Recenzja: Accuphase DP-770

      Chronologia biegła jak następuje: pod koniec 2007 zadebiutował Accuphase DP-700, jako początek nowej, szczytowej w dziale jednoczęściowych serii „700”. Jego rola flagowca wśród takich trwała do końca 2013, gdy zastąpiony został przez DP-720. Który ostał na pozycji lidera krócej, bo do połowy 2018, kiedy zluzował go DP-750. Tak etapami docieramy do teraźniejszości: kolejny – tytułowy DP-770 – zaistniał na przełomie 2023/24 i utrzymuje pozycję lidera do dzisiaj, całe już dwa i pół roku. Tym samy ta recenzja nie tyczy gorącej nowości, a odtwarzacza rozgoszczonego, mającego już swoje lata, w żadnym razie rynkowego oseska.

     Ewolucja ku teraźniejszości to w takim razie cztery pokolenia maszyn wizualnie niemalże nie różnych, ale czymś różniących się w środku. 

     Accuphase DP-720 to zastąpienie pełniącej u DP-700 rolę przetwornika D/A dwukanałowej drabinki sześciu w każdym kanale układów scalonych Analog Devices AD1955, ośmioma w każdym chipami ESS Sabre Technology ES9018 i dociążenie o kilogram mechanizmu napędu płyty. Przejście do DP-750 to z kolei po jednej na kanał 32-bitowe kości ESS Sabre Technology ES9028PRO, mające każda na pokładzie po osiem pracujących równolegle konwerterów wewnętrznych (wychodzi więc ilościowo na to samo) plus kolejne dociążające udoskonalenie napędu, przekładające się na jeszcze wyższą precyzję odczytu. Co się z kolei podziało na etapie pomiędzy DP-750 a DP-770, o tym będzie za moment, zostawmy coś dla działu technicznego.

     W sytuacji, gdy dwie recenzje odtwarzaczy CD zjawiły się tuż przed tą, nie ma potrzeby ponownie roztrząsać na ile są przeszłością, a na ile przyszłością. Przyszłości i tak się nie odgadnie, a przeszłość omówiona – jedno w tym wszystkim wydaje się pewne: cyfrowa postać utrwalania muzyki (zaistniała społecznie 1 października 1982 właśnie za sprawą debiutu pierwszych odtwarzaczy CD od Philipsa i Sony) zdaje się być ugruntowana i mimo prób analogowych nawrotów całkiem w roli wiodącej niezagrożona, a jedyne nasuwające się pytanie, to czy najbliższa przyszłość zaoferuje doskonalsze konwersje cyfrowe. Może tak, może nie, nie o tym teraz mowa, naszym tematem doskonałość konwersji istniejących – najstarszej dla pyt CD i nowszej dla SACD. Jako że jest tradycją u marki Accuphase w wyższych modelach proponować też odczyt SACD, w związku z czym nie inaczej w teraz recenzowanym.

   O samym zaś Accuphase na wszelki wypadek przypomnę, że to firma wyłoniona z japońskiego potentata produkcji masowej Kenwooda w 1972 roku, startująca od wzmacniaczy oznakowywanych początkowo sygnaturą Kensonic Laboratory (do 1982); firma oderwana pod hasłem tworzenia urządzeń audio w reżimie najwyższego kunsztu, a nie maksymalizacji zysków. Miały lata, rósł prestiż i ranga rynkowa Accuphase, utrwalał się widok bezwyjątkowo złotych frontonów stosowanych przez markę. Złociste bryły znaczone sygnaturą  Accuphase wrosły w audiofilskie pejzaże – miejmy nadzieję, że długo jeszcze ten widok z nami pozostanie.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy