Recenzja: Final Sonorous X vs Final D8000

   To się słuchawkowemu światu należy, takie porównanie. Jedna firma produkuje dwa modele szczytowe, a chociaż nie jest to sytuacja bez precedensu (Stax na przykład oferuje obecnie trzy) to jednak dość osobliwa, zwłaszcza kiedy dołożyć fakt, że każdy z tych szczytowych jest całkiem różny konstrukcyjnie: jeden zamknięty i dynamiczny, drugi półotwarty planarny. I każdy chce być lepszy, i każdy, jak na szczytowy przystało – drogi. Jeszcze by tylko brakowało, żeby kabel od jednego do drugiego nie pasował, albo żeby miały nieodpinane i każdy inny; ale tak osobliwie na szczęście nie jest. Mogłem zatem porównywać za pośrednictwem tego samego optymalnego, oferowanego przez firmę oddzielnie i powstałego już po wprowadzeniu obu modeli na rynek. Nazywa się Final C093 LP30, a jego opis techniczny brzmi zwięźle: „Silver coated high purity OFC”. W naszym wypadku były to dwa egzemplarze – jeden o długości 3,0 m zakończony symetrycznym 4-pinem; drugi 1,5 metra z końcówką 3,5 mm (czyli do sprzętu przenośnego). Oba identycznie będące plecionkami dwóch grubych, srebrzystych w przeźroczystej izolacji przewodów, zakończonych firmowymi (też srebrzystymi o złoconych bolcach) wtykami. Oba okazale i efektownie wyglądające – średnio przy tym giętkie i dosyć lekkie.

Omówienie konstrukcji

   Ponieważ jedne i drugie dysponują własną, obszerną recenzją, więc jedynie przypomnę sprawy najistotniejsze.

Sonorous X

Szczytowe Final z półprofilu.

Te są droższe, dynamiczne i zamknięte. Wyposażono je w specyficznie obudowane przetworniki z 50-milimetrową membraną mylarową powleczoną tytanem, nad którą zawisa specjalny, wielootworowy profil akustyczny o nazwie BAM (Balancing Air Movement), będący w sensie chronologii technicznej pozostałością po drugim, malutkim, przetworniku z kotwicą zrównoważoną, z którego ostatecznie zrezygnowano. Drugiego przetwornika więc brak, ale pozostał w spadku po nim sferyczny moduł rozproszeniowy, mający w zamyśle nie tylko go podtrzymywać, ale też wkomponowywać w brzmieniową całość. Jako dziedzictwo tej drugiej funkcji zyskują jednoprzetwornikowe ostatecznie Sonorous X dźwięk o szczególnie przestrzennej formie, co wyjdzie na jaw w porównaniach. (Mamy więc w tym przypadku do czynienia z typową sytuacją wynalazku nieintencjonalnego, doszłego do skutku poprzez zanik funkcji pierwotnej z pozostawieniem towarzyszącego pożytku.)

Słuchawki są w bardzo wysokim stopniu metalowe, co czyni je stosunkowo ciężkimi (630 g) i całe przy okazji w zdobnych chromach i prawdziwych złoceniach, co wraz z najwyższego poziomu zaawansowaniem technicznym i surowcowym winduje cenę do 20 tys. PLN.

Od strony wyznaczników technicznych mamy do czynienia ze szczególnie niską impedancją (16 Ω) oraz wysoką skutecznością (105 dB), które to parametry plus konstrukcja zamknięta predysponują Sonorous X do wszelkich zastosowań, w tym też oczywiście sprzętu przenośnego. Są zatem na każdą okazję, ale zarazem biją luksusem, więc nie bardzo nadają się dla tych, którzy na ulicy czy w środkach komunikacji zbiorowej woleliby pozostawać anonimowi.

 

Final D8000

Anonimową powierzchowność w większym stopniu zapewnić mogą konkurencyjne Final D8000 – matowo czarnym i bezpołyskowo srebrzystym wykończeniem dużo mniej przyciągające spojrzenia. Są jednak półotwarte, zatem z eksportem hałasu, a przy tym dużo trudniejsze do napędzenia przez aparaturę przenośną. Nie całkiem niemożliwe, niemniej impedancja 60 Ω i skuteczność 98 dB stawiają wyższe wymagania użytecznej mocy wyjściowej. Waga za to jest mniejsza (523 g) i analogiczna wygoda. Też pewnie siedzą na głowie i muszle im nie opadają, a dotyk padów i nagłownego pałąka nie sprawia żadnej przykrości.

I w większym zbliżeniu.

Odnośnie samej konstrukcji – w tym wypadku planarnej – to zastosowano innowacyjne, specjalnie dla nich wynalezione membrany aluminiowe, do których pierścienie cewek nie są (jak to bywało dotąd) doklejane, a w nich bezpośrednio trawione. Ważne uzupełnienie tego patentu stanowi równie innowacyjny system wentylacji komór, nazwany AFDS (Air Film Damping System). Układ ten, za sprawą pięciu specjalnym otworów wentylacyjnych na obwodzie membrany przeznaczonych do balansowania ciśnienia, jednocześnie chroni ją przed nadmiernym wychyłem, mogącym doprowadzić do destrukcyjnego kontaktu z obudową, jak i zapewnia wyjątkowo korzystny całościowy opływ powietrza, w następstwie czego brzmienie zyskuje niezwykłą swobodę i naturalność. Dodatkowym atutem jest fakt, że ta trawiona bezpośrednio membrana jest aż o trzydzieści procent lżejsza od dotąd w słuchawkach planarnych stosowanych i na dodatek cała pracuje jak sztywny tłok, a nie uginająca się przepona; dzięki czemu jeszcze mniejsze są zniekształcenia i większa naturalność. W tym zwłaszcza niskie tonu bardziej obfite i bardziej jak prawdziwe.

Dodatkowy przyczynek do technicznej perfekcji to komplikacja ze strony padów. Te mają cztery (na krzyż) graniaste ubytki na wewnętrznym obwodzie, akurat takie, by otwierały pięć wspomnianych wentylacyjnych otworów. Ilość się jednak nie zgadza, a co więcej, producent proponuje samodzielne eksperymenty z sugestią, iż uchyłki powinny (a w każdym razie mogą) znaleźć się pomiędzy a nie nad otworami. Całkiem tak zrobić się nie da – rozkład wymusza przynajmniej jeden wylot otwarty w przypadku pozostałych uchyłków na środku pomiędzy nimi, można zatem wybierać między otwarciem jednego lub kilku i wybierać który otwarty, co rzeczywiście ingeruje w brzmienie i do czego się jeszcze odniosę. Planarny flagowiec Finala kosztuje wobec braku złoceń tylko 15 tys. PLN, pozwala więc sporo zaoszczędzić. A czy brzmieniowo ujmuje, dodaje, czy trzyma równy poziom – tym się teraz zajmiemy.

Odsłuch: Final D8000

I całkiem już z bliska.

 Najpierw coś wstępnie o warunkach. Szczególnie niska impedancja Final X skłaniała do wyboru wzmacniacza mogącego bez zarzutu taką obsłużyć, a podesłany symetryczny kabel do wyboru symetrycznego. Oba warunki spełniał sprawdzony wielokrotnie w testach Phasemation EPA-007 – oferujący nie tylko konfigurację dual mono via 2 x jack 6,35 mm, ale też regulator impedancji o zakresach „zero”, „low”, „mid” i „high”. Szczególnie ten pierwszy tu pożądany, jako z pewnością nie przekraczający nominalnych 16 Ω, co faktycznie dało się słyszeć. Przejściówka z 4-pin na dwa duże jacki pochodziła od Tonalium, a sam wzmacniacz z towarzyszeniem przetwornika Ayon Sigma gwarantował stuprocentowy high-end.

 Planarne Final już były recenzowane, lecz nie z tym kablem. Oferowany obecnie jako lepszy jest bardziej otwarty brzmieniowo i bardziej neutralny. Nie o niego jednak tym razem szło, tylko o same słuchawki, a w nich wstępnie o kwestię swobody wentylacji otworów. Nisze wentylacyjne nad nimi, czy pomiędzy? I który ewentualnie otworzyć? Przy otwartym najwyższym dźwięk okazał się wyższy i bardziej nerwowy, a umieszczenie go dokładnie pomiędzy niszami obniżyło tonację i uspokoiło brzmienie bez wpływu na kwantum przekazywanych informacji. Przy czym owo uspokojenie można pomylić z redukcją, ale to właśnie pomyłka. W moim odczuciu niższy i spokojniejszy przekaz był przyjemniejszy i bardziej elegancki, choć można, rzecz jasna, woleć stymulowaną sopranami podnietę.

Zostawiłem zatem górny wentyl dokładnie między niszami i w tym ustawieniu słuchałem – a choćby niczego nie wiedzieć o tym innowacyjnym wynalazku z wentylowaniem przetwornika, fakt wyjątkowej otwartości musiałby do słuchacza dotrzeć. Flagowe D8000 są wyjątkowe są pod tym względem – to je spośród wszystkich obecnie produkowanych słuchawek wyróżnia. Bardziej otwarte od nominalnie otwartych – ze swobodą płynięcia dźwięku bliską prezentacji kolumnowej. To niewątpliwie dodatkowy czynnik uspokojenia: dźwięk nie miota się w słuchawkowej komorze, nie tworzy sztucznych rewerbów, nie ciśnie w nienaturalny sposób. Więc jeśli w którychś słuchawkach naprawdę „płynie”, to w tych Final z pewnością. Lecz naturalny przepływ, sopranowe uspokojenie i wraz z nim sprawiająca wrażenie nieznacznie obniżonej tonacja, to nie jedyne czynniki spokoju. Dołącza do nich masywność brzmienia i jego nadzwyczajna gładkość. Powierzchnie dźwięków okazują się jedwabiście gładkie – przez nic nie marszczone ani strzępione. A pod gładkimi powłokami czai się masywność, nie pustka. To brzmienie ma wagę i wymowę, a bas schodzi naprawdę nisko.

Uniwersalny wzmacniacz z rodzimej Japonii bardzo się porównaniom przysłużył.

Przez producenta był obiecany jako szczególnie popisowy – i to nie była mowa-trawa, popisowy faktycznie jest. Duży objętościowo, do poziomu niewielu herców schodzący i wewnętrzne przestrzenie bębnów obrazujący jako gładko powierzchniowe, ponieważ D8000 wolą wygładzać niż strzępić. I wolą też wyrównywać. Przekaz ich nie tylko okazał się spokojny, swobodny i gładki, ale też wyrównany. Przez co rozumiem szczególnie płynne przejścia tonacyjne, zarówno bez przepływów zaburzonych, jak i luk częstotliwościowych. Muzyka jest tu kompletna i bez awantury. Gestykulacją ani krzykiem (a już zwłaszcza często spotykanym u słabszych piskiem) nie usiłuje się tu maskować niedoborów technicznych swojego przetwornika. Inżynierowie Final Audio solidnie się napracowali, ale – jak to mówią: „im wyszło”. Wszystko złączyło się w piękną całość: trójwymiarowość i naturalność; nasycenie i koloryt; wyjątkowa swoboda płynięcia, elegancja sopranów, przywołujące obecność ludzkie głosy i mocny, treściwy bas o dużej objętości. A wszystko to generalnie gładkie, niezaburzone i spokojne – ale siłą, a nie potulnością spokoju. Do tego wyjątkowo wyrównane pasmo, przez które też gładko się płynie; i jeszcze jedna rzecz bardzo ważna – odporność na zniekształcenia. Jest taki utwór (nieraz już o nim wspominałem) na płycie pokazowej tajwańskiego Ushera ze specjalnie niskim schodzeniem wiolonczeli (a ściślej chyba violi da gamba). Utwór potrafiący dosłownie zmiatać przesterami nie dość dobre kolumny i słuchawki, a nawet bez przesterów potrafiący obnażać brak wypełnienia oraz mocy – przy okazji też niedostateczne zejście. Ten właśnie utwór, przeniesiony do komputerowego pliku WAV, wraz z drugim z muzyką organową, odsłuchiwałem kilkakrotnie, nie mogąc się nacieszyć potęgą, nasyceniem oraz gęstością i czystością brzmienia. A przede wszystkim, oczywiście, całkowitym brakiem zniekształceń. Sprawdziłem jeszcze tradycyjnie stereofonię, która okazała się biegać ścieżką od ucha do ucha przez sam środek głowy, pomimo generalnie odległego pierwszego planu przy normalnym słuchaniu.

Odsłuch: Final Sonorous X

Słuchawki o największym na świecie przepychu. (Jeśli nie liczyć tych idiotycznych dla dzikusów z ozdobami z drogich kamieni.)

 One się dwuznacznie nazywają, bo z jednej strony owo X przykuwa uwagę na podobieństwo powiększonego wykrzyknika, z drugiej oznacza puste miejsce do wypełnienia – więc machinalnie tak się dzieje, szukamy tej brakującej treści. Treść tkwi oczywiście w samych słuchawkach a nie nazwie, i bardzo ją dopełnia. Słuchawki są bowiem popisowe tak bardziej w tradycyjny – działający poprzez ekspresję a nie siłą spokoju sposób. To z miejsca uderza przy każdym przejściu, niezależnie od kierunku zastępstwa. Czy z X przechodzimy na D8000, czy na odwrót, zawsze doznamy wstrząsu. Dwa zatem flagowce od jednej firmy, a każdy tak inny, że nieraz flagowce od różnych są dużo bardziej podobne. Na przykład Fostex TH900 i AKG K812, a nawet Beyerdynamic T1 i Sennheiser HD 800. Faktem jednakże pozostaje, że pochodzące od Fosteksa szczytowe planarne T60RP i dynamiczne TH900 też wyraźnie się różnią. I w dużym stopniu podobnie, bo planary bardziej spokojne oraz brzmieniowo wyrównane, podczas gdy dynamiki bardziej w muzyce szperające i w większym stopniu bazujące na kontrastach. Ale oba takie sposoby grania realizować się mogą (jak to w życiu) na różnych poziomach jakościowych, a chociaż te od Fosteksa oba świetne, to jednak wielokrotnie droższe od Final Audio jeszcze wyraźnie lepsze.

Tak jak popis u D8000 zaczyna się od swobody płynięcia, tak ten od Sonorous X od wyrafinowanej w najwyższym stopniu sferyczności. U tamtych działały wentyle, u tych działa spadkowy dyfuzor po drugim, nieobecnym przetworniku. Ale też i specjalne uformowanie membrany napylonej tytanem oraz specjalne formy akustyczne za, a nie przed, przetwornikiem. Łącznie daje to brzmienie momentalnie rozpoznawalne, którego unikalną cechą jest bogactwo przestrzennej formy. To nie są jedyne słuchawki, u których forma przestrzenna dźwięku i forma przestrzenna otoczenia stanowią dwa czynniki wyróżniające, bo tak samo dzieje się w przypadku Sennheiser HD 800, czy AKG K1000. Niemniej to jest wyróżnik i niewątpliwy tytuł do chluby. Dźwięk bowiem się zwielokrotnia – zwielokrotnia w dwójnasób. Sam ze spłaszczonego staje sferyczny i jeszcze lądujący w niespotykanej akustycznej sferze. W efekcie w odniesieniu do planarnego flagowca nie zwiększa się wprawdzie doza szczegółów, ale zwiększa suma informacyjna. Zwiększa zarówno o odbicia formujące sferę zewnętrzną, jak i o bardziej przestrzenny modelunek samego dźwięku. Nie ma tak swobodnego płynięcia i nie ma tym bardziej spokoju, za to jest bilet wstępu do bardziej trójwymiarowego, atakującego większą ilością bitów świata. Ale linia ataku nie wyczerpuje się w grach przestrzennych. Sam dźwięk ma bowiem innych charakter – bardzo wyraźnie inny. Karnację przejawia ciemniejszą i bardziej połyskliwą, a przy tym nie jest gładki, lecz właśnie postrzępiony. Na dźwiękowych powierzchniach zjawia się meszek i gruzełki – coś na tych powierzchniach się dzieje i coś się od nich odrywa, powstaje muzyczny kurz. Nie ma tamtej gładkości i perfekcyjnej siły spokoju, tylko muzyka się pieni, wielokrotnie odbija oraz bardziej napiera. Pierwszy plan jest o wiele bliższy, atmosfera ciemniejsza i informacyjnie gęstsza, a akustyka dużo bardziej wydatna i ciśnienie muzyczne wyższe. Nie ma odprowadzających wentyli – słuchawki są zamknięte. Po obu stronach przetwornika skomplikowane kształtki akustyczne pracują bardzo udanie na to, by forma mimo swej złożoności funkcyjnie się nie rozjechała, aby powstał całokształt. I ten całokształt powstaje – muzyka staje przed nami w pięknie złożonej formie. Nie ma wyosobnionych, jakby samych dla siebie pogłosów, ani żadnego podwajania obrysów, niczym „duchy” na starym telewizorze. Echa pracują wyłącznie na rzecz kształtowania sceny, a ściślej całego wnętrza; a skomplikowany przedni dyfuzor formuje dźwięki dużo bardziej przestrzenne niż ma to miejsce zazwyczaj. Te z D8000 także są trójwymiarowe, ale nie w takim stopniu. Podobnie nie tak też żywe i z gładką a nie gruzełkowatą i postrzępioną powierzchnią. I nie ma też takiego ciśnienia – dźwięk nie napiera tak na słuchacza. U D8000 jest odrobinę bardziej masywny i nieco niżej schodzący, a także całościowo ciut niższy. Niemniej ten od Sonorous X nie sprawia ani trochę wrażenia za wysoko branego, ani też ani trochę podkręcanego sopranami. Jest naturalnie żywy, bliski oraz wysokociśnieniowy. Nie idzie z lekka w stronę relaksu i swobody oddechu jak w górskim sanatorium, tylko jest bardziej wyczynowy, sprężony, energetyczny. Więcej go jest i bliżej, ale paradoksalnie przy teście stereofonicznym okazał się obiegać słuchacza przed twarzą, a nie chodzić mu w środku głowy.

I jeszcze o całościowej atmosferze. Ta u D8000 bardziej okazała się wyważona, spokojna, pewna siebie i swego otwartego piękna. Otwarta przy tym także na stany emocjonalne, lecz sama z siebie żadna, to znaczy obojętna. Nieobojętna samym tym tylko, że muzyka tak wspaniała i płynąca z taką swobodą – niesłuchawkowo wręcz podana. Natomiast u Sonorous X czuć było przy najmniejszej do tego podniecie ze strony samego nagrania stymulowaną pogłosami nutę smutku i rozrzewnienia, ale tak tylko w tle – daleko za pierwszoplanowym dźwiękiem, który sam przede wszystkim napierał, zgęszczał się i angażował bliskością. Jeszcze piękniejszy – lecz nie spokojem i gładkością przepływu, a trójwymiarowością całościową, ekspresją i zacieśnianiem kontaktu. Nie odchodzący, a przeciwnie – napierający i dążący do zwarcia. Cokolwiek ciemniejsza całościowa towarzysząca temu aura, dźwiękowa materia nieznacznie postrzępiona, nie dająca wrażenia takiej jednolitości i spokoju powierzchni; a za sprawą nieco wyższej tonacji i tego postrzępienia wrażenie większej szczegółowości – de facto tylko pozornej, jeśli nie liczyć lepiej obrazowanej pogłosami scenerii. Wokale bardziej też chropawe i lokowane dużo bliżej, a dźwięk nie tylko ciemniejszy, ale też bardziej wilgotny. W odbiorze bardziej różnorodny i nie przywodzący wrażenia szczególnej jednolitości pasma, a przy tym dużo bardziej akcentujący pudła rezonansowe. I w analogii do wokali dający strunom lekkie postrzępienie, a nie całkowitą gładkość. Przestrzenność bębnów analogiczna jak u planarnego kuzyna, ale ciekawsze ich, bo bardziej zróżnicowane brzmienie, mimo iż nie sięgające tak nisko. Niemniej całościowo potężne oraz przestrzenne i gęste, że najmniejszego poczucia braku. 

Odsłuch: z aparaturą przenośną

Tygrys lubi świeże mięso, młodzież aparaturę przenośną.

 W przypadku sprzętu przenośnego (Astell & Kern AK380) akcentowana tylekroć przestrzenność Sonorous X jeszcze się dodatkowo wzmocniła, czyniąc słuchanie szczególnym przeżyciem. Tak, to niewątpliwie słuchawki powstałe z myślą o takim też przeznaczeniu, mające jego posiadaczom sprawiać szczególną radość. To się udaje – jest tej radości masa. Zjawia się dźwięk ogromny, ogromny bez cienia przesady. Coś na kształt kina domowego poprzez słuchawki – i to takiego z górnej półki. Bez tylnych efektorów, ale ze sferą nie na żarty. Wielki obszar, świetne czucie przestrzeni, daleko penetrujące głosy i wtórujące im pogłosy. Swoboda, bezpośredniość, dokładność, wielki wolumen brzmienia, potężne rozwarcie pasma. Dźwięk się leciutko napręża i gładszy jest niż z aparaturą stacjonarną, ale niemal tak samo jak z nią bogaty, autentyczny i różnorodny. Też ciemny w tłach i całościowej atmosferze, z potężnym basem i jeszcze do tego gęsty. Nośnie i przestrzenne dęciaki, super taneczna atmosfera, rytm oraz porywająca dźwięczność. Ciutkę mniej realizmu, ale w zamian zabawa. Głos w mowie potocznej ani trochę nie podkręcany, troszkę tylko „wypukły” i lekko naprężony.

Ten sam głos Quentina Tarantino w wydaniu Final D8000 okazał się nieco szczuplejszy, ale za to bez naprężenia. Bardo realistyczny i ani trochę upiększony. Znów dało się wyraźnie odczuć swobodę odpływu fali akustycznej na zewnątrz a nie wewnętrznej kondensacji, przy lekkim (ale tylko przez porównanie wyczuwalnym) deficycie mocy – nie w sensie braku głośności, czy nawet dynamiki, ale gęstości i nasycenia. Grało gęstym i nasyconym dźwiękiem, ale nie tak jak z aparaturą przenośną i nie aż tak nisko schodzącym. Ogólnie mniej potężnym niż z ten z Sonorous X i nie tak przestrzennie kinowym. Generalnie mniej efektownie, ale nieco bardziej realistycznie, a także bardziej kameralnie. Trudno powiedzieć bez bezpośredniego porównania, jak całościowo względem też planarnych Meze Empyrean, ale raczej nie lepiej, chociaż też i nie gorzej. (Meze przy Phasemation nie słuchałem.) Natomiast Sonorous X dały z grajkiem przenośnym popis najwyższej niewątpliwie najwyższej rangi – i „to było to”, jak mawiają. Ciśnieniowo, majestatycznie, z zejściem, super dynamiką, żywością i wypełnieniem.

Podsumowując

 Trudno nie przyznać Final Audio słuszności w podejściu do tematu – każdy z tych dwóch flagowców ma ważką rację istnienia. Każdy jest inny, każdy z własną doskonałością, każdy dający potencjalnemu słuchaczowi swój specyficzny świat. Cenisz niespotykaną przestrzenność i trójwymiarowy dużo bardziej muzyczny obraz na bez porównania wyższym od przeciętnego poziomie? Lubisz też przy okazji poczuć wysokie ciśnienie dźwięku, mieć bliski kontakt z wykonawcami i cieszyć się w najwyższym stopniu skomplikowaną materią brzmienia? To Final Sonorous X są dla ciebie!

Ale jak wolisz zjawiskową gładkość na powierzchniach muzycznej substancji i niczym niezaburzoną swobodę jej płynięcia (u innych słuchawek właściwie niespotykaną), co jednak nie przeszkadza równoczesnej jej wysokiej gęstości, nasyceniu, głębi brzmieniowej, szczegółowości i mocy? – To proszę, są Final D8000! Jedne i drugie należą do elity, jedne i drugie to czysty high-end. Szczegóły wyłożyłem.

System:

  • Źródła: PC, Astell & Kern AK380.
  • Przetwornik: Ayon Sigma.
  • Wzmacniacz słuchawkowy: Phasemation EPA-007.
  • Słuchawki: Final D8000, Final Sonorous X, Sennheiser HD 800 (kabel Tonalium), Ultrasone Tribute 7 (kabel FAW Hybrid).
  • Kabel USB: Fidata.
  • Kabel koaksjalny: Tellurium Q Black Diamond.
  • Konwerter: iFi iOne.
  • Interkonekty: Tellurium Q Black Diamond XLR, Sulek Audio RCA.
  • Kable zasilające: Sulek Power, Entreq Challanger.
  • Listwa: Sulek Audio.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

31 komentarzy w “Recenzja: Final Sonorous X vs Final D8000

  1. Patryk pisze:

    Napisze w prost tak jak pan wlasnie napisal: „mieć bliski kontakt z wykonawcami i cieszyć się w najwyższym stopniu skomplikowaną materią brzmienia“
    To jest wlasnie to!
    Te sluchawki czaruja.

    Jak zawsze super recenzja i porownanie w tym przypadku.

    Dziekuje.

    1. Przemysław pisze:

      Czy posiada Pan te słuchawki?

      1. Patryk pisze:

        Tak, posiadam je od 3 miesiecy.

        1. Przemysław pisze:

          Bardzo się cieszę Panie Patryku, że nabył Pan te wspaniałe słuchawki. Tym bardziej, że ten zakup był przez Pana planowany od dłuższego czasu. Mam nadzieję, że też w przyszłości będę mógł je kupić. Dziękuję za szybką odpowiedź i serdecznie pozdrawiam!

  2. Przemysław pisze:

    Panie Piotrze,

    jak zawsze wspaniała recenzja. Z pewnością będzie pomocna dla tych, którzy planują kupić jeden z tych modeli, chociaż ze względu na różnice w brzmieniu najchętniej chciałoby się mieć je obydwa 🙂 Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będzie mi dane dokonać chociaż krótkiego odsłuchu Sonorousów X.

    P.S. Czy mógłbym poprosić Pana o podanie tytułu utworu/albumu wspomnianego na 3 stronie tajwańskiego Ushera, a także tego drugiego organowego? Z góry dziękuję!

    1. Piotr Ryka pisze:

      Chodzi o płytę Usher Audio Technology „Miscellaneous” z 2006 roku i z niej ósmy utwór „Wind blowing gently” – a ściślej jego początek poprzedzający wokal. Dziewiąty też jest bardzo przydatny i w ogóle cała płyta. Tytułu muzyki organowej nie znam; syn kiedyś wgrał ten plik bez tytułu. Ale może być każda inna.

      1. Przemysław pisze:

        Bardzo dziękuję za odpowiedź!!!

  3. Alucard pisze:

    Mam pytanie: które słuchawki dysponują większą potęgą brzmienia i kreują potężniejszą ścianę dźwięku? D8000, Pioneer SE1 Master, Meze Emperyen, Abyss 1266 czy PS2000e?

    I pytanie drugie – będzie recenzja flagowych Audiotechnik DX5000 i Klipsch HP3?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Wszystkie z wymienionych dysponują wyjątkową potęgą brzmienia. Każdymi łeb można urwać. Ale największą Abyss i Grado. Niedługo dołączą do nich Ultrasone Tribute 7. Recenzja się pisze.

      Odnośnie drugiej kwestii, to nie wiem. Miejmy nadzieję, że tak.

  4. Alucard pisze:

    Tribute 7 słuchałem razem z Utopią i D8000. One mają w sobie coś czego nie potrafię zaakceptować, średnicę grającą w takim dole. Faktycznie jak mówisz, łeb można nimi urwać i to łatwo ale jakoś ostatecznie bym ich nie wybrał. Dziwne słuchawki trochę. Wszystko więc wskazuje tak jak myślałem na PS2000e. Chyba się nimi ostatecznie uraczę 😉

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nikogo do tych Ultrasone nie namawiam, ale słuchałeś na pewno niewygrzanych. Okropnie długo się wygrzewają, przynajmniej z 500 godzin. Potem jest całkiem inaczej. Z Edition9 też tak było.

  5. Alucard pisze:

    Co się zmienia?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Wszystko. Nie wygrzane są do luftu. Jedynie bas mają mocny i sopranami nie szczypią. Ale grają nienaturalnie, tak jakoś technicznie, jak maszyna.

  6. Alucard pisze:

    Nienaturalne to one były, fakt. Ale czy ten feler ze średnicą w dołku znika? To się wyrównuje, czy można to jakoś sprzętowo wyrównać, spasować wzmacniacz itd?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Myślę, że znika, skoro chcę je sobie zostawić.

  7. Alucard pisze:

    Wolisz te siódemki od flagowych Grado? Nie kupiłem tych Ultrasonów tylko dlatego że był ten dołek w własnie tam i obawiałem się że sytuacja z Denonów D7100 się powtórzy.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie, nie wolę – ale potrzebuję najwyższej klasy słuchawek zamkniętych.

  8. Alucard pisze:

    W takim wypadku to faktycznie chyba najlepszy wybór, sam bym je brał jeśli bym potrzebował zamkniętych, potrafią zwalić z nóg podmuchem i uderzeniem. Ja szukam czegoś co będzie pełniło raczej rolę najlepszych puszek spośród tych co posiadam ale nie mogę się zdecydować między D8000 a PS2000. Odwlekam decyzję ile mogę ale i tak będę musiał podjąć a jestem w kropce 🙁 Obie?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Czy bezpośrednio porównywałeś?

  9. Alucard pisze:

    Niestety nie, te PSy to nawet nie ma gdzie w sumie. Chyba tylko Q21 ja ma, i to pewnie nie na sklepie. Nawet jakby ściągnęli to trzeba by jechać pół Polski żeby słuchać. Na razie odpuszczę ten temat. Wrócę do tego jak będę zdecydowany, bo to jeszcze aparatura towarzysząca musi być okej.

    1. Piotr Ryka pisze:

      PS2000e ma na stanie warszawski Audio System. Mają tam także wysokiej klasy słuchawkowe wzmacniacze i źródła, tak więc stolicę wystarczy odwiedzić. A Final D8000 też w Warszawie powinny być, czyli droga do porównania otwarta. I Focal Utopie powinny dać się porównać, i Meze Empyrean. Wszystko tam w tej Warszawie jest. A sklep sklepowi powinien pożyczyć. W końcu nie robią łaski, z tego żyją.

  10. Alucard pisze:

    Pół Polski jazdy, tak jak myślałem 😉 No nic, tak trzeba będzie zrobić 🙂

  11. Patryk pisze:

    Alucard: Przejedz pol Polski i posluchaj sobie w spokoju wszystkiego. Oplaca sie, a poczujesz na koncu spokoj i bedziesz wiedzial, czego tak naprawde szukales. Tez tak robilem przez kilka lat.

    1. Alucard pisze:

      I co wyszło?

  12. Patryk pisze:

    Final Audio X.

    1. Michal Pastuszak pisze:

      Mam powazne watpliwosci czy Aperio to az takie cudo bedzie, ich poprzedni zestaw Sonoma za 25kPLN prezentowal sie bardzo mizernie jesli idzie o dzwiek, a i jakosc wykonania niestosowna do ceny. Gdybym mial glosowac na przyszlego, niekwestiowanego krola sluchawek/monitorow naglownych stawialbym na RAAL SR1A, nastepnie pewnie bylaby spora dziura, potem Abyss 1266 TC, a za nimi cala reszta sluchawkowego peletonu.

    2. Piotr Ryka pisze:

      No cóż – pożyjemy, posłuchamy. Albo nie pożyjemy i nie posłuchamy. Albo pożyjemy i nie posłuchamy. Różnie to bywa.

      Dziękuję za ciekawy link.

  13. Patryk pisze:

    Nie moge napisac za duzo, ale moj kolega nalezy do 6 wybranych osob na swiecie , ktora moze przetestowac Warwick Acoustics Aperio i….j….no i wiecej nie moge napisac. Trzeba poczekac.

  14. Przemysław pisze:

    Z tego, co widzę, zaczyna się robić bardzo ciekawie wśród elektrostatów. Będę czekać na pierwsze recenzje tych słuchawek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy