Recenzja: Astell&Kern KANN CUBE

Odsłuch

Za ekranem też elegancko.

   Do konfrontacji z mocarnym nowym stanął dużo droższy dawny flagowy, to znaczy każdy odsłuch odbywał się w dwóch turach: raz z AK380, raz z KANN CUBE. I dwie przede wszystkim użyte zostały pary słuchawek, obie zapewniające podpięcie symetryczne – wzorowane na Beyerdynamic T1, ale zamknięte i stuningowane Astell&Kern AK T5P 2ND GENERATION BY BEYERDYNAMIC (5 tys. PLN) oraz zrecenzowane po AVS nowe MrSpeakers ETHER 2 (10 tys. PLN). Ale też, dla zadania maksymalnego szyku, Final Sonorous X.

Z Astell&Kern AK T5P (symetrycznie)

Już sprawozdaję o dźwięku, ale jedna sprawa techniczna – Astell oferuje podkładkę antywibracyjną pod odtwarzacz, której nie miałem i którą zastąpiłem korkową, która i tak dawała minimalną poprawę.

Zacząłem od płyty Jana Garbarka z chórem kościelnym, której nie zamierzałem użyć, ale ponieważ w trakcie zdjęć Karol jej słuchał, ręka sama dotknęła „Play”. W zamyśle tylko na próbę, ale oderwanie nie było łatwe. Zjawiła się metafizyczna atmosfera i wyjątkowa czystość brzmienia w nabożnych klimatach odrealnienia i spraw ponad ziemskich.  Nie wiedziałem, co bardziej podziwiać – czyste i modlitewnie skupione głosy chórzystów, czy kotłowanie się powietrza w zakrętach saksofonu. I czy bardziej słuchawki, czy może sam odtwarzacz? Jedno i drugie musiało być bardzo, ale to bardzo nieprzeciętne, bo też mnie odrealniło. I natychmiast refleksja: czy może to tylko skutkiem tego, że długo muzyki nie słuchałem i głód się zjawił na nią?  Jednak nie, nic z tych rzeczy. Zęby i uszy na odsłuchach zjadłszy, momentalnie wychwyciłem bardzo rzadko widywane obrazowanie przestrzeni – zarówno w sensie objętości dźwięków, jak i tak lubej holografii. A także nadzwyczajną jak na cyfrowe źródło analogowość i brak w całym paśmie zniekształceń. Muzyka o gramofonowych cechach sprzedawała holograficzną przestrzeń, i samo mi się pomyślało: „To gra za dobrze, niemożliwie…”

Naprawdę za dobrze grało, a pliki HiRes, to już w ogóle, że aż się trochę wkurzyłem. Na pewno miałem dobry dzień do muzyki, ale i tak za dobrze… Dźwiękiem nie tylko po prostu dobrym, ale także natchnionym. Oczywiście, że da się lepiej, na przykład ożywienie przestrzeni było umiarkowane i ciśnienie akustyczne dalekie od prezentacji moich Ultrasone, ale sami zapewne wiecie, że super holografia to coś niezastąpionego, a jeśli łączy się z czystością, pełną bezpośredniością i super muzykalnością, a na dodatek z przymieszką chropawych tekstur i przede wszystkim czucia „istoty” w każdym dźwięku, to zapomina się o całym świecie. Nie było to wprawdzie granie aż super szczegółowe, gdyby takiego ktoś oczekiwał, i nawet w ogóle nie idące ku analizie. Ale smak i miąższość miało wyborny, toteż syciłem się pięknem chwili.

I elegancko w ogóle.

Malutki w porównaniu AK380 zagrał dalece inaczej – dźwiękiem bliższym, ostrzejszym, bardziej szczegółowym, wyraźnie bardziej eksponującym soprany i zdecydowanie mniej holograficznym. W ogóle pozbawiony tamtego czucia przestrzeni, skupionym na samych dźwiękach. Bardziej koronkowych i jak koronki też płaskich – że owszem, więcej informacji o brzmieniu, ale mniej, i to o wiele, o ich zawieszeniu i samej przestrzeni.

Wiecie co? – z tymi Astell&Kern AK T5P  na pewno bym KANN CUBE wolał. Jako nie tylko bardziej przestrzennego i bardziej magicznego, ale też bardziej muzykalnego. Brak z droższym poprzednikiem było tego natchnienia, brak czucia muzycznej istoty, brak magii przestrzenności… Niedobrze, bardzo niedobrze. (Oczywiście, że dla mnie.) Bo nie powiem o tym inaczej: KANN CUBE zajechał AK380 ze słuchawkami samego Astella po złączu symetrycznym. Tyle.

Z MrSpeakers ETHER 2 (symetrycznie)

Flagowe słuchawki MrSpeakers w najnowszej, poprawionej edycji okazały się dla AK380 zdecydowanie lepszym partnerem od sygnowanych przez własną firmę Beyerdynamic T5p. Dźwięk zjawił się podobny do prezentowanego przez KANN CUBE z Astell&Kern AK T5P, to znaczy przestrzenny, mocno muzyczny i mocno klimatyczny. Słowo „rewelacyjny” w kategoriach absolutnych byłoby lekką przesadą, ale właśnie jedynie lekką, bo grało zadowalająco pod każdym jednym względem i dźwięk niewątpliwie upajał. Muzyka duża, gęsta, trójwymiarowa i mocna w całym sensie słowa. Kawał muzyki – moc i dynamika. Śladu natomiast obserwowanych poprzednio zbyt forsownych sopranów, najmniejszego ich, czy czegokolwiek innego, spłaszczenia. Wyczuwalna holografia (nie aż zjawiskowa, ale mogąca cieszyć) – i jedyne, co trzeba odnotować po stronie pejoratywów, to niecałkowita zdolność do napędzania planarów. Grać bez zniekształceń można było głośno, ale nie bardzo głośno; do tego byłby potrzebny moduł AMP, którego niestety nie mam. Szczególnie bas był wrażliwy, membrany w mocno basowych partiach sprawiały wrażenie trących o magnesy i zniekształcenia były duże, przy czym nic to nie miało wspólnego z jakością plików, najlepsze nawet tak miały. Pomimo zatem świetnej muzykalności i ogólnej jakości brzmienia, te słuchawki i AK380 nie spełniły kryteriów dobrej współpracy.

Astell&Kern we współpracy z Beyerdynamic dedykują specjalne słuchawki.

Po przejściu na KANN CUBE dwie rzeczy uderzyły zwłaszcza – brzmienie głębsze i znów, nie ma zmiłuj, zdecydowanie bardziej holograficzne. Tak więc holografia to nowego plejera drugie imię i jeśli ktoś szczególnie ją ceni (a kto nie?), będzie miał duże pole do harcowania na pełny holograficzny wymiar. KANN nie potrafił wprawdzie tak precyzyjnie obrabiać dźwięków, nie dawał tak misternych obrysów, ale za to zanurzał dźwięki w swoim holograficzny morzu i na dodatek stwarzał rewelacyjną atmosferę lekkiego przyciemnienia, zadumy, ogromnego obszaru i w nim pięknie bogatych i mocniejszych niż u AK380 dźwięków. Dużo nawet mocniejszych, całkowicie odpornych na basowe przestery. Znaczonych zjawiskowo przestrzennym całym brzmieniem, w tym szczególnie cennymi trójwymiarowymi sopranami. Podczas uważnych porównań okazało się, że MrSpeakers przekazują więcej informacji od T5p, czego można było nie wyłapać przy ich masywnych i tak „zanurzonych” brzmieniach. Ale owszem, uważna analiza nie zostawiała wątpliwości – anatomia dźwiękowej bryły była u nich bardziej dokładna. Bębnami można zaś było rozsadzić sobie czaszkę bez choćby śladu przesteru. A jednocześnie cały czas przestrzeń i holografia – odnośnie każdego instrumentu, odnośnie każdego utworu. Niejeden bardzo drogi system stacjonarny mógłby tego KANN CUBE pozazdrościć, nawet większość! Muzyka jako forma stricte przestrzenna – w ten sposób gra ten odtwarzacz. I powiem szczerze: od AK380  bez modułu AMP, bym go wolał. Bo cóż ci po płaszczonej i nie tak głęboko wybrzmiewającej precyzji? No co ci –  powiedz?

Dwadzieścia parę GB muzyki z karty pamięci przeczesywałem z rosnącym dla tego urządzenia podziwem i nie znalazłem jednego choćby powodu do braku pełnej satysfakcji. Przy czym, bo zapomniałem napisać, owo zanurzenie w przestrzeni nie realizuje się u KANN CUBE dzięki rozbudowanym pogłosom. Niczego z takich rzeczy, sam jedynie efekt trójwymiarowy. Na pewno w dużej mierze dzięki dwóm takiej klasy kościom DAC, ale wątpię, by tylko dzięki temu. Albo może inżynierom Astella udało się jakoś lepiej wykorzystać ich ośmiokanałowość? Nie wiem… W każdym razie wszystko wybrzmiewało na poziomie zjawiska – to wiem z całą pewnością. Toteż nawet tak potencjalnie nieprzyjemne w przypadku aparatury słabszej utwory, jak Tie Your Mother Down, sprawiały czystą rozkosz.

Ale praktycznie każde inne też będą pasować.

I jeszcze jedno: brzmienie było szczególnie „mokre”, biologiczne; test zwykłej mowy wprawiał w zdumienie. Tak samo przestrzenność oklasków, tak samo brzmienie fortepianu, tak samo chóry, organy, symfonie… Dajesz cegła, no dajesz! – chciałoby się po kibicowsku zawołać… I nawet dotyk Absolutu też wypadł po mistrzowsku. Nie wiecie jak dotknąć Absolutu? To proste, kiedyś już mówiłem. Trzeba puścić drugą część (Romanze B-dur) Piano Concerto No 20 KV 466 Wolfganga Amadeusa. Momentalnie dotykasz, byle pianista był odpowiedni.

Dużo bym jeszcze mógł napisać, ale do zapamiętania jest jedno: KANN CUBE jest symfonią przestrzeni.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

16 komentarzy w “Recenzja: Astell&Kern KANN CUBE

  1. Sławomir S. pisze:

    Kolejny nowy standard gniazda dla słuchawek – złącze 5-pin. Oj, brak standaryzacji w tym obszarze jest uciążliwy. Dlatego do wad dodałbym brak gniazda symetrycznego 4,4mm, które wydaje się mocno już okrzepło na rynku (Sony, Sennheiser, Ibasso, Fio, Questyle)

    1. Piotr Ryka pisze:

      Można by tak postąpić, ale dopiero po ustaleniu, czy to 5-pin przypadkiem nie jest lepsze.

    2. rlc pisze:

      To nie jest wyjście słuchawkowe tylko liniowe.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Czyli w błąd wprowadził mnie dystrybutor. Trochę szkoda, bo słuchawkowe 2×3-Pin jest najlepsze ze wszystkich.

  2. Miltoniusz pisze:

    Czy to jest wyższy poziom niż WA8?
    Czy planuje Pan test SP1000? Słuchałem przez moment na ostatnim AVS i jestem pod wrażeniem. Drogi ale odlotowy we współpracy z lampą.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Poziom ogólny nie jest wyższy, ale holograficzność mocniejsza. Test SP1000 pewnie będzie, bo dystrybutor nalega.

      1. marcinl0 pisze:

        Bardzo proszę: koniecznie Test SP1000 we współpracy z lampą.

        – A także uzupełnienie niniejszej recenzji o test 5-pin podłączonego do 2×3 pin zbalansowanego wzmacniacza lampowego.

        Swoją drogą dystrybutor mógł zadbać o dostarczenie do testu przejściówki do 5-pin…

        1. Piotr Ryka pisze:

          Odnośnie przejściówki, to nie wina dystrybutora – to Astell nie dostarczył jemu.

          Dostałem propozycję przetestowania wchodzącego na rynek SP2000. Czy to nie wystarczy?

          1. Piotr Ryka pisze:

            Uzupełniając: SP1000 wypada z produkcji – SP2000 w tej samej cenie następcą. (Ma dotrzeć do mnie w przyszłym tygodniu.) Przejściówka z 5-pin dla KANN CUBE będzie prawdopodobnie dopiero we wrześniu. Dystrybutor zapewnia, że odnośnie jej funkcjonalności dostarczył mi prawidłowych danych, tak więc sam musiałem to przeoczyć i pokręcić.

  3. Piotr Ryka pisze:

    Astll&Kern SP2000 przyjechał. I nawet coś tam gra 🙂

    1. Miltoniusz pisze:

      Świetnie. Co do testu SP1000 – lepiej oczywiście testować nowego SP2000. Tym niemniej przychodzi taka myśl do głowy, że SP1000 jako model schodzący pewnie będzie można kupić taniej. Z drugiej zaś strony gdyby w teście wzięły udział obydwa – pewnie pracy nie było by dwa razy więcej – byłby to test SP2000 z odniesieniem do jak sądzę grającego nieco gorzej ale podobnie SP1000. Czyli takie dwa w jednym. Ale sam SP2000 też będzie super. No i może odniesienie do Kanna będzie nawet ciekawsze. A jak pierwsze wrażenia?

    2. Przemysław pisze:

      Jak coś tam gra, to dobrze rokuje 😉 Czekam na recenzję i uważam podobnie jak Miltoniusz, że takie porównanie z poprzednikiem byłoby wartościowe.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Doskonale rozumiem pragnienie takiego porównania, ale dystrybutor nie podziela Waszej opinii i woli test samego nowego. Przy czym jest z tym wszystkim małe zamieszanie, bo Astell zrobił wzmacniacz dla SP1000, który nie wiadomo czy będzie pasował do SP2000. Ale póki co tego wzmacniacza nie ma. Osobliwa dość sytuacja, trzeba przyznać. Ale może do SP2000 będzie jednak pasował i wszystko się unormuje.

        1. Miltoniusz pisze:

          No tak, jak dystrybutor tak woli to trudno. W sumie dystrybutor to może przecież podesłać ulotki a tam jest pewnie wszystko napisane. Więc jak ktoś ma wątpliwości czy warto wydać te 17 tyś. to zawsze może sobie poczytać.

          1. Piotr Ryka pisze:

            Kolega szanuje moją pracę? Jaki jest sens opisywania urządzenia schodzącego z rynku i zastępowanego przez niemal identyczne?

          2. Piotr Ryka pisze:

            No dobrze, plejerowcy mogą się odobrazić – przyjechał SP1000 Aultima i będzie porównanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy