Recenzja: Final Audio DX10000 CL

Odsłuch cd.: Przy odtwarzaczu

   A teraz dwa wzmacniacze, bo razem ze słuchawkami Focal Utopia przyjechał wzmacniacz słuchawkowy Headtrip II, kroiły się więc szczytowe lampy vs szczytowe tranzystory. Trzeba dodać, że Headtrip II względem siebie z recenzji pozyskał dużo doskonalszy zasilacz oraz szereg udoskonaleń wewnętrznych (kondensatory, rezystory, okablowanie); na rzecz jego oceny i porównania do własnych lamp mogę powiedzieć tyle, iż stał się Headtripem w najwyższej formie i z tej pozycji prezentował brzmienia sytuowane na bliższym pierwszym planie, tym samym większe, a stylistycznie bliższe temu co prezentowały słuchawki Final DX10000, podczas gdy Twin-Head operował stylistyką bliższą Susvarom Unveiled, a zatem brzmieniem nie tak porywczym i prosto z mostu, a bardziej rozpoetyzowanym, oprawiającym realizm ozdobnikami rozkołysania, dłuższych wybrzmień i niezwykłości barw. Przy czym dwie ważne rzeczy. Primo, Headtrip osiągał pełną sprawność brzmieniową po godzinie do dwóch (co nie znaczy, że po następnych nie produkował się jeszcze lepiej), podczas gdy Twin-Head potrzebował trzech. Secundo, to lampowe zdobnictwo nie znaczyło, że musiało podobać się bardziej, bynajmniej. Albowiem brzmienie Headtripa było nie tylko napierające, dynamiczne i ekstremalnie wyraźne, ale także pieniste, natlenione i też ujmujące melodyką, doskonałością obrazowania sceny oraz trafnością tonalną; sumarycznie wspaniałym bogactwem swojego realizmu, traktowanego światłem bardziej czerwcowym niż październikowym, światłem o innej temperaturze. (Odnośnie tego ostatniego przesadzam, ale nie tak zupełnie: te oświetlenia były różne; to u Headtripa ostrzejsze, u Twin-Head bardziej stonowane.)

     Zostawmy te wzmacniacze, niech sobie grają po swojemu, nie są naszym tematem.

 Final DX10000 CL na tle Focal Utopia

     Nowe flagowe Final o diamentowych membranach w konfrontacji z flagowcem Focala szczycącym się berylowymi ukazały brzmienie bliższe, dźwięczniejsze, bardziej ekspresyjne i naturalne – generalnie prawdziwsze i bardziej popisowe. (Odnośnie tego tak samo działo się przy Headtrip i Twin-Head). Chwila obycia z Final powodowała po przejściu na Utopie wrażenie niezupełnej bezpośredniości: automatycznie tworzył się dystans do materiału słyszanego poprzez wyczucie, że to realizm przy pomocy pewnych, nie do końca nieuchwytnych środków robiony, nie taki par excellence, a cokolwiek umowny. Głównie chodziło tu o medium, nie aż tak jak u Final przejrzyste, ale też spadek dynamiki i wyczuwalnie dorabianą analogowość – kombinowanie przy kształtowaniu dźwięków, a nie dawanie ich od razu takimi, jakimi są. Zapewne był to efekt tych minimalnych, ale obecnych w berylowych przetwornikach zniekształceń, zniekształceń wyraźnie mniejszych w przypadku membran diamentowych, ale nie chcę się mądrzyć, to pozostaje czystym domysłem, mogę jedynie stwierdzić, że dźwięk dawany przez Final odbierałem w pierwszorzutowo jako prawdziwszy, a poszerzanie tego o lupę analityczno-dywagującą niczego nie zmieniało; zarówno intuicyjnie, jak z perspektywy zastanawiania się nad tym, brzmienie od Final jawiło się prawdziwszym zarówno obrazowo, jak i energetycznie – nie pozwalało się widzieć inaczej.

Final DX10000 CL na tle HiFiMAN Susvara Unveiled

   Z kolei na tle Susvar brzmienie Final kazało się postrzegać jako to bardziej kameralne, przekazujące mniej informacji o przestrzeni. Bardziej skupione na pierwszym planie, a mniej na otoczeniu; wyraźnie mniej dobitna była u nich ekstensja, rozchodzenie się dźwięków na obszar. Te ich dźwięki bardziej skupione, mocniej powiązane z miejscem narodzin – o wiele słabiej „macające” wnętrza, o wiele bardziej skoncentrowane na szybkim docieraniu od tego miejsca do słuchacza bez obijania się o otoczenie. W efekcie słabsza wizja sceny – płytsza zarówno ona, jak też ewentualna holografia w przypadku nagrań jawnie warstwowych – i w tym spłyceniu kontrasty między jasnością a mrokiem mocniejsze, sama natomiast paleta barwna słabiej zniuansowana przez złamane kolory i stopniowane odcienie; ogólnie obszar dziania mniejszy i opisany prościej. Skoncentrowanie na sprzedaniu czystej ekspresji bez refleksji, żadne tam dodawane od siebie zamyśleń czy nastrojów. 

     No i właśnie, to clou! – u Final większy nacisk na masywność, tempo, zbliżenie dźwięku do słuchacza i wraz z tym większa muzyczna agresja w rozumieniu intensywności działania, podczas kiedy Susvary w przypadku rocka od agresji miały lekkie zdystansowanie, a ogólnie styl bardziej zamyślony, nostalgiczny, nierzadko aż posępny, w sposób jawny sopranowymi pyłami srebrzący otoczenie i obficiej operujący pogłosem, samo to otoczenie czyniąc większym, bardziej niezwykłym, po trosze onirycznym i bardziej tajemniczym.  

    Dźwięki w Susvarach bardziej mieniące, rozfalowane, drobniejsze i zwinniejsze (choć umiejące potężnie uderzyć i całkowicie przytłoczyć), też takie bardziej skupione na sobie; w większym stopniu autoteliczne i one same, i tworzący je wykonawcy – sprzedawanie emocji muzycznych bardziej na zasadzie samego ukazania niż dzielenia się nimi.  

     Fortepiany w Susvarach brzmieniowo bardziej obfite, obszerniejsze tonalnie, szerzej też, jak to u nich, kooperujące z przestrzenią. Orkiestry równie imponujące, ale mniej niż u Final ofensywne, ogólnie biorąc architektury instrumentów bardziej w Susvach złożone, natomiast dźwięki mniej nacierające. 

     Kiedy przeglądać pasmo, soprany Final jaśniejsze i mocniej w całym nim obecne, ale mniej trójwymiarowe. Takie dożylnie realistycznie, lecz słabiej rozwarstwione. Na drugim skraju siły basu porównywanych analogicznie potężne, z kolei w strefie środkowej wyrafinowanie w Susvarach wyższe i biologiczność postaci eksponowana mocniej. 

     Sporo, a nawet bardzo dużo, zależało jednakże od utworu – czasem te brzmienia bardzo się zbliżały (na przykład w stepowaniu), a czasem całkiem rozchodziły (najczęściej w odniesieniu do prezentacji wokali); generalnie jednak Susvary prezentowały muzykę łagodniej i odrobinę bardziej plastycznie, a Final bardziej ofensywnie, dynamicznie, porywczo. Światło w Susvarach przy tym cieplejsze ze słabszymi błyskami krystalizacji, podczas gdy światło Final rzeczywiście rodziło skojarzenia z diamentowym blaskiem.

   Na sam koniec napiszę, że moim skromnym zdaniem te Final wcale nie przyjechały tak do końca ograne, a i mnie nie starczyło czasu na ich pełne ogranie. Słuchaniu towarzyszyło podejrzenie graniczące z pewnością, że ich pełny potencjał nie został ujawniony.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy