Recenzja: Xavian Madre Perla

Odsłuch

Jasny bardzo ładnie się prezentował.

  Może i one są pod ścianę, we Wrocławiu stały zresztą niej blisko, ale u mnie pod ścianą stoją ustroje akustyczne, nie głośniki. Postawiłem Madre Perla w tym miejscu, które zwykle się sprawdza, to znaczy od tylnej prawie dwa metry i ponad metr od  bocznych. Odgięte, by patrzyły na słuchającego, i dociśnięte myszami. (Pięć kilo jedna mysza.) Aparatura ta co zawsze ostatnio – dzielony odtwarzacz Ayona, okablowanie Sulka i własne lampowe wzmocnienie. Kable głośnikowe położone starannie na podkładkach od Rogoz Audio – w które radzę się zaopatrzyć, jeżeli kogoś stać. Trzy godziny to grało bez mojego udziału, potem z moim. Lecz już siadając nie myślałem, że Xavian to firma jedna z wielu, bo Wrocław temu przeczył. Jednak na ile Madre Perla (z włoskiego – Macica Perłowa) będą umiały się mienić brzmieniem tak, jak oryginalna światłem, pozostawało do rozstrzygnięcia.

Zacznę od cech najważniejszych w sensie znaczenia i wyróżnienia. Cech, które czynią Madre Perla głośnikami bardziej jeszcze wyjątkowymi, niż mi się we Wrocławiu wydało. Zarazem nieco innymi, ponieważ tam odniosłem wrażenie, że to po prostu znakomity przypadek, ale wypośrodkowaną znakomitością całościową, to znaczy zbiorem bardzo dobrych cech podstawowych składających się na głośniki grające w sumie typowo, tyle że jakościowo znakomicie. Jako kolumny żywe, realistyczne, z dźwiękiem o wiele większym niż można by przypuszczać na podstawie rozmiaru i zjawiskowo od nich oderwanym. Tak oderwanym (pierwszy wyróżnik), że dumny z siebie ich posiadacz mógł będzie przed sobą samym i całym światem na tego kanwie głosić chwałę audiofilizmu jako technicznej magii. Albowiem słysząc takie coś człowiek z ulicy baranieje – zaiste jest to magia. Czytelnikom recenzji audio nie muszę tego tłumaczyć, więc tylko jeszcze raz podkreślę, że oderwanie we Wrocławiu i oderwanie teraz u mnie dawało magię czystą. U mnie podziały się też inne rzeczy, na przykład to, że test stereofoniczny przeszły Madre Perla na notę celującą z plusem i na dodatek z własną specyfiką (oto wyróżnik drugi). Nie tylko bowiem dźwięki zupełnie od nich oderwane i jednocześnie spójna przestrzeń doskonale kanały wiążąca przy jednoczesnym ich rozrzucaniu na dużą szerokość sceny, ale także specjalne brzmieniowe „strzały” testowego utworu (Vangelis Chung Kuo) pomiędzy kanałami wędrujące nie łukami ponad, ani łukami tyłem (tak czy tak łukiem od kolumny do kolumny), tylko przelatujące daleko za nimi i nie po żadnych łukach. Tym większe więc oderwanie i większa wraz z tym magia na bazie autentycznej, nie tylko pozorującej autentyzm sceny.

Z niewielkiego zestawu dźwiękotwórczego zaskakująco wielkie brzmienie.

Autentyzm jako wymiana ognia między wirtualnymi źródłami dźwięku bardzo dalekimi od kolumn i w tył i na boki – na dodatek wymiana po liniach prostych, znacznie lepsze robiąca wrażenie niż jakieś przejścia po łukach. Od tego testu nie zacząłem, więc był tylko kolejnym przyczynkiem do zdziwień, które już wcześniej zapoczątkowała w sensie wyczuwania swej obecności i jej rozmiaru przestrzeń. (Wyróżnik trzeci.) Także i wielkość dźwięków, nie tylko samej przestrzeni. (Wyróżnik czwarty.)

Że dźwięki będą duże i sama przestrzeń też, na to po Wrocławiu byłem przygotowany i się nie rozczarowałem. Nie uniknąłem jednak zaskoczenia in plus, jakie wywołało dokładne zmierzenie, jakie te dźwięki są objętościowe i przede wszystkim jak bardzo objętościowe są soprany. (Wyróżnik piąty, najistotniejszy.)

Odbywszy całą sesję zadzwoniłem nawet do dystrybutora z prośbą o zasięgnięcie u źródła możliwie obszernej informacji odnośnie specyfiki głośnika wysokotonowego, albo ewentualnie innych powodów, dla których te soprany w Xavian Madre Perla są tak zjawiskowe. Nic kompletnie z tego nie wyszło, ponieważ konstruktor akurat na urlopie i nie odbierał telefonów, ale może jeszcze do sprawy wrócę. Póki co pozostaje dać świadectwo własnych uszu niepoparte żadną techniką – te soprany są nadzwyczajne.  Podobne dostajemy od kolumn bardzo drogich, przy czym rzecz ma znaczenie kluczowe, bo nie wiem ile razy już pisałem, ale na pewno bardzo wiele, że odpowiednio górnolotny i bez żadnych szpilkowych pozostałości „rozdmuchany” na przestrzeń sopran jest fundamentem rasowego brzmienia. Konstruktorzy niedrogich kolumn tego wyzwania zwykle nie podejmują, uciekając w soprany dźwięczne lecz w szczycie pasma ograniczone, a jeśli podejmują, to zwykle jest porażka. Niedroga kolumna albo jest udana na bazie mocnej średnicy i dźwięcznych, ale mniej eksponowanych i nie całkiem rozwiniętych sopranów, albo jest nieudana, ponieważ sopran eksponuje, ale syczy i gwiżdże. Proporcje oczywiście są różne i wraz z tym stopnie udania, natomiast sopranów tak doskonale przestrzennych i wespół z nimi walorów scenicznych u kolumn za circa dziesięć tysięcy dotychczas nie konsumowałem.

Przeróbmy tę rzecz po kolei, poczynając od tego, że obraz brzmieniowy Xavian Madre Perla wypełniał całkowicie pokój, propagując na równi do tyłu jak do przodu i od sufitu do podłogi. (Wyróżnik szósty.) Pierwszy plan usadawiał wprawdzie jakiś metr za linią głośników, ale zupełnie tak nie było, żeby wszystko działo się tam i dalej. Wypełnienie pokoju zapewniał dźwięk propagujący we wszystkich kierunkach, dalece ponad normę dźwięczny, melodyjny oraz nie tylko zdobny objętościowymi na miarę zjawiska sopranami, ale tak samo niecodziennie objętościowym, nisko schodzącym basem. (Wyróżnik siódmy.) Nie basem typu „sub piętnaście cali”, że wciskany ciśnieniem żołądek do kręgosłupa przywiera, ale o dobrej masie, wypełnieniu i na ciało także oddziałującym, a nie same bębenki słuchowe. I jako tego atrybuty lampowe ciepło (ale żadnej przesady), lampowy nastrój oraz lampowa melodyka, czyli najlepsza z możliwych.

Firmowe zaciski. Podobno lepsze od starszych.

Od razu pomyślałem, że to najlepsze Xaviany, jakie dotąd słyszałem, co może nie jest bardzo ważne, bo najlepszych z oferty nie miałem przyjemności poznać, ale ma swą wymowę. Wespół z tym długie, poetyckie wybrzmienia i wędrowanie dźwięków poprzez wielkie obszary, czego zapleczem wyjątkowo trafny dobór wielkości źródeł do budowania wielkiej sceny. (Wyróżnik ósmy.) I może jeszcze bardziej to, że te dźwięki otwarte, jak najdalsze od przejawiania powłok. (Wyróżnik dziewiąty; jak ten sopranowy kluczowy dla całościowej postaci brzmienia.) Mało tego – dające sporo zjawiskowego „promieniowania”, które towarzyszyło kiedyś stojącym na tym miejscu diamentowym głośnikom Raidho o najlepszych membranach na świecie. Kapitalne więc czucie przestrzeni, dosłownie zasypywanej sopranami, lecz nie na podobieństwo śnieżynek czy igiełek – tylko pięknego brzmieniowego kobierca o dającym fantastyczne odczucia brzmieniowym dotyku. Efektem całościowa magia, i to bez żadnych pomniejszających ją brzmieniowych błędów. W jej ramach pełna też neutralność emocjonalna i przede wszystkim rozdzielczość. Umiejętność ukazania każdego dźwięku jako dokładniejszego i bardziej wielowymiarowego, niż czynić to potrafią nawet bardzo drogie słuchawki. To przywoływane w wielu recenzjach „szczeknięcie” u Vangelisa (z Song of White), dzwoneczki, kastaniety, kompozycyjne układy strunowe fortepianu i skrzypiec – wszystko na miarę widokowego zjawiska, zwłaszcza w kontekście ceny i sceny. (Na wszelki wypadek przypomnę, że audiofilskie dźwięki częstują obrazami dużo lepszymi od kina.)

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

5 komentarzy w “Recenzja: Xavian Madre Perla

  1. akbar pisze:

    Gdyby miał Pan porównać te zestawy z JWS ifaisteo, jakie byłyby ich wyróżniki? Co byłoby istotą ich grania?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Podobne brzmienia, ale po czterech latach i setkach w międzyczasie odsłuchów nie odtworzę sobie na tyle dokładnie brzmienia Ifaistejo, żeby sensownie móc porównywać.

  2. Adam pisze:

    Słuchałem w Sopocie. Potwierdzam wszystko co napisane w recenzji. Świetne, barwne, swobodne, szczegółowe granie. Wielka przyjemność ze słuchania. Polecam.

  3. Mariusz pisze:

    Witam pokoj 20m2 Xavian Madre Perla czy Stella,ktore by Pan wybral.Wzmacniacz Line Magnetic lm219ia.
    Moze jakies inne propozycje.

  4. Piotr Ryka pisze:

    Xavian Madre Perla. Łatwiejsze do ustawienia i napędzenia, odrobinę lepiej odnajdują się w mniejszych pomieszczeniach. Wyższa półka to dopiero dwa i pół raza droższe Diapason.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy