Recenzja: FIDELICE by Rupert Neve Design

Brzmienie: Z HEDDphone

Ale także dla trudnych AMT.

To jeszcze słuchawki AMT, najbardziej referencyjne z takich. Dla odmiany grające przez kabel Sulka, aby odskocznia od Tonalium.

Phasemation

Ten wzmacniacz jako jedyny poniósł uszczerbek z kabla zamianą, stracił swe dual mono. W zamian podniosłem mu moc wyjściową do wyższych 5 W, a więc mocowa petarda. Taką moc słuchawki HEDDphone bardzo cenią, zajadają ją z apetytem. Pomimo tego brzmienie pokazało się z lekka zdystansowane – nie epatujące ani szczegółowością, ani bliskością żywych istot. W stylu raczej relaksującym niż dożylnym, niemniej bardzo ładnie płynące i znów w kolorystyce na bazie palety szarości. Nie ciepłe ani zimne, nie bliskie ani dalekie, nie żywe ani nie zgaszone; takie normalnie muzyczne po prostu, tyle ze o dużo wyższej niż to ma miejsce zazwyczaj kulturze i bez żadnych psujących defektów. Ogólnie biorąc high-endowe, ale bez wodotrysków. Podobne stylistycznie z Sennheiserami podobało mi się bardziej – działo się w większej i lepiej zorganizowanej przestrzeni, manierę także miało lepszą. Lepiej wiązało się w całość wraz z dobrze widoczną perspektywą, a to tutaj same dźwięki miało minimalnie bardziej trójwymiarowe i bardziej ujawniało holografię, ale na tym koniec przewagi. Ewentualnie jeszcze to, że wyjątkowo było muzykalne, chociaż ta muzykalność psuta trochę nadwymiarowym pogłosem. Bardzo nieznaczne, niemniej widoczne włożenie obrysów w dodatkowy kontur byłoby może dla kogoś efektowne, ale mnie przeszkadzało. Ogólnie najsłabszy występ Phasemation, czyli on woli dual mono.

FIDELICE

I dla wysokoopornych.

Wraz ze zmianą wzmacniacza przybyło życia i stało się ono radośniejsze. Dźwięk nabrał barw, rumieńców, werwy oraz bliskości. Zanikł dystans i obojętność, wrażenie grania trochę z musu. Znów ciepło, chociaż nie tak wilgotno, jak z poprzednimi słuchawkami. Bardziej pastelowy koloryt i brak akcentu na głębię brzmienia, za to w dźwięku obecne coś, co zmuszało do stawiania go wyżej. Wiele na to się składało czynników, a jednym z najważniejszych wrażenie, że wszystko do siebie bardziej, wręcz idealnie pasuje. Muzyka najbardziej sobą poprzez wewnętrzną perfekcję, najbliższa realności. Nie od rzeczy będzie to nazwać największą muzykalnością i najmniejszymi zniekształceniami, chociaż słuchając się o tym nie myśli, tylko czerpie z całości. HEDDphone to do siebie mają, że inne słuchawki po nich często wydają się źle zrobione. Gorsi artyści, gorsze nagrania, mimo że pliki, płyty te same. Pewną wadą konstrukcji AMT jest natomiast bariera głośności – lubią głośniejsze granie, przy cichym spada temperament i podłamuje się przestrzeń. Ale na wysokich obrotach, przy których wiele innych zaczyna mieć kłopoty, HEDDphone właśnie rozwijają skrzydła. Dają z siebie to, co najlepsze; i tak rzecz ujmę na kanwie testowanego wzmacniacza: przez ostatnich parę tygodni używałem go głównie z HEDDphone i był to świat lampowy bez lamp. Wcale nie za drogie pieniądze, jakie te lampy często kosztują – pomimo to trójwymiarowy i finezyjnie muzykalny. Ocierający się o maksima, jakie muzyka z komputera może dać w jeszcze przytomnych granicach, to znaczy w ramach parudziesięciu, a nie paruset tysięcy. Inna rzecz jeszcze, to to, że HEDDphone wyciskają szczególnie dużo z lepszych nagrań i nie potrzebują do tego bardzo drogiego wzmacniacza, czego stan rzeczy tutaj przykładem. Dobry muzyczny materiał sprzyja im tak samo jak duża głośność i z FIDELICE tak się działo w stopniu więcej niż satysfakcjonującym. Przez te tygodnie używania co parę minut rzucałem odruchowo okiem, aby raz jeszcze się przekonać, że właśnie on pracuje, a nie stojący obok lampowy Ayon za trzynaście tysięcy.

Divaldi

Indykatory tak świecą, że wdać z bardzo daleka.

Divaldi mimo to nie chciał oddać pola i stawił mocny opór. Znów użył swoich zjawiskowych sopranów, nieznacznie ustępując konkurentowi pod względem trójwymiarowości. Te jego akcentujące się soprany zaburzały wprawdzie tonalność, ale dawały żywość, ekscytację i były efektowne. Dodawały lekkości, budowały misterność, przynosiły pienistość brzmieniu w zamian za nie tak dużą jego wagę i nie tak mocne wypełnienie. Paletę barw przesuwały w stronę większego powinowactwa wszystkiego z bielą, srebrzeniem i powietrzem; obraz bardziej się skrzył, wibrował, nie sunął tak dostojnie. Był bardziej molto vivace i molto espressivo, chociaż w sumie mniej trafny i mniej imponujący. Lecz niewątpliwie udany, z tą srebrną kreską sopranową na użytek każdego dźwięku. Poza tym wyjątkowo dużą przejawiał rozdzielczość – dokładność większą niż z oboma wcześniej branymi słuchawkami.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

7 komentarzy w “Recenzja: FIDELICE by Rupert Neve Design

  1. Sławek pisze:

    Panie Piotrze,
    ale ten DiValdi to oprócz bycia wzmacniaczem słuchawkowym jest także przedwzmacniaczem gramofonowym, więc proporcja jakość/cena jest lepsza. A dźwiękowo też się nie poddaje jak Pan stwierdza w recenzji.
    Ja mogę tylko dodać – co na własne uszy stwierdziłem, że DiValdi trudne orto – HE-6 „pociągnął”, a tenże Fidelice też tak dały radę? Może, może… zawsze posłuchać warto.

    1. Marcin pisze:

      W podobnej cenie niedługo pojawi się bardzo mocny konkurent – Burson Soloist 3X. W pełni zbalansowany, 8W na kanał… na head-fi już się nad nim rozpływają.

    2. Piotr Ryka pisze:

      Napisałem, że Divaldi zawiera przedwzmacniacz gramofonowy, to jest w recenzji. Odnośnie mocy, Fidelice jest troszkę mocniejszy. Brzmienia ich z jednymi słuchawkami bardziej podobne, z innymi mniej, generalnie jednak trochę różne. Divaldi bardziej rozciąga pasmo, zwłaszcza górą, Fidelice daje pełniejsze i barwniejsze.

  2. Marcin pisze:

    Panie Piotrze,

    W tekście wspomina Pan o starszej wersji wzmacniacza. Szybki research w sieci i faktycznie są na aukcjach używane wzmacniacze słuchawkowe Rupert Neve za ok €500.

    Pytanie więc, czy ta starsza wersja oraz ta nowa grają podobnie? Czy ma Pan jakieś informacje na ten temat?

    Pozdrawiam,
    Marcin

    1. Piotr Ryka pisze:

      Rupert Neve Designs – Rnhp Precision Headphone Amplifier, czyli starsza, pierwotna wersja, jest do kupienia nowy w mp3store za dwa i pół tysiąca:

      https://mp3store.pl/wzmacniacze-dac/wzmacniacze-sluchawkowe/rupert-neve-designs/2020100387610160331//rupert-neve-designs-rnhp-precision-headphone-amplifier?utm_source=ceneo&utm_medium=pricewars2&utm_campaign=rupert-neve-designs-rnhp-precision-headphone-amplifier&ceneo

      To tej wersji słuchał Karol w Londynie i prawdopodobnie od testowanej się nie różni brzmieniem, albo najwyżej minimalnie, ale dystrybutor nie chciał jej udostępnić do testu.

  3. Szkudi pisze:

    Witam Panie Piotrze, ciekawa recenzja, ciekawy sprzęt, szczególnie w dzisiejszych wariackich cenowo czasach.

    A myśli Pan, że to cudeńko byłoby w stanie wysterować Lcd-3 ?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Myślę, że tak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy