Recenzja: Avatar Audio Receptor №1 – nowa wersja

      Musiałem dopisać „Nowa wersja”, inaczej dwa artykuły przedzielone pięcioletnim odstępem byłyby pod tym samym tytułem. Na progu Puszczy Białowieskiej siedzibą swą osiadłe Avatar Audio, firma specjalizująca się w sprzęcie audio od platform i podstawek przez różną elektronikę i okablowanie aż po podłogowe głośniki, stworzyło nowy wzór produktu pod wcześniejszą nazwą, produkt kompletem trzech podstawek. Twórczość odnośnie nowego wcielenia poszła we wszystkich kierunkach, wyjąwszy to, że są to wciąż podstawki w liczbie trzech i że nadal drewniane na bazie dystansowej kulistości pochłaniającej drgania. Odnośnie reszty zmieniono wszystko – zmieniono sam surowiec, z twardego przechodząc do miękkiego, radykalnie zwiększono rozmiar, zmieniono też opakowanie. Oczywista przy tej okazji cenę, ale o wszystkim tym w następnym rozdziale, a teraz przytoczę wstęp z recenzji pierwszej wersji, ponieważ wydaje mi się niezły, poza tym nie mam nic do dodania.

      Zejdźmy na niski poziom, konkretnie pod spód sprzętu. Jak budowanie domu zaczyna się od ław fundamentowych (wkopywanych w naszym klimacie na przeszło metr minimum, by ziemia pod nimi nie zamarzła wydźwigując do góry), tak ustawianie sprzętu audio zaczynamy od nóżek. Ław pominąć się nie da (ewentualnie dom na słupach lub na kołach), natomiast każdy sprzęt ma własne nóżki albo jakieś inne podkładki, dlatego audiofilski laik wcale o nich nie myśli. Najwyżej może przyjść mu do głowy, że te podstawki zdobią, albo niestety szpecą – i na tym sprawy koniec. Sam kupując swój pierwszy odtwarzacz CD, którym był Sony CDP-X222 ES, byłem pod głębokim wrażeniem elegancji aluminiowego panelu, obfitości dostępnych funkcji i właśnie efektownie z czernią korpusu kontrastujących srebrzystych walców podstawy. W grubej, wielojęzycznej instrukcji coś było o ustawianiu i w ramach tego antywibracji, ale odtwarzaczy się przecież na pralkach nie stawia, jakie więc niby wibracje? Wibracjorodnych kolumn do stawiania wprost na podłodze prawie wtedy nie było, chociaż znajomy miał takie i grały naprawdę pięknie. Owszem, miałem też audiofilską szafkę, ale czysto meblową, bez śladu prób antywibracji, jak w zwykłej szafce półki podtrzymywane przez małe kołki plus na dole biblioteczka płytowa, aczkolwiek sama szafka była ciężka jak diabli. Tak sobie bytowałem w antywibracyjnej nieświadomości aż do momentu, kiedy wpadły mi w ręce materiały odnośnie odtwarzacza, który stał nie na czterech a trzech wspornikach, z których tylnym był kolec. To mu miało poprawiać brzmienie, a mnie zastanowiło: „– Że też komuś się chciało bawić w takie zabawy….?”

      Popatrzmy na to z góry. Oprawa do audiofilizmu przychodziła pomału. Antywibracyjne podstawki, całe specjalne platformy, nawet stoły i szafy z funkcją antywibracji, okablowanie lepsze od zwykłych drutów i sztuczne uziemienia, dociski, panele akustyczne i pochłaniacze elektromagnetycznych fal, na koniec specjalne sale odsłuchowe o odpowiednich proporcjach z okablowaniu i adaptacją jak w studiu nagraniowym – to się wyłaniało stopniowo i w różnej kolejności, aż usypało w piramidę. Dzisiaj to cała branża, której ani producent sprzętu, ani jego klient nie lekceważy. Sam wszystko mam na najróżniejszych podstawkach, a teraz będzie o w miarę prostych i całkowicie drewnianych.

      Drewno z muzyką się kojarzy, kojarzy od zarania – zwykłe patyki i wydrążone pnie służyły w prehistorycznych czasach do wybijania rytmu. Ale nie wyobrażajcie sobie praprzodków jako bezmyślnych stukaczy. W zdobnej prehistorycznymi malowidłami jaskini Les Trois Frères (po francusku „Trzech braci”, jako że trzech odkryło) możemy zobaczyć szacowany na piętnaście tysięcy lat wizerunek łowcy płoszącego, a może zaczarowującego? zwierzynę przy pomocy łuku pobudzanego smyczkiem z użyciem ust jako komory rezonansowej. Szokujący zaiste widok – najstarsza, jak się uważa, ilustracja dawnych praktyk muzycznych, zaskakująca pod ich względem pomysłowość[1]. Nie wiemy jak stare są pokrewne takim łukom harfy i drumle, ale na pewno bardzo stare. Nasza historia tyczy jednakże drewna w całkiem innym użyciu, choć wydawaniu dźwięków pokrewnym.

 

[1] Ten wizerunek można interpretować bardzo różnie, na przykład jako abstrakcyjną ilustrację węchowego rozpoznawania zwierzyny przez ścigającego ją zakamuflowanego myśliwego. (Sens jest wysoce niejednoznaczny.)

Budowa i zastosowanie

      Porównajmy teraz firmowe opisy obydwu generacji. Do pierwotnej dołączono następujący:

Komplet stopek Receptor Numer Jeden składa się z 6 krążków (3 podstawki i 3 przykrywki) oraz 3 kulek. Krążki wykonane są z naszego materiału firmowego, wyjątkowo dobrze tłumiącego wibracje, na spodzie posiadają też efektywny ale miękki materiał  antywibracyjny, chroniący przed ewentualnym porysowaniem podłoża. Kulki wykonane są z twardego drewna wybranego po przetestowaniu 9 gatunków egzotycznych – sumarycznie podstawki Receptor Numer Jeden posiadają 5 warstw tłumiących wibracje o różnych częstotliwościach. Wymiary: wysokość krążka: 20 mm, średnica krążka: 43 mm, średnica kulki: 24 mm, wysokość kompletu: 43 mm.

       Druga otrzymała co następuje:

Nowa wersja stopek RECEPTOR Nr 1 różni się od poprzedniej czterema znaczącymi ulepszeniami:

  1. Średnica kulki wzrosła z 24 do 50 mm, co daje 4,6 razy większą objętość. Dzięki temu wibracje są dużo skuteczniej pochłaniane w materiale kulki.
  2. Zmienił się też materiał kulki, z ciężkiego i twardego drewna egzotycznego na lekkie i miękkie, o nieporównanie lepszych właściwościach antywibracyjnych.
  3. Zmienił także materiał na spodzie krążków. To chyba najważniejszy z tych upgradów – nie spodziewałem się, że uda się odkryć materiał tak skutecznie pochłaniający wibracje.
  4. Bardzo wzrosła średnica, wysokość krążków oraz masa – aż prawie pięciokrotnie. Zapewnia to dużo lepszą izolację elementów.

Sumarycznie stopki RECEPTOR Numer 1 posiadają 5 warstw tłumiących wibracje o różnych częstotliwościach.

Dane techniczne: wysokość krążka: 39 mm, średnica krążka: 74 mm, średnica kulki: 50 mm, wysokość całkowita 85 mm, nośność: 100 kg. Cena kompletu wynosi 990 zł.

Na życzenie oferujemy komplet złożony z 4 stopek w cenie wyższej o 30%, czyli za 1320 zł.

Komplet złożony z 4 stopek stosujemy np. pod kolumnami, w przypadku obawy o ich stabilność na 3 stopkach.

     No to już prawie wszystko wiemy. Cena dwukrotnie wzrosła, objętość jeszcze bardziej, aż strach pomyśleć, co by to było, gdyby takie stopki mieć miały powiedzmy z circa metr wysokości… Kpiny kpinami, a przecież jednak takie podstawki działają. Różne tu u mnie były i różnych stale używam, niektórzy producenci sprzętu sami ich nie żałują – ot, taki stojący obok Feliks Audio Envy ma całkiem zaawansowane. Recenzowanych mu nie podłożymy, płyta spodnia nie jest dość gruba, by przenieść duży ciężar w innych miejscach niż własne stopki, ale i tak gdzieś się podłoży.

     Rzućmy jeszcze okiem na produkt, poczynając od opakowania. Pierwotne receptory pakowane były w plastikowe tubusy, mniejsze lecz takie same, jakich brzmieniowe echa przy odkorkowywaniu testował Louis de Funès w komedii „Mały pływak”. Te duże, aktualne, lądują w z jasnego drzewa skrzynkach posklejanych z listewek, wewnątrz z grubej, purpurowej tkaniny ściągane sznurkami woreczki, dopiero w nich podstawki. One same – faktycznie – okazują się radykalnie większe; kulki rozdzielające spodni i wierzchni profil otaczający są niemal jak globusiki. Analogicznie do poprzednich one i reszta w matowej czerni na radykalnie zwiększonego kalibru konstrukcji z miękkiego zamiast twardego drzewa. Duży wpływ ma mieć również zmiana materiału stanowiącego bezpośredni kontakt stykowy, jego właściwości tłumiące są ponoć znacznie lepsze.
      Patrząc od strony czysto fizycznej, poprzez miękkość surowca poszerzyło się pole oddziaływania między kulkami a kołpakami, powiększyła też radykalnie masa pochłaniająca drgania oraz zdolności absorpcyjne kapeluszy. Biada tedy wibracjom, jeszcze bardziej zostaną pożarte, ani śladowo się już nie ważą zakłócać doskonałość brzmienia. Cały jitter (że tak to nazwę) biorący się z fizycznych drgań (pochodzących od transformatorów i napędu oraz ewentualnie zewnętrznych), zostanie wytłumiony, a ten cyfrowy, biorący się z błędów odczytu, jego już redukować będą atomowe zegary, ale to całkiem inna bajka, chociaż też w całym wymiarze z jakością brzmienia połączona. Brnąc dalej w poetykę porównań, można stwierdzić, że jajka pochłaniające były poprzednio na twardo, a teraz są na miękko, poprzednio były kurze, te teraz są indycze, pytaniem pozostaje, co dla dźwięku wynika.

     Jeszcze słowo o stosowaniu. Nie powinno się podkładać pod nóżki, tylko pod wyszukane gładkie fragmenty na spodniej płycie urządzenia, z baczeniem aby nie trafić na wystające (w niektórych przypadkach bardzo gęsto) rozsiane tam śruby. Rozstawienie, wobec liczności trzech, musi układać się w trójkąt, ale nie musi to być trójkąt równoboczny ani nawet równoramienny. Ważne natomiast, aby zapewniał stabilność, co naciskaniem trzeba sprawdzać. Ewentualnie można zamawiać komplety czteropodstawkowe, z tym że, jak pokazuje praktyka, rzadko kiedy siła podparcia równo na cztery się rozkłada, a regulacji żadnej nie ma.  

    Stawiając obok siebie dawne i nowe Receptor №1 widzimy radykalną różnicę, a jaką słyszymy?

Aspekt brzmieniowy

      Tak cóż, postawmy odtwarzacz CD, który nie tylko ma transformatory (w tym jeden 200 VA), ale przede wszystkim trzepiący się obrotowo napęd – postawmy najpierw na czterech jego własnych nogach zakończonych masywnymi gumowymi sterczynami, potem dla porównania rzućmy go na trzy skomplikowane, metalowe podstawki Kepler, na których zwykle stoi, a finalnie wesprzyjmy na starszych i nowszych Receptor №1 o odmiennych kalibrach i gęstościach kulek.

     Stojąc na własnych nogach

     Zacznijmy od tego, że nie tylko, tzn. oczywiście na nich, ale pod spodem audiofilski stół Rogoz Audio z własną wyrafinowaną antywibracją – całym blatem antywibracyjnie odciętym. Stół o dwóch blatach marki Rogoz od lat znakomicie się spisuje, w porównaniu do zwykłych półek, także wcześniej używanego, wypada radykalnie korzystniej. Ale że może być jeszcze lepiej, to udowodniło swego czasu już samo Rogoz Audio: odtwarzacz Accuphase stawiany wprost na stole grał ewidentnie gorzej od też postawionego na nim, ale z dystansem w postaci platformy też produkcji Rogoza. Podwojenie tego samego (ten sam mechanizm antywibracji via kolce i specjalne kapturki) okazało się wnosić dobrze słyszalną poprawę – nie sam słuchałem i wszyscy byli tego samego zdania. Obecnie tamta historia została powtórzona, tyle że nie z Accuphase a Cairnem i nie podwójnym chwytem Rogoza, tylko jak wyżej napisałem.

     A zatem wpierw na własnych nogach od dawna już nieprodukowanego francuskiego odtwarzacza, zasobnego w od też dawno nie oferowane kondensatory Black Gate, dane mu na udoskonalenie. (Że ucieknę się do formuły pozbawionej użycia nagminnego teraz „upgrade”).

    Od bardzo dawna nie słuchałem własnego odtwarzacza bez stawiania go na podstawkach, będą już lata długie. Doskonale było sobie odświeżyć zatartą w pamięci wiedzę o jego zwykłym brzmieniu, bo, uprzedzając opisy które nastąpią za chwilę, od razu teraz zapowiem, że zjawią się cztery odtwarzacze. Do tego stopnia w każdym podejściu było różnie brzmieniowo, że gdyby to były ślepe testy, wskazałbym cztery urządzenia. Z tym że – uprzejmie proszę – nie wyciągajcie z tego wniosku, iż każde takie antywibracyjne podkładki zrobią inny odtwarzacz. Trzy użyte robiły i podobnie kiedyś w recenzji platforma Acoustic Revive, ale miałem też do czynienia z drogimi podstawkami, które niczego nie wnosiły, a kosztowały dużo więcej od teraz przytaczanych. A zatem nie jest tak, że czego byś nie kupił, w każdym wypadku dobrze będzie, można także się naciąć. A że ładnych parę lat temu – będzie przeszło dekadę – kolega Wojciech Szemis podłożył pod dystrybuowaną wówczas przez siebie elektronikę Kondo Audio Note rolki papieru toaletowego w standardzie „szary-PRL”, to jeszcze inna sprawa i swego rodzaju manifest, który tłumaczcie sobie jak tam chcecie, w każdym razie tak też świetnie grało.

     Wracając do tu i teraz. Tamte rolki były paskudnie szare, Cairn na własnych nogach srebrny, ale także szarawy. Dalece nie tak szary, ale w porównaniu do siebie na Keplerach wypłowiał, zszarzał, stracił wigor i wyraźność obrazu. Dawał dźwięk czysty i otwarty, ale zauważalnie przyduszony brakiem szczytowych sopranów oraz lekkim skróceniem wybrzmień. Co działo się pod obecność sporego udziału echa, a mimo tego same dźwięki okazywały się spłycone. Pewien również deficyt żywości, plastyczności konturów, osłabienie ataku i brak pełnego doznania przeniesienia na miejsce zdarzeń. Generalizując można powiedzieć, że brzmienie dobre, bliskie bardzo dobremu, ale dalekie od takiego, w którym się można zakochać. Co piszę z pozycji kogoś z nawykiem do maksimów, kto niemal zawsze kręci nosem. A tu kręcenia było sporo, za dużo abym na to przystał – dźwięk poza polem akceptacji, za takie brzmienie dziękuję. Jednocześnie świadomość, że takiego na co dzień nie słucham, wracajmy więc do codzienności.

Na podstawkach Divine Acoustic Kepler

     Codzienność to Keplery, odkąd je testowałem. Był kiedyś u mnie zamożny audiofil, który się nie mógł ich nachwalić, dostałem cały wykład o przewagach, o których sam wiedziałem, ale grzecznie kiwałem głową, albowiem słusznie prawił. To faktycznie niezwykłe podstawki, zaskakująco dużo wnoszące. Na którą to dużą dawkę składają się od strony pierwszych wrażeń poprawa wyraźności, ofensywy i dynamiki. Słuchając i porównując do tego co przed chwilą, poczułem się zmuszony przyznać, że SKOK JAKOŚCIOWY BYŁ SZALONY. Lawinowo przyrosły soprany, akcelerując brzmienie zarówno od strony ostrości konturów, jak i wyszukiwania szczegółów. Ale samo to by nie starczyło do całościowej poprawy mogącej stawiać ten odtwarzacz obok aż kilkanaście razy droższych, tak żeby tym nastokrotnym wyszło to porównanie bokiem, jak czasem się zdarzało. W obręb zaistniałej poprawy weszła też głębia brzmienia i głębia czerni tła, weszła czystość, wyraźność i także wydłużenie wybrzmień. Zjawiło się wyrafinowanie poprzednio całkiem nieobecne odnośnie takiej miary, podobnie jak zupełnie inne uobecnianie muzyki i artystów. Całkiem jakby inne CD stanęło, takie o klasę do dwóch lepsze. Żywość innego kalibru, brzmienie podszyte aktywnością, już nie leniwie wypłowiałe i od niechcenia się snujące w nie całkiem transparentnym medium. Tylko żeby ktoś nie pomyślał, że te Divine Acoustic Kepler to koniec poszukiwań i kres skali. Spośród przez siebie próbowanych okazały się najkorzystniejsze do lokowania pod odtwarzaczem, ale już nie końcówką Crofta, gdzie ubiegły je Solid Tech „Disc of Silence” w układzie sześciu sprężyn na krążek. Tak więc różnie z tą użytkową stroną bywa, co zresztą zaraz się pokaże.

Na pierwotnych Avatar Audio Receptor №1

   W znacznym stopniu dawniejsze Receptor to przeciwieństwo Keplerów, z tym że nie na zasadzie „tamte dobre, te złe”, tylko również poprawiające, natomiast w inny sposób. Tak samo brzmienie znacznie lepsze niż gdy odtwarzacz na swoich nogach, ale nie przede wszystkim przez wzmożenie i uwyraźnianie, a brzmienie jedwabiste, eleganckie, spokojne, nie w takim stopniu ofensywne, za to bardziej gramofonowe. Oczywista gramofon też może grać wyrywnie, ale generalnie prezentuje walory analogowe, głównie spójność i elegancję, a stopień wyrywności różny, zależny od przypadku, głównie wkładki i toru. Poprawa wnoszona przez dawne Receptory od razu skojarzyła mi się ze zwrotem ku gramofonowi, bowiem prócz tego brzmienie smuklejsze i bardziej opływowe, posadowione na scenie głębiej, oparte stylistycznie o soprany mniej narzucane, ale również imponująco trójwymiarowe. Dominantą już nie aktywność i nadprzeciętna ostrość obrazu, a naturalność muzycznego przepływu bez podszycia podnietą. Brak zatem burzliwości i porywczo wartkiego nurtu, przewaga łagodności nad agresją. Od strony nastrojowej więcej półuśmiechów i melancholii niż szarżowania i przełamywania ofensywnością oporu. Holografia ciut głębsza i obrazowo wytworniejsza, bardziej wysnuta niż wyciosana. Więcej zadumy a mniej pędu – ogólnie biorąc inne pejzaże. Nie wdzierające się do jaźni brutalną siłą i szokowaniem – przemawiające łagodnością i obrazowo kojące. Oczywiście, jak zawsze, litania różnic sprawia wrażenie większej odmienności od faktycznej, niemniej działanie Receptorów i Keplerów to rzeczywiście różne drogi i różne punkty dojścia. Godne podkreślenia też to, że przy Receptorach zniekształcenia dźwięku (niezależnie od ich pochodzenia) okazują się mniej widoczne, ergo też mniej drażniące, co jednak ofensywność Keplerów w znacznym stopniu przykrywa.

Nowe Receptor №1

      Nowe są tak rozłożyste i wyniosłe, że samo postawienie na nich czyni inną aparaturę. Masywne walce z ukrytymi kulami wielkości przerośniętych piłek golfowych są z daleka widoczne i dźwigające na wyższy pułap obiekt na nich złożony. Pytaniem pozostaje, czy ta wielkość fizyczna rzutuje wprost, czy odwrotnie proporcjonalnie na wymiar satysfakcji muzycznej.

      Niewielu sekund potrzebowałem, by tę kwestię rozstrzygnąć, ale kilku tysięcy, by dokładnie ją zbadać. Podstawki dobrze wpływają, a siła ich działania okazała się tej samej miary co u Divine Acoustic Kepler, tyle że wektor wskazywał nieco inny kierunek.
     Po przejściu z pierwszej wersji zanikła jedwabistość i ewakuował się spokój. Nie weszła na ich miejsce agresja jak przy Keplerach, ale spokój był już resztkowy, zastąpiła go żywość. Nutę spokojnej elegancji podtrzymywały długie wybrzmienia, prowokujące śladową melancholię, która musiała się pojawiać przy tak długo i wysoko ciągnionych sopranach. Wciąż był to przy tym styl gramofonowy, popisujący się analogowością rezultatów pracy cyfrowo-analogowego konwertera; i wciąż nie było maksymalnego nacisku na ekspozycję szczegółów tkwiących w materii brzmienia, a nie z niej wyłażących na podobieństwo pcheł z psiej sierści. Podkreślanie konturów również było umiarkowane, ale i te szczegóły, i kontury teraz bardziej obecne. Podobnie ciągle była to narracja bardziej snuta niż szarżująca na innych partiach niż allegra i presta, tym niemniej tempo wzrosło, a obraz się wyostrzył. W tej sytuacji ktoś mógłby rzucić, że to pół drogi do Keplerów, na co więc tracić czas, lepiej od razu na nie, ale to byłaby z jego strony uwaga nietrafiona. Na bazie wymienionych walorów nowe, zwiększone, inne materiałowo Receptor №1 oferowały bowiem znakomitszą paletę kolorów brzmieniowych, w jej ramach popisowe oddanie charakterystyk ludzkich głosów. Głosów aż dojmująco prawdziwych, ale prawdziwych nie powszednią nutą wtrącającą w nudność odbioru, bo przecież głosy uwieczniane w nagraniach wyszukuje się niepowszednie, ażeby były zajmujące. Ich powszedniość jest więc niepowszednia, a kiedy jawią się jako powszednie w wymiarze przeciętności, znaczy to, że ich niepowszedniość została zredukowana.

    Na osi tej Divine Acoustic Kepler dodają własne podniety, sięgając po nadmierną ekscytację, która, jak pokazuje praktyka, może się bardzo podobać. Z kolei pierwotne Receptory skupiają się na łagodności o analogowej postaci, trochę z tym przesadzając, nowe Receptor №1 celnie znajdują złoty środek. Przykładowo, pogłosy nie jawią się jako wyosobnione, a mimo to dostajemy brzmienie głębokie i świetną akustykę wnętrz. Dostajemy brzmienia analogowe, ale chrypki chrypliwych głosów okazują się bardzo wyraźne; ani nie uciekając w przesadę, ani nie próbując się redukować. Tom Waits pozostaje sobą, podobnie jak Charles Aznavour czy Mireille Mathieu, a równocześnie miodopłynność Sinatry, Jaroussky’ego czy Montserrat Caballé pozostaną nienaruszone. Jakość nowych Receptor potwierdziły także oklaski – wyraźność i trójwymiarowość dłoni, ich zawieszenie w przestrzeni oraz żywość aplauzu były z porównywanych najlepsze. Przenoszenie się w atmosferę koncertów i czucie cudzej obecności nie tylko nie zostawiało nic do życzenia, to było zjawiskowe. Prawda biła z przekazu, autentyzm wyzierał z głosów. Najgłębsza była też przestrzeń sceny i najlepsza trójwymiarowość. Zatem i holografia też najbardziej prawdziwa – wszystko jako najbardziej w wymiarze brzmienia autentyczne, niezaburzone zbytnią powściągliwością ani nadmierną podnietą. Ale można woleć podniety i można powściągliwość, świat byłby nieznośnie nudny, gdyby wszyscy preferowali to samo.

Podsumowując 

      – O, to nawet niedrogo – orzekł kolega audiofil usłyszawszy o cenie. Sam używa pod sprzętem platform Acoustic Revive, nie ma więc co się dziwić. Harmonix robił kiedyś podkładki za przeszło dwadzieścia tysięcy komplet, nie wiem czy ktoś robił droższe, ale stelaże Artesania Audio Absolute to jeszcze wyższa liga cenowa. (Ciekawe, tak nawiasem, czy audiofile będą tymi, którzy wynajdą antygrawitację, ale jeśli wynajdą, na pewno będzie droga.)

      Żarty żartami, a codzienna eksploatacja dowodzi, że antywibracyjne dodatki się przydają, o ile nie traktuje się muzyki jako paszy emocjonalnej o możliwie mocnym łupnięciu. Dla tych, którzy chcą czegoś więcej niż tupot i dudnienie, dla których znaczenie ma też artyzm, piękno i inne takie atrybuty, wstydliwe z punktu widzenia dyskotekowej gawiedzi wrzucającej do Sieci obiekty swego żarcia – dla tego elitarnego grona takie szafki, platformy i tego rodzaju podkładki są przydatnymi narzędziami do osiągania celu. Że przy okazji producenci, jak nieodmiennie oni, usiłują złupić bogatych i wykorzystać snobów, to taka kolej rzeczy, taki trafił się świat. Ale w sumie to dobrze, że trwają też wysiłki na kierunku zwiększania kosztów, a nie samego zmniejszania. Szeroko brane doświadczenie uczy, że rzeczy początkowo drogie potrafią radykalnie tanieć, co wprawdzie nie dotyczy złota, ale już komputerów tak. Kto wie, czy nie kombinując przy drogich rozwiązaniach nie uda się wynaleźć czegoś pożytecznego, co z czasem tak stanieje, że stanie się dostępne, chociaż na razie w drugą stronę i Acoustics Revive przedłożyło rynkowi dętki w drewnianych okładzinach o imponującym budżecie.

      Wracając do naszej sprawy, do recenzowanego konkretu. Radykalnie zwiększone i przemienione surowcowo nowe Receptor №1 są stosunkowo niedrogie, a jednocześnie pożyteczne. Oczywista, można zorganizować pierwszorzędne granie bez nich – w ogóle bez podkładek, szafek, platform i reszty takich dodatków – ale myśl, że to zorganizowane (o ile nie jest sprzętem przenośnym) może zagrać wyraźnie lepiej przy stosunkowo niskich nakładach, pozostaje kusząca. Sam w każdym razie się kuszę.  

 

Informacje techniczne:

  • Typ urządzenia: wieloelementowe podstawki pod sprzęt.
  • Kapturki górny i dolny: kompozyt celulozowy formowany w kołyskę.
  • Podkładki spodnie/wierzchnie na kapturkach: specjalne tworzywo tłumiące.
  • Kulki: precyzyjnie toczone z miękkiego drewna o maksymalnym stopniu pochłaniania.
  • Średnice kulek: ø50 mm.
  • Mocowanie: luźne, pozbawione trwałego przytwierdzenia.
  • Opakowanie: drewniana skrzynka.
  • Komplet: 3 sztuki.

Cena kompletu: 990 PLN

 

Pokaż artykuł z podziałem na strony

9 komentarzy w “Recenzja: Avatar Audio Receptor №1 – nowa wersja”

  1. Sławek pisze:

    Ja mam pod transportem CD stare Receptory. Z tego co czytam, nowe mogłyby poprawić dźwięk. Tylko dziwnie to będzie wyglądać takie wyniesienie do góry na trzech walcach…

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Nowe są lepsze. Mnie ich wygląd nie przeszkadza.

  2. Czariusz Andrejczuk, AVATAR AUDIO pisze:

    Mamy też w ofercie Stopki Nr2, zbudowane z tych samych materiałów, ale mniejsze – zamiast 85mm mają 74 mm wysokości i odpowiednio mniejszą średnicę, a przy tym są tańsze (750 zł)

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Tylko warunkowo to zatwierdziłem, bo to jednak reklama. Proszę tego rodzaju anonsów nie zamieszczać w komentarzach.

  3. Piotr+Ryka pisze:

    Państwo wybaczą przedłużającą się pauzę między recenzjami, ale dotykająca mnie choroba okazała się najnowszym wariantem COVID-19 o dość ciężkim przebiegu, ciągle nie mogę z nikim kontaktować się bezpośrednio. Nową recenzję napisałem i połowę następnej, ale nie mam jak przekazać obiektów do zdjęć i chwilę to jeszcze potrwa. Uważajcie na siebie, bo nowy wariant odznacza się min. tym, że może spowodować głuchotę. U mnie na razie nie spowodował – jak kot się udarł nad pustą miską, z daleka usłyszałem.

    1. Michal Pastuszak pisze:

      Powrotu do zdrowia, nie daj sie.

    2. Sławek pisze:

      Zdrówka życzę!

  4. Stefan pisze:

    Szybkiego powrotu do zdrowia.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Już się wykaraskałem, jutro zawożę dwa urządzenia do zdjęć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy