Recenzja: Zingali Client 3.15 Evo

   Firmy Zingali chyba przedstawiać nie muszę, mimo iż ostatnimi czasy niewiele o niej słychać. Do tego stopnia, że uświadomiwszy sobie jaka ta cisza głucha, popadłem w przygnębienie stymulowane podejrzeniem, że może interes się zwinął. Podczas bytności u nich widziałem robiące wrażenie zaplecze produkcyjne i słuchałem prototypowych głośników tubowych z potężnym górnym dyfuzorem, których nie ma w cenniku, ale nie takie firmy się zwijały. Miały być te z dyfuzorami na wystawie w Monachium w 2014-tym, lecz do tego nie doszło, podobno skutkiem nie dogadania się producenta z gospodarzami odnośnie dość reprezentacyjnej sali. Po czym zapadła cisza. Prezentowały się wcześniej na AVS w 2013-tym dużo mniejsze Zingali Twenty 1.2 Evo, które potem przetestowałem i nawet (ze wszech miar słusznie) nagrodziłem nagrodą główną Golden Analog; a jeszcze potem były na AVS w 2014-tym miniaturowe Zingali Client Nano, które na szczęście przed zdążyłem przetestować, albowiem z Show ktoś je buchnął, zmieściwszy za pazuchą. W końcu audiofil potrafi, nie takie rzeczy się robiło… A może nie audiofil? Tak czy owak zniknęły i się nie odnalazły, a potem już nic w ogóle, nastała kosmiczna pustka.

Więc może jednak przypomnę, bo mamy już 2019-ty – co-to-toto Zingali, jaką łyżką je jeść.

Giuseppe Zingali założył Zingali Acoustic w 1986 roku, jako początkowo niewielką firemkę zajmującą się produkcją głośników studyjnych. (Coś niczym włoscy dostawcy BBC.) Pierwsza dekada od założenia to lata współpracy ze sławnym JBL, którego głośniki z pewnymi modyfikacjami w tych monitorach Zingali pracowały. To jednak było widać od zewnątrz, w produktach, w środku zaś, w zaciszu swojej pracowni (nie bardzo to słowo pasuje, ale niech tam), mistrz Giuseppe prowadził badania odnośnie głośników nie dynamicznych, a tubowych. W ich efekcie powstało na początku lat dziewięćdziesiątych objęte patentem rozwiązanie o nazwie „Omniray”, wyróżniające się byciem tubą wchodzącą w obudowę, zamiast wystawać za. Od strony technicznej byciem też tubą potrafiącą lepiej od dotąd znanych łączyć tony wysokie ze średnimi i bardziej na dodatek wielokierunkowo (stąd nazwa) je eksportować w przestrzeń – przy bardziej do tego wyrównanej propagacji i mniejszych zniekształceniach.

Głośniki tubowe w technologii Omniray pojawiły się jako produkt rynkowy w 1996 i z miejsca odniosły wielki sukces. Zdobyły wiele nagród i pozyskały klientelę, wynosząc swego producenta na wyżyny głośnikowego biznesu.

Na sukces konstrukcji Omniray zareagowało JBL, proponując zacieśnienie współpracy i montaż nowo wynalezionych tub w swych wyrobach, na co maestro jednak nie przystał i poszedł własną drogą. Droga ta okazała się zrazu daleka, szlak wytyczająca aż przez Japonię, gdzie pozyskano pierwszego dużego dystrybutora i gdzie w 1997 roku monitory Zingali 95-215 z tubami Omniray zdobyły główną nagrodę najważniejszego japońskiego periodyku Stereo Sound. Co już na roścież otwarło drzwi do światowej kariery, wynosząc Zingali, wraz z Sonus Faber i Franco Serblin, na pozycję jednego z trzech wiodących producentów luksusowych głośników w Italii. Firma ma obecnie na koncie przeszło 85 modeli różnej wielkości i przeznaczenia, oferując zarówno malutkie jak ogromne; profesjonalne jak audiofilskie; dla melomanów i specjalne dla entuzjastów kina domowego; a także estradowe (pod inną marką). I właśnie sukces tych ostatnich stoi za ciszą w audiofilskim eterze. Sprzedają się te profesjonalne tak dobrze, że firma niemal przestała się promować na audiofilskiej niwie; dopiero prezentacją na tegorocznym Amsterdam ISE 2019 (Integrated Systems Europe) przerywając dwuletnią ponad absencję.

Aby jeszcze lepiej ją przerwać, pisze się ta recenzja, po raz pierwszy, tak nawiasem, odnoszona do szczytowej linii Evo – konkretnie do środkowego w jej ramach modelu Zingali Client 3.15 Evo (gdzie Evo oznacza „Evolution”).

Sygnatury przed kropką odnoszą się do ilości, natomiast te po kropce opisują średnicę głośnika niskotonowego, wspieranego potężnym spodnim bass-refleksem. W przypadku recenzowanych właśnie 15-calowego (38 centymetrów) z cewką 7,5 cm.

Przystąpmy zatem do rzeczy.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

10 komentarzy w “Recenzja: Zingali Client 3.15 Evo

  1. Paweł pisze:

    Panie Piotrze,
    który to kabel tak psuł. Czyżby ten japoński w czerwonym kolorze. Nie chcę robić antyreklamy więc nie wymieniam marki?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie, nie japoński. I kabel jest w sumie w porządku, ale taki do bardziej specjalnych, nieoczywistych zastosowań.

  2. Kolumny są niesamowite, ale i też pokazują błędy w konfiguracji i wszystko to wyszło klarownie w recenzji. Świetnej nota bene.
    Warto też wspomnieć, że wylot powietrza od spodu, czyli ta płoza, ma kształ taki, że działa jak tuba, bo na wejściu jest mniejsza średnica niż na wyjściu

    1. Piotr Ryka pisze:

      Te kolumny są jak prawdziwy instrument – trzeba umieć na nich zagrać. Co na szczęście nie jest aż jak przy instrumencie trudne; po odpowiednim zestawieniu gra samo. Poza tym to tuby, a głośniki tubowe są ogólnie łatwiejsze – i napędowo, i brzmieniowo. Niemniej te pokazują tak dużo, że wszelkie niedociągnięcia wyłażą. W porównaniu z trudnościami stawianymi przez takie Focal Utopie to jednak betka, a i brzmienie finalnie lepsze.

  3. Miltoniusz pisze:

    Panie Piotrze, co się stało, że od kilku recenzji praktycznie przestał działać tryb Reader na iPhone? (możliwość odczytu w ramach strony www dużego tekstu na ciemnym tle). To fantastyczna rzecz i jedna z głównych zalet iPhonów- bez tego trzeba się męczyć z małymi literkami.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie mam pojęcia. Trzeba było wcześniej zgłaszać, a tak to informatycy dopiero po świątecznej przerwie sprawdzą.

  4. Adam K. pisze:

    Panie Piotrze, wiem, że to nie w temacie, ale chciałem zapytać, czy miał Pan okazję zapoznać się z kablami słuchawkowymi Cardasa? A jeśli tak, czy ich sygnatura brzmieniowa jest podobna jak pozostałych kabli tej firmy, tzn. grają raczej ciepło i gęsto?
    Dziękuję za odpowiedź i wszystkiego dobrego na święta!

  5. Adam K. pisze:

    Ojoj, ale ze mnie gapa, przecież nawet recenzował Pan jeden z kabli Cardasa. Teraz dopiero znalazłem.

    1. Tadeusz pisze:

      Cross to nic specjalnego te Clear całkiem całkiem ,miałem okazje porównać .

    2. Piotr Ryka pisze:

      Ten droższy podobno jest dużo lepszy. Słyszałem też bardzo dobrze grający cały system okablowany Cardasami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy