Recenzja: Astell&Kern KANN CUBE

   Sporo czasu żeśmy sobie nie astellkernili, rok będzie z okładem. Tyle czasu minęło od recenzji mocarnego, jak się wówczas zdawało, modelu KANN, który nie tylko był wyjątkowo mocny, ale też całkiem przystępny. Za swoje cztery tysiące bez tradycyjnej złotówki jakość oferował i wciąż oferuje niewiele ustępującą modelom szczytowym, które są wielokrotnie droższe. Do tego też właśnie moc, pozwalającą napędzać nie tylko słuchawki odtwarzaczom przenośnym dedykowane, ale nawet nowego typu planarne, cokolwiek jeszcze trudniejsze od trudnych dynamicznych.

Lecz aby nie było zbyt łatwo, dwie w to się mieszają kwestie, obie odniesione do tej mocy. Primo, nie wszystkie te planarne są jednakowe w napędzaniu, niektóre trudniejsze od innych. (Na przykład Audeze LCD-3.) Secundo, sama jedynie zdolność napędzenia to dopiero połowa sukcesu; potrzeba jeszcze rezerwy mocy, by jakość dźwięku stała się przednia. Ta kwestia tyczy nawet dużych wzmacniaczy stacjonarnych, a co dopiero grajków przenośnych. W ich przypadku zwykle się na to macha ręką, trudno od malców tego wymagać. Prawdziwie wysoką jakość prezentują więc z nimi jedynie słuchawki dokanałowe i umyślnie łatwe nauszne; dopiero wspomniany KANN, czy Astell&Kern AK380 z dodatkowym modułem AMP, pozwalały udanie napędzać także normalne średnio trudne. (Dawne planary nie wchodzą w ogóle w rachubę, potrzebują 3-10 W mocy.) Ten spory sukces jednak południowokoreańskiemu IRIVER (rok założenia 1999) nie wystarczył i zlecił swojej firmie zależnej Astell&Kern (rok powołania 2013) opracowanie czegoś jeszcze mocniejszego i naturalnie też przenośnego, bo w tej materii się poruszamy. Tak powstał przedmiot tej recenzji, mający dopiero na dniach debiutować Astell&Kern KANN CUBE.

Technologia, powierzchowność i użyteczność

Wyjątkowo duży i silny.

   Do mocy niedługo wrócimy, ale najpierw o przenośności. Ta kwestia rodzić może dylemat, bo urządzenie jest ponadprzeciętnie duże. Wymiary: 140 x 87,7 x 31,5 mm i waga blisko pół kilograma dają solidną cegiełkę, przy której nawet AK380 z modułem AMP staje się niepozorny i która w żadną normalną kieszeń nie wejdzie. Trzeba by nosić spodnie ogrodniczki z dużą kieszenią z przodu, lub mieć przy pasku specjalne troki z futerałem, by się z tym CUBE wygodnie zabrać. Odnośnie spodni – nie są w modzie; odnośnie futerału – nic nie wiem. Opisywane urządzenie to egzemplarz przedprodukcyjny, pozbawiony opakowania i akcesoriów. Lecz jednocześnie na amerykański witrynach istnieje możliwość zakupu ($1499), a i polski dystrybutor – MP3store – zamieścił obszerny anons; i nigdzie tam mowy nie ma o jakimś futerale, nie mówiąc o jego przytraczaniu albo pasku na ramię. Analogicznie na stronie producenta – gdzie jest właściwie to samo – sprawa noszenia nie została tknięta. Ale może mimo to będzie nosidełko? Bo mowy nie ma też o innych akcesoriach, a jakieś wszak być muszą, na przykład kabel symetryczny. Do niego zaraz dojdziemy, a teraz tylko uwaga, że sprawa przedstawia się analogicznie, jak w przypadku znacznie większego Woo Audio WA8 Eclipse (przetwornik ze słuchawkowym wzmacniaczem;  waga 1,18 kg) i też będącego przetwornikiem i wzmacniaczem ALO Audio Continental Dual Mono (waga 0,415 kg) – które w futerały wyposażono (u ALO za dopłatą). Przenośne i zarazem spore (bo na pewno jeszcze nie autentycznie duże) to najwyraźniej powracająca moda, pewien nawrót do dawnych  „tranzystorów” i „jamników”. Tyle że na bazie słuchawek, co zmiłowaniem dla otoczenia. I takie spore rzeczy powinny posiadać nosidełka, lecz na razie to odłożony temat.

W zamian za „większe niż normalnie” musi być rekompensata. Pierwszą – tu zaskoczenie – jest stosunkowo umiarkowana cena. Co prawda dwakroć niemal wyższa niż za KANN normalnego, niemniej największy i najmocniejszy w ofercie odtwarzaczy przenośnych Astella – nasz tytułowy KANN CUBE – jest aż dwa i pół razy tańszy od najdroższego teraz pobratymca Astell & Kern A&ULTIMA SP1000 (17 tys. PLN), kosztując 7499 złotych. Nie jest to mało ani dużo – ot, cena dobrych słuchawek. (Ja wiem, rzeczywistość skrzeczy niskimi zarobkami.) Ale to dalece jeszcze nie wszystko ze spraw przyjemnościowych – w tym nadprzeciętnie dużym i ciężkim musiało się wszak coś godnego owych parametrów zmieścić. I rzeczywiście – wraz z wielkością dostajemy niemało: pierwsza rzecz, większy ekran, bo nie dać go w tej sytuacji, byłoby głupim sknerstwem. Ekran ma rozmiar pięciu cali przy rozdzielczości 720 x 1280, i jest oczywiście dotykowy.

Z dużym pokrętłem i przyciskami.

Analogicznie jak u odtwarzaczy mniejszych wyposażono go w wygodny regulator głośności: suwamy z góry na dół po nim palcem, wartość na skali 0 – 150 się wyświetla. A niezależnie od tego, zwłaszcza kiedy wyświetlacz gaśnie, mamy o wiele większe niż u pozostałych pokrętło z poprawiającym precyzję ząbkowaniem. Poza tym z grubsza po staremu, to znaczy pod pokrętłem (a nie z drugiej strony) trzy tradycyjne przyciski funkcyjne: >Back<, >Forward< i >Pause<; u góry przycisk ON/OFF oraz dwa gniazda słuchawkowe (symetryczne 2,5 mm i niesymetryczne 3,5 mm, będące jednocześnie wyjściem optycznym); których uzupełnieniem jest innowacja umieszczona po przeciwnej stronie pokrętła – na lewym boku (patrząc na ekran) dodano gniazdo 5-pin mini XLR symetryczne, do którego ma w komplecie być specjalna przejściówka 2 x 3-pin normalne, pozwalająca osiągać wyższą jakość niż z tamtych w przypadku wyjścia liniowego. (Czy faktycznie, tego nie mogłem sprawdzić, bo nie otrzymałem przejściówki.) Prócz tego na całej obudowie dwie jeszcze tylko szczeliny: na środku, pod gniazdem 5-pinowym, na kartę pamięci micro SD (pamięć wbudowana to 128 GB) oraz na spodzie wejście USB typu C, służące jednocześnie do ładowania i transferu danych. (Kabel o takim złączu w komplecie.)

Cała obudowa to anodyzowane na ciemny ołów aluminium o samych ostrych kantach. Ta ostrość zawsze Astell&Kern towarzyszyła, nic to nie jest nowego. Niespecjalnie drażniąca będzie podczas trzymania, bo przy tej wadze urządzenia powinno ono leżeć, niemniej obły pokrowiec by się przydał – i mam nadzieję będzie. Astell dba zawsze o brak nudy po stronie wizualnej, toteż obudowę oprócz tych rwących oczy kantów podzielono żłobkowaniami na segmenty, zaopatrzono w ozdobne nisze i fantazyjnie wyłożono  rewers ekranu tapetą z karbonowego kompozytu. Widnieje na niej srebrny napis KANN i poniżej małymi literkami wypisano różne mądrości – kto zrobił i co to może.

I dużo większym ekranem.

Tyle by było o wyglądzie, poza ostatnią sprawą: położony na karbonowym grzbiecie KANN CUBE okazuje się nie być płaski, tylko ekran ma lekko przechylony w lewą stronę. Czemu to służy, pojęcia nie mam – być może coś nie chciało się zmieścić. A może to tylko artystyczna wizja dodatkowego wzbogacenia całej kanciastej bryły? W każdym razie się to zapamiętuje – i może o to chodziło. W użytkowaniu nie przeszkadza, udręczy jedynie miłośników uspokajającej symetrii.

A teraz o nadzieniu, poczynając od mocy. Ta jest regulowana z poziomu ekranu i oferuje trzy zakresy: High: Unbalanced 6Vrms / Balanced 12Vrms;  Mid: Unbalanced 4Vrms / Balanced 8Vrms; Low: Unbalanced 2Vrms / Balanced 4Vrms. Poziomy niski i średni to normalka (choć i tak są znacznie mocniejsze niż w zwykłym KANN i AK380 z AMP),  natomiast wysoki ustanawia własne rekordy – okazuje się prawie dwakroć mocniejszy niż u tamtych. A przecież już je chwaliłem za wyjątkowo dużo mocy, tutaj natomiast mamy w urządzeniu przenośnym autentycznie potężny wzmacniacz; powiedzieć można bezkompromisowy. I w takim razie należy stwierdzić, że KANN CUBE to tak naprawdę łatwe do przenoszenia urządzenie o parametrach stacjonarnego: w plecaku czy torebce powędruje za właścicielem wszędzie i czy to w pracy, czy na wyjazdach, czy po prostu w różnych pomieszczeniach mieszkania, będzie można w takiej roli go użyć. Bo przecież nie potrzebuje zasilania  – pracować może bez niego aż do dziewięciu godzin – a czas nominalny ładowania to połowa tego przedziału, za co odpowiada bateria litowo-polimerowa o pojemności 7,400 mAh/3,8V. Poza tym urządzenie stanowi komplet – potrzebuje jedynie słuchawek oraz wgrania muzyki. Ma przy tym funkcję streamera, może więc być całkowicie stacjonarne.

Jak chodzi o obróbkę sygnału, to nad całością czuwa zegar z precyzją taktowania 250 femtosekund, i w tej sytuacji jitter będzie śladowy, nikomu nie będzie dokuczał. Kolejna świetna wiadomość, to osobny dla każdego stereofonicznego kanału przetwornik ESS SABRE ES9038PRO 8-channel DAC, czyli najlepszy oferowany przez jednego z wiodących producentów. Co do charakterystyki brzmienia, to odznaczający  się czystym, precyzyjnym i detalicznym dźwiękiem, który należy ubrać w muzykalność, co nie jest specjalnie trudne. I muszę przyznać – to mnie najbardziej ucieszyło, bo jednak rozgraniczenie jakościowe pomiędzy jednym wspólnym, a dwoma osobnymi przetwornikami, przeważnie jest dość wyraźne. Niczego natomiast (poza samą mocą wyjściową) producent nie mówi o konstrukcyjnych cechach sekcji słuchawkowego wzmacniacza; pozostaje więc tylko przypuszczać, że podobnie jak w zwykłym KANN jest to układ analogowy.

A także nowym złączem symetrycznym 5-pin.

Urządzenie obsługuje formaty do 32bit/384kHz oraz natywne DSD256, gwarantuje łączność bezprzewodową w standardach Wi-Fi: 802.11 b/g/n (2.4GHz) iBluetooth: V4.2 (A2DP, AVRCP, aptXTM HD), a wszystko to z odstępem szumu od sygnału 117 dB dla trybu normalnego i 128 dB dla zbalansowanego; przesłuchu międzykanałowego analogicznie 129 i 136 dB; dynamiki aż 140 dB oraz niezwykle niskich zniekształceń 0.0004%, plus pasmo przenoszenia w przypadku obsługiwanych oczywiście plików HiRes do 70 kHz. A wszystko pod kontrolą czterordzeniowego procesora w systemach operacyjnych Windows 7,8,10 (32/64bit) oraz MAC OS X 10.7 i nowsze.

 

 

 

 

Odsłuch

Za ekranem też elegancko.

   Do konfrontacji z mocarnym nowym stanął dużo droższy dawny flagowy, to znaczy każdy odsłuch odbywał się w dwóch turach: raz z AK380, raz z KANN CUBE. I dwie przede wszystkim użyte zostały pary słuchawek, obie zapewniające podpięcie symetryczne – wzorowane na Beyerdynamic T1, ale zamknięte i stuningowane Astell&Kern AK T5P 2ND GENERATION BY BEYERDYNAMIC (5 tys. PLN) oraz zrecenzowane po AVS nowe MrSpeakers ETHER 2 (10 tys. PLN). Ale też, dla zadania maksymalnego szyku, Final Sonorous X.

Z Astell&Kern AK T5P (symetrycznie)

Już sprawozdaję o dźwięku, ale jedna sprawa techniczna – Astell oferuje podkładkę antywibracyjną pod odtwarzacz, której nie miałem i którą zastąpiłem korkową, która i tak dawała minimalną poprawę.

Zacząłem od płyty Jana Garbarka z chórem kościelnym, której nie zamierzałem użyć, ale ponieważ w trakcie zdjęć Karol jej słuchał, ręka sama dotknęła „Play”. W zamyśle tylko na próbę, ale oderwanie nie było łatwe. Zjawiła się metafizyczna atmosfera i wyjątkowa czystość brzmienia w nabożnych klimatach odrealnienia i spraw ponad ziemskich.  Nie wiedziałem, co bardziej podziwiać – czyste i modlitewnie skupione głosy chórzystów, czy kotłowanie się powietrza w zakrętach saksofonu. I czy bardziej słuchawki, czy może sam odtwarzacz? Jedno i drugie musiało być bardzo, ale to bardzo nieprzeciętne, bo też mnie odrealniło. I natychmiast refleksja: czy może to tylko skutkiem tego, że długo muzyki nie słuchałem i głód się zjawił na nią?  Jednak nie, nic z tych rzeczy. Zęby i uszy na odsłuchach zjadłszy, momentalnie wychwyciłem bardzo rzadko widywane obrazowanie przestrzeni – zarówno w sensie objętości dźwięków, jak i tak lubej holografii. A także nadzwyczajną jak na cyfrowe źródło analogowość i brak w całym paśmie zniekształceń. Muzyka o gramofonowych cechach sprzedawała holograficzną przestrzeń, i samo mi się pomyślało: „To gra za dobrze, niemożliwie…”

Naprawdę za dobrze grało, a pliki HiRes, to już w ogóle, że aż się trochę wkurzyłem. Na pewno miałem dobry dzień do muzyki, ale i tak za dobrze… Dźwiękiem nie tylko po prostu dobrym, ale także natchnionym. Oczywiście, że da się lepiej, na przykład ożywienie przestrzeni było umiarkowane i ciśnienie akustyczne dalekie od prezentacji moich Ultrasone, ale sami zapewne wiecie, że super holografia to coś niezastąpionego, a jeśli łączy się z czystością, pełną bezpośredniością i super muzykalnością, a na dodatek z przymieszką chropawych tekstur i przede wszystkim czucia „istoty” w każdym dźwięku, to zapomina się o całym świecie. Nie było to wprawdzie granie aż super szczegółowe, gdyby takiego ktoś oczekiwał, i nawet w ogóle nie idące ku analizie. Ale smak i miąższość miało wyborny, toteż syciłem się pięknem chwili.

I elegancko w ogóle.

Malutki w porównaniu AK380 zagrał dalece inaczej – dźwiękiem bliższym, ostrzejszym, bardziej szczegółowym, wyraźnie bardziej eksponującym soprany i zdecydowanie mniej holograficznym. W ogóle pozbawiony tamtego czucia przestrzeni, skupionym na samych dźwiękach. Bardziej koronkowych i jak koronki też płaskich – że owszem, więcej informacji o brzmieniu, ale mniej, i to o wiele, o ich zawieszeniu i samej przestrzeni.

Wiecie co? – z tymi Astell&Kern AK T5P  na pewno bym KANN CUBE wolał. Jako nie tylko bardziej przestrzennego i bardziej magicznego, ale też bardziej muzykalnego. Brak z droższym poprzednikiem było tego natchnienia, brak czucia muzycznej istoty, brak magii przestrzenności… Niedobrze, bardzo niedobrze. (Oczywiście, że dla mnie.) Bo nie powiem o tym inaczej: KANN CUBE zajechał AK380 ze słuchawkami samego Astella po złączu symetrycznym. Tyle.

Z MrSpeakers ETHER 2 (symetrycznie)

Flagowe słuchawki MrSpeakers w najnowszej, poprawionej edycji okazały się dla AK380 zdecydowanie lepszym partnerem od sygnowanych przez własną firmę Beyerdynamic T5p. Dźwięk zjawił się podobny do prezentowanego przez KANN CUBE z Astell&Kern AK T5P, to znaczy przestrzenny, mocno muzyczny i mocno klimatyczny. Słowo „rewelacyjny” w kategoriach absolutnych byłoby lekką przesadą, ale właśnie jedynie lekką, bo grało zadowalająco pod każdym jednym względem i dźwięk niewątpliwie upajał. Muzyka duża, gęsta, trójwymiarowa i mocna w całym sensie słowa. Kawał muzyki – moc i dynamika. Śladu natomiast obserwowanych poprzednio zbyt forsownych sopranów, najmniejszego ich, czy czegokolwiek innego, spłaszczenia. Wyczuwalna holografia (nie aż zjawiskowa, ale mogąca cieszyć) – i jedyne, co trzeba odnotować po stronie pejoratywów, to niecałkowita zdolność do napędzania planarów. Grać bez zniekształceń można było głośno, ale nie bardzo głośno; do tego byłby potrzebny moduł AMP, którego niestety nie mam. Szczególnie bas był wrażliwy, membrany w mocno basowych partiach sprawiały wrażenie trących o magnesy i zniekształcenia były duże, przy czym nic to nie miało wspólnego z jakością plików, najlepsze nawet tak miały. Pomimo zatem świetnej muzykalności i ogólnej jakości brzmienia, te słuchawki i AK380 nie spełniły kryteriów dobrej współpracy.

Astell&Kern we współpracy z Beyerdynamic dedykują specjalne słuchawki.

Po przejściu na KANN CUBE dwie rzeczy uderzyły zwłaszcza – brzmienie głębsze i znów, nie ma zmiłuj, zdecydowanie bardziej holograficzne. Tak więc holografia to nowego plejera drugie imię i jeśli ktoś szczególnie ją ceni (a kto nie?), będzie miał duże pole do harcowania na pełny holograficzny wymiar. KANN nie potrafił wprawdzie tak precyzyjnie obrabiać dźwięków, nie dawał tak misternych obrysów, ale za to zanurzał dźwięki w swoim holograficzny morzu i na dodatek stwarzał rewelacyjną atmosferę lekkiego przyciemnienia, zadumy, ogromnego obszaru i w nim pięknie bogatych i mocniejszych niż u AK380 dźwięków. Dużo nawet mocniejszych, całkowicie odpornych na basowe przestery. Znaczonych zjawiskowo przestrzennym całym brzmieniem, w tym szczególnie cennymi trójwymiarowymi sopranami. Podczas uważnych porównań okazało się, że MrSpeakers przekazują więcej informacji od T5p, czego można było nie wyłapać przy ich masywnych i tak „zanurzonych” brzmieniach. Ale owszem, uważna analiza nie zostawiała wątpliwości – anatomia dźwiękowej bryły była u nich bardziej dokładna. Bębnami można zaś było rozsadzić sobie czaszkę bez choćby śladu przesteru. A jednocześnie cały czas przestrzeń i holografia – odnośnie każdego instrumentu, odnośnie każdego utworu. Niejeden bardzo drogi system stacjonarny mógłby tego KANN CUBE pozazdrościć, nawet większość! Muzyka jako forma stricte przestrzenna – w ten sposób gra ten odtwarzacz. I powiem szczerze: od AK380  bez modułu AMP, bym go wolał. Bo cóż ci po płaszczonej i nie tak głęboko wybrzmiewającej precyzji? No co ci –  powiedz?

Dwadzieścia parę GB muzyki z karty pamięci przeczesywałem z rosnącym dla tego urządzenia podziwem i nie znalazłem jednego choćby powodu do braku pełnej satysfakcji. Przy czym, bo zapomniałem napisać, owo zanurzenie w przestrzeni nie realizuje się u KANN CUBE dzięki rozbudowanym pogłosom. Niczego z takich rzeczy, sam jedynie efekt trójwymiarowy. Na pewno w dużej mierze dzięki dwóm takiej klasy kościom DAC, ale wątpię, by tylko dzięki temu. Albo może inżynierom Astella udało się jakoś lepiej wykorzystać ich ośmiokanałowość? Nie wiem… W każdym razie wszystko wybrzmiewało na poziomie zjawiska – to wiem z całą pewnością. Toteż nawet tak potencjalnie nieprzyjemne w przypadku aparatury słabszej utwory, jak Tie Your Mother Down, sprawiały czystą rozkosz.

Ale praktycznie każde inne też będą pasować.

I jeszcze jedno: brzmienie było szczególnie „mokre”, biologiczne; test zwykłej mowy wprawiał w zdumienie. Tak samo przestrzenność oklasków, tak samo brzmienie fortepianu, tak samo chóry, organy, symfonie… Dajesz cegła, no dajesz! – chciałoby się po kibicowsku zawołać… I nawet dotyk Absolutu też wypadł po mistrzowsku. Nie wiecie jak dotknąć Absolutu? To proste, kiedyś już mówiłem. Trzeba puścić drugą część (Romanze B-dur) Piano Concerto No 20 KV 466 Wolfganga Amadeusa. Momentalnie dotykasz, byle pianista był odpowiedni.

Dużo bym jeszcze mógł napisać, ale do zapamiętania jest jedno: KANN CUBE jest symfonią przestrzeni.

Odsłuch cd.

A Astell&Kern T5p poświęcona będzie recenzja odrębna.

Z Final Sonorous X (niesymetrycznie)

   Różnica pomiędzy brzmieniem KANN z MrSpeakers po złączu symetrycznym, a tym z Final po nie symetrycznym, nie okazała się trudna do opisania. Japoński luksus nadgonił to, co poprzednio opisałem jak nieco mniej misterne krawędzie, przy czym bardziej skupiał się na przestrzenności samego dźwięku (co u niego stanowi normę), a mniej na holografii i przestrzeni jako otaczającej dźwięki całości. Operował przy tym brzmieniem nieco lżejszym i bardziej transparentnym z mocniejszym akcentem sopranowym. Nie lekkim, tylko takim w sam raz i takim bardziej normalnym, to znaczy częściej w dobrych stacjonarnych torach spotykanym. Czystym, dźwięcznym, bardzo przejrzystym, lecz pozbawionym holograficznej magii, z czego by wynikało, że jest ona u KANN CUBE tak dobitna jedynie przy transferze symetrycznym. Żałowałem w tej sytuacji braku takiego kabla dla Final, mając w wyobrażeniu wizję zjawiskowego zapewne brzmienia. To natomiast było zwyklejsze – w sensie że znakomite, ale często przeze mnie słyszane. Niespecjalnie odbiegające od dobrego toru stacjonarnego przy komputerze, a właściwie, to wcale. Po prostu grało bardzo dobrze i w charakterystyczny dla tych Final sposób, ale bez tej biologii, wilgoci i przede wszystkim zjawiskowego utopienia wszystkiego w formach przestrzennych.

Tym mocniej to się uwidoczniło po przejściu na AK380, bowiem pierwszy raz zaistniała sytuacja, że z nim podobało mi się bardziej. Właśnie z nim przestrzeń się mocniej zaznaczyła, a samo brzmienie (czego się trzeba było spodziewać) nabrało takiej ogłady, która przestaje być zwyczajnie gładka – zaczyna stawać się „meszkową”, tajemniczą, metafizyczną. Obecny przy KANN dysonans pomiędzy przestrzennością dźwięków a przestrzennym obrazowaniem całego spektaklu (skutkiem przechyłu ku dźwiękom), tutaj się całkowicie wyrównał, zapanowała pełna harmonia. Przestrzenność i holografia dalekie dość były wprawdzie od KANN symetrycznego, ale na pewno lepsze niż z KANN niesymetrycznym i ogólnie zadowalające. Spokojniejsze, pełniejsze i całe ogólnie lepsze były zwłaszcza soprany, a bas także pełniejszy i lepiej siedzący w przekazie.

Muzyka w naszych czasach…

Z ciekawości jeszcze odpaliłem z KANN CUBE via dwie przejściówki swoje Ultrasone Tribute 7 i Sennheiser HD 800 (jedne i drugie z kablami Tonalum-Metrum Lab) – i pierwsze pokazały w całej pełni swój ciśnieniowy i potęgowy charakter, a drugie przy złączu niesymetrycznym były niemal tak samo przestrzenne i holograficzne, jak słuchawki korzystające z symetrii; przy okazji dowodząc, że wysoka impedancja, tak samo jak duże zapotrzebowanie na moc, nie stanowi dla debiutanta o ekstraordynaryjnych rozmiarach najmniejszego problemu.

 

 

 

 

 

Podsumowanie

   Zachwyty i rozczarowania to część audiofilskiego życia. W przypadku odtwarzacza… hmm, w sumie jak go nazwać? – chyba: „odtwarzacza stacjonarnego do bardzo łatwego przenoszenia”; w każdym razie z grubsza biorąc dużego odtwarzacza przenośnego ze średniej półki cenowej, zachwyty zdecydowanie przeważyły nad rozczarowaniami. Jakie rozczarowania? – zapytacie. Właściwie tylko jedno – że mianowicie po złączu niesymetrycznym nie gra tak zjawiskowo. Gra znakomicie, ale znakomicie-normalnie, że byś powiedział: ”Faktycznie, dobra rzecz” – i może nie poszedł dalej, ale o ile nie miałbyś Sennheiser HD 800, albo innych słuchawek też potrafiących szczególnie dużo w mierze produkowania przestrzeni, nie dostałbyś audiofilskiego zawrotu głowy, nie stanął urzeczony. Natomiast przy złączu symetrycznym… A pamiętajmy, że KANN CUBE ma jeszcze lepsze złącze symetryczne dla zewnętrznego wzmacniacza, którego z braku przejściówki  nie mogłem wypróbować. Złącze o wyższych parametrach dynamicznych i mniej też zaszumione. Jaka poprzez nie jazda, mogę się tylko domyślać, ale wystarczyło mi zwykłe złącze symetryczne 2,5 mm przy dwóch parach jakościowych słuchawek, abym audiofilskiego zawrotu głowy doznał i słuchał właśnie w urzeczeniu. Rewelacyjny odtwarzacz i tyle. Moja rekomendacja.

W punktach:

Zalety

  • Zjawiskowa magia przestrzeni.
  • W jej ramach rzadko spotykana holografia.
  • I wyjątkowo mocno odczuwalne utopienie dźwięków w przestrzeni.
  • Także samych tych dźwięków przestrzenność.
  • I jednoczesna „biologiczność”.
  • Brzmienia mokre.
  • Wyjątkowo głębokie.
  • Nasycone.
  • Masywne.
  • O znakomicie obłych krawędziach.
  • Potężne.
  • Szybkie.
  • Precyzyjne. (Choć nie jak w AK380).
  • Moc i dynamika godne dużego wzmacniacza stacjonarnego.
  • Całościowe poczucie magii – i to poczucie wyjątkowe.
  • Jak zawsze na wielkich połaciach mniejszy czy większy zew melancholii.
  • Refleksyjna więc nastrojowość.
  • Budzona też lekko przyciemnionym, ale dobrze omiatającym detale światłem.
  • Efektowny wygląd.
  • Bardzo duży ekran.
  • Czytelna i prosta obsługa.
  • Duże pokrętło potencjometru.
  • 5-pinowe złącze symetryczne o podwyższonych parametrach.
  • Dwie kości ESS SABRE ES9038PRO 8-channel DAC.
  • Potężny wzmacniacz.
  • Femtosekundowy zegar.
  • Trzy zakresy wzmocnienia.
  • Brak wrażliwości na impedancję.
  • Pojemna bateria, a wraz z nią długi czas podtrzymania.
  • Renomowany producent.
  • Polski dystrybutor.
  • Ryka approved.

Wady i zastrzeżenia

  • Nie wejdzie do kieszeni.
  • Najdroższe plejery od Astell&Kern  rysują precyzyjniejszy kontur. (Ale podczas słuchania to znika.)
  • Kabel symetryczny dla słuchawek wydaje się koniecznością; po prostu głupio go nie mieć.

 

Dane techniczne:

Kolor: Wolf Gray

Materiał obudowy: aluminium

Wyświetlacz: 5 cali, 720 x 1,280, dotykowy

Obsługiwane formaty audio: WAV, FLAC, WMA, MP3, OGG, APE, AAC, ALAC, AIFF, DFF, DSF, MQA (wsparcie wkrótce)

Częstotliwość próbkowania: PCM: 8kHz ~ 384kHz (8/16/24/32bits per Sample) / DSD Native: DSD64(1bit 2.8MHz), Stereo / DSD128(1bit 5.6MHz), Stereo / DSD256(1bit 11.2MHz), Stereo

Poziomy wyjściowe:

[Słuchawkowe]

High: Unbalanced 6Vrms / Balanced 12Vrms

Mid: Unbalanced 4Vrms / Balanced 8Vrms

Low: Unbalanced 2Vrms / Balanced 4Vrms

[XLR]

4Vrms

DAC: ESS ES9038PRO SABRE 8channel x2 (Dual DAC)

Dekodowanie: obsługa odtwarzania do 32bit / 384kHz Bit-to-Bit

Wejścia: USB typu C (dla PC i Mac)

Wyjścia: słuchawkowe 3,5 mm, optyczne 3,5 mm, zbalansowane 2,5 mm, XLR (Mini 5 pin)

Wi-Fi: 802.11 b/g/n (2.4GHz)

Bluetooth: V4.2 (A2DP, AVRCP, aptXTM HD)

Wymiary: 87,75 mm x 140 mm x 31,5 mm

Waga: 493 g

Możliwość aktualizacji firmware (OTA)

Pasmo przenoszenia:

[słuchawkowe]

±0.027dB (Condition : 20Hz~20kHz) Unbalance / ±0.025dB (Condition : 20Hz~20kHz) Balance

±0.07dB (Condition : 10Hz~70kHz) Unbalance / ±0.087dB (Condition : 10Hz~70kHz) Balance

[XLR]

±0.025dB (Condition : 20Hz~20kHz) / ±0.032dB (Condition : 10Hz~70kHz)

SNR:

[słuchawkowe] 117dB @ 1kHz, Unbalance / 117dB @ 1kHz, Balance

[XLR] 128dB @ 1kHz

Przesłuch:

[słuchawkowe] 129dB @ 1kHz, Unbalance / 136dB @ 1kHz, Balance

[XLR] 146dB @ 1kHz

THD+N:

[słuchawkowe] 0.0004% @ 1kHz, Unbalance / 0.0005% @ 1kHz, Balance

[XLR] 0.0004% @ 1kHz

IMD SMPTE:

[słuchawkowe] 0.0005% 800Hz 10kHz(4:1) Unbalance / 0.0006% 800Hz 10kHz(4:1) Balance

[XLR] 0.0006% 800Hz 10kHz(4:1)

Impedancja wyjściowa: słuchawkowe 3.5mm (1.2ohm) / Balanced out 2.5mm (1.6ohm)

Źródło zegara: 250 femto sekund, Reference Clock Jitter

Bateria: 7,400 mAh 3.8V Li-Polymer

Czas odtwarzania bez przerwy: do 9 godzin (Standard – MUSIC: FLAC, 16-bit/44kHz, Unbalance, Volume 80, EQ OFF, LCD OFF, LOW GAIN)

Czas ładowania:

Ok. 4 godzin (9V/1.67A – szybkie ładowanie)

Ok. 5,5 godzin (5V/2A – standardowe ładowanie)

Pamięć:

Wbudowana: 128GB (NAND)

Rozszerzalna: micro SD x 1

OS: Windows 7,8,10 (32/64bit), MAC OS X 10.7 I nowszy

Cena: 7499 PLN

Pokaż artykuł z podziałem na strony

16 komentarzy w “Recenzja: Astell&Kern KANN CUBE

  1. Sławomir S. pisze:

    Kolejny nowy standard gniazda dla słuchawek – złącze 5-pin. Oj, brak standaryzacji w tym obszarze jest uciążliwy. Dlatego do wad dodałbym brak gniazda symetrycznego 4,4mm, które wydaje się mocno już okrzepło na rynku (Sony, Sennheiser, Ibasso, Fio, Questyle)

    1. Piotr Ryka pisze:

      Można by tak postąpić, ale dopiero po ustaleniu, czy to 5-pin przypadkiem nie jest lepsze.

    2. rlc pisze:

      To nie jest wyjście słuchawkowe tylko liniowe.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Czyli w błąd wprowadził mnie dystrybutor. Trochę szkoda, bo słuchawkowe 2×3-Pin jest najlepsze ze wszystkich.

  2. Miltoniusz pisze:

    Czy to jest wyższy poziom niż WA8?
    Czy planuje Pan test SP1000? Słuchałem przez moment na ostatnim AVS i jestem pod wrażeniem. Drogi ale odlotowy we współpracy z lampą.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Poziom ogólny nie jest wyższy, ale holograficzność mocniejsza. Test SP1000 pewnie będzie, bo dystrybutor nalega.

      1. marcinl0 pisze:

        Bardzo proszę: koniecznie Test SP1000 we współpracy z lampą.

        – A także uzupełnienie niniejszej recenzji o test 5-pin podłączonego do 2×3 pin zbalansowanego wzmacniacza lampowego.

        Swoją drogą dystrybutor mógł zadbać o dostarczenie do testu przejściówki do 5-pin…

        1. Piotr Ryka pisze:

          Odnośnie przejściówki, to nie wina dystrybutora – to Astell nie dostarczył jemu.

          Dostałem propozycję przetestowania wchodzącego na rynek SP2000. Czy to nie wystarczy?

          1. Piotr Ryka pisze:

            Uzupełniając: SP1000 wypada z produkcji – SP2000 w tej samej cenie następcą. (Ma dotrzeć do mnie w przyszłym tygodniu.) Przejściówka z 5-pin dla KANN CUBE będzie prawdopodobnie dopiero we wrześniu. Dystrybutor zapewnia, że odnośnie jej funkcjonalności dostarczył mi prawidłowych danych, tak więc sam musiałem to przeoczyć i pokręcić.

  3. Piotr Ryka pisze:

    Astll&Kern SP2000 przyjechał. I nawet coś tam gra 🙂

    1. Miltoniusz pisze:

      Świetnie. Co do testu SP1000 – lepiej oczywiście testować nowego SP2000. Tym niemniej przychodzi taka myśl do głowy, że SP1000 jako model schodzący pewnie będzie można kupić taniej. Z drugiej zaś strony gdyby w teście wzięły udział obydwa – pewnie pracy nie było by dwa razy więcej – byłby to test SP2000 z odniesieniem do jak sądzę grającego nieco gorzej ale podobnie SP1000. Czyli takie dwa w jednym. Ale sam SP2000 też będzie super. No i może odniesienie do Kanna będzie nawet ciekawsze. A jak pierwsze wrażenia?

    2. Przemysław pisze:

      Jak coś tam gra, to dobrze rokuje 😉 Czekam na recenzję i uważam podobnie jak Miltoniusz, że takie porównanie z poprzednikiem byłoby wartościowe.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Doskonale rozumiem pragnienie takiego porównania, ale dystrybutor nie podziela Waszej opinii i woli test samego nowego. Przy czym jest z tym wszystkim małe zamieszanie, bo Astell zrobił wzmacniacz dla SP1000, który nie wiadomo czy będzie pasował do SP2000. Ale póki co tego wzmacniacza nie ma. Osobliwa dość sytuacja, trzeba przyznać. Ale może do SP2000 będzie jednak pasował i wszystko się unormuje.

        1. Miltoniusz pisze:

          No tak, jak dystrybutor tak woli to trudno. W sumie dystrybutor to może przecież podesłać ulotki a tam jest pewnie wszystko napisane. Więc jak ktoś ma wątpliwości czy warto wydać te 17 tyś. to zawsze może sobie poczytać.

          1. Piotr Ryka pisze:

            Kolega szanuje moją pracę? Jaki jest sens opisywania urządzenia schodzącego z rynku i zastępowanego przez niemal identyczne?

          2. Piotr Ryka pisze:

            No dobrze, plejerowcy mogą się odobrazić – przyjechał SP1000 Aultima i będzie porównanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy