Recenzja: Astell&Kern KANN CUBE

Technologia, powierzchowność i użyteczność

Wyjątkowo duży i silny.

   Do mocy niedługo wrócimy, ale najpierw o przenośności. Ta kwestia rodzić może dylemat, bo urządzenie jest ponadprzeciętnie duże. Wymiary: 140 x 87,7 x 31,5 mm i waga blisko pół kilograma dają solidną cegiełkę, przy której nawet AK380 z modułem AMP staje się niepozorny i która w żadną normalną kieszeń nie wejdzie. Trzeba by nosić spodnie ogrodniczki z dużą kieszenią z przodu, lub mieć przy pasku specjalne troki z futerałem, by się z tym CUBE wygodnie zabrać. Odnośnie spodni – nie są w modzie; odnośnie futerału – nic nie wiem. Opisywane urządzenie to egzemplarz przedprodukcyjny, pozbawiony opakowania i akcesoriów. Lecz jednocześnie na amerykański witrynach istnieje możliwość zakupu ($1499), a i polski dystrybutor – MP3store – zamieścił obszerny anons; i nigdzie tam mowy nie ma o jakimś futerale, nie mówiąc o jego przytraczaniu albo pasku na ramię. Analogicznie na stronie producenta – gdzie jest właściwie to samo – sprawa noszenia nie została tknięta. Ale może mimo to będzie nosidełko? Bo mowy nie ma też o innych akcesoriach, a jakieś wszak być muszą, na przykład kabel symetryczny. Do niego zaraz dojdziemy, a teraz tylko uwaga, że sprawa przedstawia się analogicznie, jak w przypadku znacznie większego Woo Audio WA8 Eclipse (przetwornik ze słuchawkowym wzmacniaczem;  waga 1,18 kg) i też będącego przetwornikiem i wzmacniaczem ALO Audio Continental Dual Mono (waga 0,415 kg) – które w futerały wyposażono (u ALO za dopłatą). Przenośne i zarazem spore (bo na pewno jeszcze nie autentycznie duże) to najwyraźniej powracająca moda, pewien nawrót do dawnych  „tranzystorów” i „jamników”. Tyle że na bazie słuchawek, co zmiłowaniem dla otoczenia. I takie spore rzeczy powinny posiadać nosidełka, lecz na razie to odłożony temat.

W zamian za „większe niż normalnie” musi być rekompensata. Pierwszą – tu zaskoczenie – jest stosunkowo umiarkowana cena. Co prawda dwakroć niemal wyższa niż za KANN normalnego, niemniej największy i najmocniejszy w ofercie odtwarzaczy przenośnych Astella – nasz tytułowy KANN CUBE – jest aż dwa i pół razy tańszy od najdroższego teraz pobratymca Astell & Kern A&ULTIMA SP1000 (17 tys. PLN), kosztując 7499 złotych. Nie jest to mało ani dużo – ot, cena dobrych słuchawek. (Ja wiem, rzeczywistość skrzeczy niskimi zarobkami.) Ale to dalece jeszcze nie wszystko ze spraw przyjemnościowych – w tym nadprzeciętnie dużym i ciężkim musiało się wszak coś godnego owych parametrów zmieścić. I rzeczywiście – wraz z wielkością dostajemy niemało: pierwsza rzecz, większy ekran, bo nie dać go w tej sytuacji, byłoby głupim sknerstwem. Ekran ma rozmiar pięciu cali przy rozdzielczości 720 x 1280, i jest oczywiście dotykowy.

Z dużym pokrętłem i przyciskami.

Analogicznie jak u odtwarzaczy mniejszych wyposażono go w wygodny regulator głośności: suwamy z góry na dół po nim palcem, wartość na skali 0 – 150 się wyświetla. A niezależnie od tego, zwłaszcza kiedy wyświetlacz gaśnie, mamy o wiele większe niż u pozostałych pokrętło z poprawiającym precyzję ząbkowaniem. Poza tym z grubsza po staremu, to znaczy pod pokrętłem (a nie z drugiej strony) trzy tradycyjne przyciski funkcyjne: >Back<, >Forward< i >Pause<; u góry przycisk ON/OFF oraz dwa gniazda słuchawkowe (symetryczne 2,5 mm i niesymetryczne 3,5 mm, będące jednocześnie wyjściem optycznym); których uzupełnieniem jest innowacja umieszczona po przeciwnej stronie pokrętła – na lewym boku (patrząc na ekran) dodano gniazdo 5-pin mini XLR symetryczne, do którego ma w komplecie być specjalna przejściówka 2 x 3-pin normalne, pozwalająca osiągać wyższą jakość niż z tamtych w przypadku wyjścia liniowego. (Czy faktycznie, tego nie mogłem sprawdzić, bo nie otrzymałem przejściówki.) Prócz tego na całej obudowie dwie jeszcze tylko szczeliny: na środku, pod gniazdem 5-pinowym, na kartę pamięci micro SD (pamięć wbudowana to 128 GB) oraz na spodzie wejście USB typu C, służące jednocześnie do ładowania i transferu danych. (Kabel o takim złączu w komplecie.)

Cała obudowa to anodyzowane na ciemny ołów aluminium o samych ostrych kantach. Ta ostrość zawsze Astell&Kern towarzyszyła, nic to nie jest nowego. Niespecjalnie drażniąca będzie podczas trzymania, bo przy tej wadze urządzenia powinno ono leżeć, niemniej obły pokrowiec by się przydał – i mam nadzieję będzie. Astell dba zawsze o brak nudy po stronie wizualnej, toteż obudowę oprócz tych rwących oczy kantów podzielono żłobkowaniami na segmenty, zaopatrzono w ozdobne nisze i fantazyjnie wyłożono  rewers ekranu tapetą z karbonowego kompozytu. Widnieje na niej srebrny napis KANN i poniżej małymi literkami wypisano różne mądrości – kto zrobił i co to może.

I dużo większym ekranem.

Tyle by było o wyglądzie, poza ostatnią sprawą: położony na karbonowym grzbiecie KANN CUBE okazuje się nie być płaski, tylko ekran ma lekko przechylony w lewą stronę. Czemu to służy, pojęcia nie mam – być może coś nie chciało się zmieścić. A może to tylko artystyczna wizja dodatkowego wzbogacenia całej kanciastej bryły? W każdym razie się to zapamiętuje – i może o to chodziło. W użytkowaniu nie przeszkadza, udręczy jedynie miłośników uspokajającej symetrii.

A teraz o nadzieniu, poczynając od mocy. Ta jest regulowana z poziomu ekranu i oferuje trzy zakresy: High: Unbalanced 6Vrms / Balanced 12Vrms;  Mid: Unbalanced 4Vrms / Balanced 8Vrms; Low: Unbalanced 2Vrms / Balanced 4Vrms. Poziomy niski i średni to normalka (choć i tak są znacznie mocniejsze niż w zwykłym KANN i AK380 z AMP),  natomiast wysoki ustanawia własne rekordy – okazuje się prawie dwakroć mocniejszy niż u tamtych. A przecież już je chwaliłem za wyjątkowo dużo mocy, tutaj natomiast mamy w urządzeniu przenośnym autentycznie potężny wzmacniacz; powiedzieć można bezkompromisowy. I w takim razie należy stwierdzić, że KANN CUBE to tak naprawdę łatwe do przenoszenia urządzenie o parametrach stacjonarnego: w plecaku czy torebce powędruje za właścicielem wszędzie i czy to w pracy, czy na wyjazdach, czy po prostu w różnych pomieszczeniach mieszkania, będzie można w takiej roli go użyć. Bo przecież nie potrzebuje zasilania  – pracować może bez niego aż do dziewięciu godzin – a czas nominalny ładowania to połowa tego przedziału, za co odpowiada bateria litowo-polimerowa o pojemności 7,400 mAh/3,8V. Poza tym urządzenie stanowi komplet – potrzebuje jedynie słuchawek oraz wgrania muzyki. Ma przy tym funkcję streamera, może więc być całkowicie stacjonarne.

Jak chodzi o obróbkę sygnału, to nad całością czuwa zegar z precyzją taktowania 250 femtosekund, i w tej sytuacji jitter będzie śladowy, nikomu nie będzie dokuczał. Kolejna świetna wiadomość, to osobny dla każdego stereofonicznego kanału przetwornik ESS SABRE ES9038PRO 8-channel DAC, czyli najlepszy oferowany przez jednego z wiodących producentów. Co do charakterystyki brzmienia, to odznaczający  się czystym, precyzyjnym i detalicznym dźwiękiem, który należy ubrać w muzykalność, co nie jest specjalnie trudne. I muszę przyznać – to mnie najbardziej ucieszyło, bo jednak rozgraniczenie jakościowe pomiędzy jednym wspólnym, a dwoma osobnymi przetwornikami, przeważnie jest dość wyraźne. Niczego natomiast (poza samą mocą wyjściową) producent nie mówi o konstrukcyjnych cechach sekcji słuchawkowego wzmacniacza; pozostaje więc tylko przypuszczać, że podobnie jak w zwykłym KANN jest to układ analogowy.

A także nowym złączem symetrycznym 5-pin.

Urządzenie obsługuje formaty do 32bit/384kHz oraz natywne DSD256, gwarantuje łączność bezprzewodową w standardach Wi-Fi: 802.11 b/g/n (2.4GHz) iBluetooth: V4.2 (A2DP, AVRCP, aptXTM HD), a wszystko to z odstępem szumu od sygnału 117 dB dla trybu normalnego i 128 dB dla zbalansowanego; przesłuchu międzykanałowego analogicznie 129 i 136 dB; dynamiki aż 140 dB oraz niezwykle niskich zniekształceń 0.0004%, plus pasmo przenoszenia w przypadku obsługiwanych oczywiście plików HiRes do 70 kHz. A wszystko pod kontrolą czterordzeniowego procesora w systemach operacyjnych Windows 7,8,10 (32/64bit) oraz MAC OS X 10.7 i nowsze.

 

 

 

 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

16 komentarzy w “Recenzja: Astell&Kern KANN CUBE

  1. Sławomir S. pisze:

    Kolejny nowy standard gniazda dla słuchawek – złącze 5-pin. Oj, brak standaryzacji w tym obszarze jest uciążliwy. Dlatego do wad dodałbym brak gniazda symetrycznego 4,4mm, które wydaje się mocno już okrzepło na rynku (Sony, Sennheiser, Ibasso, Fio, Questyle)

    1. Piotr Ryka pisze:

      Można by tak postąpić, ale dopiero po ustaleniu, czy to 5-pin przypadkiem nie jest lepsze.

    2. rlc pisze:

      To nie jest wyjście słuchawkowe tylko liniowe.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Czyli w błąd wprowadził mnie dystrybutor. Trochę szkoda, bo słuchawkowe 2×3-Pin jest najlepsze ze wszystkich.

  2. Miltoniusz pisze:

    Czy to jest wyższy poziom niż WA8?
    Czy planuje Pan test SP1000? Słuchałem przez moment na ostatnim AVS i jestem pod wrażeniem. Drogi ale odlotowy we współpracy z lampą.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Poziom ogólny nie jest wyższy, ale holograficzność mocniejsza. Test SP1000 pewnie będzie, bo dystrybutor nalega.

      1. marcinl0 pisze:

        Bardzo proszę: koniecznie Test SP1000 we współpracy z lampą.

        – A także uzupełnienie niniejszej recenzji o test 5-pin podłączonego do 2×3 pin zbalansowanego wzmacniacza lampowego.

        Swoją drogą dystrybutor mógł zadbać o dostarczenie do testu przejściówki do 5-pin…

        1. Piotr Ryka pisze:

          Odnośnie przejściówki, to nie wina dystrybutora – to Astell nie dostarczył jemu.

          Dostałem propozycję przetestowania wchodzącego na rynek SP2000. Czy to nie wystarczy?

          1. Piotr Ryka pisze:

            Uzupełniając: SP1000 wypada z produkcji – SP2000 w tej samej cenie następcą. (Ma dotrzeć do mnie w przyszłym tygodniu.) Przejściówka z 5-pin dla KANN CUBE będzie prawdopodobnie dopiero we wrześniu. Dystrybutor zapewnia, że odnośnie jej funkcjonalności dostarczył mi prawidłowych danych, tak więc sam musiałem to przeoczyć i pokręcić.

  3. Piotr Ryka pisze:

    Astll&Kern SP2000 przyjechał. I nawet coś tam gra 🙂

    1. Miltoniusz pisze:

      Świetnie. Co do testu SP1000 – lepiej oczywiście testować nowego SP2000. Tym niemniej przychodzi taka myśl do głowy, że SP1000 jako model schodzący pewnie będzie można kupić taniej. Z drugiej zaś strony gdyby w teście wzięły udział obydwa – pewnie pracy nie było by dwa razy więcej – byłby to test SP2000 z odniesieniem do jak sądzę grającego nieco gorzej ale podobnie SP1000. Czyli takie dwa w jednym. Ale sam SP2000 też będzie super. No i może odniesienie do Kanna będzie nawet ciekawsze. A jak pierwsze wrażenia?

    2. Przemysław pisze:

      Jak coś tam gra, to dobrze rokuje 😉 Czekam na recenzję i uważam podobnie jak Miltoniusz, że takie porównanie z poprzednikiem byłoby wartościowe.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Doskonale rozumiem pragnienie takiego porównania, ale dystrybutor nie podziela Waszej opinii i woli test samego nowego. Przy czym jest z tym wszystkim małe zamieszanie, bo Astell zrobił wzmacniacz dla SP1000, który nie wiadomo czy będzie pasował do SP2000. Ale póki co tego wzmacniacza nie ma. Osobliwa dość sytuacja, trzeba przyznać. Ale może do SP2000 będzie jednak pasował i wszystko się unormuje.

        1. Miltoniusz pisze:

          No tak, jak dystrybutor tak woli to trudno. W sumie dystrybutor to może przecież podesłać ulotki a tam jest pewnie wszystko napisane. Więc jak ktoś ma wątpliwości czy warto wydać te 17 tyś. to zawsze może sobie poczytać.

          1. Piotr Ryka pisze:

            Kolega szanuje moją pracę? Jaki jest sens opisywania urządzenia schodzącego z rynku i zastępowanego przez niemal identyczne?

          2. Piotr Ryka pisze:

            No dobrze, plejerowcy mogą się odobrazić – przyjechał SP1000 Aultima i będzie porównanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy