Moda na popisowe słuchawki nie przemija, a wręcz przeciwnie. Jedna po drugiej firmy czują się w obowiązku przedkładać coraz bardziej luksusowe modele flagowe, ostatnio dotknęło to min. Meze, Audio-Technikę, MIRPH, Aune i właśnie Final. Każda z wymienionych szczyt swój lokuje we własnych, bardzo różnych uwarunkowaniach cenowych, a Final spośród najwyżej. Co nie jest novum, a prędzej nawiązaniem do przeszłości, kiedy to w czerwcu 2012 debiutował w dziale luksusu model Final Muramasa VIII o cenie $8000. (Cóż, jak osiem, to osiem.) Tamte słuchawki były efemerydą, nikt prawie ich nie słyszał, podobnie jak nikt prawie innego Final szczytu szczytów, modelu X8000, który mignąwszy w 2024 na monachijskim High End Show ostatecznie nie wszedł na rynek. Inaczej rzecz się miała z popisem o nazwie Final Sonorous X (2015) oraz szczytową serią D8000, szczyt swój osiągającą w modelu Final D8000 Pro Limited Edition (2022). Te słuchawki mają tutaj swoje recenzje i dłuższy lub krótszy byt rynkowy, a kiedy rzecz rozszerzyć, sięgnąć po światowe i od Final przykłady szczytów spośród robiących dziś największą karierę słuchawek dokanałowych, wkroczymy na tereny piekła mnogości, ale tam już nie będę wchodził, ponieważ ani piekła, ani dokanałówek nie lubię. (Chociaż o jedne przyjdzie zawadzić.)
Nowy szczyt szczytów marki Final, tytułowe DX10000 CL, pierwszy raz pokazane zostały w lutym na Tokyo Headphone Festival, a oficjalnie zadebiutowały w lipcu – od wtedy można było już składać zamówienia i uiszczać przedpłaty. Do Polski pierwsza sztuka dotarła siódmego października, jako egzemplarz pokazowy, podobnież już ograny oraz niestety pozbawiony przynależnego opakowania. Pootulane bąbelkową folią dwa dni potem były już u mnie, ale o wiele prędzej dotarły o nich różnorakie opinie. W wachlarzu tychże zdecydowanie górę brały sygnały negatywne: formułowano zarzuty o min. brak życia i niedostateczną przenikliwość, czemu towarzyszyły grymasy odnośnie nie dość rozległej sceny i umiarkowanej wygody. Sam dystrybutor przyznał, że podczas czerwcowego High End Vienna egzemplarz tam pokazywany zaczął mu się podobać dopiero ostatniego dnia, a od siebie uprzedzająco napiszę, że brak żywości i przenikliwości najzupełniej ich nie dotyczy, jak również brak wygody, a jak sprawy się mają szczegółowiej, o tym rzecz jasna w swoim czasie.
Czy po raz enty mam przybliżać sylwetkę producenta? Dla świętego spokoju, na rzecz zaczynających poznawanie słuchawek Final od rzutu okiem na tę recenzję, sięgnę do dawnych i skopiuję spisane ongiś CV.
Japońskie Final Audio z siedzibą w Jokohamie zostało założone w 1974 przez nieżyjącego już inżyniera Kanemori Takai – i jak niejedna japońska marka znana teraz głównie z produkcji słuchawek zaczynało od gramofonowych wkładek. Stopniowo rozszerzało ofertę na całe gramofony, wzmacniacze oraz kolumny, by pod koniec lat 70-tych zaoferować pełne zestawy audio, lecz jeszcze nie słuchawki. Te pojawiły się dopiero w 2009, po wcześniejszym wzmocnieniu kapitałowym związaniem z Japan Molex LLC (producentem kabli i złączy, kooperantem Sony), następnie wspólnym z nim przejęciu fabryki w Clark na Filipinach.
Skracając historię do minimum: najpierw przejęta fabryka produkowała słuchawki dla innych, głównie japońskich marek, następnie Final stworzył własną wytwórnię na terenie Japonii, konkretnie w Kawasaki. To w niej powstają dziś słuchawki sprzedawane pod jego marką, powstają pod najwyższym rygorem wynalazczym oraz technicznym. Firma posiada najwyższą renomę i na swym koncie szereg sukcesów znaczonych osiągnięciami zarówno pośród słuchawek wokółusznych jak i dokanałowych. Pora odnośnie tego sięgnąć po przykład najświeższej daty, po od wiosny 2026 flagowe DX10000 CL, które zaistniawszy rynkowo jesienią gotowe są stawać w szranki z flagowcami konkurencyjnych marek.
Technika i ekonomia
Przymierzanie do konkurencji zacznijmy od niebagatelnej kwestii cenowej, jak również i od tego, że Final DX10000 CL zaistniały w dwóch wersjach. W postaci standardowej o cenie amerykańskiej $8499 oraz kolekcjonerskiej (zaledwie 150 sztuk) z wyceną $8999.
Upostaciowanie wersyjne niemal jest identyczne, od strony czysto technicznej różni je sama strona wizualna – kolekcjonerskie mają muszlową ramę barwy złotej, a standardowe srebrnej. Poza oczywistą różnicą cenową różni je też bogatsze wyposażenie dodawane kolekcjonerskiej, standardowe otrzymujemy w sporych walizkach ze tworzywa otwieranych specjalnym kluczem, kolekcjonerskie w skrzyniach z ekskluzywnego drzewa Paulownia. Tak więc specjalne nie są same słuchawki, specjalny też klucz do nich, a na ile specjalna jest cała reszta, tym się zaraz zajmiemy.
Niewątpliwie do rzeczy specjalnych należy wystawiona cena, w polskim wydaniu wynosząca 37 499 PLN dla wersji standardowej i 39 999 PLN dla kolekcjonerskiej, co nie czyni wprawdzie tych Final najdroższymi na rynku (przed nimi znajdą się elektrostatyczne Sennheiser HE-1, HiFiMAN Shangri-La i Warwick Acoustics Aperio GoldenSound oraz wstęgowe RAAL Immanis 1995 i dynamiczne Spirit Torino Valkyria), ale ta cena, najdelikatniej ujmując, nie należy do okazyjnych i jest z dokładnością do stu złotych równa wycenie analogicznie popisowych u HiFiMAN-a planarnych Susvara Unveiled. Jasna sprawa, że to popisy zarówno producenta, jak i przyszłego właściciela – wyprodukować takie i mieć takie to są kwestie prestiżu, a nie samego zadowolenia z uzyskanego dźwięku.
Może dokończmy sprawę ramy. U obu jest to rama magnezowo-aluminiowa, a tylko różnie powlekana wykończeniową warstewką. Składa się na nią obwód, sześć szprych i sześciokątny pierścień centralny, a że słuchawki są zamknięte, jest wypełniona głęboko żebrowaną szczelną pokrywą zasadniczą, identycznie jak ona surowcowo ze stopu magnezu z aluminium, modelowanego jednym skomplikowanym frezem 5-osiowej obrabiarki CNC. Rama i muszla scalają się bezklejowo specjalnym, 12-punktowym systemem przelotowych śrub, co zapewnia konstrukcji szczególną sztywność i idealną szczelność akustyczną, zapewnia również ewentualną łatwość serwisową.
Masywne muszle utrzymuje na głowie kształtka pałąka opracowana przez Final dawno temu: to pojedynczy profil metalowy rozszerzony i otulony warstwą podścielenia w strefie kontaktu z głową, utrzymywanie muszlom pozycji zadanej realizujący oporem tarcia na obszarze centralnego węzła na muszli, przez który przechodzi pod znacznym kątem, co zapobiega opadaniu. Tak więc odnośnie tego wypróbowana w praktyce prostota, ale zarazem novum – pierwszy raz podścielenie nagłowne wykonano z japońskiego papieru czerpanego Washi (legendarny, od tysiąca lat z górą tradycyjny surowiec japoński mający setki postaci), wcześniej w modelu D8000 Pro Limited też był użyty ten Washi, ale na samych nausznicach. Wydawać by się mogło, że w takim razie też i tutaj wyjątkowo mięsiste, grube i okrągłe pady zyskały wykończenie Washi, ale to błędny domysł. Final kolejny raz pokombinował surowcowo i znalazł coś takiego, co się nazywa Ultrasuede®. To wynaleziony w 1970 roku przez dr. Miyoshi Okamoto z japońskiej Toray Industries zaawansowany technologicznie zamsz syntetyczny: nietkana mieszanka włókien poliestru i poliuretanu, spotykana min. w obiciach luksusowych mebli i foteli bolidów Ferrari. Materiał rzeczywiście wysoce do zamszu zbliżony, wyjątkowo gładki i gęsty, zarazem minimalnie mechaty, w kontakcie bardzo przyjemny i podobno jak mało który niepodatny na zużywanie. Jednocześnie zapewniający doskonałą przepuszczalność powietrza, tak więc to pady wentylowane, mimo iż nie wyglądają.
Natknąłem się na zarzut, że są za małe rozmiarem i poprzez to działające jak nauszne a nie wokółuszne. Uszy mam stosunkowo nieduże i całkiem przylegające, toteż nie bardzo się nadaję jako przykład uśredniający, sam w każdym razie nie miałem z tym najmniejszego kłopotu – uszy wchodziły w pady bezproblemowo i się nimi otulały.
Kolejny zarzut to za słaba jak na słuchawki zamknięte izolacja akustyczna, ale to zostało wliczone w koszty przez Final; umyślnie tak postąpiono stosując mało izolujące pady – jako że szczelne izolowanie to uwięzienie dźwięku w muszlach i w rezultacie nieuchronne zniekształcenia, a już szczególnie basu. Krótko mówiąc, zdecydowano się na mniejszą izolacyjność, by zmniejszyć zniekształcenia.
Dobierzmy się nareszcie do wnętrza wyjątkowo szczelnych odnośnie pokryw lecz już nie padów Final. Przypominając wstępnie, że firma w modelach szczytowych sięgała po przetwornik dynamiczne, planarne i tweetery z kotwicą zrównoważoną, a odnośnie słuchawek dokanałowych jako pierwsza i na razie jedyna zaprezentowała przetwornik z diamentową membraną. Tak się składa, że to był model także mający cyfrę 10 000 jako swoje oznakowanie – i macie rację, nieprzypadkowo. Tytułowe Final DX10000 CL i tamte dokanałowe Final A10000 to pierwsze i jedyne słuchawki z diamentowymi membranami. To ich wyróżnik, jako że jakość membrany to już prawdziwy, a nie jedynie walizkowy magiczny klucz do dźwięku, dzięki któremu brzmienie może zyskać charakter u takich o membranach z lepszego lub gorszego, ale plastiku, niemożliwy do osiągania. Potraktujmy jednak tę sprawę głębiej i zauważmy, że najdoskonalsze tworzywa sztuczne potrafią osiągać cienkości poniżej rozdzielczości ludzkiego wzroku i wagę niższą od powietrza, ale takie membrany znajdujemy w słuchawkach tak samo drogich lub jeszcze droższych od nowych flagowych Final. Natomiast w żadnych dotychczasowych nie było diamentowych, a diament ma tę właściwość, że jest najtwardszym znanym materiałem pozostającym w użyciu. W zakamarkach laboratoriów i na stronicach rozpraw naukowych bytują wprawdzie substancje twardsze, jak wurcyt azotku boru czy Q-carbon, ale w praktyce użytkowej takowych nie znajdziecie.
Firma Final opracowała procedurę pozwalającą tworzyć diamentowe membrany, a jest to procedura odmienna od napylania diamentowym pyłem stosowana przez duńskie Raidho, polegająca na tworzeniu folii diamentowej poprzez krystalizację węgla na krzemie z następnym wytopieniem krzemu. Czy warto tak się męczyć? No cóż, chyba warto. Diament posiada bowiem ekstremalnie wysoką zdolność niezdeformowanego przenoszenia dźwięku w następstwie swej najwyższej twardości; obserwowane za pomocą laserowego miernika niepożądane odkształcenia powierzchni, towarzyszące odpowiedzi akustycznej, w przypadku diamentowych membran okazały się niższe niż u wykonanych z najtwardszego metalu – berylu. Taka odporność skutkuje wyjątkowo niskimi rezonansami, tłumiąc wszelkie pasożytnicze hałasy powstające na powierzchni membrany.
Diament ma jednak nie samą twardość, niestety ma też ciężar. Ciężar właściwy diamentu to 3,5 g/cm³, czyli aż dwakroć więcej niż u następnego na skali twardości berylu, co stwarza problem podwijania się krawędzi diamentowej folii skutkiem wagi surowca. Co gorsza, konwencjonalne materiały używane do oprawiania krawędzi przy niektórych częstotliwościach okazały się generować rezonans; aby temu zaradzić, użyto jako resoru specjalnego poliuretanu, łączącego lekkość z elastycznością i rozciągliwością, co rozwiązało krzyżowe problemy związane z całkowitą swobodą ruchu i ochroną przed zniekształceniami.
Rzućmy okiem, co piszą o tym sami twórcy słuchawek:
Przetwornik True Diamond CVD
Sercem DX10000 CL jest autorski, dynamiczny przetwornik o średnicy 40 mm.
- Membrana z prawdziwego diamentu
Centralna kopułka nie jest jedynie powlekana diamentem – to czysty diament wytwarzany technologią CVD (Chemical Vapor Deposition – chemiczne osadzanie z fazy gazowej) na podłożu krzemowym, które po procesie jest usuwane. Zapewnia to ekstremalną sztywność i błyskawiczne wygaszanie drgań (wysokie tłumienie wewnętrzne).
- Kształt i zawieszenie
Aby zrównoważyć dużą masę właściwą diamentu, zastosowano unikalną, stromą geometrię kopułki z cylindrycznymi żebrami na obwodzie. Kopułkę osadzono na elastycznym, lekkim zawieszeniu z poliuretanu.
- Symetria mechaniczna i pływające przewody
Cewka drgająca nawinięta jest na sztywnym karkasie z poliamidu. Doprowadzenia sygnału do cewki mają strukturę tzw. „wolno pływającą” (nie są przyklejone do zawieszenia). Wykonano je ze specjalnego stopu aluminium o wysokiej wytrzymałości zmęczeniowej, co gwarantuje pełną symetrię ruchu tłokowego membrany.
Układ magnetyczny i system tłumienia
- Magnes N55 Neodymium
Zastosowano najwyższej klasy przemysłowej magnes neodymowy N55, który generuje potężny strumień magnetyczny odpowiedzialny za doskonałą odpowiedź impulsową i pełną kontrolę nad membraną.
- Aluminiowy pierścień zwarciowy (Shorting Ring)
Element zapożyczony z topowych kolumn głośnikowych. Generuje prądy wirowe przeciwdziałające indukcyjności cewki, stabilizując pole magnetyczne i radykalnie redukując zniekształcenia nieliniowe, zwłaszcza w niskich częstotliwościach przy dużych wychyleniach.
- Wewnętrzna komora tłumiąca
Bezpośrednio pod diamentową kopułką umieszczono precyzyjnie docięty, zaawansowany materiał dźwiękochłonny. Pochłania on fale dźwiękowe emitowane przez tylną stronę membrany, uniemożliwiając im powrót i powstawanie rezonansów wewnątrz obudowy.
Magnezowo-aluminiowa obudowa skrywa zatem prawdziwy diament, on tworzyć ma muzykę. Czy będzie doskonalsza, a przynajmniej swoiście różna od muzyk tworzonych membranami z berylu i najdoskonalszej folii, o tym się przekonamy przy odsłuchach, przyrównując do berylowych przetworników w Focal Utopiach i ekstremalnych mylarowych (cienkość poniżej 1 μm) u Susvara Unveiled.
Odnośnie technicznych danych. Ważą te pierwsze diamentowe i wokółuszne niemało, bo 543 gramy, ale to mi nie przeszkadzało: uścisk grubych od zewnątrz, ale płytkich we wnętrzach padów (bo grubaśny przetwornik) nie budził żadnych zastrzeżeń, nacisk pałąka też nie. Wizualnie są przy tym jak najbardziej w porządku, od razu widać nadprzeciętność przechodzącą w niezwykłość. Równocześnie średnicowo są mniejsze od wcześniejszych szczytowych z serii D8000, w następstwie membran pomniejszonych z ø50 na ø40 mm, a w zamian diamentowych. Impedancja wynosi 20 Ω, czułość 92 dB, pasmo przenoszenia nieznane, podobnie jak współczynnik THD.
Pozostaje kwestia okablowania. Wraz z Final DX10000 CL otrzymujemy dwa kable, oba autorstwa japońskiego giganta, profesjonalnej firmy Junkosha, dostawcy okablowania do aparatury medycznej i laboratoryjnej, też superkomputerów. Otrzymujemy półtorametrowy przewód zbalansowany z końcówką 4.4 mm (Pentacon) i trzymetrowy zbalansowany z końcówką 4-pin. Oba to jawne sploty (krótszy-cieńszy i dłuższy-grubszy), oba są z miedzi beztlenowej pokrytej srebrem w izolatorze ePTFE (ekspandowanym teflonie), zapewniającym wyjątkową odporność na uszkodzenia i na proces starzenia, a przede wszystkim ultraniską stałą dielektryczną. Do towarzystwa kablom przejściówki z 4-pin na 6,35 mm oraz z 4,4 mm na 6,35 mm. Przewody wbiegają do muszli wtykami jack 3,5 mm, pozbawionymi już (jak to dotychczas bywało) zafiksowania półobrotem, ale wyjątkowo mocno tkwiącymi, toteż nie ma obawy o samoczynne wypadanie. O opakowaniu, jak wspominałem, nic bliższego nie powiem, takowe z wersją pokazową nie raczyło się zjawić. Zjawiły się same DX10000 w złotej wersji limitowanej, a ta podobno w komplecie ma dodatkowo aluminiowy stojak oraz torbę ochronną Shingen-bukuro (ściągany rzemieniem worek).
Brzmienie: Przy komputerze
Tu system składał się ze stacjonarnego PC (pliki dyskowe, YouTube i TIDAL), konwertera Denafrips IRIS, przetwornika Gustard X30 oraz wzmacniacza słuchawkowego dual-mono Phasemation EPA-007.
Przyjeżdżające słuchawki zaanonsowano jako już dokumentnie ograne, a ja przeżyłem szok, a nawet dwa. Pierwszy od razu po podłączeniu, gdy okazało się, że są sopranowo szalejące, poprzez co skrajnie analityczne, jak również skrajnie żywe, co stało w jaskrawej sprzeczności z opiniami o niedostatkach tego. Kolejny szok w dniu następnym, gdy okazało się, że miejsce sopranowego wyżyłowania zajęła elegancja; od czasów tak zamierzchłych, jak debiut Grado GS1000 z 2006 roku, nie spotkałem się z tak gwałtownym przeistoczeniem brzmienia w tak radykalnie krótkim czasie. Jednakże wtedy miałem do czynienia ze słuchawkami surowymi, gdy teraz ponoć dotartymi, dotartymi nawet do końca…
Heh. Nie chce mi się, toteż nie będę wnikał w ewentualne przyczyny, poza tym nic by to nie dało. Być może to, a może tamto, a może jeszcze coś innego, spowodowało przejście od stanu sopranowości szalejącej do kulturowo obytej, pozostaje mieć to za fakt. Tym bardziej nie było czasu na ewentualne deliberacje i próby zgłębiania tego, że czas naglił, słuchawki zawitały na góra tydzień. A w takim razie…
Vs Dan Clark Audio STEALTH
Flagowe planary Dana Clarka to przeszło o połowę niższa cena (aktualnie 17 tysięcy), ale konstrukcja też zamknięta i technicznie wyżyłowana, tyle że skonfigurowana na bazie przetworników planarnych. W porównaniu do nich brzmienie z DX10000 było bliższe i gładsze. Gdy tamto plasowane na scenie mającej widoczną pod artystami podłogę i pewną perspektywę, to z nowych Final zawieszane w powietrzu na pułapie płaszczyzny wzroku, też bliższe i bardziej skupione na dźwiękach, a mniej na teatrum. W tym skupieniu nie tylko gładsze, ale też bardziej spoiste, a mniej poróżnicowane; tam gdzie DCA pokazywały szorstkości i chropawości tekstur (w tym też w utworach na to nie nastawionych), u DX10000 było mniej chrypek, szorstkawości i pogłosowej oprawy, a więcej melodyki i większe, bliższe dźwięki. Przy tym u jednych i drugich czernie tła bardzo gęste i dynamiki ekstremalne, a brzmienia całościowo realistyczne, ale w tych ramach na co innego kładące główne akcenty. W przypadku utworów wielkoscenicznych i wieloinstrumentowych rozchodzenie się dźwięku u STEALTH okazało się rozleglejsze, a soprany jaśniejsze, rzewniejsze oraz lżejsze wagowo. Dalekie źródła sytuowane dalej i lokalizowane precyzyjniej, natomiast siła dźwięków (tj. niesiona nimi energia) mniejsza, też nie tak gęsta sama substancja, poprzez co sopran DX10000 sprawiający mylne wrażenie nie dochodzenia tak wysoko, podczas gdy tak nie było. (W sumie to z mojej strony grymas, ponieważ w to się trzeba wsłuchać, a przecież przy normalnym muzycznym odbiorze takie dzielenie włosa na czworo jest bez sensu.)
Ogólnie biorąc (co już niepomijalne), brzmienie DCA STEALTH było mniej ciepłe, mniej potężne i w większym stopniu niż to z DX10000 skoncentrowane na przekazywaniu informacji o aranżacji scenicznej.
Brzmienie pierwszych w historii diamentowych przetworników w słuchawkach wokółusznych jawiło się zaś jako cieplejsze, bardziej gęste, bardziej przed twarzą, masywniejsze i silniej zintegrowane wyrazowo, w ramach czego bas potężniejszy, soprany mniej krzykliwe, wokaliści bliżsi oraz z głosami mniej analitycznie traktowanymi, a całościowy przekaz bardziej oddziałujący na emocje, jako mniej uwikłany w kwestie techniczne i sceniczne. Zarazem do każdego z tych sposobów w try miga można było całkowicie przywyknąć, oba umiały zaimponować. Co ja mówię – musiały!
Vs Focal Utopia (pierwotna wersja, jeszcze bez użycia ekologicznych surowców wtórnych)
Teraz porównanie ze słuchawkami spadłymi już z agendy rynkowej, mającymi swą nowszą wersję. Czy lepszą, dyskusyjna sprawa – to pomijając słuchawki bez wątpienia referencyjnej klasy; w odniesieniu do nowszych (2022) z oficjalną wyceną 22,5 tys. złotych, także więc radykalnie tańsze. A w nich membrany berylowe, a więc z najtwardszego metalu, ale zarazem dużo mniej twardego niż krystaliczny węgiel. Za to lżejszego, co też znaczące, bo łatwiej takie napędzać. Jak się okazało, u nich też brzmienie lżejsze i o włos, ale wyczuwalnie, mniej bezpośrednio działające. Z basem (czy w konsekwencji tego, czy w następstwie – kolejność bez znaczenia) nie tak potężnym, sopranami lżejszymi i bardziej przeziernymi, oraz tak samo jak u STEALTH większym obszarem rozgrywki dźwiękowej. Wnikanie w dźwięki i tu głębsze, ale znów kosztem siły i jednolitości muzycznego wyrazu – aż je musiałem porównać do STEALTH, u których brzmienie okazało się jednak bardziej bezpośrednie, a odnośnie ciężaru właściwego u instrumentów perkusyjnych cięższe, podczas gdy lżejsze (bardziej analitycznie prześwietlone) u wokali. To od STEALTH przy tym z wszystkich trzech najsmutniejsze, poprzez najmniejszą dozę ciepła, a scena minimalnie, ale jednak, silniej uobecniana niż w Utopiach. Przejście na DX10000 po jednych i po drugich oznaczało skok w świat zauważalnie większej brzmieniowej gęstości i większego rozrzutu stereofonii na scenach mniej głębokich. (Silniejsza rozrzutowo stereofonia poprzeczna, a mniej głęboka na głębię.) Warto do tego dorzucić, że perspektywy DX10000 i Utopii były jednako z horyzontem na wysokości oczu, podczas gdy STEALTH wykazywały z lekka ptasią.
Vs HiFiMAN Susvara Unveiled
Na koniec tego etapu słuchawki równe cenowo, kiedy doliczać cenę kabla droższe. Otwarte i planarne, o ultracienkich mylarowych membranach z wtopionymi nitkami srebrnych cewek. Od nich dźwięk bardziej złożony i sopranowo przeniliwszy. Bardziej rozwarstwiający się przestrzennie, precyzyjniej oraz na większej scenie umiejscawiający miejsca narodzin, mający też w sobie coś takiego, co trudno mi opisać, a co najlepiej chyba będzie scharakteryzować jako pewną dobrze wyczuwalną odrębność przestrzeni jako takiej i obecnych w niej dźwięków. Kiedy u DX10000 przestrzeń i dźwięki były jednością – one i tylko one ją kreowały – u Unveiled sama przestrzeń jawiła się jako osobna istność, dźwięki były u niej w gościnie. Co było mocno różnicujące, podobnie jak też to, że sopranowe chmury tworzone przez czynele u Susvar były obszerniejsze i z mniejszych drobin złożone. Jak również wokal u Susvar był delikatniej podawany i mniej energetyczny; przy wyczuwalnej dozie ciepła sopranami mocniej sycony, zdawał się nie tyko delikatniejszy, ale też mniej spontaniczny, cokolwiek bardziej zamyślony.
Całe brzmienie od DX10000 było bardziej energetyczne, żywsze i nastawione bardziej optymistycznie, dużo mniej naznaczane czynnikami refleksji, zadumy, namysłu i nostalgii. Takie rewelacyjne jakościowo ale brane bardziej po prostu, nastawione na uderzanie jakością i energią bez wnikania się w sprawy poboczne i bez tworzenia własnej atmosfery oswajania nicości (o której to nicości być może w listopadzie ukaże się nareszcie obszerny tekst filozoficzny).
Final DX10000 CL to kwintesencja realizmu maszerującego prosto bez rozglądania się na boki. Dźwięk mocny, spójny, bezpośredni, super wyraźny i super szczegółowy, ciążący raczej ku dołowi pasma niż górze, wchodzący prosto w emocje słuchacza bez żadnego kombinowania z komplikowaniem przedstawień. A jeszcze jedną mocną stroną – im dłużej słuchasz, tym ciekawiej i bardziej bezpośrednio. Taka super złożoność na bazie podstawowej prostoty, która podobno jest diamentem. Która, niezależnie od tego jakimi środkami stworzona, odsuwa słuchacza daleko od zniekształceń i udziwnień, lokuje go w samej muzyce.
Odsłuch cd.: Przy odtwarzaczu
A teraz dwa wzmacniacze, bo razem ze słuchawkami Focal Utopia przyjechał wzmacniacz słuchawkowy Headtrip II, kroiły się więc szczytowe lampy vs szczytowe tranzystory. Trzeba dodać, że Headtrip II względem siebie z recenzji pozyskał dużo doskonalszy zasilacz oraz szereg udoskonaleń wewnętrznych (kondensatory, rezystory, okablowanie); na rzecz jego oceny i porównania do własnych lamp mogę powiedzieć tyle, iż stał się Headtripem w najwyższej formie i z tej pozycji prezentował brzmienia sytuowane na bliższym pierwszym planie, tym samym większe, a stylistycznie bliższe temu co prezentowały słuchawki Final DX10000, podczas gdy Twin-Head operował stylistyką bliższą Susvarom Unveiled, a zatem brzmieniem nie tak porywczym i prosto z mostu, a bardziej rozpoetyzowanym, oprawiającym realizm ozdobnikami rozkołysania, dłuższych wybrzmień i niezwykłości barw. Przy czym dwie ważne rzeczy. Primo, Headtrip osiągał pełną sprawność brzmieniową po godzinie do dwóch (co nie znaczy, że po następnych nie produkował się jeszcze lepiej), podczas gdy Twin-Head potrzebował trzech. Secundo, to lampowe zdobnictwo nie znaczyło, że musiało podobać się bardziej, bynajmniej. Albowiem brzmienie Headtripa było nie tylko napierające, dynamiczne i ekstremalnie wyraźne, ale także pieniste, natlenione i też ujmujące melodyką, doskonałością obrazowania sceny oraz trafnością tonalną; sumarycznie wspaniałym bogactwem swojego realizmu, traktowanego światłem bardziej czerwcowym niż październikowym, światłem o innej temperaturze. (Odnośnie tego ostatniego przesadzam, ale nie tak zupełnie: te oświetlenia były różne; to u Headtripa ostrzejsze, u Twin-Head bardziej stonowane.)
Zostawmy te wzmacniacze, niech sobie grają po swojemu, nie są naszym tematem.
Final DX10000 CL na tle Focal Utopia
Nowe flagowe Final o diamentowych membranach w konfrontacji z flagowcem Focala szczycącym się berylowymi ukazały brzmienie bliższe, dźwięczniejsze, bardziej ekspresyjne i naturalne – generalnie prawdziwsze i bardziej popisowe. (Odnośnie tego tak samo działo się przy Headtrip i Twin-Head). Chwila obycia z Final powodowała po przejściu na Utopie wrażenie niezupełnej bezpośredniości: automatycznie tworzył się dystans do materiału słyszanego poprzez wyczucie, że to realizm przy pomocy pewnych, nie do końca nieuchwytnych środków robiony, nie taki par excellence, a cokolwiek umowny. Głównie chodziło tu o medium, nie aż tak jak u Final przejrzyste, ale też spadek dynamiki i wyczuwalnie dorabianą analogowość – kombinowanie przy kształtowaniu dźwięków, a nie dawanie ich od razu takimi, jakimi są. Zapewne był to efekt tych minimalnych, ale obecnych w berylowych przetwornikach zniekształceń, zniekształceń wyraźnie mniejszych w przypadku membran diamentowych, ale nie chcę się mądrzyć, to pozostaje czystym domysłem, mogę jedynie stwierdzić, że dźwięk dawany przez Final odbierałem w pierwszorzutowo jako prawdziwszy, a poszerzanie tego o lupę analityczno-dywagującą niczego nie zmieniało; zarówno intuicyjnie, jak z perspektywy zastanawiania się nad tym, brzmienie od Final jawiło się prawdziwszym zarówno obrazowo, jak i energetycznie – nie pozwalało się widzieć inaczej.
Final DX10000 CL na tle HiFiMAN Susvara Unveiled
Z kolei na tle Susvar brzmienie Final kazało się postrzegać jako to bardziej kameralne, przekazujące mniej informacji o przestrzeni. Bardziej skupione na pierwszym planie, a mniej na otoczeniu; wyraźnie mniej dobitna była u nich ekstensja, rozchodzenie się dźwięków na obszar. Te ich dźwięki bardziej skupione, mocniej powiązane z miejscem narodzin – o wiele słabiej „macające” wnętrza, o wiele bardziej skoncentrowane na szybkim docieraniu od tego miejsca do słuchacza bez obijania się o otoczenie. W efekcie słabsza wizja sceny – płytsza zarówno ona, jak też ewentualna holografia w przypadku nagrań jawnie warstwowych – i w tym spłyceniu kontrasty między jasnością a mrokiem mocniejsze, sama natomiast paleta barwna słabiej zniuansowana przez złamane kolory i stopniowane odcienie; ogólnie obszar dziania mniejszy i opisany prościej. Skoncentrowanie na sprzedaniu czystej ekspresji bez refleksji, żadne tam dodawane od siebie zamyśleń czy nastrojów.
No i właśnie, to clou! – u Final większy nacisk na masywność, tempo, zbliżenie dźwięku do słuchacza i wraz z tym większa muzyczna agresja w rozumieniu intensywności działania, podczas kiedy Susvary w przypadku rocka od agresji miały lekkie zdystansowanie, a ogólnie styl bardziej zamyślony, nostalgiczny, nierzadko aż posępny, w sposób jawny sopranowymi pyłami srebrzący otoczenie i obficiej operujący pogłosem, samo to otoczenie czyniąc większym, bardziej niezwykłym, po trosze onirycznym i bardziej tajemniczym.
Dźwięki w Susvarach bardziej mieniące, rozfalowane, drobniejsze i zwinniejsze (choć umiejące potężnie uderzyć i całkowicie przytłoczyć), też takie bardziej skupione na sobie; w większym stopniu autoteliczne i one same, i tworzący je wykonawcy – sprzedawanie emocji muzycznych bardziej na zasadzie samego ukazania niż dzielenia się nimi.
Fortepiany w Susvarach brzmieniowo bardziej obfite, obszerniejsze tonalnie, szerzej też, jak to u nich, kooperujące z przestrzenią. Orkiestry równie imponujące, ale mniej niż u Final ofensywne, ogólnie biorąc architektury instrumentów bardziej w Susvach złożone, natomiast dźwięki mniej nacierające.
Kiedy przeglądać pasmo, soprany Final jaśniejsze i mocniej w całym nim obecne, ale mniej trójwymiarowe. Takie dożylnie realistycznie, lecz słabiej rozwarstwione. Na drugim skraju siły basu porównywanych analogicznie potężne, z kolei w strefie środkowej wyrafinowanie w Susvarach wyższe i biologiczność postaci eksponowana mocniej.
Sporo, a nawet bardzo dużo, zależało jednakże od utworu – czasem te brzmienia bardzo się zbliżały (na przykład w stepowaniu), a czasem całkiem rozchodziły (najczęściej w odniesieniu do prezentacji wokali); generalnie jednak Susvary prezentowały muzykę łagodniej i odrobinę bardziej plastycznie, a Final bardziej ofensywnie, dynamicznie, porywczo. Światło w Susvarach przy tym cieplejsze ze słabszymi błyskami krystalizacji, podczas gdy światło Final rzeczywiście rodziło skojarzenia z diamentowym blaskiem.
Na sam koniec napiszę, że moim skromnym zdaniem te Final wcale nie przyjechały tak do końca ograne, a i mnie nie starczyło czasu na ich pełne ogranie. Słuchaniu towarzyszyło podejrzenie graniczące z pewnością, że ich pełny potencjał nie został ujawniony.
Podsumowanie
Bardzo trudno to podsumować, sprowadzić do jednej puenty. Przede wszystkim dlatego, że brzmienie Final falowało; falowało w tym sensie, że nie szło prostą drogą zmiany ewolucyjnej od ostrości do łagodności bądź na odwrót, tylko jednego dnia prezentowało się agresywniej, kolejnego łagodniej, a potem znowu agresywniej – i tak w kółko. Zawsze zjawiało się super żywe, absolutnie przejrzyste, energiczne, szybkie, wyraźne, potężne, atakujące, napierające i niewątpliwie pod tymi względami szczytowe jakościowo, ale raz było w tym więcej agresji, a raz mniej – takie nienapotkane nigdy wcześniej falowanie pomiędzy większą a mniejszą ostrością. Jaki się z tego wyklaruje finalny obraz muzyczny, tego, jak sądzę, się nie dowiedziałem – na pewno jakiś w tego ramach, ale czy taki bardziej stonowany, czy przeciwnie, oraz jakie ewentualnie jakości mogą jeszcze do tego dołączać, tego się nie ośmielę zgadywać – tego dowiedzą się ci, którzy będą się tymi DX10000 cieszyć dłużej. Mnie przychodzi tylko napisać, że „cieszyć się” to właściwe słowa, słuchawki dają radość. Przynoszą krystaliczną czystość i potężną energię; ucieszą przede wszystkim tych, którzy cenią w muzyce żywość i bezpośredniość, a nie nastrojowość refleksyjną. Tych, którzy cenią dynamizm i konfrontację, a nie słuchanie z oddalenia. Cenią muzykę co przytłacza, a nie gdzieś sobie płynie. Oczywista każde nagranie samo z siebie jest bardziej takie lub takie, ale aparatura odtwarzająca może jedne stylistyki wzmacniać, drugie równolegle osłabiać. Final DX10000 CL działają na rzecz tego, aby muzyka uderzała, a nie przechodziła mimo. By nie zostawiała czasu na zastanawianie się nad nią i sobą, by kazała siebie przeżywać całym strumieniem świadomości. Że w tle tego uderzają ceną, świadomość tę trzeźwiącą i wtrącającą w irytację, to jeszcze inna sprawa – z całą pewnością to słuchawki wyłącznie dla zamożnych, takich zamożnych gruntownie. (Ale jak wszyscy pokończymy medycynę, zostaną sami tacy.)
W punktach
Zalety
- Potężny ładunek energii.
- Krystaliczna wyraźność.
- Żywioł.
- Tempo.
- Bliski kontakt z muzyką.
- Atakująca forma kontaktu.
- Przeżywanie muzyki wprost, a nie poprzez refleksję.
- Na refleksyjność nie ma czasu, wszystko zbyt intensywne.
- Duże i bliskie dźwięki wysycają całą świadomość.
- Jasne jak brylant światło mocno kontrastuje z czerniami.
- Żywi i bardzo bliscy ludzie.
- Naturalizm bez fantazjowania.
- Jako czysty i bezpośredni dożylny realizm.
- Zniekształcenia wszelkiego rodzaju poskramiane jak rzadko kiedy. (Wręcz ekstremalnie poskramiane.)
- Czytelny obraz sceny.
- Zaznaczające się wieloplanowość i holografia.
- Wysoce nadprzeciętna dźwięczność.
- Naturalnie strzeliste, niezłagodzone soprany.
- Na obszarze średnicy pełna kontaktowość muzyczna.
- Potężny, dobrze opisany bas.
- Ciśnieniowość i potęgowość.
- Umiarkowane stosowanie i umiejętne obchodzenie się z pogłosami.
- Pierwsze w historii słuchawki wokółuszne z diamentowymi membranami.
- Magnesy N55 i zaawansowany system płynnej pracy diafragmy.
- Starannie wytłumione wnętrze muszli. (I to naprawdę słychać.)
- Wyszukane surowce, w tym magnezowo-aluminiowe muszle i wyjątkowe pady z Ultrasuede®.
- Stosunkowo łatwe do napędzania, urządzenia przenośne jak najbardziej wchodzą w rachubę.
- W komplecie dwa gatunkowe kable ze srebrzonej miedzi autorstwa technologicznego giganta Junkosha.
- Wygodne, także dzięki tym padom, które są wentylowane, otulające i bardzo miłe w dotyku.
- Efektownie wyglądające.
- Elegancko opakowane.
- Sławny producent, sławna marka.
- Ekskluzywnie flagowe.
- Made in Japan
- Wyróżnienie „Ryka Approved!”
Wady i zastrzeżenia
- Bardzo kosztowne.
- Dosyć ciężkie. (Mnie to nie przeszkadzało.)
- Umiarkowana izolacyjność, jako następstwo konieczności zapewnienia dźwiękom swobody.
- Scenerie nie są gigantyczne; to nie ten styl prezentacji, że kontaktujemy się z bezmiarem i on nas dominuje.
- Słychać utyskiwania na za małą średnicę padów. (Od siebie nie potwierdzam.)
- Nie dla lubiących marzycielskość i nastroje zadumy.
- Nie dla chcących widzieć muzykę z jakiegokolwiek dystansu.
- Nie dla lubiących ocieplanie, dopieszczanie, słodzenie.
- Nie dla szukających uspokojenia.
- Niekoniecznie też dla tych, którzy od rana do wieczora chcą mieć słuchawki na uszach. (Tutaj przeżycia są za mocne i styl nadto bezpośredni.)
Dane techniczne
- Typ: wokółuszne, przewodowe, dynamiczne, zamknięte
- Diamentowe membrany ø40 mm
- Magnesy: neodym N55
- Pokrywy muszli z magnezowo-aluminiowego stopu, frezowane z jednego bloku
- Pady: wentylowane, pokryte welurem Ultrasuede®
- Pasmo przenoszenia: nieznane (b. szerokie)
- Impedancja: 20 Ω
- Czułość: 92 dB/mW
- Waga bez kabla: 543 g
- Okablowanie: kable ze srebrzonej miedzi OFC pokrytej izolacją ePTFE (spieniony teflon); 3,0 m z 4-pin i 1,5 m z Pentacon; plus adaptery 4-pin na 6,3 mm i 4,4 mm (Pentacon) na 6,3 mm
- Wyposażenie dodatkowe: worek ochronny Shingen-bukuro, etui na okablowanie, tylko dla wersji Limited aluminiowy stojak
- Opakowanie wersji Limited Collectors Edition: skrzynka z drzewa Paulownia
- Opakowanie wersji standard: sztywny neseser z tworzywa
Ceny:
- Limited Collectors Edition – 39 999 PLN
- Standard – 37 499 PLN












