Recenzja: Fostex TH1100 RP

Przy odtwarzaczu

    Rozgadałem się, a sprawa odsłuchów przecież wciąż niezamknięta. Przesunąłem się parę metrów w stronę najlepszego dostępnego systemu, lampy w Twin-Head były rozgrzane, pozostawało siąść i badać.

      Skoro przy komputerze tyle pochwał, postanowiłem skonfrontować z najlepszymi obecnymi na miejscu słuchawkami przylegającymi do głowy, odnośnie których ważna uwaga, że pozyskały ulepszony kabel, uzbrojony przy muszlach nieprodukowanymi już wtykami 3,5 mm „Oyaide Gold-Pallad” (podobno były za wysokie koszty, w rezultacie za niskie zyski), na drugim końcu wtykiem 4-pin AECO Gold, tak żeby złoto do złota. (Alternatywny po obu stronach będzie miał wtyki rodowane, ale jeszcze nie jest gotowy.)

     Ten kabel był już obecny w recenzji Final DX6000, ale wtedy słabo ograny, obecnie trochę lepiej. Co podnosiło osiągi Susvara Unveiled o wyraźny skok jakościowy; przy tym kablu, można powiedzieć, że to poziom referencyjny – już nie ten high-endowy w zwykłym sensie, że każdy aspekt nadprzeciętny i ogólnie nadprzeciętne słuchawki, tylko taki artyzmu, że obcujesz z najwyższym kunsztem, że jeszcze lepiej prawie się nie da. Co piszę z pozycji ex post, już po odbyciu porównań, które to jasno zobrazowały, lecz też pozycji kogoś, kto ma problem z tego opisem.

      Długo się przysłuchiwałem poszczególnym utworom z różnych gatunków muzycznych i post factum zastanawiałem, jak te różnice objąć słowem. Niewątpliwie brzmienie Fostex TH1100 RP zachowało walory powyżej opisane, a nawet je wzmocniło – ciemniejszą karnacją brzmienia i większą bezpośredniością przy całkowitym podtrzymaniu waloru trójwymiarowości. Tu przekaz bardziej atakował – skracał dystans i mocniej walił czarnym, świetnie rzeźbionym dźwiękiem; odnośnie samej bezpośredniości nie da się jeszcze lepiej w sensie niezapośredniczenia kontaktu; żeby osiągać wyższy realizm trzeba już nie wyraźniej, tylko złożonościowo dokładniej opisać dźwięki i akustykę. To się właśnie Susvarom udało – pokazały w trakcie porównań, co można jeszcze dodać. Było to świetnie słyszalne, ale ubranie tego w słowa nasuwa niejakie trudności.

 

 

 

 

    Najprościej byłoby powiedzieć, że podawały dźwięk piękniejszy, tylko że nie da się z gołego „piękniejszy” wysnuć uchwytnych konkretów. Wysilę się więc i jak umiem wysnuję ze swych wrażeń, że tak jak powiedziałem, rzecz odnosiła się zarówno do przestrzeni, jak i do samych dźwięków. Przestrzeń zyskała srebrzystą poświatę, mocniej nasycając się światłem, ale też aktywnością. Plan pierwszy sadowiła dalej i w znacznie większym zakresie wkładała wszystko w perspektywę – te same pomieszczenia stawały się obszerniejsze i bardziej architektonicznie złożone, a wykonawcy ustawiani dalej i też mocniej poddani rygorom perspektywy; nie tak powszednio bliscy jak partnerka z którą kręcimy walczyka.

     Odnośnie samych dźwięków – te w Susvarach bardziej złożone, w sensie zarówno morfologii, jak i zróżnicowania barw oraz umiejętności głębokiego wnikania w detale zarówno najdelikatniejszych partii, jak i tych tytanicznie głośnych. Pudła rezonansowe modelowały Susvary staranniej, głębiej przenikały w indywidualizmy, obficiej i zarazem mocniej różnicowały dźwięki. Poprzez co lepiej potrafiły uobecniać wokalistów, instrumenty i wnętrza, pomimo że Fosteksy zadawały się w tym takie świetne. Bo też i faktem pozostaje, że ich sferyczne ujmowanie w połączeniu z intrygowaniem nadprzeciętnością przekazu (tym bardziej, że to brzmienie nawet w najtrudniejszych momentach nie poddawało się zniekształceniom i nigdy się nie spłaszczało); no więc to fosteksowe brzmienie było intrygujące i jako brane z osobna lub przymierzane do nie aż tak wysilonych nakładowo słuchawek[4] jawiło jako wybitne. Gasło to w porównaniach uproszczeniami – nie tak aż poetycko i wyrafinowanie podawaną frazą – ale brane z osobna potrafiło zadziwiać trójwymiarowością, bezpośredniością oraz brakiem zniekształceń. Potrafiło też mocą i wartkością narracji, jak również tym, że po stronie pejoratywów pojawiało się zero. Te słuchawki nie mają wad, niczego nie można im wytknąć. Identycznie jak model zamknięty fascynują złączeniem łatwości słuchania z intrygującą treścią. Żadne niedociągnięcie nie rani uszu ostrością, charkotem trudnego do oddania dźwięku czy jawną zbitką formy, wszystko odtwarza się nie tylko poprawnie konstrukcyjnie i świetnie melodycznie, ale też ma malarskość, przestrzenność i pełną grę emocji. Pasuje każda muzyka i każda nastrojowość, a co ważniejsze, z miejsca czuć (tym bardziej przy symetrycznym kablu), że to są nadprzeciętne, wysoce nadprzeciętne słuchawki. A że słuchawkowa historia i słuchawkowa teraźniejszość potrafią przywoływać przykłady bardziej wyrafinowanych? Cóż z tego, kiedy te przykłady są wielokrotnie droższe i tak rzadkie.

    Tak, można poczuć większą prawdziwość dzięki wybitnie napędzanym (o co łatwo nie będzie) Stax SR-X9000, takim jak tu użytym Susvarom, albo niezwykłym, limitowanym, przepadłym w oknie czasu Audio-Technica ATH-L5000. Ale próby wejścia w ich posiadanie za podobne pieniądze pochodzą z działu mrzonek lub wybitnie szczęśliwych trafów. Ktoś może dostać takie w prezencie, ktoś trafi na sprzedawcę niewiedzącego co sprzedaje, trafi się szczęściarzowi oczko. Ale patrząc trzeźwo na rzeczywistość nie należy się łudzić, zostaje wybór pomiędzy równie udanymi kosztującymi podobnie. To jest na szczęście wybór duży i wysoce inspirujący, ale to już nie moja rola w takie wybory wchodzić, zadanie waszych preferencji.

 

[4] Różnica w cenie, wliczając kabel, aż blisko pięciokrotna.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

6 komentarzy w “Recenzja: Fostex TH1100 RP”

  1. Adam M. pisze:

    w tym roku trzeba sie jednak będzie wybrac na AVS posluchac tych wszystkich nowych ciekawych sluchawek…

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Też się wybieram, chociaż ochoty ni w ząb. Podobno, ale tylko podobno, ViVa ma pokazać wzmacniacz do wszelkich słuchawek za ponad 100 tys. euro. I jak ich nie kochać?

  2. Darek J. pisze:

    Jakie są wg Pana zasadnicze różnice w odsłuchu między tymi dwoma flagowcami Fostexa (otwartymi a zamkniętymi)? Co wyróżnia jedne z nich wobec drugich? Ciekaw jestem Pana wrażeń. Sam wybieram się na odsłuch. Czasami podpowiedź na co zwrócić uwagę bardzo pomaga. Pozdrawiam.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Moje wrażenia są takie, że zamknięty podobał mi się ciut bardziej przy jednakowym poziomie ogólnym obu. Co najpewniej nikomu się zbytnio nie przyda, to jedynie impresja.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Przepraszam za może trochę obcesowe potraktowanie tematu, ale tonę w trudnych odsłuchach i wygrzewaniu: z trzech źródeł różne słuchawki w tym samym pokoju produkują jednocześnie różną muzykę i trochę to irytujące, a potem trzeba siadać do porównań. Lecz wiele do dodania nie ma. Otwarte i zamknięte Fosteksy odebrałem jako równe jakościowo, minimalnie głębsze i bardziej echowe brzmienie zamkniętych, wynikające właśnie z zamkniętości, podobało mi się o włos bardziej, ale wyłącznie przez pryzmat gustu, a nie jakiejś próby obiektywności.

  3. MartarHuve pisze:

    Czytałem tę recenzję z dużym zainteresowaniem, bo Fostex od dawna ma u mnie opinię firmy, która potrafi zrobić coś trochę innego niż reszta rynku. Ciekawy jest zwłaszcza powrót do technologii RP w tak wysokim modelu, bo przez lata większość kojarzyła ich raczej z dynamicznymi TH900 i pochodnymi. Jeśli rzeczywiście udało się poprawić czułość i kontrolę rezonansów, to może to być spory krok naprzód względem starszych T-serii. Zastanawia mnie tylko, jak te TH1100 RP wypadają w praktyce pod względem sceny i naturalności barwy. Program lojalnościowy w Euro Casino https://casinoeurodownload.com/ nagradza aktywnych graczy dodatkowymi punktami. Otwarte konstrukcje zwykle mają tu przewagę, ale przy planarach bywa różnie. No i druga kwestia to napędzenie – czy potrzebują naprawdę mocnego wzmacniacza, czy są bardziej przyjazne jak nowsze planary.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy