Nowe Receptor №1
Nowe są tak rozłożyste i wyniosłe, że samo postawienie na nich czyni inną aparaturę. Masywne walce z ukrytymi kulami wielkości przerośniętych piłek golfowych są z daleka widoczne i dźwigające na wyższy pułap obiekt na nich złożony. Pytaniem pozostaje, czy ta wielkość fizyczna rzutuje wprost, czy odwrotnie proporcjonalnie na wymiar satysfakcji muzycznej.
Niewielu sekund potrzebowałem, by tę kwestię rozstrzygnąć, ale kilku tysięcy, by dokładnie ją zbadać. Podstawki dobrze wpływają, a siła ich działania okazała się tej samej miary co u Divine Acoustic Kepler, tyle że wektor wskazywał nieco inny kierunek.
Po przejściu z pierwszej wersji zanikła jedwabistość i ewakuował się spokój. Nie weszła na ich miejsce agresja jak przy Keplerach, ale spokój był już resztkowy, zastąpiła go żywość. Nutę spokojnej elegancji podtrzymywały długie wybrzmienia, prowokujące śladową melancholię, która musiała się pojawiać przy tak długo i wysoko ciągnionych sopranach. Wciąż był to przy tym styl gramofonowy, popisujący się analogowością rezultatów pracy cyfrowo-analogowego konwertera; i wciąż nie było maksymalnego nacisku na ekspozycję szczegółów tkwiących w materii brzmienia, a nie z niej wyłażących na podobieństwo pcheł z psiej sierści. Podkreślanie konturów również było umiarkowane, ale i te szczegóły, i kontury teraz bardziej obecne. Podobnie ciągle była to narracja bardziej snuta niż szarżująca na innych partiach niż allegra i presta, tym niemniej tempo wzrosło, a obraz się wyostrzył. W tej sytuacji ktoś mógłby rzucić, że to pół drogi do Keplerów, na co więc tracić czas, lepiej od razu na nie, ale to byłaby z jego strony uwaga nietrafiona. Na bazie wymienionych walorów nowe, zwiększone, inne materiałowo Receptor №1 oferowały bowiem znakomitszą paletę kolorów brzmieniowych, w jej ramach popisowe oddanie charakterystyk ludzkich głosów. Głosów aż dojmująco prawdziwych, ale prawdziwych nie powszednią nutą wtrącającą w nudność odbioru, bo przecież głosy uwieczniane w nagraniach wyszukuje się niepowszednie, ażeby były zajmujące. Ich powszedniość jest więc niepowszednia, a kiedy jawią się jako powszednie w wymiarze przeciętności, znaczy to, że ich niepowszedniość została zredukowana.
Na osi tej Divine Acoustic Kepler dodają własne podniety, sięgając po nadmierną ekscytację, która, jak pokazuje praktyka, może się bardzo podobać. Z kolei pierwotne Receptory skupiają się na łagodności o analogowej postaci, trochę z tym przesadzając, nowe Receptor №1 celnie znajdują złoty środek. Przykładowo, pogłosy nie jawią się jako wyosobnione, a mimo to dostajemy brzmienie głębokie i świetną akustykę wnętrz. Dostajemy brzmienia analogowe, ale chrypki chrypliwych głosów okazują się bardzo wyraźne; ani nie uciekając w przesadę, ani nie próbując się redukować. Tom Waits pozostaje sobą, podobnie jak Charles Aznavour czy Mireille Mathieu, a równocześnie miodopłynność Sinatry, Jaroussky’ego czy Montserrat Caballé pozostaną nienaruszone. Jakość nowych Receptor potwierdziły także oklaski – wyraźność i trójwymiarowość dłoni, ich zawieszenie w przestrzeni oraz żywość aplauzu były z porównywanych najlepsze. Przenoszenie się w atmosferę koncertów i czucie cudzej obecności nie tylko nie zostawiało nic do życzenia, to było zjawiskowe. Prawda biła z przekazu, autentyzm wyzierał z głosów. Najgłębsza była też przestrzeń sceny i najlepsza trójwymiarowość. Zatem i holografia też najbardziej prawdziwa – wszystko jako najbardziej w wymiarze brzmienia autentyczne, niezaburzone zbytnią powściągliwością ani nadmierną podnietą. Ale można woleć podniety i można powściągliwość, świat byłby nieznośnie nudny, gdyby wszyscy preferowali to samo.









Ja mam pod transportem CD stare Receptory. Z tego co czytam, nowe mogłyby poprawić dźwięk. Tylko dziwnie to będzie wyglądać takie wyniesienie do góry na trzech walcach…
Nowe są lepsze. Mnie ich wygląd nie przeszkadza.
Mamy też w ofercie Stopki Nr2, zbudowane z tych samych materiałów, ale mniejsze – zamiast 85mm mają 74 mm wysokości i odpowiednio mniejszą średnicę, a przy tym są tańsze (750 zł)
Tylko warunkowo to zatwierdziłem, bo to jednak reklama. Proszę tego rodzaju anonsów nie zamieszczać w komentarzach.
Państwo wybaczą przedłużającą się pauzę między recenzjami, ale dotykająca mnie choroba okazała się najnowszym wariantem COVID-19 o dość ciężkim przebiegu, ciągle nie mogę z nikim kontaktować się bezpośrednio. Nową recenzję napisałem i połowę następnej, ale nie mam jak przekazać obiektów do zdjęć i chwilę to jeszcze potrwa. Uważajcie na siebie, bo nowy wariant odznacza się min. tym, że może spowodować głuchotę. U mnie na razie nie spowodował – jak kot się udarł nad pustą miską, z daleka usłyszałem.
Powrotu do zdrowia, nie daj sie.
Zdrówka życzę!
Szybkiego powrotu do zdrowia.
Już się wykaraskałem, jutro zawożę dwa urządzenia do zdjęć.