Recenzja: AUDIOENGINE A2+ BT

Odsłuchy cd,

Dedykowano im podstawki.

– Ale powiedzmy to stanowczo, wykrzyczmy dużymi literami: KOLUMNY AUDIOENGINE A2+ BT SĄ DO BEZPRZEWODOWEGO BLUETOOTH, W NIM OSIĄGAJĄ MAKSIMA!

To jest bardzo słyszalne, to są różne poziomy. Granie przewodowe po USB to granie przyzwoite – trójwymiarowe odnośnie dźwięków i sceny, melodyjne i na zawołanie potężne. Ale na słowach: „przyzwoite”,” dobre”, „niezłe” musimy uciąć pochwały. Natomiast po Bluetooth granie jest pierwszorzędne. Posmakowałem go trzy razy – ze smartfonami Motorola One i iPhone 12, oraz przenośnym odtwarzaczem Astell & Kern SE180. To był dźwięk z wyższej ligi, tu nie ma cienia wątpliwości. Onegdaj nigdy by mi nie przyszło do głowy, że będę miał do czynienia z jakimkolwiek urządzeniem, które może pracować przewodowo, a lepiej wypadnie bezprzewodowo. No ale cóż, każdy śpiewak w realu śpiewa bezprzewodowo, a i gitary klasyczne nie boją się elektrycznych.

Żarty na bok. Zestaw nabiurkowych, bezprzewodowych głośników AUDIOENGINE A2+ BT za pośrednictwem transmisji Bluetooth pokazał dźwięk wybitny. Już bez powściągniętego sopranowego skraju i za małego wypełnienia basowego, jak również bez zbędnego pogłosu i z lepszym dzięki sopranom rysunkiem. Wyższa dźwięczność, mocniej ożywiające się medium, głębsze przenikanie w harmonię, poprawa misterności. Żadnej teraz przewagi głuchości nad wibracją, transparentność zupełna, otwartość brzmieniowa tak samo. Te same pliki muzyczne odtwarzane z komputerowego pulpitu po kablu USB, w bezprzewodowej transmisji Bluetooth z karty pamięci w Astell & Kern SE180 wypadły bardzo zdecydowanie lepiej. Dla kogoś, jak ja, wyczulonego na jakości, ponure słowo „deklasacja” nie byłoby za grube.

Na których sprawdzą się lepiej.

To zawsze duży problem, odnoszenie jednej jakości do drugiej. Przecież po kablu przyzwoicie grało, więc … Jednak bez kabla inne życie. Przejrzystsze medium, rozwarte pasmo, bas masywniejszy i bardziej trójwymiarowy, lepiej także oświetlające, naturalniejsze światło. To już nie grało gorzej od bezprzewodowych słuchawek z dobrym osprzętem. Uważnie odsłuchałem zwłaszcza partie wokalne z różnych gatunków muzycznych, tak samo różne duże składy i wszelkiego rodzaju trudne momenty. Wszystko wypadło pierwszorzędnie. Pełny naturalizm, bardzo tylko nieznaczne podrasowanie naprężeniem, żadnego dodatkowego pogłosu, mnóstwo efektownych składników. Kompletne również zero sybilacji, pomimo nieprzyciętych sopranów, a jeśli sięgać po konkrety, to przykładowo tematu z „The Pink Panther” w oryginalnej aranżacji Manciniego słuchałem jak urzeczony. W testach o skrajnej trudności nawet najniższe zejścia kontrabasu nie dały sztucznych wzbudzeń, toteż grać można było niemal tak głośno, jak prawdziwa orkiestra jazzowa. Potężnie grzmiało, a bas schodził wyraźnie niżej niż przy kablu; oczywiście nie tak głęboko, jak to się dzieje z dużymi kolumnami, niemniej dawał dużo radości. Poprzednio (czyli w kablowym graniu) można było mieć zasadnicze zastrzeżenia do deklaracji twórców odnośnie „muzyki jak wybrzmiewać powinna, byśmy poznali ją prawdziwą”; obecnie rzeczywiście grało na ich miarę. Rzecz jasna można lepiej, nie odkryjemy tym Ameryki, ale odsłuchy Audioengine zaczynałem po kablu, i miałem po nich kpiarskie podejście do tych szumnych obietnic; po usłyszeniu tego samego z Bluetooth to kpiarstwo przerodziło się w szacunek.

One plus smartfon – i gotowe.

Brzmienie czyste, naturalnie uformowane, eleganckie, świetliste i natlenione – w ozdobie zdolności do potęgi aż przytłaczało faktem, że to się dzieje bezprzewodowo i dzieje za tysiąc trzysta złotych. Bo DAP, to inna sprawa (chociaż z niego najlepiej), ale smartfony wszyscy mają. Użyta Motorola One za siedemset zaledwie złotych – i proszę, jak z niej grało!

 

 

 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

3 komentarzy w “Recenzja: AUDIOENGINE A2+ BT

  1. Sławek pisze:

    Panie Piotrze,
    a jak ma się dźwięk tych maluchów do Pylonów, które Pan testował – chodzi mi nie tylko o ostatnio przetestowane podłogówki, ale jeśli dobrze pamiętam to przede wszystkim do monitorków które Pan sobie zostawił zamiast telewizorowych głośników?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Monitory Pylona są brzmieniowo bardziej realistyczne i dźwięk mogą dać jeszcze potężniejszy, tyle że do nich trzeba przetwornika, wzmacniacza i okablowania. Poza tym są objętościowo wielokrotnie większe – tak ładnych parę razy.

  2. miroslaw+frackowiak pisze:

    Dzis te piekne glosniczki kupilem…rewelacyjnie graja i wygladaja,sa super

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy