Recenzja: AUDIOENGINE A2+ BT

   Poświęćmy jeszcze jedną recenzję kwestiom bezprzewodowym. Poprzednia pozwoliła ustalić, że w odniesieniu do słuchawek na obszarze wyższej jakości możemy wybierać pomiędzy bardziej wyrazistym stylem Shure Aonic 50, a melodyjniejszym – z głębszym i pełniejszym brzmieniem – Sennheiser Momentum. W odniesieniu do całego rynku wybór jest oczywiście szerszy i bardziej zróżnicowany, ale ten obrazuje dwie główne szkoły i każdą poprzez wysoką jakość. Lecz najpopularniejsze teraz granie przy komputerze bądź smartfonie nie ogranicza się do słuchawek – ogromną popularność zdobyły nabiurkowe głośniki. Dlaczego, skoro słuchawki zajmują mniej miejsca i mniej przeszkadzają innym? Dwa powody z miejsca się nasuwają: – nie wszyscy wytrzymują w słuchawkach, też dzięki głośnikom możliwa jest szersza, bardziej naturalna stereofonia. Prócz tego można je uzupełnić subwooferem, a więc grzmieć tektonicznie, poza tym jeden zestaw głośników starczy wielu osobom – grać można z jednym kompletem wieloosobowo i bardziej zadowalać ewentualnych kibiców. Problemem natomiast wbrew woli zaangażowanie nie mających ochoty słuchać, ale to już kwestia pozamykanych drzwi, poziomów głośności oraz dogadywania się z otoczeniem. Nie ma natomiast problemu cenowego – popularne głośniki nabiurkowe kosztują analogicznie jak porządne bezprzewodowe słuchawki, ich ceny oscylują między jednym tysiącem a dwoma.

W dziale produktowym małych głośniczków nie działo się na HiFiPhilosophy nic od czasu recenzji iFi Audio Retro Stereo 50 (2015), a i to były głośniki z wyższej ligi – zdecydowanie droższe i gatunkowo niepoślednie. Poza tym zespolone z nietanią elektroniką. To samo odnosi się do recenzji Zingali Client Nano (2014) –  głośników od tytułowych wyraźnie większych i osiem razy droższych. Prawie tak małe były jedynie Ancient Audio Master Oslo (2013), ale znowuż o wiele droższe, z jakościowo innego przedziału.

Audioengine A2+ BT to jeden z popularniejszych modeli, do pozyskania za skromne tysiąc trzysta złotych. Pochodzący od firmy mającej w herbie wypisane dokładnie to samo, co też amerykańskie Monoprice – herbowe zawołanie brzmi: „Znakomicie i tanio”.

Pod hasłem tym audiogenie Home music systems zostało powołane w 2005, ojcami założycielami Brade i Dave. Panowie przedstawiają się na firmowej stronie samymi imionami, czyli podpadają pod kategorię określoną przez Meg Ryan w „Masz wiadomość” jako zwyczaje małolat i kelnerek. Dalej jest mowa o pełnym zaangażowaniu w uzyskanie najwyższej jakości przy określonym budżecie, dzięki czemu wyroby Audioengine nie tylko z powodzeniem konkurują w kategorii stosunku jakości do ceny, ale też charakteryzuje je znaczna ponadczasowość, przez co należy rozumieć nawet po kilku latach nie stania się przestarzałym. Wdraża się jak najnowsze technologie i wdraża jak najporządniej, by dziś i jutro grało na miarę oczekiwań. Nie mniej dumni są twórcy z modelu biznesowego, pozwalającego maksymalnie ciąć koszty, by klient płacił tylko za to, co rzeczywiście niezbędne. Poza tym – jasna sprawa – obaj panowie (kumple raczej) pasjami kochają muzykę; ich pasją także „pomaganie ludziom w usłyszeniu ulubionych utworów tak, jak powinny być usłyszane. Też pomaganie w odkrywaniu nowej muzyki i docenianiu jej, dzięki najwyższej jakości dźwięku.” Siedzibą Austin w stanie Teksas, sprzedaż – według najnowszej mody – wysyłkowa. W ofercie także pasywne głośniki przewodowe, a spośród aktywnych bezprzewodowych (takie też mogą przewodowo) model Audioengine A2+ BT zajmuje drugą pozycję od dołu, jeśli nie liczyć najtańszego przenośnego soundbaru. W Stanach A2 mają cenę $269, u nas to 1300 złotych. (Najtańsze takie – A1, to $199; flagowy model HD6 kosztuje $699.)

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

2 komentarzy w “Recenzja: AUDIOENGINE A2+ BT

  1. Sławek pisze:

    Panie Piotrze,
    a jak ma się dźwięk tych maluchów do Pylonów, które Pan testował – chodzi mi nie tylko o ostatnio przetestowane podłogówki, ale jeśli dobrze pamiętam to przede wszystkim do monitorków które Pan sobie zostawił zamiast telewizorowych głośników?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Monitory Pylona są brzmieniowo bardziej realistyczne i dźwięk mogą dać jeszcze potężniejszy, tyle że do nich trzeba przetwornika, wzmacniacza i okablowania. Poza tym są objętościowo wielokrotnie większe – tak ładnych parę razy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy