Recenzja: Final Sonorous X vs Final D8000

Odsłuch: Final Sonorous X

Słuchawki o największym na świecie przepychu. (Jeśli nie liczyć tych idiotycznych dla dzikusów z ozdobami z drogich kamieni.)

 One się dwuznacznie nazywają, bo z jednej strony owo X przykuwa uwagę na podobieństwo powiększonego wykrzyknika, z drugiej oznacza puste miejsce do wypełnienia – więc machinalnie tak się dzieje, szukamy tej brakującej treści. Treść tkwi oczywiście w samych słuchawkach a nie nazwie, i bardzo ją dopełnia. Słuchawki są bowiem popisowe tak bardziej w tradycyjny – działający poprzez ekspresję a nie siłą spokoju sposób. To z miejsca uderza przy każdym przejściu, niezależnie od kierunku zastępstwa. Czy z X przechodzimy na D8000, czy na odwrót, zawsze doznamy wstrząsu. Dwa zatem flagowce od jednej firmy, a każdy tak inny, że nieraz flagowce od różnych są dużo bardziej podobne. Na przykład Fostex TH900 i AKG K812, a nawet Beyerdynamic T1 i Sennheiser HD 800. Faktem jednakże pozostaje, że pochodzące od Fosteksa szczytowe planarne T60RP i dynamiczne TH900 też wyraźnie się różnią. I w dużym stopniu podobnie, bo planary bardziej spokojne oraz brzmieniowo wyrównane, podczas gdy dynamiki bardziej w muzyce szperające i w większym stopniu bazujące na kontrastach. Ale oba takie sposoby grania realizować się mogą (jak to w życiu) na różnych poziomach jakościowych, a chociaż te od Fosteksa oba świetne, to jednak wielokrotnie droższe od Final Audio jeszcze wyraźnie lepsze.

Tak jak popis u D8000 zaczyna się od swobody płynięcia, tak ten od Sonorous X od wyrafinowanej w najwyższym stopniu sferyczności. U tamtych działały wentyle, u tych działa spadkowy dyfuzor po drugim, nieobecnym przetworniku. Ale też i specjalne uformowanie membrany napylonej tytanem oraz specjalne formy akustyczne za, a nie przed, przetwornikiem. Łącznie daje to brzmienie momentalnie rozpoznawalne, którego unikalną cechą jest bogactwo przestrzennej formy. To nie są jedyne słuchawki, u których forma przestrzenna dźwięku i forma przestrzenna otoczenia stanowią dwa czynniki wyróżniające, bo tak samo dzieje się w przypadku Sennheiser HD 800, czy AKG K1000. Niemniej to jest wyróżnik i niewątpliwy tytuł do chluby. Dźwięk bowiem się zwielokrotnia – zwielokrotnia w dwójnasób. Sam ze spłaszczonego staje sferyczny i jeszcze lądujący w niespotykanej akustycznej sferze. W efekcie w odniesieniu do planarnego flagowca nie zwiększa się wprawdzie doza szczegółów, ale zwiększa suma informacyjna. Zwiększa zarówno o odbicia formujące sferę zewnętrzną, jak i o bardziej przestrzenny modelunek samego dźwięku. Nie ma tak swobodnego płynięcia i nie ma tym bardziej spokoju, za to jest bilet wstępu do bardziej trójwymiarowego, atakującego większą ilością bitów świata. Ale linia ataku nie wyczerpuje się w grach przestrzennych. Sam dźwięk ma bowiem innych charakter – bardzo wyraźnie inny. Karnację przejawia ciemniejszą i bardziej połyskliwą, a przy tym nie jest gładki, lecz właśnie postrzępiony. Na dźwiękowych powierzchniach zjawia się meszek i gruzełki – coś na tych powierzchniach się dzieje i coś się od nich odrywa, powstaje muzyczny kurz. Nie ma tamtej gładkości i perfekcyjnej siły spokoju, tylko muzyka się pieni, wielokrotnie odbija oraz bardziej napiera. Pierwszy plan jest o wiele bliższy, atmosfera ciemniejsza i informacyjnie gęstsza, a akustyka dużo bardziej wydatna i ciśnienie muzyczne wyższe. Nie ma odprowadzających wentyli – słuchawki są zamknięte. Po obu stronach przetwornika skomplikowane kształtki akustyczne pracują bardzo udanie na to, by forma mimo swej złożoności funkcyjnie się nie rozjechała, aby powstał całokształt. I ten całokształt powstaje – muzyka staje przed nami w pięknie złożonej formie. Nie ma wyosobnionych, jakby samych dla siebie pogłosów, ani żadnego podwajania obrysów, niczym „duchy” na starym telewizorze. Echa pracują wyłącznie na rzecz kształtowania sceny, a ściślej całego wnętrza; a skomplikowany przedni dyfuzor formuje dźwięki dużo bardziej przestrzenne niż ma to miejsce zazwyczaj. Te z D8000 także są trójwymiarowe, ale nie w takim stopniu. Podobnie nie tak też żywe i z gładką a nie gruzełkowatą i postrzępioną powierzchnią. I nie ma też takiego ciśnienia – dźwięk nie napiera tak na słuchacza. U D8000 jest odrobinę bardziej masywny i nieco niżej schodzący, a także całościowo ciut niższy. Niemniej ten od Sonorous X nie sprawia ani trochę wrażenia za wysoko branego, ani też ani trochę podkręcanego sopranami. Jest naturalnie żywy, bliski oraz wysokociśnieniowy. Nie idzie z lekka w stronę relaksu i swobody oddechu jak w górskim sanatorium, tylko jest bardziej wyczynowy, sprężony, energetyczny. Więcej go jest i bliżej, ale paradoksalnie przy teście stereofonicznym okazał się obiegać słuchacza przed twarzą, a nie chodzić mu w środku głowy.

I jeszcze o całościowej atmosferze. Ta u D8000 bardziej okazała się wyważona, spokojna, pewna siebie i swego otwartego piękna. Otwarta przy tym także na stany emocjonalne, lecz sama z siebie żadna, to znaczy obojętna. Nieobojętna samym tym tylko, że muzyka tak wspaniała i płynąca z taką swobodą – niesłuchawkowo wręcz podana. Natomiast u Sonorous X czuć było przy najmniejszej do tego podniecie ze strony samego nagrania stymulowaną pogłosami nutę smutku i rozrzewnienia, ale tak tylko w tle – daleko za pierwszoplanowym dźwiękiem, który sam przede wszystkim napierał, zgęszczał się i angażował bliskością. Jeszcze piękniejszy – lecz nie spokojem i gładkością przepływu, a trójwymiarowością całościową, ekspresją i zacieśnianiem kontaktu. Nie odchodzący, a przeciwnie – napierający i dążący do zwarcia. Cokolwiek ciemniejsza całościowa towarzysząca temu aura, dźwiękowa materia nieznacznie postrzępiona, nie dająca wrażenia takiej jednolitości i spokoju powierzchni; a za sprawą nieco wyższej tonacji i tego postrzępienia wrażenie większej szczegółowości – de facto tylko pozornej, jeśli nie liczyć lepiej obrazowanej pogłosami scenerii. Wokale bardziej też chropawe i lokowane dużo bliżej, a dźwięk nie tylko ciemniejszy, ale też bardziej wilgotny. W odbiorze bardziej różnorodny i nie przywodzący wrażenia szczególnej jednolitości pasma, a przy tym dużo bardziej akcentujący pudła rezonansowe. I w analogii do wokali dający strunom lekkie postrzępienie, a nie całkowitą gładkość. Przestrzenność bębnów analogiczna jak u planarnego kuzyna, ale ciekawsze ich, bo bardziej zróżnicowane brzmienie, mimo iż nie sięgające tak nisko. Niemniej całościowo potężne oraz przestrzenne i gęste, że najmniejszego poczucia braku. 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

31 komentarzy w “Recenzja: Final Sonorous X vs Final D8000

  1. Patryk pisze:

    Napisze w prost tak jak pan wlasnie napisal: „mieć bliski kontakt z wykonawcami i cieszyć się w najwyższym stopniu skomplikowaną materią brzmienia“
    To jest wlasnie to!
    Te sluchawki czaruja.

    Jak zawsze super recenzja i porownanie w tym przypadku.

    Dziekuje.

    1. Przemysław pisze:

      Czy posiada Pan te słuchawki?

      1. Patryk pisze:

        Tak, posiadam je od 3 miesiecy.

        1. Przemysław pisze:

          Bardzo się cieszę Panie Patryku, że nabył Pan te wspaniałe słuchawki. Tym bardziej, że ten zakup był przez Pana planowany od dłuższego czasu. Mam nadzieję, że też w przyszłości będę mógł je kupić. Dziękuję za szybką odpowiedź i serdecznie pozdrawiam!

  2. Przemysław pisze:

    Panie Piotrze,

    jak zawsze wspaniała recenzja. Z pewnością będzie pomocna dla tych, którzy planują kupić jeden z tych modeli, chociaż ze względu na różnice w brzmieniu najchętniej chciałoby się mieć je obydwa 🙂 Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będzie mi dane dokonać chociaż krótkiego odsłuchu Sonorousów X.

    P.S. Czy mógłbym poprosić Pana o podanie tytułu utworu/albumu wspomnianego na 3 stronie tajwańskiego Ushera, a także tego drugiego organowego? Z góry dziękuję!

    1. Piotr Ryka pisze:

      Chodzi o płytę Usher Audio Technology „Miscellaneous” z 2006 roku i z niej ósmy utwór „Wind blowing gently” – a ściślej jego początek poprzedzający wokal. Dziewiąty też jest bardzo przydatny i w ogóle cała płyta. Tytułu muzyki organowej nie znam; syn kiedyś wgrał ten plik bez tytułu. Ale może być każda inna.

      1. Przemysław pisze:

        Bardzo dziękuję za odpowiedź!!!

  3. Alucard pisze:

    Mam pytanie: które słuchawki dysponują większą potęgą brzmienia i kreują potężniejszą ścianę dźwięku? D8000, Pioneer SE1 Master, Meze Emperyen, Abyss 1266 czy PS2000e?

    I pytanie drugie – będzie recenzja flagowych Audiotechnik DX5000 i Klipsch HP3?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Wszystkie z wymienionych dysponują wyjątkową potęgą brzmienia. Każdymi łeb można urwać. Ale największą Abyss i Grado. Niedługo dołączą do nich Ultrasone Tribute 7. Recenzja się pisze.

      Odnośnie drugiej kwestii, to nie wiem. Miejmy nadzieję, że tak.

  4. Alucard pisze:

    Tribute 7 słuchałem razem z Utopią i D8000. One mają w sobie coś czego nie potrafię zaakceptować, średnicę grającą w takim dole. Faktycznie jak mówisz, łeb można nimi urwać i to łatwo ale jakoś ostatecznie bym ich nie wybrał. Dziwne słuchawki trochę. Wszystko więc wskazuje tak jak myślałem na PS2000e. Chyba się nimi ostatecznie uraczę 😉

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nikogo do tych Ultrasone nie namawiam, ale słuchałeś na pewno niewygrzanych. Okropnie długo się wygrzewają, przynajmniej z 500 godzin. Potem jest całkiem inaczej. Z Edition9 też tak było.

  5. Alucard pisze:

    Co się zmienia?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Wszystko. Nie wygrzane są do luftu. Jedynie bas mają mocny i sopranami nie szczypią. Ale grają nienaturalnie, tak jakoś technicznie, jak maszyna.

  6. Alucard pisze:

    Nienaturalne to one były, fakt. Ale czy ten feler ze średnicą w dołku znika? To się wyrównuje, czy można to jakoś sprzętowo wyrównać, spasować wzmacniacz itd?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Myślę, że znika, skoro chcę je sobie zostawić.

  7. Alucard pisze:

    Wolisz te siódemki od flagowych Grado? Nie kupiłem tych Ultrasonów tylko dlatego że był ten dołek w własnie tam i obawiałem się że sytuacja z Denonów D7100 się powtórzy.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie, nie wolę – ale potrzebuję najwyższej klasy słuchawek zamkniętych.

  8. Alucard pisze:

    W takim wypadku to faktycznie chyba najlepszy wybór, sam bym je brał jeśli bym potrzebował zamkniętych, potrafią zwalić z nóg podmuchem i uderzeniem. Ja szukam czegoś co będzie pełniło raczej rolę najlepszych puszek spośród tych co posiadam ale nie mogę się zdecydować między D8000 a PS2000. Odwlekam decyzję ile mogę ale i tak będę musiał podjąć a jestem w kropce 🙁 Obie?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Czy bezpośrednio porównywałeś?

  9. Alucard pisze:

    Niestety nie, te PSy to nawet nie ma gdzie w sumie. Chyba tylko Q21 ja ma, i to pewnie nie na sklepie. Nawet jakby ściągnęli to trzeba by jechać pół Polski żeby słuchać. Na razie odpuszczę ten temat. Wrócę do tego jak będę zdecydowany, bo to jeszcze aparatura towarzysząca musi być okej.

    1. Piotr Ryka pisze:

      PS2000e ma na stanie warszawski Audio System. Mają tam także wysokiej klasy słuchawkowe wzmacniacze i źródła, tak więc stolicę wystarczy odwiedzić. A Final D8000 też w Warszawie powinny być, czyli droga do porównania otwarta. I Focal Utopie powinny dać się porównać, i Meze Empyrean. Wszystko tam w tej Warszawie jest. A sklep sklepowi powinien pożyczyć. W końcu nie robią łaski, z tego żyją.

  10. Alucard pisze:

    Pół Polski jazdy, tak jak myślałem 😉 No nic, tak trzeba będzie zrobić 🙂

  11. Patryk pisze:

    Alucard: Przejedz pol Polski i posluchaj sobie w spokoju wszystkiego. Oplaca sie, a poczujesz na koncu spokoj i bedziesz wiedzial, czego tak naprawde szukales. Tez tak robilem przez kilka lat.

    1. Alucard pisze:

      I co wyszło?

  12. Patryk pisze:

    Final Audio X.

    1. Michal Pastuszak pisze:

      Mam powazne watpliwosci czy Aperio to az takie cudo bedzie, ich poprzedni zestaw Sonoma za 25kPLN prezentowal sie bardzo mizernie jesli idzie o dzwiek, a i jakosc wykonania niestosowna do ceny. Gdybym mial glosowac na przyszlego, niekwestiowanego krola sluchawek/monitorow naglownych stawialbym na RAAL SR1A, nastepnie pewnie bylaby spora dziura, potem Abyss 1266 TC, a za nimi cala reszta sluchawkowego peletonu.

    2. Piotr Ryka pisze:

      No cóż – pożyjemy, posłuchamy. Albo nie pożyjemy i nie posłuchamy. Albo pożyjemy i nie posłuchamy. Różnie to bywa.

      Dziękuję za ciekawy link.

  13. Patryk pisze:

    Nie moge napisac za duzo, ale moj kolega nalezy do 6 wybranych osob na swiecie , ktora moze przetestowac Warwick Acoustics Aperio i….j….no i wiecej nie moge napisac. Trzeba poczekac.

  14. Przemysław pisze:

    Z tego, co widzę, zaczyna się robić bardzo ciekawie wśród elektrostatów. Będę czekać na pierwsze recenzje tych słuchawek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy