Recenzja: FIDELICE by Rupert Neve Design

Brzmienie: Z Ultrasone Tribute 7

Jedyne wyjście słuchawkowe jest jednak niesymetryczne.

   Skoczmy na drugi skraj, do niskiej impedancji. I pozostańmy w domenie słuchawek dynamicznych, tyle że teraz zamkniętych. Ponownie też wzmacniacz recenzowany znajdzie się w opisowym środku, ażeby do każdego z porównywanych przymierzany był bezpośrednio. I ponownie słuchawki z kablem Tonalium-Metrum Lab, bez którego tak wiele tracą, że aż się nie chce ich słuchać.

Phasemation

Cokolwiek niższy niż z poprzednimi dźwięk i lokowany bliżej głowy. Ale nie w czaszce, na obwodzie. Mocniejsze pulsowanie basu, tworzącego basowe tło, którego z tamtymi nie było. I na tym tle – dość ciemnym, ale nie czarnym – dźwięki oświetlone przyjemnie kremowym, nie wpadającym w popiel światłem. Całe brzmienie wysokociśnieniowe, masywne i forsowne, ale z kobiecą wokalizą elegancką i delikatną. A w takim razie kontrast. Całościowa też, mimo tego kontrastu, spójność: wysoka klasa brzmienia z wiązaniem wszystkiego w jeden spektakl, żadnego „to sobie, a tamto sobie”. Bardziej zaznaczające się szczegóły i ogólnie wyższa rozdzielczość, tak jakby czynnik czasowy ulegał wydłużeniu i rozpościerał przed słuchającym rzeczy poprzednio bardziej zbite. Także większa czujność na sygnał, w efekcie czego słuchacz stąpa jakby po linie nad przepaścią. Muzyka to nie lina, z niej spadać się nie da, niemniej czasami przydarza się słuchawkowym prezentacjom towarzyszące poczucie obcowania z otchłanią. To jest niezwykłe, rodzi emocje, a najsilniejsze bywa, kiedy się słucha legendarnego Sennheisera Orpheusa. Muzyczne medium generuje przepastną przestrzeń, która ściśle przylega do skóry i pochłania nasze jestestwo, jakby faktycznie była otoczeniem i rzeczywiście przepastna. A zatem inny z Ultrasonami spektakl niż z dynamicznym flagowcem Sennheisera, który przestrzeń budował bardziej idącą ku linii horyzontu. Niejako zatem nawiązanie do ich flagowca poprzedniego, który był kilkanaście razy droższy i elektrostatyczny. (I u którego ogromna przestrzeń była jednocześnie przepastna.) Super słuchanie, choć nie jak z tamtą legendą, nie aż najlepsze na świecie, niemniej przeciętny system słuchawkowy daleko, daleko z tyłu.

FIDELICE

Co nie przeszkadza temu, że oferuje dużo mocy.

Dwa pierwsze wrażenia takie, że dźwięk niosący się dalej oraz z większą miąższością. Też bliski, natomiast z dalszym odejściem – czego efektem dalszy horyzont. Z kolei powierzchnia brzmienia bardziej miękka i jakby porowata; jedno i drugie nieznaczne, ale dające się zauważyć. Jedno i drugie też korzystne. I znów na zasadzie kontrastu, bo wielkość tej przestrzeni czyniąca słuchającego mikrym, a samo ciało brzmienia bardziej ludzkie. Ta wielka przestrzeń ożywiana wprost, to znaczy nie samym czuciem przepastności, tylko też poprzez muzyczny plankton, tak przez niektórych lubiany. (Sam lubię.) Ciemniejsze tło, lecz nie narzucające się ze smolistą czernią, tylko bardziej z powietrza, jakie z Sennheiserami dawał Divaldi, a na tym tle dźwięk cieplejszy, bardziej w charakterze lampowy. Efektem ludzkie głosy bardziej należące do żywych istot, których werbalne życie poparte zostaje odczuwalnym pulsowaniem krwi. Wręcz znakomite wrażenie otoczenia żywymi osobami, nawet jeśli tylko za pośrednictwem instrumentów. (Dosłownie czułem, że to nie tylko przedmiot, ale posługujący się nim człowiek.) To było naprawdę świetne, za to się chciało płacić. To właśnie owa lampowość, którą ten wzmacniacz oferuje nie mając żadnej lampy. Poprzednio, ze słuchawkami o wysokiej impedancji, tak się tego nie czuło, natomiast z nisko impedancyjnymi Ultrasonami to się wręcz narzucało. Inna jeszcze rzecz znakomita, to sopranowa strona taka sama, jak poprzednio z Divaldi. Dźwięczność ich i przestrzenny rozmiar, pod niebo rozciąganie – u słuchacza mocne poczucie: „ja tego właśnie chcę”. Bas zgodnie z oczekiwaniami ogromny, bo w tych słuchawkach mieszka największy bas słuchawkowy świata. Też wyjątkowe nasycenie, co równie dla nich charakterystyczne, poparte dodatkowo tą tu biologicznością. Ciepło, wilgotno i namiętnie – życie w pełnym rozkwicie. Wrażenie mocy i ogromu, bo te słuchawki takie są, a wzmacniacz najwyraźniej wybitnie pasujący. (Rzadkość, bo rzadko tak się dzieje.) Analogowość też pierwsza klasa, bez niej nie byłoby wszak tego życia. I wraz z tym życiem dobitna strona uczuciowa we wszystkich jej aspektach. Z dominantą radości w brzmieniu, wspieranej ciepłym i ukrwionym ciałem, ale w razie potrzeby tęsknota, smutek, rzewność aż po skargę. Najlepszy spektakl z dotychczasowych, wżerający się w pamięć. Na CanJam w Londynie musiało grać podobnie, bo Karol był pod dużym wrażeniem. (Ze słuchawkami MrSpeakers wspieranymi szalenie drogim okablowaniem Kimber Axios.)

Divaldi

Dosyć nie tylko dla słuchawek dynamicznych o niskiej oporności.

Divaldi, mały smoczek, jako jedyny dzielony i cały czarny, z powierzchownością najbardziej wysmakowaną i mimo bycia tak małym z wbudowanym gramofonowym przedwzmacniaczem. Z nim powrót do stylu Phasemation: brzmienia o gładszych, bardziej nieprzenikliwych powierzchniach i pierwszym planem znów odsuniętym, aż nawet jeszcze dalej. Niższa też niż z FIDELICE temperatura, mniejsza wilgotność i nie tak silny związek z życiem. Przekaz bardziej typowy – nie tak trójwymiarowy i lampowy, pomimo analogowości bez zarzutu. Jednak z Sennheiser HD 800 wypadł ten wzmacniacz lepiej, najlepiej nawet z porównywanych. Teraz z kolei chyba najsłabiej. Bardzo przyjemne i najwyższej klasy brzmienie, niemniej z wyczuwalnym dystansem, nie tak związane z życiem. Muzyka postawiona dalej – bez dotykowego kontaktu i wejścia w pudła rezonansowe. Pulsowanie krwi nieobecne, nieobecna przepastna przestrzeń, brak na ludziach prawdziwej skóry. No tak, z Sennheiserami grał Divaldi na pewno lepiej, wręcz błyskotliwie – pełny popis.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

7 komentarzy w “Recenzja: FIDELICE by Rupert Neve Design

  1. Sławek pisze:

    Panie Piotrze,
    ale ten DiValdi to oprócz bycia wzmacniaczem słuchawkowym jest także przedwzmacniaczem gramofonowym, więc proporcja jakość/cena jest lepsza. A dźwiękowo też się nie poddaje jak Pan stwierdza w recenzji.
    Ja mogę tylko dodać – co na własne uszy stwierdziłem, że DiValdi trudne orto – HE-6 „pociągnął”, a tenże Fidelice też tak dały radę? Może, może… zawsze posłuchać warto.

    1. Marcin pisze:

      W podobnej cenie niedługo pojawi się bardzo mocny konkurent – Burson Soloist 3X. W pełni zbalansowany, 8W na kanał… na head-fi już się nad nim rozpływają.

    2. Piotr Ryka pisze:

      Napisałem, że Divaldi zawiera przedwzmacniacz gramofonowy, to jest w recenzji. Odnośnie mocy, Fidelice jest troszkę mocniejszy. Brzmienia ich z jednymi słuchawkami bardziej podobne, z innymi mniej, generalnie jednak trochę różne. Divaldi bardziej rozciąga pasmo, zwłaszcza górą, Fidelice daje pełniejsze i barwniejsze.

  2. Marcin pisze:

    Panie Piotrze,

    W tekście wspomina Pan o starszej wersji wzmacniacza. Szybki research w sieci i faktycznie są na aukcjach używane wzmacniacze słuchawkowe Rupert Neve za ok €500.

    Pytanie więc, czy ta starsza wersja oraz ta nowa grają podobnie? Czy ma Pan jakieś informacje na ten temat?

    Pozdrawiam,
    Marcin

    1. Piotr Ryka pisze:

      Rupert Neve Designs – Rnhp Precision Headphone Amplifier, czyli starsza, pierwotna wersja, jest do kupienia nowy w mp3store za dwa i pół tysiąca:

      https://mp3store.pl/wzmacniacze-dac/wzmacniacze-sluchawkowe/rupert-neve-designs/2020100387610160331//rupert-neve-designs-rnhp-precision-headphone-amplifier?utm_source=ceneo&utm_medium=pricewars2&utm_campaign=rupert-neve-designs-rnhp-precision-headphone-amplifier&ceneo

      To tej wersji słuchał Karol w Londynie i prawdopodobnie od testowanej się nie różni brzmieniem, albo najwyżej minimalnie, ale dystrybutor nie chciał jej udostępnić do testu.

  3. Szkudi pisze:

    Witam Panie Piotrze, ciekawa recenzja, ciekawy sprzęt, szczególnie w dzisiejszych wariackich cenowo czasach.

    A myśli Pan, że to cudeńko byłoby w stanie wysterować Lcd-3 ?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Myślę, że tak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy