Recenzja: JVC HA-DX1000

Budowa cd.

JVC_HA-DX1000_8  Kolejnym minusem są pady, wykonane ze sztucznej skóry. Uformowano jest bardzo starannie i nadano im profil odginający przetworniki od głowy, ale sam materiał nie jest szczególnie miły w dotyku, nie dorównując ani prawdziwej skórze stosowanej przez większość renomowanych firm, ani alcantarze z Sennheiserów HD 800. Także pojawiający się w niższych modelach Sennheisera oraz szczytowych T1 Beyerdynamica welur wydaje się sympatyczniejszy.

Kolejnym małym minusem jest nie dość grube wyścielenie nagłownego pałąka oraz lekkie niedopracowania regulacji zawieszenia, rowki zatrzaskowe którego są nieco zbyt płytkie. Na szczęście muszle nie objeżdżają jak u Grado PS-1000, ale zatrzaski od T1 czy Denona D7000 wykonano nieco staranniej.

Ostatnim minusem jest opakowanie. Ładnie wyściełane pudełko o wyszukanej pod względem odcienia zielonej barwie jest bardzo estetyczne, lecz to tylko tektura, w dodatku nie pociągnięta zabezpieczającą warstwą bezbarwnego lakieru, tylko wykończona à la pergamin. Prezentuje się to wprawdzie bardzo ładnie, ale naraża na powstawanie tłustych plam, o czym w przypadku posiadanego przeze mnie egzemplarza dwa okrągłe, tłuste kółka – pozostałość po słuchawkach Grado, położonych nieopatrznie przez kogoś na wierzchu – dobitnie zaświadczają. Nie ma sposobu, by te ślady wywabić i w rezultacie całą estetykę diabli wzięli.

By nie pozostawiać złego wrażenia, bo na to DX1000 na pewno nie zasługują, odnotujmy na koniec po stronie plusów, że słuchawki są dość lekkie i wygodnie się noszą. Ich zamknięta konstrukcja jest nieuciążliwa dla otoczenia, duża czułość bardzo ułatwia napędzanie, a 64-ro ohmowa oporność jest przyjazna dla wzmacniaczy.

Nim przejdziemy do sprawy brzmienia, słów parę o załączonym do słuchawek folderze reklamowym i instrukcji obsługi zarazem. Znajdujemy tam całą masę niezwykle cennych porad, jak choćby zalecenie, by pod żadnym pozorem nie używać ich podczas prowadzenia samochodu, uważać co się dzieje w koło kiedy ma się je na głowie poza domem, nie wlewać do nich wody oraz innych cieczy i nie wrzucać do środka metalowych przedmiotów, nie walić nimi ani w nie zbyt mocno i nie rzucać ich z wysoka na twarde powierzchnie, a także nie kłaść w bezpośrednim pobliżu źródeł ciepła oraz nie traktować substancjami aktywnymi chemicznie.

Krótko mówiąc, folder jest skierowany do osób głęboko umysłowo upośledzonych, które w sobie tylko wiadomy sposób posiadły sztukę czytania.

Poza instrukcją obsługi dla imbecyla możemy tam też znaleźć ustęp traktujący o wspaniałych właściwościach wytłumiających i akustycznych muszli wytoczonych z pojedynczego kawałka prawdziwej sosny, czego dowodem fakt, że drewno to bywa wykorzystywane przy konstruowaniu najwyższej klasy systemów głośnikowych. Do jakiej kategorii intelektualnej odbiorców skierowany jest ów tekst o przewagach brzmieniowych sośniny, nie będę się już domyślał. Pozostaje faktem, że jest ona na pewno lepsza niż jakieś sztuczne tworzywo czy metal.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

2 komentarzy w “Recenzja: JVC HA-DX1000

  1. Daniel napisał(a):

    Czy miał Pan może przyjemność posłuchać również modelu DX700? Mam okazję nabyć w dość okazyjnej cenie, niestety odsłuch nie będzie możliwy. DX1000 nie słyszałem ale po tej recenzji bardzo mnie zainteresowały a porównań obu modeli niewiele można znaleźć no i sprzeczne opinie głównie.

    Pozdrawiam

  2. Piotr Ryka napisał(a):

    Niestety, modelu DX700 nie słyszałem. Ogólnie przestrzegam przed kupowaniem tych słuchawek w ciemno, bo wielu osobom się nie podobają. Niektórym nawet bardzo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy