Technika i ekonomia
Przymierzanie do konkurencji zacznijmy od niebagatelnej kwestii cenowej, jak również i od tego, że Final DX10000 CL zaistniały w dwóch wersjach. W postaci standardowej o cenie amerykańskiej $8499 oraz kolekcjonerskiej (zaledwie 150 sztuk) z wyceną $8999.
Upostaciowanie wersyjne niemal jest identyczne, od strony czysto technicznej różni je sama strona wizualna – kolekcjonerskie mają muszlową ramę barwy złotej, a standardowe srebrnej. Poza oczywistą różnicą cenową różni je też bogatsze wyposażenie dodawane kolekcjonerskiej, standardowe otrzymujemy w sporych walizkach ze tworzywa otwieranych specjalnym kluczem, kolekcjonerskie w skrzyniach z ekskluzywnego drzewa Paulownia. Tak więc specjalne nie są same słuchawki, specjalny też klucz do nich, a na ile specjalna jest cała reszta, tym się zaraz zajmiemy.
Niewątpliwie do rzeczy specjalnych należy wystawiona cena, w polskim wydaniu wynosząca 37 499 PLN dla wersji standardowej i 39 999 PLN dla kolekcjonerskiej, co nie czyni wprawdzie tych Final najdroższymi na rynku (przed nimi znajdą się elektrostatyczne Sennheiser HE-1, HiFiMAN Shangri-La i Warwick Acoustics Aperio GoldenSound oraz wstęgowe RAAL Immanis 1995 i dynamiczne Spirit Torino Valkyria), ale ta cena, najdelikatniej ujmując, nie należy do okazyjnych i jest z dokładnością do stu złotych równa wycenie analogicznie popisowych u HiFiMAN-a planarnych Susvara Unveiled. Jasna sprawa, że to popisy zarówno producenta, jak i przyszłego właściciela – wyprodukować takie i mieć takie to są kwestie prestiżu, a nie samego zadowolenia z uzyskanego dźwięku.
Może dokończmy sprawę ramy. U obu jest to rama magnezowo-aluminiowa, a tylko różnie powlekana wykończeniową warstewką. Składa się na nią obwód, sześć szprych i sześciokątny pierścień centralny, a że słuchawki są zamknięte, jest wypełniona głęboko żebrowaną szczelną pokrywą zasadniczą, identycznie jak ona surowcowo ze stopu magnezu z aluminium, modelowanego jednym skomplikowanym frezem 5-osiowej obrabiarki CNC. Rama i muszla scalają się bezklejowo specjalnym, 12-punktowym systemem przelotowych śrub, co zapewnia konstrukcji szczególną sztywność i idealną szczelność akustyczną, zapewnia również ewentualną łatwość serwisową.
Masywne muszle utrzymuje na głowie kształtka pałąka opracowana przez Final dawno temu: to pojedynczy profil metalowy rozszerzony i otulony warstwą podścielenia w strefie kontaktu z głową, utrzymywanie muszlom pozycji zadanej realizujący oporem tarcia na obszarze centralnego węzła na muszli, przez który przechodzi pod znacznym kątem, co zapobiega opadaniu. Tak więc odnośnie tego wypróbowana w praktyce prostota, ale zarazem novum – pierwszy raz podścielenie nagłowne wykonano z japońskiego papieru czerpanego Washi (legendarny, od tysiąca lat z górą tradycyjny surowiec japoński mający setki postaci), wcześniej w modelu D8000 Pro Limited też był użyty ten Washi, ale na samych nausznicach. Wydawać by się mogło, że w takim razie też i tutaj wyjątkowo mięsiste, grube i okrągłe pady zyskały wykończenie Washi, ale to błędny domysł. Final kolejny raz pokombinował surowcowo i znalazł coś takiego, co się nazywa Ultrasuede®. To wynaleziony w 1970 roku przez dr. Miyoshi Okamoto z japońskiej Toray Industries zaawansowany technologicznie zamsz syntetyczny: nietkana mieszanka włókien poliestru i poliuretanu, spotykana min. w obiciach luksusowych mebli i foteli bolidów Ferrari. Materiał rzeczywiście wysoce do zamszu zbliżony, wyjątkowo gładki i gęsty, zarazem minimalnie mechaty, w kontakcie bardzo przyjemny i podobno jak mało który niepodatny na zużywanie. Jednocześnie zapewniający doskonałą przepuszczalność powietrza, tak więc to pady wentylowane, mimo iż nie wyglądają.
Natknąłem się na zarzut, że są za małe rozmiarem i poprzez to działające jak nauszne a nie wokółuszne. Uszy mam stosunkowo nieduże i całkiem przylegające, toteż nie bardzo się nadaję jako przykład uśredniający, sam w każdym razie nie miałem z tym najmniejszego kłopotu – uszy wchodziły w pady bezproblemowo i się nimi otulały.
Kolejny zarzut to za słaba jak na słuchawki zamknięte izolacja akustyczna, ale to zostało wliczone w koszty przez Final; umyślnie tak postąpiono stosując mało izolujące pady – jako że szczelne izolowanie to uwięzienie dźwięku w muszlach i w rezultacie nieuchronne zniekształcenia, a już szczególnie basu. Krótko mówiąc, zdecydowano się na mniejszą izolacyjność, by zmniejszyć zniekształcenia.
Dobierzmy się nareszcie do wnętrza wyjątkowo szczelnych odnośnie pokryw lecz już nie padów Final. Przypominając wstępnie, że firma w modelach szczytowych sięgała po przetwornik dynamiczne, planarne i tweetery z kotwicą zrównoważoną, a odnośnie słuchawek dokanałowych jako pierwsza i na razie jedyna zaprezentowała przetwornik z diamentową membraną. Tak się składa, że to był model także mający cyfrę 10 000 jako swoje oznakowanie – i macie rację, nieprzypadkowo. Tytułowe Final DX10000 CL i tamte dokanałowe Final A10000 to pierwsze i jedyne słuchawki z diamentowymi membranami. To ich wyróżnik, jako że jakość membrany to już prawdziwy, a nie jedynie walizkowy magiczny klucz do dźwięku, dzięki któremu brzmienie może zyskać charakter u takich o membranach z lepszego lub gorszego, ale plastiku, niemożliwy do osiągania. Potraktujmy jednak tę sprawę głębiej i zauważmy, że najdoskonalsze tworzywa sztuczne potrafią osiągać cienkości poniżej rozdzielczości ludzkiego wzroku i wagę niższą od powietrza, ale takie membrany znajdujemy w słuchawkach tak samo drogich lub jeszcze droższych od nowych flagowych Final. Natomiast w żadnych dotychczasowych nie było diamentowych, a diament ma tę właściwość, że jest najtwardszym znanym materiałem pozostającym w użyciu. W zakamarkach laboratoriów i na stronicach rozpraw naukowych bytują wprawdzie substancje twardsze, jak wurcyt azotku boru czy Q-carbon, ale w praktyce użytkowej takowych nie znajdziecie.
Firma Final opracowała procedurę pozwalającą tworzyć diamentowe membrany, a jest to procedura odmienna od napylania diamentowym pyłem stosowana przez duńskie Raidho, polegająca na tworzeniu folii diamentowej poprzez krystalizację węgla na krzemie z następnym wytopieniem krzemu. Czy warto tak się męczyć? No cóż, chyba warto. Diament posiada bowiem ekstremalnie wysoką zdolność niezdeformowanego przenoszenia dźwięku w następstwie swej najwyższej twardości; obserwowane za pomocą laserowego miernika niepożądane odkształcenia powierzchni, towarzyszące odpowiedzi akustycznej, w przypadku diamentowych membran okazały się niższe niż u wykonanych z najtwardszego metalu – berylu. Taka odporność skutkuje wyjątkowo niskimi rezonansami, tłumiąc wszelkie pasożytnicze hałasy powstające na powierzchni membrany.
Diament ma jednak nie samą twardość, niestety ma też ciężar. Ciężar właściwy diamentu to 3,5 g/cm³, czyli aż dwakroć więcej niż u następnego na skali twardości berylu, co stwarza problem podwijania się krawędzi diamentowej folii skutkiem wagi surowca. Co gorsza, konwencjonalne materiały używane do oprawiania krawędzi przy niektórych częstotliwościach okazały się generować rezonans; aby temu zaradzić, użyto jako resoru specjalnego poliuretanu, łączącego lekkość z elastycznością i rozciągliwością, co rozwiązało krzyżowe problemy związane z całkowitą swobodą ruchu i ochroną przed zniekształceniami.
Rzućmy okiem, co piszą o tym sami twórcy słuchawek:
Przetwornik True Diamond CVD
Sercem DX10000 CL jest autorski, dynamiczny przetwornik o średnicy 40 mm.
- Membrana z prawdziwego diamentu
Centralna kopułka nie jest jedynie powlekana diamentem – to czysty diament wytwarzany technologią CVD (Chemical Vapor Deposition – chemiczne osadzanie z fazy gazowej) na podłożu krzemowym, które po procesie jest usuwane. Zapewnia to ekstremalną sztywność i błyskawiczne wygaszanie drgań (wysokie tłumienie wewnętrzne).
- Kształt i zawieszenie
Aby zrównoważyć dużą masę właściwą diamentu, zastosowano unikalną, stromą geometrię kopułki z cylindrycznymi żebrami na obwodzie. Kopułkę osadzono na elastycznym, lekkim zawieszeniu z poliuretanu.
- Symetria mechaniczna i pływające przewody
Cewka drgająca nawinięta jest na sztywnym karkasie z poliamidu. Doprowadzenia sygnału do cewki mają strukturę tzw. „wolno pływającą” (nie są przyklejone do zawieszenia). Wykonano je ze specjalnego stopu aluminium o wysokiej wytrzymałości zmęczeniowej, co gwarantuje pełną symetrię ruchu tłokowego membrany.
Układ magnetyczny i system tłumienia
- Magnes N55 Neodymium
Zastosowano najwyższej klasy przemysłowej magnes neodymowy N55, który generuje potężny strumień magnetyczny odpowiedzialny za doskonałą odpowiedź impulsową i pełną kontrolę nad membraną.
- Aluminiowy pierścień zwarciowy (Shorting Ring)
Element zapożyczony z topowych kolumn głośnikowych. Generuje prądy wirowe przeciwdziałające indukcyjności cewki, stabilizując pole magnetyczne i radykalnie redukując zniekształcenia nieliniowe, zwłaszcza w niskich częstotliwościach przy dużych wychyleniach.
- Wewnętrzna komora tłumiąca
Bezpośrednio pod diamentową kopułką umieszczono precyzyjnie docięty, zaawansowany materiał dźwiękochłonny. Pochłania on fale dźwiękowe emitowane przez tylną stronę membrany, uniemożliwiając im powrót i powstawanie rezonansów wewnątrz obudowy.
Magnezowo-aluminiowa obudowa skrywa zatem prawdziwy diament, on tworzyć ma muzykę. Czy będzie doskonalsza, a przynajmniej swoiście różna od muzyk tworzonych membranami z berylu i najdoskonalszej folii, o tym się przekonamy przy odsłuchach, przyrównując do berylowych przetworników w Focal Utopiach i ekstremalnych mylarowych (cienkość poniżej 1 μm) u Susvara Unveiled.
Odnośnie technicznych danych. Ważą te pierwsze diamentowe i wokółuszne niemało, bo 543 gramy, ale to mi nie przeszkadzało: uścisk grubych od zewnątrz, ale płytkich we wnętrzach padów (bo grubaśny przetwornik) nie budził żadnych zastrzeżeń, nacisk pałąka też nie. Wizualnie są przy tym jak najbardziej w porządku, od razu widać nadprzeciętność przechodzącą w niezwykłość. Równocześnie średnicowo są mniejsze od wcześniejszych szczytowych z serii D8000, w następstwie membran pomniejszonych z ø50 na ø40 mm, a w zamian diamentowych. Impedancja wynosi 20 Ω, czułość 92 dB, pasmo przenoszenia nieznane, podobnie jak współczynnik THD.
Pozostaje kwestia okablowania. Wraz z Final DX10000 CL otrzymujemy dwa kable, oba autorstwa japońskiego giganta, profesjonalnej firmy Junkosha, dostawcy okablowania do aparatury medycznej i laboratoryjnej, też superkomputerów. Otrzymujemy półtorametrowy przewód zbalansowany z końcówką 4.4 mm (Pentacon) i trzymetrowy zbalansowany z końcówką 4-pin. Oba to jawne sploty (krótszy-cieńszy i dłuższy-grubszy), oba są z miedzi beztlenowej pokrytej srebrem w izolatorze ePTFE (ekspandowanym teflonie), zapewniającym wyjątkową odporność na uszkodzenia i na proces starzenia, a przede wszystkim ultraniską stałą dielektryczną. Do towarzystwa kablom przejściówki z 4-pin na 6,35 mm oraz z 4,4 mm na 6,35 mm. Przewody wbiegają do muszli wtykami jack 3,5 mm, pozbawionymi już (jak to dotychczas bywało) zafiksowania półobrotem, ale wyjątkowo mocno tkwiącymi, toteż nie ma obawy o samoczynne wypadanie. O opakowaniu, jak wspominałem, nic bliższego nie powiem, takowe z wersją pokazową nie raczyło się zjawić. Zjawiły się same DX10000 w złotej wersji limitowanej, a ta podobno w komplecie ma dodatkowo aluminiowy stojak oraz torbę ochronną Shingen-bukuro (ściągany rzemieniem worek).







