Recenzja: ES Lab ES-R10

Technologia i ergonomia

    Najpierw zajmiemy się wyglądem. Nabywca otrzymuje słuchawki via kurier DHL w skrzyneczce z drewna paulownia, a więc jasnego i lekkiego. Skrzyneczki nie widziałem, słuchawki otrzymałem bez, ale na zdjęciach widać, że to skrzyneczka szykowna. Przy czym od innych producentów wiemy, że osłony z japońskiej paulowni cechuje pożyteczna własność chronienia przed wilgocią, co rodzi kolejny plus. Skrzyneczkę opatrują metalową plakietką anonsującą zawartość, po zdjęciu wieczka w piankowej formie ukazują się nam słuchawki. I tu kolejna miła rzecz – najbardziej rzucające się w oczy masywne muszle kopii R10 mają w wersji z Hongkongu ten sam drzewny surowiec. Nie jak u HiFiMAN-a, który swą replikę dynamiczną opatrzył muszlami z sośniny, a planarnej dał z wiśni, tylko to jest to samo co u prawdziwych R10 drewno Zelkova serrata, lub z japońska Aizu zelkova (pol. brzostownica japońska, ewentualnie buk tajwański); drewno wyszukane kiedyś przez Sony na finał długich poszukiwań i opatrzone komentarzem, że muszle z niego charakteryzuje bezcenny brak rezonansów. Prócz tego charakteryzuje je osobliwy, ledwie widoczny rysunek słojów oraz dotyk zupełnie jak nie drewna, za przyczyną którego pojawiło się określenie „drzewo maślane”. Ale to wszystko odnosiło się w większym stopniu do muszli oryginalnych Sony, dla których drewninę Aizu pozyskiwano z dwustuletnich pni, podczas gdy kopie z Hongkongu wykorzystują z konieczności pnie dużo mniej leciwe (i tak piekielnie trudne do zdobycia), dające nie aż tak osobliwy surowiec. Ale i tak muszle znakomicie się prezentują w swym przykuwającym wzrok uformowaniu, nad którym pracował dawno temu zespół uniwersyteckich akustyków z Kioto. W dotyku puszki naśladowcze bardziej przypominają drzewo, a słoje bardziej są widoczne, być może także skutkiem tego, że trochę inny podgatunek. (Zelkova oprócz Japonii rośnie w Chinach, na Tajwanie oraz w Korei, gdzie uchodzi za drzewo święte.)

      Dobrze więc – muszle niemal jak autentyczne; także z Aizu, też bez mocno akcentowanego rysunku słojów i poprzez znakomitą obróbkę formowane w ten sam kunsztowny kształt. Od strony ucha i tu zjawia się stożkowa kopułka filtrująca nad membraną (prawdopodobnie rodzaj dyfuzora), a pady są grube i obszyte delikatną skórką, tyle że bardziej miękkie i mniej wypukłe od oryginalnych. Poprzez to trochę wygodniejsze, ale podobno te oryginalne, jak wszystko w tamtych słuchawkach, były brzmieniowo dopieszczone, więc może i te winny być wypuklejsze i sztywniejsze, tymczasem takie nie są. Za to pałąk na oko identyczny, tyle że nic nie wspominają, aby chociaż po części był wykonany z magnezu, tak więc zapewne nie jest. Zadbano też o podobieństwo kabla, który ma zbliżoną grubość i giętkość, jednak to już nie miedź klasy 6N w silikonowej izolacji i jedwabnym oplocie z finalnym złoconym wtykiem z czystego rodu, a coś mniej wyżyłowanego. Na pociechę to kabel odpinany (oryginalny nie był), nic więc nie stoi na przeszkodzie zastępowania go lepszym w poszukiwaniu optimum, a przy okazji dobrym pociągnięciem będzie zastąpienie czymś solidniejszym starego typu drobniuteńkich złączek muszlowych od HiFiMAN-a, łatwo ulegających awariom.

      Słowa nie dane będzie nabywcy usłyszeć o rzeczy mającej znaczenie kluczowe – o surowcu membran. Które to membrany, tak samo jak w pierwowzorze, mają 50 mm średnicy, ale to już nie unikalna, jedyna taka w całej słuchawkowej historii super celuloza pozyskiwana z zawiesiny Acetobacter aceti, a coś przemysłowego, czego specyfiki nie podają, ale i tak źle nie jest. Substrat to bowiem jakieś wyjątkowo cienkie i elastyczne tworzywo o bardzo dobrym przewodnictwie akustycznym (prawdopodobnie któryś BoPET od DuPont, ale tylko zgaduję), inaczej dźwięk do oryginalnego nie mógłby się tak zbliżyć.
      O magnetycznej sekcji przetwornika też niczego się nie dowiemy; a o tej rzeczy również nie piszą, ale połączenie muszli z padami ma identyczne jak w oryginale mocowanie z dyfuzyjną szczeliną z zadaniem uzyskania większej otwartości brzmienia. Zbliżona okazuje się impedancja, u kopii wynosząca 36, u oryginału 40 Ω. Analogiczna także skuteczność, tam równe 100, tu 103 dB. Za całkiem identyczne można przyjmować obydwa pasma przenoszenia, ale wartość 20 Hz – 20 kHz była u historycznych Sony ściśle skorelowana z podawaną dla odtwarzaczy CD, które pod koniec lat 80-tych uchodziły za wzorzec jakościowy brzmienia. De facto ani ta wzorcowość nie było prawdą, ani to pasmo nie było takie, a tylko utrzymywano wówczas, że zakres powyżej 20 kHz nie ma wpływu na muzyczne doznania; co było i na zawsze zostanie kompletną bzdurą i co Sony usiłowało odszczekać w następnych słuchawkach flagowych Qualia, dla których oszacowano górny zakres na aż 120 kHz. Usiłowało także odkręcić tworząc odtwarzacze SACD, które teraz są na wymarciu, ale to inna historia, z domieszką wciąż dobrze prosperujących pokrewnych plików DSD.

      Z podawanych parametrów technicznych została nam moc robocza 300 mW i dopuszczalna moc wejściowa 1,0 W; obydwie takie same jak było u oryginalnych. Została także waga, bez kabla wynosząca około 400 g, w połączeniu z samodopasowującym pałąkiem i świetnym uformowaniem muszli dająca wygodę tak ekskluzywną, że nie można wymagać lepszej.

    Wszystko to razem zbierając, tym bardziej jeszcze przy tej cenie, daje słuchawki najwyższego dla dzisiejszych realiów poziomu, wymarzone zwłaszcza dla poszukiwaczy konstrukcji zamkniętej. Pod warunkiem jednakże, że za analogią wygody i wyglądu podąża także brzmienie, pomimo innych membran.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

21 komentarzy w “Recenzja: ES Lab ES-R10

  1. miroslaw frackowiak pisze:

    Czyli kupic te sluchawki mozna tylko tu..
    https://www.eslabhk.com/product-page/es-r10-closed-back-dynamic-headphone
    Mozna wiedziec kto udostepnil i gdzie kupil sluchaki ktore opisywales…

    1. Piotr+Ryka pisze:

      W Polsce jest kilku właścicieli i kilku zainteresowanych, o których wiem. Były prezentowane na spotkaniu słuchawkowym we Wrocławiu, a właściciel tych dostarczonych do recenzji (dla którego podziękowania), jeżeli zechce to sam się przedstawi. Mnie nie upoważnił.

  2. miroslaw frackowiak pisze:

    Przy zamowieniu z tej podanej strony i zaznaczeniu wielkosci wtyku 6,5 i przesylka po przeliczeniu wychodzi 16140HKD a to juz jest 1640 funtow X 5zl to jest 8200zl duzo wiecej jednak!
    Podsumowanie zamowienia
    Suma częściowa
    15.460,00 HKD
    Dostawa
    England, United Kingdom
    680,00 HKD

    EMS – HK$680.00
    Całkowity
    16.140,00 HKD

    1. Michal Pastuszak pisze:

      Jeszcze sobie Mirek dolicz jakies 20% do tej sumy (czyli razem okolo 10k w PLN) bo zaplacisz tez podatek kupujac do UK.

  3. Miltoniusz pisze:

    Te 12900 HK$ to jest jakby cena bez kabla? Dostawa do Polski spowoduje chyba jeszcze konieczność zapłaty podatku vat i cła. Czy dobrze rozumiem? Pomimo to i tak byłaby to bardzo ciekawa propozycja.

  4. Piotr+Ryka pisze:

    ES Lab jakoś nie zainspirowały, ale może jeszcze dyskusja ruszy. Tymczasem przyjechały Austrian Audio „The Composer” i dedykowany im bardzo ciekawy wzmacniacz. Serial słuchawkowy się kręci, obecnie wokół spadkobierców po zmarłym AKG.

  5. Artur pisze:

    Panie Piotrze czy sprawdzał Pan je na jakimś lepszym kablu?

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Nie było możliwości, nie mam żadnego kabla na mikro-wtykach HiFiMAN-a, a przerabianie nieswoich słuchawek nie wchodziło w rachubę.

      1. Artur pisze:

        Szkoda bardzo. Posiadam te słuchawki i na lepszym kablu (u mnie srebro 5N litz z wtykiem rodowanym) zyskują OGROMNIE. Właśnie wtedy pojawia się wyjątkowa trójwymiarowa przestrzeń (której nie doświadczyłem na żadnych innych słuchawkach) z bogactwem niuansów wyłaniających się z muzyki z niezwykłą subtelnością. Ze źródłem analogowym ta magia ma jeszcze więcej gęstości, namacalności i realizmu. Kabel fabryczny jest przeciętny, a wręcz słaby moim zdaniem.

        Niestety nie miałem okazji słuchać oryginału, ale spośród wielu topowych dostępnych na rynku słuchawek to od roku moje ulubione. A miałem większą bądź mniejszą styczność z większością flagowych planarów, dynamików, kilkoma elektrostatami i AMT z bieżącej produkcji. Wliczając w to Susvarę u zarówno u siebie w domu jak i na popisowych zestawach prezentacyjnych. Niezależnie od ceny wolę ESR10 na ten moment.

      2. Artur pisze:

        Dodam jeszcze w kwestii tych rewerbacji basowych. Na srebrnym kablu ja takiego zjawiska nie zauważyłem. Może dlatego, że bas zyskuje na szybkości i precyzji.

        1. Piotr+Ryka pisze:

          A zatem same dobre wiadomości. Nic, tylko kupować i zmieniać kabel.

  6. Artur pisze:

    https://www.headamp.com/products/es-lab-r10

    Z tego wynika, że przetwornik to jednak bioceluloza.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Dziękuję za bardzo cenne uzupełnienie opisowe, niemniej muszę podtrzymać swoje obiekcje dotyczące różnic między naśladownictwem a oryginałem. Pady na pewno nie są identyczne, w każdym razie nie względem dwóch oryginałów, z którymi miałem do czynienia, nie ma też takiej przestrzenności ani subtelności, a smak celulozowych membran nie został powtórzony; pod tym względem Kennerton Vali są bliższe oryginałowi. Szkoda.

      1. Piotr+Ryka pisze:

        Niemniej to są słuchawki na pewno GODNE POLECENIA.

      2. Artur pisze:

        Podejrzewam, że dobór innych padów może wynikać z większej ilości basu generowanej przez ESR10 względem oryginału. Jeżeli dokładnie się przyjrzeć pod światło to można dostrzec pod skórą pokrywającą nauszniki, że pianka wewnątrz ma nietypową strukturę, jest jakby perforowana (widać „oczka”). Powinno się to przekładać na mniejszą izolację i większą oddychalność tych padów. Stawiałbym, że stosując analogiczne do oryginału nauszniki to basu mogłoby być już zbyt wiele. I że to jest bardziej świadoma decyzja EsLab w celu uzyskania określonego brzmienia, a nie problem leżący w niemożliwości skopiowania oryginalnych padów.

        Do tego powtórzę, to co pisałem wyżej – bez dobrego kabla to one nie pokażą swoich możliwości. Oczywiście Panu nie trzeba tego tłumaczyć, ale skala zmian jest bardzo duża i idąca właśnie w kierunku tego co Panu brakowało względem oryginału w nich. Nie mam pojęcia jak bardzo się zbliżają (mam nadzieję, że kiedyś się uda to sprawdzić) ale z pewnością są bliżej legendarnych Sony.

        1. Piotr+Ryka pisze:

          A z jakim kablem ich Pan słuchał?

          1. Piotr+Ryka pisze:

            Aha, wyżej napisano. Czy to kabel od którejś marki, czy własne wykonanie? A może ma Pan swoją firmę kablową?

          2. Artur pisze:

            Od Teda Allena z Head-Fi, srebro 5N occ litz. Samodzielnie przelutowałem wtyk na z Neutrika XLR na dużego jacka rodowanego cyną Mundorf.

            Słuchałem ich też z Lavricables Ultimate oraz chińskim (Lunashops) srebro litz z domieszką złota i palladu. Każdy oczywiście wnosi dużą poprawę względem fabrycznego. U mnie finalnie najlepiej sprawdza się ten od Teda, ale to za sprawą wymiany wtyku i rezygnacji z przejściówki do dużego jacka (mimo, że ta była również ze srebra).

          3. Piotr+Ryka pisze:

            Dobrze, ale co ze złączami przy muszlach?

          4. Artur pisze:

            Należy szukać kabli z wtykami do starszych Hifiman (HE6, HE400 itd). Posiadając inny dowolny kabel też to nie problem nabyć takie wtyki i je wymienić.

            Dla przykładu tutaj jest takowy gotowy w ofercie Lavricables:
            https://www.lavricables.com/cables/ultimate-silver-hifiman-he400-he500-he5-he560-he6-upgrade-cable/

    2. Michal Pastuszak pisze:

      To jest przetwornik z biocelulozy w tej replice ale ten w Sony byl zrobiony z cienszej jej warstwy, co najwidoczniej mialo/ma decydujace przelozenie na lepsze przekazywanie niuansow dzwiekowych w oryginale.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy