membranę 416 x 456 mm, więc radykalnie większą od wcześniejszych i niespotykanie dużą, mającą prawie 190 cm² powierzchni aktywnej. Także anonsowaną już poczwórną serpentynę cewki, instalowanej w chronionym patentem układzie Regular Phase, oraz zgęszczony i zwiększony ilościowo układ magnesów neodymowych odpowiedzialnych za tych cewek wzbudzanie. Niejako przedłużeniem przetwornika w opisywanym modelu otwartym jest specjalnie ukształtowana, wysoce niebanalna rzeźba magnezowej maskownicy zewnętrznej, otoczonej pierścieniem klonowej oprawy barwionej na kolor indygo wg tradycyjnej dla japońskiego rzemiosła, sięgającej historycznymi korzeniami średniowiecza procedury Awa Aizome, nierozłącznie związanej z lokalizacją w mieście Tokushima.

    Dopełnieniem niezwykłości zawartych w muszlach spinający je pałąk, też dla lekkości i zredukowania rezonansów oparty na magnezie i uzupełniony podwieszką opaski nagłownej z wegańskiego weluru. Równie wymyślne i unikalne są pady, których pozbawiony sprężystości wsad o wyjątkowej miękkości pokryto syntetyczną skórą na bazie protein jedwabiu, odznaczającą się nie tylko super przyjemnym dotykiem, ale także trzykrotnie większą trwałością względem innych tego rodzaju pokryć.

     Jak przy okazji modelu zamkniętego miałem już okazję napisać, suma tych ergonomicznych i surowcowych starań dała jedne z najwygodniejszych słuchawek; niełatwo będzie o równie wygodne – tak samo „znikające” z głowy i przyjemne w dotyku. Też i mające podobnie oryginalny wygląd, bowiem klonowych muszli barwionych indygo nigdy wcześniej nie było.

     Techniczne dane mówią o paśmie przenoszenia 10 Hz – 40 kHz, impedancji 32 Ω i skuteczności 96 dB, także o wadze 420 g i maksymalnej mocy sygnału wejściowego 3,0 W. Uzupełnieniem dwumetrowy kabel podpinany do muszli podwójnymi mikro jackami i zakończony dużym jackiem 6,35 mm. Można od razu zamawiać z alternatywnym złączem symetrycznym, zakończony 4-pinem, albo taki dokupić za dwa tysiące złotych.

     Słuchawki przychodzą do nabywcy w takim samym jak wersja zamknięta czarnym pudełku z wydzieloną przegrodą na kabel i identycznie towarzyszą im miękki pokrowiec ściągany sznurkiem, ściereczka i płyn do konserwacyjny oraz trochę papierów. Poza jakością brzmienia – wiemy już po recenzji wersji zamkniętej, że na pewno będzie wysoka – najważniejsza jest cena. Równe dziesięć tysięcy (pomińmy tę odjętą dla zmylenia złotówkę) to onegdaj by była cena, że ho-ho i jak nie wiem – najdroższe nie elektrostatyczne słuchawki nie kosztowały połowy tego. Inflacja zrobiła swoje, o wiele więcej producenci, którzy nabrawszy rozpędu nie mają już oporów przed dopinaniem karteczek z ceną nawet ponad pięćdziesiąt tysięcy. Mimo to grupa firm postanowiła nie szaleć, w tej małej grupce oprócz Beyerdynamica znajdujemy także Fosteksa. Fosteksowe planary to niejedyne słuchawki oferujące szczytową jakość za w miarę rozsądne pieniądze, dopiero co recenzowałem Final DX6000 i HEDDphone Two GT, są także, choć już trochę droższe, ERZETICH Charybdis i Austrian Audio The Composer, w ryzach trzymają się Sennheiser HD800S i Audio-Technica ATH-ADX5000, a Beyerdynamic T1 w trzecim wcieleniu się popsuły – szkoda, z wybitnych były najtańsze. Mamy więc do czynienia z nieczęstym już przykładem flagowca znanej firmy o relatywnie przytomnej cenie, dla porównania drugi protoplasta słuchawkowej technologii planarnej – japoński krajan Yamaha – ze swoim sprzed paru lat flagowcem YH-5000SE wyskoczył na niespecjalnie sympatyczne 27 tysięcy.

   Prócz w miarę jeszcze przystępnej ceny, szczytowo zaawansowanej technologii, bardzo przyjemnego noszenia i spodziewanej najwyższej jakości brzmienia, do spraw zachęcających dołącza jeszcze jedna, a mianowicie sam producent anonsuje większą niż u zamkniętej wersji scenę. Udajmy się z tą obietnicą do brzmienia.

Brzmienie: Komputer ze wzmacniaczem Feliks Envy

     Zacznę od sprawy kabli. Dostarczany ze słuchawkami niesymetryczny i symetryczny dosłany przez dystrybucję okazały się mieć różne oploty, co mogło sugerować też odmienność przewodów. I rzeczywiście – różne brzmienia, a wraz z nimi pytanie, którego przy opisie się trzymać. Najprościej byłoby powiedzieć: „Trzymaj się pan lepszego!” – lecz to nie takie proste. Kabel niesymetryczny zaproponował bardziej miękkie, zwinniejsze melodycznie, cieplejsze, bardziej pieszczące i lepiej potrafiące zadbać o delikatne aspekty, jak również potrafiące silniej podkreślać głosowy indywidualizm. Naprzeciw tego symetryczny budował większe dostojeństwo twardszego i bardziej okazałego objętościowo, w ramach czego bardziej uwypuklał trójwymiarowość wszystkiego, którą tak wychwalałem w recenzji wersji zamkniętej. Można także powiedzieć, że ten z niesymetrycznego łącza bardziej do słuchacza się łasił, a z symetrycznego nie był wprawdzie jakiś zdystansowany, ale – by tak to ująć – bardziej był autonomiczny: mniej skory do uśmiechów, kłaniania się i zaprzyjaźniania. Przy czym wszystko to w jakiejś mierze wynikało też ze wzmacniacza, innego obchodzenia się z sygnałem po trasach symetrycznej i niesymetrycznej. Lecz cóż, wszystko to byłoby do przełknięcia i przechodzenia mimo, gdyby z tych różnych kabli i gniazd we wzmacniaczu nie wynikały tak różne słuchawki. Wszedłem głębiej w odsłuchy, poprzerabiałem spektra gatunkowe: – No nie, jednak brzmienie przy symetrycznym ciekawsze, zarówno poprzez bardziej prawdziwą scenerię i podkreślony trzeci wymiar, jak i bardziej życiowe stosunki na linii twórca-odbiorca. Ci wykonawcy to wszak nie służący, niby co miałoby ich zmuszać do bycia nadskakującymi? Takie muzyczne kelnerstwo nie dla mnie, wolę zachowanie dystansu; nie, nie tego odnośnie bezpośredniości przekazu, tylko wzajemnego szacunku i autonomii podmiotów. Poza tym symfoniczne orkiestry albo koncerty organowe zdecydowanie bardziej przy symetrycznym stawały się prawdziwe; kończymy już więc tę dyskusję i zostańmy przy symetrycznym. Ale zaraz otwiera się druga: model otwarty a zamknięty…

 

 

 

 

    Tu różnica była o wiele mniejsza i całkiem oczywista – dźwięk w modelu otwartym bardziej był ekspansywny; wyczuwało się większą otwartość, lecz chwila przywyknięcia do wersji zamkniętej i już bardzo trzeba było się wsłuchać, by różnicę wyłapać. Zależała także od miejsca i sposobu nagrania – te w małych salach na ogół bardziej były brzmieniowo zbliżone od powstających w dużych czy plenerze. Za to inna różnica znaczna, mianowicie pokoleniowa. Pokolenie flagowców wcześniejszych, na bazie dynamicznych przetworników „Biodyna”, odnośnie podobania i wyboru rodziło większą skłonność ku konstrukcji zamkniętej, teraz natomiast, bez wątpienia, wybrałbym model otwarty. Czuć było w nim tę otwartość, a jednocześnie muzycznego czaru i technicznego poloru również miał trochę więcej, niezależnie od tego, że ten moment przyzwyczajenia niemalże znosił różnice. Zarazem ta uwaga czyni opisy brzmienia niepotrzebnymi od nowa – ta sama trójwymiarowość scen i dźwięków plus elegancja melodyczna, tak samo nadprzeciętnie sferyczne bas i sopran stają się wyższe jakościowo: bas opisany dokładniej (a jednocześnie potężny), soprany uwolnione od cięcia fałszem spłaszczeń, a jednocześnie odbierane jako pełnoskalowe i piękne. Sumą nieczęste w tym rozmiarze łączenie łatwej przyjemności słuchania z fascynacją wizyjną, tym większe, że brak problemów z doborem repertuaru – wszystkie gatunki i wszelkie nastroje realizowane bez niedomogów, a już szczególnie przy używaniu z okablowaniem symetrycznym.  

      Tym samym znowu mogłem stwierdzić, że mam do czynienia ze słuchawkami w każdym aspekcie high-endowymi, w tym nadprzeciętnie skutecznie posługującymi się pogłosem przy modelunku sferycznym; tak dobrze, że aż często tego pogłosu nie znać, a kiedy już się go wyczuwa w sytuacji kiedy sam z siebie staje się jawnie obecny rodzajem akustyki bądź specjalnym stylem nagrania, to jako postrzegany z osobna okazuje się tak efektowny, że aż chce się bić brawo za tę doskonałość postaci. Do czego jeszcze miesza się energetyczne pole medium – przestrzeń okazuje się nasycona energią, każdy jej punkt wibruje, intensyfikując muzyczny przekaz. Nigdzie pola martwoty, żadnych dźwięków wieszanych w próżni, cała przestrzeń żywa muzyką. Jedyne, czego nie mogę znów napisać, to tego, że rzecz tyczy słuchawek zamkniętych, które skonstruować jest trudniej.

    Od czasu pierwszych elektrostatycznych Stax, ortodynamicznych Yamacha i dynamicznych Grado mamy na rynku słuchawki otwarte sycące słuchaczy jakością. Z zamkniętymi nie poszło tak łatwo, bo chociaż wzorzec Sony, legendą owiane MDR-R10, zjawił się już w 1988-mym, to był samotnym białym żaglem, w dodatku niedostępnie drogim. Dzisiaj pod tym względem jest lepiej niż było kiedykolwiek wcześniej, chociaż i w trzeciej dekadzie po dwutysięcznym roku nie jest znowuż jakoś wspaniale, zwłaszcza że najlepsze słuchawki zamknięte – Audio-Technica ATH-L5000 – tylko mignęły limitowaną serią.[3] Ale właśnie Fostex TH1000 RP jakoś wypełnia po nich lukę, pospołu z niejednymi innymi, na przykład flagowymi Crosszone. Ze swojej strony otwarte ZH1100 RP potwierdzają łatwiejszą konstrukcyjnie otwartość i jednocześnie wraz z kilkoma dają dostęp do szczytowej jakości jeszcze przed cenową barierą dziesięciu tysięcy.

 

[3] Być może jednak obecne flagowe zamknięte – Audio-Technica ATH-AWKG NARU (€3500) jakością im nie ustępują.

Przy odtwarzaczu

    Rozgadałem się, a sprawa odsłuchów przecież wciąż niezamknięta. Przesunąłem się parę metrów w stronę najlepszego dostępnego systemu, lampy w Twin-Head były rozgrzane, pozostawało siąść i badać.

      Skoro przy komputerze tyle pochwał, postanowiłem skonfrontować z najlepszymi obecnymi na miejscu słuchawkami przylegającymi do głowy, odnośnie których ważna uwaga, że pozyskały ulepszony kabel, uzbrojony przy muszlach nieprodukowanymi już wtykami 3,5 mm „Oyaide Gold-Pallad” (podobno były za wysokie koszty, w rezultacie za niskie zyski), na drugim końcu wtykiem 4-pin AECO Gold, tak żeby złoto do złota. (Alternatywny po obu stronach będzie miał wtyki rodowane, ale jeszcze nie jest gotowy.)

     Ten kabel był już obecny w recenzji Final DX6000, ale wtedy słabo ograny, obecnie trochę lepiej. Co podnosiło osiągi Susvara Unveiled o wyraźny skok jakościowy; przy tym kablu, można powiedzieć, że to poziom referencyjny – już nie ten high-endowy w zwykłym sensie, że każdy aspekt nadprzeciętny i ogólnie nadprzeciętne słuchawki, tylko taki artyzmu, że obcujesz z najwyższym kunsztem, że jeszcze lepiej prawie się nie da. Co piszę z pozycji ex post, już po odbyciu porównań, które to jasno zobrazowały, lecz też pozycji kogoś, kto ma problem z tego opisem.

      Długo się przysłuchiwałem poszczególnym utworom z różnych gatunków muzycznych i post factum zastanawiałem, jak te różnice objąć słowem. Niewątpliwie brzmienie Fostex TH1100 RP zachowało walory powyżej opisane, a nawet je wzmocniło – ciemniejszą karnacją brzmienia i większą bezpośredniością przy całkowitym podtrzymaniu waloru trójwymiarowości. Tu przekaz bardziej atakował – skracał dystans i mocniej walił czarnym, świetnie rzeźbionym dźwiękiem; odnośnie samej bezpośredniości nie da się jeszcze lepiej w sensie niezapośredniczenia kontaktu; żeby osiągać wyższy realizm trzeba już nie wyraźniej, tylko złożonościowo dokładniej opisać dźwięki i akustykę. To się właśnie Susvarom udało – pokazały w trakcie porównań, co można jeszcze dodać. Było to świetnie słyszalne, ale ubranie tego w słowa nasuwa niejakie trudności.

 

 

 

 

    Najprościej byłoby powiedzieć, że podawały dźwięk piękniejszy, tylko że nie da się z gołego „piękniejszy” wysnuć uchwytnych konkretów. Wysilę się więc i jak umiem wysnuję ze swych wrażeń, że tak jak powiedziałem, rzecz odnosiła się zarówno do przestrzeni, jak i do samych dźwięków. Przestrzeń zyskała srebrzystą poświatę, mocniej nasycając się światłem, ale też aktywnością. Plan pierwszy sadowiła dalej i w znacznie większym zakresie wkładała wszystko w perspektywę – te same pomieszczenia stawały się obszerniejsze i bardziej architektonicznie złożone, a wykonawcy ustawiani dalej i też mocniej poddani rygorom perspektywy; nie tak powszednio bliscy jak partnerka z którą kręcimy walczyka.

     Odnośnie samych dźwięków – te w Susvarach bardziej złożone, w sensie zarówno morfologii, jak i zróżnicowania barw oraz umiejętności głębokiego wnikania w detale zarówno najdelikatniejszych partii, jak i tych tytanicznie głośnych. Pudła rezonansowe modelowały Susvary staranniej, głębiej przenikały w indywidualizmy, obficiej i zarazem mocniej różnicowały dźwięki. Poprzez co lepiej potrafiły uobecniać wokalistów, instrumenty i wnętrza, pomimo że Fosteksy zadawały się w tym takie świetne. Bo też i faktem pozostaje, że ich sferyczne ujmowanie w połączeniu z intrygowaniem nadprzeciętnością przekazu (tym bardziej, że to brzmienie nawet w najtrudniejszych momentach nie poddawało się zniekształceniom i nigdy się nie spłaszczało); no więc to fosteksowe brzmienie było intrygujące i jako brane z osobna lub przymierzane do nie aż tak wysilonych nakładowo słuchawek[4] jawiło jako wybitne. Gasło to w porównaniach uproszczeniami – nie tak aż poetycko i wyrafinowanie podawaną frazą – ale brane z osobna potrafiło zadziwiać trójwymiarowością, bezpośredniością oraz brakiem zniekształceń. Potrafiło też mocą i wartkością narracji, jak również tym, że po stronie pejoratywów pojawiało się zero. Te słuchawki nie mają wad, niczego nie można im wytknąć. Identycznie jak model zamknięty fascynują złączeniem łatwości słuchania z intrygującą treścią. Żadne niedociągnięcie nie rani uszu ostrością, charkotem trudnego do oddania dźwięku czy jawną zbitką formy, wszystko odtwarza się nie tylko poprawnie konstrukcyjnie i świetnie melodycznie, ale też ma malarskość, przestrzenność i pełną grę emocji. Pasuje każda muzyka i każda nastrojowość, a co ważniejsze, z miejsca czuć (tym bardziej przy symetrycznym kablu), że to są nadprzeciętne, wysoce nadprzeciętne słuchawki. A że słuchawkowa historia i słuchawkowa teraźniejszość potrafią przywoływać przykłady bardziej wyrafinowanych? Cóż z tego, kiedy te przykłady są wielokrotnie droższe i tak rzadkie.

    Tak, można poczuć większą prawdziwość dzięki wybitnie napędzanym (o co łatwo nie będzie) Stax SR-X9000, takim jak tu użytym Susvarom, albo niezwykłym, limitowanym, przepadłym w oknie czasu Audio-Technica ATH-L5000. Ale próby wejścia w ich posiadanie za podobne pieniądze pochodzą z działu mrzonek lub wybitnie szczęśliwych trafów. Ktoś może dostać takie w prezencie, ktoś trafi na sprzedawcę niewiedzącego co sprzedaje, trafi się szczęściarzowi oczko. Ale patrząc trzeźwo na rzeczywistość nie należy się łudzić, zostaje wybór pomiędzy równie udanymi kosztującymi podobnie. To jest na szczęście wybór duży i wysoce inspirujący, ale to już nie moja rola w takie wybory wchodzić, zadanie waszych preferencji.

 

[4] Różnica w cenie, wliczając kabel, aż blisko pięciokrotna.

Podsumowanie

     Dochodzi siłą chronologii do nieuchronnej konfrontacji otwartego flagowca Fosteksa z innowacyjnym produktem Final, modelem DX6000. Mimo że jedne są planarne a drugie dynamiczne, kosztują prawie tyle samo, jednako są japońskie, tak samo trudno będzie im zastępować kable, a przede wszystkim mają identyczny walor: „trójwymiarowość przede wszystkim”. Podobnie łatwe są wsłuchaniu i pod tym względem aż niezwykłe, a niezwyklejsze jeszcze bardziej, gdy chodzi o postaciowanie brzmienia.  

      Tu przerwę, ale temat trzymam, jedynie zauważę, że mógłbym się uchylić przed konfrontacji tej opisem, jednakże nie jest rolą recenzenta dawać drapaka przed opisami.

      Nie mając ich już obok siebie ani tym bardziej miejsca na opis, jedynie zauważę, że Final są bardziej niecodzienne, ich obrazowanie trzeciego wymiaru jest bezprecedensowe. Co dzieje się jeszcze większym kosztem posypywania dźwięku drobnicą oraz wnikania w niuansowe sprawy, a już zwłaszcza echowe, ale efekt piorunujący, to nowy rodzaj brzmienia. Co wcale nie oznacza, że będzie się podobał, tym bardziej, że do ukazania tego w całej rozciągłości nieodzowny jest wzmacniacz o nadprzeciętnej mocy.

      Przy całej swojej niezwykłości łączenia pozbawionej zniekształceń melodycznej łatwości z inspiracją trójwymiarową i wartkością narracji, Fosteksy są bardziej tradycyjne, podobniejsze do innych słuchawek. To właśnie może się podobać, bądź w konfrontacji z Final wadzić. Dla siebie wybrałbym Final, ale to ja i moje. 

 

W punktach:

Zalety

  • High-endowe słuchawki za pozbawioną wariactwa cenę.
  • Jednocześnie producent to jeden z twórców słuchawkowej techniki planarnej.
  • I jako taki dysponujący zastrzeżoną patentem technologią RP (Regular Phase).
  • Rezultatem słuchawki łączące dwa podstawowe walory: niezakłóconą przyjemność słuchania z fascynacją muzyczną.
  • Ta fascynacja wynikiem znakomitej realizacji wszystkich aspektów technicznych brzmienia, na czele z trójwymiarowością samych dźwięków i sceny.
  • Rewelacyjne wykorzystanie pogłosu do budowania sferyczności.
  • Tak dobre, że nie uświadamiamy sobie jego sprawczej roli, zdaje się nieobecny.
  • Soprany i bas tak rozdmuchane przestrzennie, że inne i piękniejsze.
  • Wyjątkowo niski poziom zniekształceń, niemal nie ma sposobu obarczenia ich nimi.
  • Do każdego gatunku, do każdego nastroju, do każdego repertuaru.
  • Wspaniale ukazywany indywidualizm brzmieniowy.
  • Śladu nawet podostrzeń, sama elegancja przepływu.
  • Z pasującym wzmacniaczem chce się słuchać i słuchać, a niemal każdy pasuje.
  • Super wygodnie leżą na głowie.
  • I do tego są lekkie.
  • Dobre trzymanie muszli na ustawionym poziomie.
  • Bardzo nietuzinkowy wygląd na bazie klonowych pokryw farbowanych indygo.
  • Jakościowy kabel w komplecie, giętki i odpinany.
  • Można wybrać końcówkę.
  • Zupełnie nowy, opracowany od podstaw przetwornik, większy i doskonalszy od poprzednich.
  • Pomimo że planarne, łatwe do napędzenia.
  • A pomimo że łatwe, mogą przyjmować sygnał o mocy aż 3,0 W.
  • Eleganckie opakowanie i pokrowiec ochronny.
  • Sławny producent z tradycjami.
  • Made in Japan.
  • Sprawdzona polska dystrybucja.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Nie przyznałem im wyróżnienia, ponieważ w odróżnieniu od drugiego flagowca firmy mają konstrukcję otwartą, a takie łatwiej zrobić, więc i dorównująca konkurencja liczniejsza.
  • Symetryczna końcówka kabla 4-pin z przejściówkami na Pentacon i duży jack byłaby lepszym rozwiązaniem.
  • Rynek zalało morze znakomitych słuchawek – tańszych i droższych albo podobnie kosztujących, można przebierać i wybierać. To już las, w którym naprawdę łatwo się zgubić.

 

Dane techniczne:

  • Typ: wokółuszne otwarte
  • Przetwornik: RP planarny magnetyczny
  • Membrana: prostokątna o wym. 416 x 456 mm
  • Impedancja: 32 omy
  • Czułość: 96 dB
  • Moc maksymalna sygnału: 3000 mW
  • Odpowiedź częstotliwościowa: 10 Hz – 40 kHz
  • Waga: 420 g (bez kabla)
  • Kabel: Przewód OFC miedź 7N, 2,5 m długości, odłączany
  • Terminal kabla: 2-pin (rodowany na złoconej podstawie)
  • Wtyk:  jack 6,35 mm pozłacany
  • Akcesoria: pokrowiec, środki konserwacyjne

 

Cena: 9995 PLN

 

System:

  • Źródła: PC z przetwornikiem Phasemation HD-7A, Cairn Soft Fog V2
  • Wzmacniacze słuchawkowe: ASL Twin-Head Mark III, Divaldi AMP 05, Feliks Audio Envy Performance, Phasemation EPA-007
  • Słuchawki: AudioQuest NightHawk (kabel FAW Hybrid), Dan Clark Audio STEALTH (kabel Tonalium-Metrum Lab), Fostex TH1000 RP, HEDDphone 2 GT (kabel Tonalium-Metrum Lab), Final D8000 PRO Da Capo, HiFiMAN Susvara & Susvara Unveiled (kabel Tonalium-Metrum Lab), Sennheiser HD 600
  • Interkonekty: Kondo Theme Ls-41 RR, Next Level-tech Flame, Sulek RED, Tellurium Q Black Diamond
  • Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One, Sulek 9×9 Power
  • Listwa: Sulek Edia
  • Filtr prądowy: Echo Sound Power Guardian
  • Kondycjoner masy: QAR-S15
  • Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS
  • Podkładki pod sprzęt: Avatar Audio Nr1, Harmonix SF-200, Solid Tech „Disc of Silence”
Pokaż artykuł z podziałem na strony

6 komentarzy w “Recenzja: Fostex TH1100 RP”

  1. Adam M. pisze:

    w tym roku trzeba sie jednak będzie wybrac na AVS posluchac tych wszystkich nowych ciekawych sluchawek…

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Też się wybieram, chociaż ochoty ni w ząb. Podobno, ale tylko podobno, ViVa ma pokazać wzmacniacz do wszelkich słuchawek za ponad 100 tys. euro. I jak ich nie kochać?

  2. Darek J. pisze:

    Jakie są wg Pana zasadnicze różnice w odsłuchu między tymi dwoma flagowcami Fostexa (otwartymi a zamkniętymi)? Co wyróżnia jedne z nich wobec drugich? Ciekaw jestem Pana wrażeń. Sam wybieram się na odsłuch. Czasami podpowiedź na co zwrócić uwagę bardzo pomaga. Pozdrawiam.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Moje wrażenia są takie, że zamknięty podobał mi się ciut bardziej przy jednakowym poziomie ogólnym obu. Co najpewniej nikomu się zbytnio nie przyda, to jedynie impresja.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Przepraszam za może trochę obcesowe potraktowanie tematu, ale tonę w trudnych odsłuchach i wygrzewaniu: z trzech źródeł różne słuchawki w tym samym pokoju produkują jednocześnie różną muzykę i trochę to irytujące, a potem trzeba siadać do porównań. Lecz wiele do dodania nie ma. Otwarte i zamknięte Fosteksy odebrałem jako równe jakościowo, minimalnie głębsze i bardziej echowe brzmienie zamkniętych, wynikające właśnie z zamkniętości, podobało mi się o włos bardziej, ale wyłącznie przez pryzmat gustu, a nie jakiejś próby obiektywności.

  3. MartarHuve pisze:

    Czytałem tę recenzję z dużym zainteresowaniem, bo Fostex od dawna ma u mnie opinię firmy, która potrafi zrobić coś trochę innego niż reszta rynku. Ciekawy jest zwłaszcza powrót do technologii RP w tak wysokim modelu, bo przez lata większość kojarzyła ich raczej z dynamicznymi TH900 i pochodnymi. Jeśli rzeczywiście udało się poprawić czułość i kontrolę rezonansów, to może to być spory krok naprzód względem starszych T-serii. Zastanawia mnie tylko, jak te TH1100 RP wypadają w praktyce pod względem sceny i naturalności barwy. Program lojalnościowy w Euro Casino https://casinoeurodownload.com/ nagradza aktywnych graczy dodatkowymi punktami. Otwarte konstrukcje zwykle mają tu przewagę, ale przy planarach bywa różnie. No i druga kwestia to napędzenie – czy potrzebują naprawdę mocnego wzmacniacza, czy są bardziej przyjazne jak nowsze planary.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy