Aspekt brzmieniowy
Tak cóż, postawmy odtwarzacz CD, który nie tylko ma transformatory (w tym jeden 200 VA), ale przede wszystkim trzepiący się obrotowo napęd – postawmy najpierw na czterech jego własnych nogach zakończonych masywnymi gumowymi sterczynami, potem dla porównania rzućmy go na trzy skomplikowane, metalowe podstawki Kepler, na których zwykle stoi, a finalnie wesprzyjmy na starszych i nowszych Receptor №1 o odmiennych kalibrach i gęstościach kulek.
Stojąc na własnych nogach
Zacznijmy od tego, że nie tylko, tzn. oczywiście na nich, ale pod spodem audiofilski stół Rogoz Audio z własną wyrafinowaną antywibracją – całym blatem antywibracyjnie odciętym. Stół o dwóch blatach marki Rogoz od lat znakomicie się spisuje, w porównaniu do zwykłych półek, także wcześniej używanego, wypada radykalnie korzystniej. Ale że może być jeszcze lepiej, to udowodniło swego czasu już samo Rogoz Audio: odtwarzacz Accuphase stawiany wprost na stole grał ewidentnie gorzej od też postawionego na nim, ale z dystansem w postaci platformy też produkcji Rogoza. Podwojenie tego samego (ten sam mechanizm antywibracji via kolce i specjalne kapturki) okazało się wnosić dobrze słyszalną poprawę – nie sam słuchałem i wszyscy byli tego samego zdania. Obecnie tamta historia została powtórzona, tyle że nie z Accuphase a Cairnem i nie podwójnym chwytem Rogoza, tylko jak wyżej napisałem.
A zatem wpierw na własnych nogach od dawna już nieprodukowanego francuskiego odtwarzacza, zasobnego w od też dawno nie oferowane kondensatory Black Gate, dane mu na udoskonalenie. (Że ucieknę się do formuły pozbawionej użycia nagminnego teraz „upgrade”).
Od bardzo dawna nie słuchałem własnego odtwarzacza bez stawiania go na podstawkach, będą już lata długie. Doskonale było sobie odświeżyć zatartą w pamięci wiedzę o jego zwykłym brzmieniu, bo, uprzedzając opisy które nastąpią za chwilę, od razu teraz zapowiem, że zjawią się cztery odtwarzacze. Do tego stopnia w każdym podejściu było różnie brzmieniowo, że gdyby to były ślepe testy, wskazałbym cztery urządzenia. Z tym że – uprzejmie proszę – nie wyciągajcie z tego wniosku, iż każde takie antywibracyjne podkładki zrobią inny odtwarzacz. Trzy użyte robiły i podobnie kiedyś w recenzji platforma Acoustic Revive, ale miałem też do czynienia z drogimi podstawkami, które niczego nie wnosiły, a kosztowały dużo więcej od teraz przytaczanych. A zatem nie jest tak, że czego byś nie kupił, w każdym wypadku dobrze będzie, można także się naciąć. A że ładnych parę lat temu – będzie przeszło dekadę – kolega Wojciech Szemis podłożył pod dystrybuowaną wówczas przez siebie elektronikę Kondo Audio Note rolki papieru toaletowego w standardzie „szary-PRL”, to jeszcze inna sprawa i swego rodzaju manifest, który tłumaczcie sobie jak tam chcecie, w każdym razie tak też świetnie grało.
Wracając do tu i teraz. Tamte rolki były paskudnie szare, Cairn na własnych nogach srebrny, ale także szarawy. Dalece nie tak szary, ale w porównaniu do siebie na Keplerach wypłowiał, zszarzał, stracił wigor i wyraźność obrazu. Dawał dźwięk czysty i otwarty, ale zauważalnie przyduszony brakiem szczytowych sopranów oraz lekkim skróceniem wybrzmień. Co działo się pod obecność sporego udziału echa, a mimo tego same dźwięki okazywały się spłycone. Pewien również deficyt żywości, plastyczności konturów, osłabienie ataku i brak pełnego doznania przeniesienia na miejsce zdarzeń. Generalizując można powiedzieć, że brzmienie dobre, bliskie bardzo dobremu, ale dalekie od takiego, w którym się można zakochać. Co piszę z pozycji kogoś z nawykiem do maksimów, kto niemal zawsze kręci nosem. A tu kręcenia było sporo, za dużo abym na to przystał – dźwięk poza polem akceptacji, za takie brzmienie dziękuję. Jednocześnie świadomość, że takiego na co dzień nie słucham, wracajmy więc do codzienności.
Na podstawkach Divine Acoustic Kepler
Codzienność to Keplery, odkąd je testowałem. Był kiedyś u mnie zamożny audiofil, który się nie mógł ich nachwalić, dostałem cały wykład o przewagach, o których sam wiedziałem, ale grzecznie kiwałem głową, albowiem słusznie prawił. To faktycznie niezwykłe podstawki, zaskakująco dużo wnoszące. Na którą to dużą dawkę składają się od strony pierwszych wrażeń poprawa wyraźności, ofensywy i dynamiki. Słuchając i porównując do tego co przed chwilą, poczułem się zmuszony przyznać, że SKOK JAKOŚCIOWY BYŁ SZALONY. Lawinowo przyrosły soprany, akcelerując brzmienie zarówno od strony ostrości konturów, jak i wyszukiwania szczegółów. Ale samo to by nie starczyło do całościowej poprawy mogącej stawiać ten odtwarzacz obok aż kilkanaście razy droższych, tak żeby tym nastokrotnym wyszło to porównanie bokiem, jak czasem się zdarzało. W obręb zaistniałej poprawy weszła też głębia brzmienia i głębia czerni tła, weszła czystość, wyraźność i także wydłużenie wybrzmień. Zjawiło się wyrafinowanie poprzednio całkiem nieobecne odnośnie takiej miary, podobnie jak zupełnie inne uobecnianie muzyki i artystów. Całkiem jakby inne CD stanęło, takie o klasę do dwóch lepsze. Żywość innego kalibru, brzmienie podszyte aktywnością, już nie leniwie wypłowiałe i od niechcenia się snujące w nie całkiem transparentnym medium. Tylko żeby ktoś nie pomyślał, że te Divine Acoustic Kepler to koniec poszukiwań i kres skali. Spośród przez siebie próbowanych okazały się najkorzystniejsze do lokowania pod odtwarzaczem, ale już nie końcówką Crofta, gdzie ubiegły je Solid Tech „Disc of Silence” w układzie sześciu sprężyn na krążek. Tak więc różnie z tą użytkową stroną bywa, co zresztą zaraz się pokaże.
Na pierwotnych Avatar Audio Receptor №1
W znacznym stopniu dawniejsze Receptor to przeciwieństwo Keplerów, z tym że nie na zasadzie „tamte dobre, te złe”, tylko również poprawiające, natomiast w inny sposób. Tak samo brzmienie znacznie lepsze niż gdy odtwarzacz na swoich nogach, ale nie przede wszystkim przez wzmożenie i uwyraźnianie, a brzmienie jedwabiste, eleganckie, spokojne, nie w takim stopniu ofensywne, za to bardziej gramofonowe. Oczywista gramofon też może grać wyrywnie, ale generalnie prezentuje walory analogowe, głównie spójność i elegancję, a stopień wyrywności różny, zależny od przypadku, głównie wkładki i toru. Poprawa wnoszona przez dawne Receptory od razu skojarzyła mi się ze zwrotem ku gramofonowi, bowiem prócz tego brzmienie smuklejsze i bardziej opływowe, posadowione na scenie głębiej, oparte stylistycznie o soprany mniej narzucane, ale również imponująco trójwymiarowe. Dominantą już nie aktywność i nadprzeciętna ostrość obrazu, a naturalność muzycznego przepływu bez podszycia podnietą. Brak zatem burzliwości i porywczo wartkiego nurtu, przewaga łagodności nad agresją. Od strony nastrojowej więcej półuśmiechów i melancholii niż szarżowania i przełamywania ofensywnością oporu. Holografia ciut głębsza i obrazowo wytworniejsza, bardziej wysnuta niż wyciosana. Więcej zadumy a mniej pędu – ogólnie biorąc inne pejzaże. Nie wdzierające się do jaźni brutalną siłą i szokowaniem – przemawiające łagodnością i obrazowo kojące. Oczywiście, jak zawsze, litania różnic sprawia wrażenie większej odmienności od faktycznej, niemniej działanie Receptorów i Keplerów to rzeczywiście różne drogi i różne punkty dojścia. Godne podkreślenia też to, że przy Receptorach zniekształcenia dźwięku (niezależnie od ich pochodzenia) okazują się mniej widoczne, ergo też mniej drażniące, co jednak ofensywność Keplerów w znacznym stopniu przykrywa.








Ja mam pod transportem CD stare Receptory. Z tego co czytam, nowe mogłyby poprawić dźwięk. Tylko dziwnie to będzie wyglądać takie wyniesienie do góry na trzech walcach…
Nowe są lepsze. Mnie ich wygląd nie przeszkadza.
Mamy też w ofercie Stopki Nr2, zbudowane z tych samych materiałów, ale mniejsze – zamiast 85mm mają 74 mm wysokości i odpowiednio mniejszą średnicę, a przy tym są tańsze (750 zł)
Tylko warunkowo to zatwierdziłem, bo to jednak reklama. Proszę tego rodzaju anonsów nie zamieszczać w komentarzach.
Państwo wybaczą przedłużającą się pauzę między recenzjami, ale dotykająca mnie choroba okazała się najnowszym wariantem COVID-19 o dość ciężkim przebiegu, ciągle nie mogę z nikim kontaktować się bezpośrednio. Nową recenzję napisałem i połowę następnej, ale nie mam jak przekazać obiektów do zdjęć i chwilę to jeszcze potrwa. Uważajcie na siebie, bo nowy wariant odznacza się min. tym, że może spowodować głuchotę. U mnie na razie nie spowodował – jak kot się udarł nad pustą miską, z daleka usłyszałem.
Powrotu do zdrowia, nie daj sie.
Zdrówka życzę!
Szybkiego powrotu do zdrowia.
Już się wykaraskałem, jutro zawożę dwa urządzenia do zdjęć.